wtorek, 28 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 10. „Uśmiech Podziękowania."

 Szliśmy przez parking i po chwili znaleźliśmy się na piasku koło jeziora. Harry polecił, żebym ściągnęła buty, więc szybko to zrobiłam. Po chwili trzymałam białe trampki w dłoni i czekałam, aż Harry dokończy robić to samo. Kiedy był już na odpowiednim poziomie gestem pokazał, abym znowu położyła jedną wolną rękę na jego ramieniu. Zrobiłam to i zaczęliśmy iść po przez ciągnącą się plaże. Nie rozmawialiśmy tylko szliśmy przez siebie. Po między nami panowała przyjemna cisza. Nie było tutaj absolutnie nikogo, tylko nasza dwójka. Spojrzałam na niebo i zobaczyłam pełno srebrno świecących się gwiazd. Było ich pełno. Mogłabym przypatrywać się w nie, pozornie bez sensu, przez większość mojego życia. Nie wiem co sprawia, że tak sądzę, ale myślę, że są piękne. Księżyc, który święci po między nimi tylko dodatkowo dodaje uroku. Spojrzałam na jezioro i na tafli wody odpijał się jego blask. Delikatne fale stworzone przez chłodny wiatr, tworzyły piękną mozaikę. Stanęłam szybko jak wryta i sięgam do torebki po aparat. Po prostu musiałam uwiecznić ten widok, musiałam. Harry nic nie mówiąc stanął i czekał. Kiedy zrobiłam już zdjęcie on uśmiechnięty stanął w kadr i podpowiedział, aby też zrobiła mu zdjęcie. Wykonałam to polecenie i szybko przewiesiłam schowałam aparat. Kontynuując nasz spacer Harry po chwili stanął i zaproponował, abyśmy usiedli. Dopiero w chwili kiedy ściągnął jeansową kurtę zauważyłam w co był cały czas ubrany.  Na nogach miał założone zwykłe, czarne jeansy, na stopach miałby szaro-czarno-granatowe air-maxy, bo ściągnął je w momencie, gdy weszliśmy na plaże. Od pasa w górę jego tors przykrywał biały T-shirt i na to nałożył czerwoną koszulę w kratę. Jego ramiona dodatkowo przykrywałaby jasno błękitna jeasnowa kurtka, gdyby właśnie nie rozłożyłby jej na piasku. Gestem ręki pokazał mi, żeby na mnie usiadła, co zrobiłam, uśmiechem dziękując. Harry po chwili usiadł na niej obok mnie. Zgiął kolana w połowie i dłońmi podparł się za naszymi plecami, ja usiadłam po turecku i dalej zauroczona wpatrywałam się gwiazdy, księżyc i jezioro, no czasem również ciągnący się za nim ciemny las. Światło księżyca rozświetlało sobą całą najbliższą okolice, było tutaj tak pięknie. Chciałabym móc zostać tutaj na zawsze. Nie martwiąc się o jutro, nie przejmując się nikim, będąc szczęśliwa, oglądając cudowne gwiazdy.
-Popatrz.- Harry wskazał na gwiazdy. - Tam. Wielki wóz. Widzisz?
-Tak, widzę. - Odpowiedziałam uśmiechając się.
-O! A tam..- Znowu wskazał gwiazdę na niebie.- ... jest gwiazda polarna.
-Wow! Znasz się na gwiazdozbiorze? -Zapytałam zaintrygowana.
-Tylko trochę.- Wzruszył ramionami.
-Super! Wytłumaczysz mi czy się różni mały wóz od dużego? Zawsze mnie to ciekawiło.
-Cóż, mogę ci to wytłumaczyć po mojemu..
-Okej. - Uśmiechnęłam się delikatnie. Harry to odwzajemnił i zaczął opowiadać.
-Wielki wóź składa się z czterech gwiazd układając się w koszyk w kształcie trapezu z większym bokiem u góry. Gwiazda w dłuższym boku najbardziej wychodząca w lewo i przyczepione do niej dwie gwiazdy w górę, następnie jedna schodząca w dół tworzą dopełnienie wielkiego wozu. Rozumiesz?
-Hm, tak. To ten kształt, który znałam. A mały wóz, czym on się różni?
- Jest odwrócony, powiedziałbym raczej, że bardziej wykrzywiony. Koszyk wygląda tak samo, tylko gwiazdy z niego wychodzące ciągną się w góry na dół bardziej w zaokrąglonym ciągu i ostatnią jest gwiazda polarna.
-Więc tutaj też jest mał....
-Nie wiem. Nie widzę go tutaj. -Przerwał mi.- Widzę tylko wielki wóz i....- Zachichotał, a ja spojrzałam na niego. Przyglądaj mi się. -... chyba już będzie mi tylko przypominać ten wieczór.
-Cóż... to miłe i po za tym...- Nie dokończyłam tylko wyciągałam prostą rękę przed siebie. Pokazałam palcem Harry'emu miejsce na moim wewnętrznym ramieniu, tuż nad kończącym się przedramieniu. Przyglądał się moim poczynaniom, kiedy zaczęłam palcem zaznać na skórze wzór, właściwie to wodząc palcem po linii wyznaczonej przez moje pieprzyki. Kształtem przypominały wspomniany przez Harry;ego koszyk i wychodzącą z niego linię. Wielki wóź.
-To jest jak tatuaż! -Zaśmiał się, gdy zrozumiał co chciałam mu pokazać.
-Teraz tak.- Również zachichotałam wzruszając ramionami.
-To bardziej znamię, ale możemy mówić, że to tatuaż. -Uśmiechnął się promienie w moim kierunku.
-Teraz ma to znaczenie, więc tak, mogę otwarcie powiedzieć, że mam swój pierwszy tatuaż.- Wyszczerzyłam się głupio.- Zawsze chciałam mieć jeden.
-Tak?- Spytał unosząc brwi.
-Mhm.- Przytaknęłam.
-Gdy skończysz osiemnastkę będziesz mogła to zrobić.
-Po co? Przecież mam już jeden.
-Cóż... może następnym razem,będzie on z prawdziwego tuszu.
-Może... chyba, że będę się bała zrobić go. No wiesz, to chyba boli.
-Nie całkiem.- Pokręcił głową.- To dość przyjemny ból i czasem w ogóle nie boli.
-Masz kilka?- Spytałam. Za moich czasów miał, więc....
-Tak. Kiedyś ci o nich opowiem.- Powiedział lekko szturchając mnie w brzuch.
-Okej. - Mruknęłam. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, lecz on znowu ją przerwał.
-Mogę Cię o coś zapytać?- Spytał. Hmmm
-W jakim temacie konkretnie?- Odpowiedział pytająco. Nie mogę się w nic wkopać! Nie tu.. Nie z nim.
-O Twoją mamę.
-Och...- „NIE!"
-Nie musisz odpowiedzieć, jeśli nie chcesz, ale co jest po między wami?
-Co masz na myśli?
-W-wiem, że Twój tata nie żyje. Przykro mi, Hope. Czemu nie jesteś z swoją mamą bliżej?
-Ona... ja.... sama nie wiem, Harry. Ona pracuje, po przeprowadzce tutaj, nie ma dla mnie czasu i szczerze mówiąc pasuje mi to. Nie chce być z nią bliżej, chyba nie potrafiłabym.
-Dlaczego? - Spytał. Nie mów mu. Nie mów mu. Nie mów..... Och, pieprzyć to kurwa!
-Ona nigdy ze mną nie rozmawia. Nigdy, Harry. Gdy mieszkaliśmy w Polsce cały czas się mnie tylko czepiała, nie pozwalała mi na nic, trzymała mnie jak psa na smyczy! Podczas, kiedy sama nie umiała ułożyć swoich spraw. Kiedy dziadkowie odeszli i gdyby nie ja, nadal siedziałybyśmy tam. Moja siostra, gdy miała pierwszą lepszą okazje uciekła i szczerze mówiąc nie dziwie się jej. - Powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-No dobrze, rozumiem, ale... co teraz jest nie tak?- Spytał. Och..
-Nadal to samo.- Poczułam jak łza spływa mi po policzku. Och, nie.
-Co masz na myśli?- Spytał poważnie przyglądając się mi.
-Nadal widzi we mnie tylko najgorsze co robię. Czasem dla mnie to za dużo. Za dużo.- Wymamrotałam i pociągnęłam nosem. Nie będę płakać, jestem i zawsze byłam silniejsza od tego całego gówna. Poczułam silne ramiona ściskające mnie w uścisku. To... coś nowego. Och, tutaj jest tak wygodnie. W jego ramionach, znowu. Bezpiecznie. Miło. On pachnie zdecydowanie zbyt dobrze. Zbyt kojąco. Cholera, to mnie tak bardzo uspokaja.
-Czy jest ktoś kto pomaga ci w tej sytuacji?- Spytał po chwili. Pokręciłam przecząco głową, nie będąc pewna, czy mój głos nie zawiedzie mnie teraz.
-Chcę ci pomóc.- Powiedział cichutko. On chce......co?
-Dlaczego?- Wyszeptałam.
-Jesteś w potrzebie. Nie mogę przejść koło tego obojętnie. Jest coś, co chcesz mi jeszcze powiedzieć?
-Nie.- Odpowiedziałam krótko i położyłam zmęczoną głowę na jego ramieniu. Och, zbyt kojąco.


-Hope.- Ktoś lub coś szeptało delikatnie do mojego ucha.
-Hope, obudź się. -Poczułam dotyk na moich włosach. Nie, chce wracać spać!
-Hmmmm.- Wymamrotałam.
-Obudź się, Hope. Musimy wracać.- Usłyszałam. Och, nie! Nie chce wstawać. Śniłam, że jestem w ramionach Harry'ego. Tam było tak miłooooooooo.
-No dalej!- Znowu ten głos. Nie. Nie! Jeśli otworzę oczy, upadnę. Nie chce upadać, gdy Harry mnie trzyma. Niech nie puszcza już nigdy. Nigdy, proszę. Harry złap mnie, jeśli upadnę.
-To nie ma sensu. -Ktoś wymamrotał rozbawiono znudzony. Poczułam jak zostałam podniesiona do góry. Och, to się normalnie nie dzieję. Idę, och nie. Ktoś mnie niesie. Uśmiechnęłam się. To takie fajne. Wracając do rzeczywistości, otworzyłam oczy. Och, witam, twarzy Pana Styles'a. Naprawdę mnie trzyma. Nie da upaść.
-Dobry wieczór.- Wyszeptał uśmiechnięty.
-Um.. Cześć. -Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Dobrze się spało? Słodko wyglądałaś.
-Tak, bardzo dobrze. Ja...  um, długo spałam?- Zapytałam patrząc się w jego oczy. Zielone. Szmaragdowe.
-Około godziny.
-O. Mój. Boże. Przepraszam, Harry. Mogłeś mnie obudzić.
-Słodko spałaś, nie mogłem.
-Przepraszam. -Wymamrotałam jeszcze raz.
-Hope, naprawdę nie ma za co. Dobrze było mi spędzić trochę czasu, na świeżym powietrzu. A teraz wskakuj do auta. - Powiedział i wyciągając rękę spod moich pleców. Automatycznie, nie myśląc zbyt długo, dla swojego bezpieczeństwa, dłońmi oplotłam jego szyje. Otworzył drzwi i delikatnie wsadził mnie do środka. - Zaczekaj tutaj, wrócę tylko po nasze rzeczy i wracam.
-Mogę pomóc. - Zaproponowałam.
-To nie miałoby sensu, bo przed chwilą Cię tutaj przyniosłem. Po za tym nie masz na sobie butów. Poczekaj, wrócę za kilka minut.
-Dobrze. -Przytaknęłam. Harry uśmiechnął się zwycięsko i zamykając drzwi poszedł z stronę plaży. Obejrzałam się przez okno. Hej! On też nie miał na sobie butów.  Dobra, nie ważne. Jestem zbyt leniwa, żeby wyjść z tego auta. Z drugiej strony to przerażające zostawać tutaj sama. Dobra, Harry zaraz wróci. Więc, mówiąc o nim.... dowiedział się o moich kontaktach z matką. Popłakałam się przy nim, no prawie, to była jedna łza bezradności! Zwierzyłam się mu, a on? Chciał podać mi pomocną dłoń. Ok, nawet w moich wyobrażeniach tak nie wyglądało... tam było to w bardziej szarych kolorach. Na koniec usnęłam przy nim, och co za upokorzenie! Kilka minut później wrócił Harry. Przyniósł moją torebkę i buty trzymając w jednej ręce. To dziwne jak dużo umie nosić w jednej dłoni. W drugiej trzymał swoją kurtkę.
-Gdzie teraz jedziemy?- Spytałam, gdy jechał już drogą ciągnącą się przed nami.
-Na punkt widokowy.
-Znowu?
-Mhm. Gdy jest ciemno wygląda to trochę inaczej.- Odpowiedział uśmiechając się.
-Dobrze. - Mruknęłam cicho przykładając czoło do zimnej szyby. Nadal byłam zachęcona do spania. Dziwne spałam godzinę, ale jestem wypoczęta. Śpiąca, ale wypoczęta. Zarumieniłam się na myśl, że usnęłam w ramionach Harry'ego. Patrzył się na mnie? O matko! Musiałam wyglądać bardzo dziwnie! Myślę, że te jego ''słodko wyglądałaś" było tylko grzecznością, bo był miłym człowiekiem. Och.... Poczułam coraz mocniejsze ciepło na polikach, podczas gdy przypomniałam sobie jak zaniósł mnie do samochodu. Byłam ciężka! Mój zdecydowanie zbyt duży nastoletni tłuszczyk ważył o wiele za dużo! Tak, nazywam to tłuszczykiem, bo przecież co jak co, ale akceptowałam mój wygląd i nikt mi nie wmówi jak mam wyglądać i tym bardziej ile ważyć! Lecz co innego, gdy ktoś tak przystojny jak Harry mnie nosi! Jeszcze zakwasów dostanie, albo....
-Czemu się rumienisz? - Spytał Harry, stojąc przy otwartych drzwiach. Och, muszę zacząć uważniej się przypatrywać, gdzie jestem, gdy z nim jadę. W końcu mnie wywiezie do lasu i co wtedy?
-Myślałam tylko. - Odpowiedziałam cicho wzruszając ramionami. Miałam nadzieję, że nie usłyszy i zmienimy temat. Tak się nie stało.
-O czym?- Spytał po tym jak wyszłam z samochodu. Jak mu powiedzieć, że przepraszam za mój ciężar, który nosił w ramionach? Rozmyślałam idąc na przód samochodu.
-O... no, wiesz...
-Po prostu powiedź, Hope.- Powiedział przystając w środku drogi. Obróciłam się w jego stronę.
-Przepraszam, że musiałeś mnie nosić. Serio mogłeś mnie obudzić. -Odpowiedziałam na jednym wydechu. Harry zachichotał uśmiechając się pod nosem. Co go tak bardzo śmieszyło? Co za świn... Nie zdążyłam dokończyć zdania w moim myślach, bo Harry podbiegł do mnie. Wszystko działo się tak szybko, że mój mózg zapamiętywał tylko zdjęcia z urywkami szybkiej sytuacji. Poczucie rąk i zaciskających się ramion na moim kolanach. Pod nogami nic tylko powietrze. Szybki przerzut przez ramię. Och, nie. Zaczęłam krzyczeć, aby Harry postawił mnie na ziemi, ale on tylko się śmiał. Co za drań!
-Harry, mówię poważnie! Postaw mnie!
-Według życzenia. - Powiedział tajemniczo i poczułam jak lekko się pochyla. Pod moim tyłkiem znalazła się drewniana szczebelka. Asekuracyjnie złapałam obojczyki Harry'ego, kiedy przechylał mnie do przodu. Usiadłam na najwyżej barierce, stopy położyłam na niższej. Nadal trzymając się Harry'ego spojrzałam na niego. Uśmiechnął się pokazując dołeczki w policzkach. Dooooooołeczki. Notka dla siebie! Nie przeciągać w myślach słowa "dołeczki". Irytujące, nawet w moim umyśle.
-Nie jesteś ciężka. -Zrobił krok na przód.- Ani tym bardziej gruba.- Ciągnął dalej, patrząc prosto w moje oczy. Tak blisko. - Jesteś piękna, taka jaka jesteś. -Zbyt blisko. Przybliżał się bliżej, aż w końcu cmoknął mnie w policzek. Uśmiechnęłam się co odwzajemnił. Przeskoczył barierkę i usiadł na tym samym poziomie co ja. Przekręciłam się na drugą stronę i miałam przed sobą panoramę Londynu, lecz nie dałam jej zbyt dużej uwagi.
-Czy to bezpieczne? - Spytałam. Przed nami, znaczy się pięć/siedem metrów przed nami zaczynała się górka. Nie koniecznie uśmiecha mi się z niej spaść.
-Tak, na pewno. Siedziałem tutaj dużo razy i żyję jak żyłem. - Lekko uspokojona uśmiechnęłam się. Dziś dużo się uśmiecham. On daje powód do tego.- Nie akceptujesz siebie?- Spytał cicho patrząc się na swoje dłonie. Tak, Twoje paznokcie są interesujące, Haroldzie. Na pewno. Zawstydzał się? Niee, bo czego? Trudny temat? Troszkę. Zaniepokojenie? Może.
-Nie. - Odpowiedziałam prawie szeptem. - Wiem, że powinnam trochę zadbać o siebie, ale... lubię siebie i nie chciałabym być kimś innym. - Dodałam dumnie. Naprawdę, byłam dumna z tego, że polubiłam się taką jaką jestem. Po mino niedoskonałości, wszystkich problemów i sprzecznych uczuć.
-To super! - Odpowiedział radośnie, jakby spadło mu coś ciężkiego, co nie pozwalało się wnosić, z ramion.
-Hej!-Lekko szturchnęłam go łokciem w bok.- Co się dzieję?
-Nic, nic.. tak tylko czasem myślę. - Wzruszył ramionami.
-Czy Ty nie...
-Ja? Nie, ja się akceptuje. - Przerwał moje pytanie.- Chodzi mi o to...Ah..- Westchnął. - Z chłopcami śpiewamy te wszystkie piosenki o dziewczynach. I to wszystko... to prawda. Smuci mnie, gdy czasem dziewczyny nie wierzą jak piękne są. Chciałbym każdej wytłumaczyć jak wyjątkowa jest na swój sposób, a z moim stylem życia... to niemal niemożliwe. - Odpowiedział szeptem. Boże, gdzie chowasz takich mężczyzn?
-Harry, to niewykonalne dla każdego na ten planecie! Nigdy byś nie był w stanie wytłumaczyć tego każdej dziewczynie na świecie. - Uśmiechnęłam się delikatnie widząc, że się na mnie patrzy.- Robisz już i tak wystarczająco dużo. Zapytałeś się już kiedyś samego siebie jak wiele dziewczyn polubiło siebie? Właśnie dzięki TOBIE i chłopcom?
-Ja... nie. Nie zdawałem sobie z tego sprawy.- Powiedział spuszczając głowę w dół. Och, Harry. Szybko owinęłam  dłonie wokół jego tali, mocno. Starając się dodać mu jak najwięcej otuchy. Miał tak duże i takie złote serce. Martwił się o te dziewczyny, których nie znał. Jak można zmieścić tak duże serce w takiej osobie jak on? Zacisnęłam powieki i dodałam siły do mojego szczelnego uścisku na tali chłopaka. Gdybyś mógł wiedzieć, że to właśnie dzięki Tobie mam tą pewność siebie... gdybyś tylko mógł wiedzieć.
-Hej, nie płacz, Hope.- Szczypnął i oddał ucisk.  Nie zdawałam sobie sprawy, że po moim policzkach spływały łzy. Gdybyś tylko mógł wiedzieć. Uśmiechając się palcami wytarłam łzy.
-Jesteś najlepszym człowiekiem na tej planecie, Harry.- Powiedziałam szczerze.
-Nie mów tak, nie ma powodu....
-Jest! Harry, jest taki pieprzony powód. Uwierz w to! -Prawie krzyczałam.- Jesteś tak dobrym człowiekiem, jakiego można tylko chcieć szukać. -Jak mógł tego nie widzieć? Jak długo muszę obiecywać, żeby uwierzył w te słowa, jakie są prawdą? Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Muszę mu udowodnić to jak wspaniały jest. Nie widział tego....czemu?
-Zimno ci. Poczekaj tutaj. - Powiedział i podbiegł do swojego samochodu. Odpychając swoje myśli spojrzałam przed siebie. Panorama. Piękne oświetlone miasto. Poczułam ciepły materiał na ramionach. Harry. Obróciłam się i zobaczyłam jego lekki uśmiech pod nosem. Harry... Obiecuję, Harry.
  Żadne z nas nie odezwało się ani słowem. Po między nami panowała cisza. Przed sobą mając piękną panoramę w świetle nocy. Wyglądało to cudownie. Światła. Coś wspaniałego. Aż trochę trudno uwierzyć ile życia jest teraz tam... w centrum. W dzień i w nocy, cały czas ten świat był ruchomy. Pozornie nie dałoby się go zatrzymać, ale... jednak. My zatrzymaliśmy. Na cały dzień. Zatrzymaliśmy się i poznaliśmy. Nie dużo, nie wyznaliśmy sobie swoich historii życia, lecz jednak coś jakby zbliżyło.
-Wracamy?- Spytałam cicho. Jakby każdy wyższy dźwięk był czymś nie do przeżycia.
-Okej.- Powiedział krótko i poskoczył przez barierkę. Chciałam się przekręcić i wstać, lecz poczułam ramiona wokół mojej talii. Nie protestowałam.
-Już zawsze będziesz mnie nosić?- Spytałam, wiedząc, że Harry idzie w kierunku samochodu.
-Jeśli nasza księżniczka, będzie miała taką potrzebę...- Przerwał patrząc mi w oczy.- Zawsze.- Dodał. Poczułam jak prawie się roztapiam w jego ramionach. „Potrzebuję uczuć." Przypominał mi umysł moje myśli sprzed kilku dni.  Tak, potrzebuje uczuć, lecz nie współczucia. Wyzwaniem będzie rozróżniać te uczucia.
Spoglądając ostatni raz przez okno, pożegnałam się z widokiem panoramy.
-Nie żegnaj się zbyt czule z tym widokiem, niedługo może go odwiedzisz.
-To fajnie. - Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na jego słowa. Chciałam tu wrócić. Nie ważne o jakiej porze dnia.
-Polubiłaś to miejsce?- Spytał.
-Tak.
-To dobrze. - Uśmiechnął się.
-Czemu?
-Będziemy tutaj wracać.
-Och...
-Jeśli tego będziesz chciała, nie chce Cię zmuszać, ani nic no.- Plątał się mówiąc szybko. Urocze.
-Z wielką chęcią. - Zachichotałam radośnie.

    Z czasem kiedy zaczynałam rozróżniać ulice, wiedziałam, że znajdujemy się w Londynie. Za moment zakończy się ten dzień. I pierwszy raz, od dawna skończy się dobrze. Święcie przekonana jestem, że nic nie będzie w stanie go zepsuć. Matka. Meteoryt...... ok, to może trochę, bo naprawdę miałam ochotę teraz żyć.
-No i jesteśmy. - Powiedział Harry, obracając się w moją stronę. Staliśmy przy drzwiach mojego domu.
-To był wspaniały dzień. - Powiedziałam uśmiechając się. Odwzajemnił ten gest.
-Dziękuje za niego. -Ukształtowały się doooooołeczki w jego policzkach. Och, znowu. Muszę przestać.
-Dziękuje, bardzo. -Dodałam ściągając jego kurtkę z ramion. W samochodzie bez nieuwagę zapomniałam o tym.
-Możesz ją wziąć.
-Jestem pod moim domem, nie będzie mi już potrzebna.
-Jestem autem, mi również. - Odpowiedział uśmiechając się. Nie schodził nam uśmiech z ust.
-Jak tam chcesz.-Wzruszyłam ramionami i nie trudziłam się, żeby ją teraz ściągnąć.
-Dziękuje jeszcze raz, Hope. To była jedna z najlepszych niedziel kiedykolwiek. - Powiedział i zrobiło mi się ciepło na sercu. Znowu, a tak samo jak nie mogłam się tego pozbyć, wiedziałam, że nie powinnam była tego odczuwać. Wyciągnął dłonie. Szybko zareagowałam i wtuliłam się w jego ramiona. Było tam tak dobrze.




-Harry... powinnam już iść.
-Tak, jasne.-Chciał się od niej odsunąć. Ono go tylko mocniej przytuliła przez kilka krótkich, zbyt krótkich według niej, sekund. Odsuwając się od niego Hope zbliżyła swoje usta, które jak Harry chciał myśleć, kiedyś będą dotykały jego, jak na razie... dotknęły jego policzka. Oboje chcieli jeszcze być w swoim towarzystwie, ale obawiali się siebie nawzajem. Nie odwzajemnionych czuć, które mogły zranić. Czas czeka, na razie dla nich za wcześnie. On spełnił cześć swojej obietnicy, lecz nie miał pojęcia, że ta druga wiąże ze sobą o wiele więcej tajemnic, niż mu się wydawało. Dowiedzieć się i pomóc. Ona... chciała mu udowodnić i sprawić, że uwierzy. Musieli jednak poznać się i przelecieć przez ten okres bez strat. Oboje w głębi chcieli tego samego. Strach ich hamował. Czekanie będzie wzmacniać swoimi działaniami.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz