-Muszę kończyć, brat się obudził. -Stwierdziła Klaudia.
-W porządku.- Powiedziałam i odłożyłam łyżkę, którą mieszałam smażone mięso, na spodek. Podeszłam bliżej komputera, aby pożegnać się z moją koleżanką. -Trzymaj się, kochana!
-Raczej ja powinnam powiedzieć to do Ciebie, Hope.
-Och, zamknij się. Poradziłam sobie w większymi problemami.
-Wiem, po prostu.. martwię się o Ciebie. Wiem, że dasz sobie radę. Wszystko będzie dobrze, pamiętaj.
-Pamiętam, pamiętam. Dzięki, że chciałaś mnie wysłuchać, wiesz...
-Nie masz za co dziękować, zrobiłabyś to samo dla mnie. - „Ma rację." Pomyślałam.
-Dobra, bo zaraz się rozkleimy. Idź, pilnuj brata.
-Okej, więc papa. - Powiedziałam. Zaczęłam uśmiechnięta machać w stronę komputera, już miałam skończyć rozmowę, lecz zatrzymał mnie głos Klaudii. - I pamiętaj, chce wiedzieć wszystko na bieżąco. - Zaśmiałam się i kliknęłam czerwoną słuchawkę, która oznaczała, że nasza rozmowa oficjalnie dobiegła końca.
Właśnie wyciągam zapiekankę z piekarnika, zastanawiając się równocześnie jak wytłumaczę matce to, że miałam czas ją zrobić. Nie mogę powiedzieć jej, że nie byłam w szkole i to jest powodem upieczenia jej. Sięgam po telefon i wybieram dobrze mi znany numer. Numer Louise. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... czwarty... „Cześć, tutaj Louise! Pewnie jestem zajęta, albo zbyt leniwa, żeby odebrać telefon. Nagraj wiadomość. Dzięki, miłego dnia!" UGH. Poczta głosowa. Szukam w kontaktach numeru na telefon domowy i dzwonie. Ktoś odbiera już po drugim sygnale. Wow!
-Halo?
-Um.. Louise?- Spytałam, bo nie jestem pewna czy ten głos należy do mojej znajomej.
-Oh, nie. Sam, jej siostra.
-Tak, cześć. Jestem Hope, może Lou coś mów...
-Hope! Tak, tak! Louise dużo mówiła o Tobie. - Powiedziała na jednym wdechu. Na co mimowolnie się uśmiechnęłam. Lou też o niej dużo mówiła w mojej obecności.
-Nawzajem.- Zachichotałam, na co dziewczyna zareagowała tym samym.- Um, jest Louise w domu? Dzwoniłam do niej, ale nie odebrała.
-Och, Louise jest w pracy. Znaczy, pewnie szykuje chłopców do koncertu albo koncert już się zaczął. Mam coś przekazać?
-Właściwie to nie... Zrobiłam wielką zapiekankę i chciałam trochę podrzucić, ale skoro jej nie ma...
-Hej, to ona straci to co dobre. Umiesz gotować?
-Tak. Znaczy, tak mi się wydaje.- Odpowiedziałam niepewnie.
-To super! Jeśli chcesz to wpadaj. Ja siedzę sama z Lux. Tom pewnie przyjedzie wieczorem, więc jeśli chcesz możemy pogadać i takie tam...
Zadzwoniłam po taksówkę i już jestem w drodze do domu Louise, aby spotkać się po raz pierwszy z Sam. Z tego co mi wiadomo obie dziewczyny to bliźniaczki z jedną różniącą- Lou ma tatuaże, a Sam się boi zrobić pierwszy. Mało znacząca informacja, ale cóż... Louise, gdy opowiadała o niej czasem, zawsze rozmowę sprowadzała się do tego, że w końcu musi namówić ją na pierwszy tatuaż. Mam nadzieję, że dziś poznam ją trochę więcej. Zawsze ciekawiło mnie jak podobne do siebie są. Teraz mam okazję się przekonać, bo właśnie wysiadam z taksówki, po wcześniejszym zapłaceniu i idę w kierunku drzwi wejściowych domu mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekam. Po niedługim momencie w drzwiach staje... podobizna Louise. „Woah, są podobne i to bardzo" Pomyślałam.
-Hope!- Krzyknęła Lux i niezgrabnie podbiegła do mnie, omijając jej ciocię.
-Cześć, Luxy! - Kucnęłam, i otworzyłam ramiona, aby móc przytulić jedne z najlepszych dzieciaków jakie znam. Nie, żebym nie lubiła dzieci, bo wręcz przeciwnie. Lubię dzieci, zawsze ładnie pachną, ale ja po prostu boję się, że mogę zrobić im krzywdę. Gdy poznałam po raz pierwszy Lux, byłam trochę wystraszona, ale mała okazała się tak zabawna, ruchliwa i zawsze chciała się bawić, wtedy ją polubiłam. Gdy tylko mogłam przychodziłam i bawiłam się z nią. Czasem przyniosłam nowo kupioną zabawkę, za co Louise mnie karciła, mówiąc, że i tak jest za bardzo rozpieszczona.
-Co nam przyniosłaś? - Zapytała swoim uroczym, dziecinnym głosikiem.
-Jedzonko.- Odpowiedziałam miło i wstałam, aby przywitać się z Sam. - Um.. Cześć, jestem Hope.- Dziewczyna uśmiechnęła się, zabrała Lux za rączkę, a drugą dłoń położyła na moi ramieniu.
-Wiem, że jesteś Hope. Rozmawialiśmy przez telefon. A, rozluźnij się trochę. Uwierz, gryzę mniej niż Louise.- Zachichotałam, myślę, że to początek dobrej znajomości.
-No i ten tego, wyobraź sobie, wana była po brzegi wypchana śmietaną. Chcąc czy nie musieliśmy tam wejść i wtedy nie uwierzysz! - Słuchałam właśnie opowiadania Sam, z czasów kiedy bliźniaczki były jeszcze w szkole. Zaśmiałam się i pogoniłam Sam, aby mówiła co było dalej.- Zrobiliśmy z Lou wyliczankę, kto pójdzie pierwszy, wypadło na mnie. Pomyślałam „Okej, raz się żyje". Kiedy miałam już stopę w tej wanie, przyszedł Tom i....
-I wylałem na Louise wiadro czekolady w płynie. - Dokończył z uśmiechem Tom, stający w progu salonu.
-Tak właśnie!- Potwierdziła śmiejąc się Sam.
-Cześć, Hope. Co Ty tu robisz?- Zapytał idąc w moją stronę, aby się przywitać lekkim całusem w policzek.
-Zrobiłam zapiekankę. A wiesz, że u mnie stałaby w lodówce przez trzy dni, a świeża jest najlepsza, więc pomyślałam o was. Louise nie odbierała, więc zadzwoniłam na domowy i...
-Odbierałam ja. -Potwierdziła Sam.
-Cieszę się, że Cię widzę, ale wybacz, cieszę się bardziej z powodu dla którego tutaj przyszłaś. Zostawiliście coś dla mnie?
-Żartujesz sobie? Wiesz ile tego jest?- Zapytałam sarkastycznie siostra Louise.
-Więc odpowiedź to tak?
-Tak, my zjedliśmy, więc musisz sobie podgrzać.
-Spoko. Pozostaje tylko podziękować Hope! - Powiedział i przytulił mnie od tyłu.
-Nie ma za co. - Uśmiechnęłam się.- Wiecie co? Muszę już lecieć. Zaraz będzie matka dzwonić do mnie, czy przypadkiem gdzieś nie zginęłam.
-Serio? No dobrze, może Tom Cię odwiedzie? - Spytała Sam.
-Nie, nie. Na prawdę. Chciałam się jeszcze przejść, a taki kawałeczek drogi dobrze mi zrobi.
-No dobra, ale w ramach podziękowania, zapraszamy Cię na imprezę w sobotę. Louise też będzie. -Powiedział Tom. Miałam ładnie podziękować, ale impreza... tego chyba ostatnio mi brakowało.
-Gdzie i kiedy ta impreza?- Spytałam.
-W sobotę, o miejsce się nie martw, przyjedziemy po Ciebie.
-Dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz