sobota, 4 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 02 „Pozytywny Początek."

 Pamiętacie jak mówiłam, że jestem tutaj tylko dla ozdoby? Teraz jest tak samo. Stoję i mam nadzieję, że nikt mnie nie widzi. A przez mówienie „ktoś" sami wiecie kogo mam na myśli. Nie mogę uwierzyć, że powiedziałam to co powiedziałam. Palnęłam głupotę i tyle. Nie miałam złych zamiarów, nie w stosunku do niego. Nigdy. Może za dużo się przejmuje? Pewnie tak, przecież nigdy więcej ich nie spotkam, a jeżeli tak, to co by się stało? To będzie tylko jedno razowe. „Spokojnie  Hope, będzie dobrze tylko do cholery wyluzuj.'' Próbowałam się uspokoić. Sama nie wiem co myśleć o tym wszystkim. Ten chłopak też jest zdrowo walnięty. W przeciągu kilku minut krzyczy, a zaraz droczy się ze mną. „Gdzie tu logika?'' Myślałam. „Wdech, wydech.'' Pierwszy raz odkąd zdarzyła się TA sytuacja poniosłam wzrok do góry.  Rzeczą, którą od razu zauważyłam był zegar. „Wow! Już 13 po południu, jeszcze musisz przeżyć godzinę.'' Pocieszałam się. Zrobiłam kilka kroków do przodu, chciałam dostać się do mojej torebki, która znajdowała się niestety na drugim końcu sali. Gdy byłam prawie u celu, zderzyłam się z.... właśnie. Tutaj pytanie. Kto to? Nieśmiało uniosłam głowę i gdy ujrzałam kogo mam przed sobą... dosłownie, dostałam zawału.
-Kate..? - Spytał całkowicie spokojny HARRY!
-Hope.- Poprawiłam go.
-Nieee...- Skrzywił się.-.. dla mnie jednak Kate.
Jęknęłam w duchu. „Czy on musi być tak nieznośny?!''
-Jak wolisz. Wybacz, ale muszę iść.- Chciałam przejść obok, lecz Harry złapał mnie za nadgarstek.
-Czeeekaj.- Przeciągnął słowo, lekko ciągnął mnie w miejsce gdzie byłam parę sekund temu. Super.
-Co znowu? - Poniosłam swój ton głosu.
-Gdzie musisz iść? Skoro jesteś tutaj uwięziona do póki cała sesja się nie skończy?- Spytał.
-Muszę iść po torebkę. - Wskazałam ją palcem, popatrzył w skazanym kierunku następnie, znowu spojrzał na mnie. - A sesja kończy się za godzinę. Przeżyje.
-Skąd ta pewność, że kończy się za godzinę?
-Fotograf o 14 kończy pracę. -Stwierdziłam.
-To zależy wiesz?
-Co?! - Zdziwiłam się. - Od czego niby?
-No nie wiem... -Palcami dotknął swojej brody i przybrał pozę „człowieka myślącego".- Na przykład.. hmm... ode mnie.
-Co?! - Powtórzyłam. - Nie rozumiem cię.
-Dokładnie, Kate. Nic nie rozumiesz. - Uśmiechnął się pod nosem i zachichotał. „Co do cholery się dzieje? I czy on przyjmie do wiadomości, że jestem HOPE, nie żadną Kate?!'' Myślałam.
-Rozjaśnisz mój umysł? - Powiedziałam już z całkowitym sarkazmem.
-Popatrz, ja przyszedłem ostatni, prawda? - Przytaknęłam.- Więc też ostatni będę pozował do zdjęć. A sam nie wiem jak się dziś czuję. - Ściszając głos mówił dalej.- Normalnie nie udaje głupiutkiej... - Zrobił palcami nawiasy w powietrzu. - gwiazdy , ale dziś, dla ciebie, mogę zrobić wyjątek i troszkę ulepszyć ci dzień dłuższym patrzeniem na mnie, gdy wykonuje swoją robotę. Bądź grzeczna to szybciej skąd wyjdziesz i obydwoje zapomnimy o sobie, ok? - Nic nie odpowiedziałam. Byłam tak bardzo zdziwiona i zażenowana, że w moim gardle od razu zacisnęła się wielka gula. Wszystko przeleciało mi przed oczami, powód dlaczego jestem tutaj, powód dlaczego wzięłam się za odwagę przy układaniu nowego życia. Przypomniałam sobie jak właśnie ci chłopcy byli dla mnie wszystkim. Jak oni mnie uczyli, żeby iść dalej i się nie poddawać. Dzięki im jestem teraz tutaj w tym mieście, a właśnie jeden z nich coraz bardziej mnie nienawidzi.  Nerwowo przekłam ślinę. Chłopak widząc to chyba trochę odpuścił, bo klasnął w dłonie, na co ja podskoczyłam i mówił już normalnym głosem kontynuując.- Dobra, więc zaczynajmy.- Odszedł. Ja patrzyłam jak się oddala w stronę wielkiej białej ściany, gdzie stał fotograf i prawdopodobnie ustawiał coś lub sprawdzał już zrobione zdjęcia pozostałej czwórki przyjaciół „Pana Harry'ego Styles'a". Wydawało mi się , że Lokers odwrócił się na chwilę, lecz sama nie wiem, równie dobrze jakbym mrugnęła w tamtym momencie bym tego nie zauważyła. „Opanuj się, Hope.'' Powtarzałam sobie w głowie te same słowa. „Wdech, wydech.''

 Od urodzenia mieszkałam w Polsce, gdzie zdarzyło się kilka przykrych sytuacji, o których nie chce mówić, o których nikt nie może się dowiedzieć. Tak, jestem Polką. W przeciągu dwóch lat moje życie bardzo się zmieniło. Zaczynając od przeżycia straty najbliższych, kończąc na wyjechaniu z matką do Londynu. Jestem pewna, że zakończenie biedy jaka towarzyszyła w Polsce była dobrym posunięciem. Istniała we mnie nadzieja, że to nowy krok do przodu. Do długich oczekiwaniach, nocach wyobrażań w końcu miałam szanse spełnić marzenia. W krainie snów jednak moje marzenia nadal pozostają. Fakt, mam bardzo duże możliwości, aby zostać fotografem, co właśnie jest moim marzeniem, lecz nie jestem w stanie potwierdzić, że będę mogła myśleć i podejmować właściwe decyzje po presją jaka wywołuje na mnie moje kochana klasa. Zawsze staram się doceniać to co mam, lecz rzeczywistość potrafi czasem przecisnąć mnie do muru, gdzie ucieczka staje się prawie nie możliwa. Jednym zdaniem. Prześladują mnie w szkole. Jestem tam nikim i nie mam tam nikogo. Matka przez prace się zmieniła i nie mam jej w domu po 10-12 godzin. Jest tam, gdy musi odpocząć. Według niej przeprosiny w postaci funtów mi wystarczą. Zauważyła tylko, że opuszczam zajęcia, lecz nie wiedziała dlaczego. Bałam się tam chodzić. Bałam się przebywać w szkole. Nie chciałam przebywać tam i być poniżana. Nie chciałam tego.
Nikt nie wiedział w jakiej sytuacji się znajduje. Nikt. Zawsze wolałam trzymać w sobie problemy.. Louise wiedziała, że nie układa mi się z matką. Nie okłamuje jej, po prostu unikam tematu szkoły. Nie wiem dlaczego nie powiedziałam jej o całej sytuacji w szkole. Może po prostu nie chce dokładać jej problemów? Nie wiem, może nie jestem gotowa zaufać komukolwiek.

 Próbując poukładać moje myśl podeszłam do krzesła, na którym leżała moja torba. Podniosłam ją i usiadłam w tym miejscu gdzie była przed chwilą. Myślałam, że zaraz dostane zawału. Ciężko oddychając popatrzyłam na wszystkie strony czy ktoś przypadkiem nie widział mojego dziwnego zachowania. Nie zauważyłam niczego ani nikogo podejrzanego. Jęknęłam z ulgą, ponieważ tłumaczenie się, dlaczego tak się zachowuje nie wchodziło do gry ze względu na moją psychikę, która i tak była poniszczona.

 Wygrzebałam telefon z torby. Nie mając celu zaczęłam przeglądać różne aplikacje na moim i tutaj was zaskoczę, bo nie, nie mam iPhone, nie rozumiem pojęcia - mieszkasz w Anglii, musisz mieć iPhone. Nie, nie o to chodzi. Przyznam, że to dobry telefon, lecz klasyczny dotykowy samsung, taki jak mój, też jest dobry, prawda? Prawda! Gdy jestem bez telefonu.. stop.. kiedy ja byłam bez telefonu? Od zawsze miałam go przy sobie. Pamiętam, że gdy chodziłam już do pierwszej klasy podstawówki, miałam jakiś stary telefon po siostrze. Oczywiście nie był on tak wypasiony jak mój teraz, nawet nie można było marzyć, że kiedyś takie będą robić! Telefon w podstawówce wiązał się z 87654567890 połączeń nieodebranych od matki i dziadków, nawet gdy spóźniłam się 10-15 min do domu. Zawsze byłam pod ich kontrolą. W każdym momencie życia. Kilka razy kłóciłam się o to i przyznam, też wyzywałam rodzinę za taką kontrolę. Najbardziej irytowało mnie, gdy babcia i dziadek nie pozwalali mi robić rzeczy jakie powinnam robić, już jako nastolatka. Nie chodzi mi o seks, pocałunki, imprezy, pijaństwo... nie..  tego nie robiłam, dosłownie niczego z tych wymienionych rzeczy nie robiłam, lecz oni chcieli mieć kontrole na przykład nad tym kiedy z początku golę włosy pod pachami, a z czasem kiedy golę włosy na nogach i w innych okolicach. Przyznajcie, to już przegięcie. Nigdy nie dostali normalnej odpowiedzi z moich ust. Kończyło się na wiązance przekleństw w ich kierunku. Nie byłam z nimi blisko, szczerze  powiem, że nawet bym nie chciała. Nie potrafiłabym nagle zapomnieć o rzeczach jakie powiedzieli i zrobili. Nie czułam takiej potrzeby, po prostu.

 Poczułam, że moje oczy chcą pozwolić, aby łzy z nich poleciały, lecz nie mogłam się na to teraz zgodzić. Nie teraz i tutaj. „Za dużo wspomnieć, Hope'' Myślałam. „Za dużo, Hope.''
Hope - Nadzieja, takie było moje imię. Kate, to moje drugie imię, po polsku Kasia. Moja prawdziwe imię i nazwisko po polsku to: Nadzieja Katarzyna Poklis, po angielsku: Hope Katherine Poklis. Szczerze? Nawet nie wiem czemu powiedziałam Harry'emu, że mam na imię Kate. Może to przez to, że nie chciałam, żeby poznał moje prawdziwe imię co wiąże się z tym, że zostawiłam ich jako fanka? Głupota, prawda? Tak, bo oni nawet nie wiedzą, że byłam ich fanką, tym bardziej, że pozostała czwórka wiedziała, że mam na imię Hope, tylko przy Harry'm musiałam powiedzieć, że jestem Kate. „Jesteś głupią idiotką, tyle w tym temacie.'' Gardziłam się w myślach.

 Moje zamyślenia poszły... się przejść, gdy podniosłam swój wzrok znad telefonu i zobaczyłam krzywo stojącego Styles'a na tle białej ściany. Na przeciw Harry'ego stał fotograf i kiedy spojrzałam dokładniej na niego, chciało mi się śmiać. Robił dziwne pozycje i wygibasy, tylko po to, żeby zdjęcia wyszły w dobrym świetle albo po prostu mu się nudzi. Nie chcąc wybuchnąć śmiechem znów przeniosłam swoje spojrzenia na chłopaka w lokach. O dziwo, chłopak patrzył dokładnie w moją stronę, szybko obejrzałam się za siebie, chcąc zobaczyć, czy nie ma tam nikogo i niczego, co przywołało by tu wzrok Harry'ego. Nie było tam absolutnie nic tylko ściana pięć metrów za mną. Ponownie spojrzałam na chłopaka i on nadal patrzył się na mnie przez chwilę i nagle wybuchł nie opanowanym śmiechem, który rozprowadził się po całej sali. Nie wytrzymałam. Też zaczęłam się cicho śmiać. Nie mogłam opanować napadu śmiechu, kiedy spojrzałam na fotografa on znowu wykonywał te dziwne ruchy, krzycząc do Harry'ego:
-TAK! TO JEST TO! Trzymaj dokładnie tak. - Mówił i się wykrzywiał, dzięki czemu Harreh śmiał się coraz mocniej. Ja zresztą też. Jego nieopanowany śmiech i widok fotografa, tym razem w pozie „ziemia i jego twarz', nie pozwalały, abym się nie chichrała. Nie mogłam tego opanować. Prawie zwijałam się na krześle, z hamowanego śmiechu. Niezapomniany widok. Harry też już nie mógł wstrzymać napadu, bo usiadł na zimnej i twardej ziemi dotykając swojego, bolącego przez śmiech, brzucha. Nagle fotograf wstał i podszedł do chłopaka na ziemi i zaczął robić zdjęcia z góry, na co chłopak kolejny raz wybuchał śmiechem. Wtedy nie wytrzymałam, też głośno, poprawka, bardzo głośno zaczęłam się śmiać. Fotograf słysząc, że ktoś na sali śmieje się równie głośno jak „Pan Harry Styles" podążał spojrzeniem do centrum odgłosu drugiego śmiechu, aż w końcu zobaczył mnie. Próbowałam jakoś uspokoić śmiech i zachować choć resztki zdrowego rozsądku widząc jego zdziwioną twarz, uwierzcie było bardzo ciężko.
-Poklis! Chodź tutaj. - Delikatnie krzyknął, cały czas się na mnie patrząc.
-Ja? - Spytałam naiwnie, bo kto inny tutaj miałby takie samo na nazwisko jak ja? Właśnie.
-Tak! TY POKLIS! TERAZ! - Krzyknął mocnej upewniając się, że słyszałam. Słyszałam to nawet za dobrze. Powstrzymując śmiech podeszłam do niego. Kątem oka zobaczyłam jak Harry staje z uśmiechem na ustach z ziemi. On też próbował hamować śmiech. Nasze wcześniejsze zachowanie wobec siebie poszło w niepamięć. Harry stanął obok mnie pokazując dołeczki, co było wywołane zachowaniem powagi w tej śmiesznej sytuacji. Ja mocno ściskałam moje usta, lecz to nie pomagało, dlatego przyłożyłam swoją dłoń do moich warg i trzymałam usta. „Zachowuj ten cholerny spokój.'' Śmiałam się w duchu.
-Teraz może mi powiecie co było takiego śmiesznego? - Spytał fotograf sprawdzając w komputerze zdjęcia. - Albo nie.. -Kontynuował. - Nie mówicie mi, ale po prostu zachowujcie się tak jeszcze raz, BO TE ZDJĘCIA SĄ CUDOWNE. - Ostatnie słowa dosłownie wykrzyczał z podniecenia.
-Cieszę się. - Stwierdził Harry. „Komuś tutaj plan nie wypalił.'' Zachichotałam.
-Co Cię tak śmieszy, Kate? - Spytał, chyba sami wiecie kto mnie nazywa Kate... Tak, tylko jedna osoba.
-Nie, nie.. nic.. - Wymamrotałam.
-Nie wiem co się tutaj dzieję, nawet nie chce wiedzieć,... - Mówił fotograf. -... ale Harry możesz zostać w takim humorze kolejne 10 minut? Będą, dzięki temu super zdjęcia.
-Tak, tak... nie ma sprawy. -Odpowiedział „Pan Harry Styles".
-Och, Poklis... Kate, przepraszam... Kate możesz zostać jeśli chcesz z nami -Powiedział. „CO?! CO?!'' Myślałam. „ON POWIEDZIAŁ, ŻE MOGĘ ZOSTAĆ?!.. niewierze.'' Cieszyłam się w myślach. Wiecie, ile razy fotograf pozwala zostać osobie takiej jak ja, czyli praktykującemu zostać na planie zdjęciowym? PRAWIE NIGDY! Plan zdjęciowy to co innego niż tylko sala, w której robi się zdjęcia. To coś w rodzaju świątyni dla fotografa. Tylko pojedyncze osoby mogą przebywać na planie. I JA JESTEM JEDNĄ Z NICH!
-Jestem Hope. - Podałam rękę fotografowi. - Nie Kate, tylko Hope.
-Och.. przepraszam Hope...  - Uścisnął moją dłoń.
-Nic nie szkodzi. - Uśmiechnęłam się szczerze i promienie do niego.
-Więc... Hope, chcesz zostać na planie z nami? - Spytał.
-Tak! Tak, oczywiście, jeśli mogę.
-Pewnie, że tak.. zobacz jaki świetny masz wpływ na tego chłopaka.- Pokazał palcem Harreh'a. Zarumieniłam się. Dosłownie czułam jak moje poliki się palą. Miałam już w głębokim poważaniu, czy jest tutaj Harry czy też nie. Po prostu jeden wielki fangirling. Moje myśli wyglądały w ten sposób: oikjuhygtfrdfgujijuhgfdcfghjkjhgfdcfghjklokhfdfghjklokhfdfghjkiijuhytfrderftguji. Typowy fangirling.
- Harry ustaw się odpowiednio pod ścianą, a Ty Hope możesz zostać tutaj i zobaczyć już zrobione zdjęcia albo jak wolisz możesz stanąć gdzieś z boku i przyglądać się z bliska. - Ogarnął mną jeden ,jeszcze większy od poprzedniego, fangirling. Nie mogłam uwierzyć. Nawet nie wyobrażacie sobie jakie to szczęście. Po myście, przychodzicie prosto z ulicy do studia gdzie odbywa się profesjonalna sesja zdjęciowa, a właśnie TY możesz zostać na planie zdjęciowym i przeglądać zdjęcia jakie właśnie wykonał fotograf. NIE, NIE, NIE DO UWIERZENIA. Ciekawe co te chu... złe osoby z klasy na to powiedzieli. Cieszyłam się.
-Wolałabym zobaczyć zdjęcia. - Powiedziałam.
-Okej, więc siadaj.... - Fotograf wstał z miejsca w jakim siedział i pokazał mi ręką, że mam siadać na miejscu, gdzie był jeszcze parę sekund temu -... i przeglądaj zdjęcia, wiesz jak to działa?
-Tak, pewnie, że tak.- Przeglądanie zdjęć, chyba wychodziło najlepiej wszystkim, prawda?
-Super. To Cię tutaj zostawiam, a Ty Harry bądź gotowy za dwie minuty. - Dodał uśmiechnięty i poszedł do ludzi, którymi współpracował podczas tej sesji. Nie przewidziałam jednego. Harry ma dwie minuty, żeby mnie upokorzyć. Zaczynajmy.
-Ale jazda, co nie? - Spytał, siadając na krzesło obok mnie.
-Taaak - Odpowiedziałam niepewnie.
-Czy Ty widziałaś te jego pozy, gdy robił te zdjęcia?- Zachichotałam.
-Tak, ale to nie było gorsze od Twojego napadu śmiechu. - Stwierdziłam, na co chłopak uśmiechnął się pod nosem.
-Tak, to było dość głupie. Plus to zniszczyło mój plan... - Znowu zrobił palcami nawiasy w powietrzu.- ...głupiutkiej gwiazdy, choćby...-Zamyślił się na chwilę. - Pewnie teraz połowa ludzi stąd uważa, że jestem psychicznie chory.
-Nie śmiałeś się jako jedyny, pewnie mnie za taką też uważają. - Powiedziałam. „Czy my, znaczy, ja i HARRY STYLES, rozmawiamy ze sobą N-O-R-M-A-L-N-I-E?!'' Myślałam zaskoczona.
-W to nie wątpię. - Uśmiechnął się do mnie. DO MNIE!
- Słuchaj.. -Chciałam już zakończyć nieporozumienie jakie zdarzyło się na dole. - Nie chciałam, żeby to tak wyszło, nie chciałam, żeby to tak zab......... - Moją piękną przemowę zakończył fotograf, który wybrał IDEALNĄ chwilę, żeby zawołać chłopaka w lokach.
-Przepraszam, muszę iść.. sama rozumiesz - Powiedział Harry odchodząc.
Siedząc przez chwilę w samotności chciałam ogarnąć moje myśli. „Czy to znaczy, że właśnie się pogodziliśmy?'' To pytanie krążyło po mojej głowie. Jasno i wyraźnie nasza sytuacja było niejasna. Chłopak pierwszy raz mnie zobaczył, a ja mu złożyłam propozycja,która zabrzmiała jak zaproszenie do łóżka. Potem się okazało,  że jestem koleżanką jego przyjaciółki. Teraz przyszedł czas na głupotę Harry'ego. Zaczął twierdzić, że chce mi ulepszy dzień dłuższym patrzeniem ja jego kasztanowe loczki, uśmiech, dołeczki, całe idealne ciało.. stop.. potem po naszej małej sprzeczce, zaczynamy się do siebie uśmiechać i śmiać z głupich postaw fotografa. „GDZIE TU LOGIKA?!'' Spytała się w myślach. Jeszcze na dodatek fotograf proponuje mi.. właśnie.. całkiem zapomniałam.. zdjęcia! Mogę zobaczyć te cudowne zdjęcia.. pierwszy raz w życiu, mogę się przyjrzeć profesjonalnym zdjęciom przed obróbką i foto-montażem. „Wow! To takie szalone.'' Myślałam.



 Stałem pod ścianą i standardowo uśmiechałem się do aparatu. Uśmiechanie się wychodzi mi chyba najlepiej i właśnie to w sobie lubię. Uśmiech może wyrażać bardzo dużo pozytywnych emocji. Jest to wspaniały naturalny dodatek do urody. I jak mogłem się nie uśmiechać po takiej dużej dawce śmiechu jaką dostałem? Przecież to niemożliwe. Plus fotograf właśnie wykonuje takie same pozycje, ale tym razem nie jest to takie śmieszne jak moment temu. Tym razem nie towarzyszy mi w tym śmiech Hope, która próbuje ukryć go za pomocą ściśniętych ust. Na pytanie, czy gniewam się na Hope, raczej Kate, mogę odpowiedzieć od razu, że nie. Nie jestem osobą, która przejmuje się szczegółami. Nauczyłem się tego przez ten cały „show bizes'', po prostu nie warto przejmować się takimi szkopułami, wtedy bez celu zaplątuje się Twój umysł w takich myślach i można powiedzieć, że do pomocy jest ci potrzebny, nie kto inny, tylko psycholog. Przyznam na początku szokowała mnie ta dziewczyna i naprawdę jej wypowiedź brzmiała jak zaproszenia na stosunek seksualny w jakieś starej łazience na tyłach owego budynku, dlatego grzecznie odeszłam, ale kiedy zobaczyłem Nick'a, który rozmawia z nią normalnie, po tym jak go ostrzegłem, że laska jest jakaś chora, wkurzyłem się, ale bardziej na niego, niż na nią, co w wyniku odbiło się słownie na Hope..Kate. Lecz w momencie, kiedy dowiedziałem się, że Hope jest bliską koleżanką mojej Louise od razu mi przeszło. Tylko nie rozumiem jednego, dlaczego powiedziała mi, że ma na imię Kate? Tylko to pytanie chodzi mi po głowie. Wiem jedno, muszę jej trochę podokuczać. Wtedy na pewno mi powie. A o to czy jeszcze się spotkamy sam zadbam. Muszę wydobyć z niej tą informacje, bo inaczej umrę z ciekawości.
-Dzięki Harry, to już koniec. -Powiedział fotograf podchodząc do mnie, tym samym wypędzając mnie z własnego świata.
-O, to super, więc mogę się już iść przebrać w normalne ciuchy? - spytałem, bo wprost nienawidziłem tej czerwonej marynarki, którą kazali mi ubrać. Nie czuję się zbyt dobrze już w takich ciuszkach. Z nastolatka wyrósł mężczyzna. Zawsze pozostanę dzieckiem, ale jednak wyglądem muszę przypominać swój wiek.
Nie obchodzą mnie „hejty" i „hejterzy", ale po prostu to potrafi wkurzyć człowieka, nawet takiego o zdrowych zmysłach. „Masakra'' Pomyślałem.
-Tak, tak, tylko jak już to zrobisz, przyjdziesz zobaczyć zdjęcia? - Spytał, miałem już grzecznie odmówić, ale w tym samym momencie spojrzałem na dziewczynę siedzącą na krześle i szczerzącą się do ekranu. „Co jej dawało tyle szczęścia przy oglądaniu tych zdjęć?'' Spytałem się sam siebie.
-A wiesz? Bardzo chętnie, tylko musisz chwilkę poczekać. - Jeszcze raz spojrzałem na Hope i szybko odchodząc krzyknąłem.. -  za 5 min wracam.
Nie wiem jak to zrobiłem, ale po nie całych czterech minutach byłem już przebrany w własne, wygodne ubrania. Przede wszystkich czułem się dobrze w swojej skórze.. „To chyba zaleta, prawda?'' Chciałem podejść do Hope i zobaczyć zdjęcia... nie... raczej chciałem wysłuchać taniej wymówki , w której by mnie przepraszała, a ja na koniec bym jej wybaczył.Jestem złyyyyy, wiem. Chce jeszcze poudawać „tego niedobrego", lecz jednak nie było dziewczyny na w miejscu, gdzie przedtem zostawiłem ją wzrokiem . Podszedłem do miejsca, gdzie widziałem ją ostatni raz. Usiadłem na dokładnie tym samym krześle, gdzie była jeszcze parę minut temu. Pierwsze co przykuło moją uwagę było wyświetlone zdjęcie na monitorze przede mną. Zwykłe zdjęcie. Zwykły Niall, Louis, Liam, Zayn i zwykły ja. Zdjęcie jak zdjęcie. Jedno z tysięcy, a nawet milionów profesjonalnych zdjęć jakie już zdążyli nam zrobić przez cały dotychczas okres istnienia One Direction.

 Gdy napatrzyłem się już na nasze idealne zdjęcie obróciłem głowę i to co zobaczyłem całkowicie mnie zszokowało. Niall, Nick, fotograf i Hope rozmawiali ze sobą. Niall i John, tak miał na imię fotograf, oraz Nick byli zajęci rozmową między sobą, lecz co chwilę każdy z nich zadawał jakieś niewinne pytanie do jedynej dziewczyny w ich towarzystwie, na co ona lekko się uśmiechnęła i pewnie odpowiedziała. „O czym oni tak tam dyskutują?'' Oczywiście ja, nie mogłem zostać bez odpowiedzi. Wstałem z miejsca i powoli podchodziłem do interesującej mnie grupki osób, lecz moja kochana Louise, musiała wyrosnąć mi spod nóg.
-Harry, co Ty odwaliłeś z Hope na dole? - Spytała nagle, na co tylko przewróciłem oczami. „Dzięki, Nick, PRZYJACIELU.'' Pomyślałem, bo kto inny mógł jej to powiedzieć? Właśnie.
-Nic, Lou. Po prostu nie dogadaliśmy się w jednym temacie, ale jest już spoko.
-No nie wiem, Harreh. Ona jest trochę uczuciowa i ma więcej problemów niż taki dupek jak Ty. Daj jej spokój i nie męcz jej ze swoimi głupimi tekstami, ok?- powiedziała drobna kobieta, która stała przede mną.
-Lou... to bolało. - Stwierdziłem i teatralnym gestem dotknąłem mojego „bolącego" serca. - Właśnie tutaj. W samo serce.
-Styles, dupku. - Mruknęła i lekko, otwartą dłonią, uderzyła moje ramię. - Przestań, mówię poważnie, jak już powiedziałam, ona ma większe problemy, nie dokładaj jej i nic już nie gadaj, niech dla niej skończy się ten dzień mile, a nie rozmyślaniem co źle zrobiła, że Harry Styles uważa, że jest taka a nie inna.
-Co? Jakie ta dziewczyna ma problemy? Tata jej nie daje na samochód pół miliona? - Spytałem zdziwiony i trochę poirytowany. Każdy ma problemy.
-Nie, Harry. Jej tata nawet nie żyję, więc w tym temacie moglibyśmy skończyć, ale ma ona problemy z matką,ok? Nie mogę ci nic więcej powiedzieć, ale zamknij swoje usta, zanim powiesz taką głupotę, jak przed chwilą, przy niej, a nie przy mnie. Będzie wtedy już mniej wesoło. -Zatkało mnie, na prawdę, poczułem się najzwyczajniej głupio, ale zaraz... nie chciałem jej nic takiego mówić, prawda? „Kurwa.. ale cholernie głupio się czuje.'' Skarciłem się w myślach. Nawet nie mówiąc tego w twarz Hope, poczułem się głupio, że poruszyłem taki temat.. „zaraz.. Ty się nią przejmujesz?'' Coś spytało mnie w głowie. Jasne, że tak. Przejmuje się każdym, nie chce i nigdy nie chciałem ranić nikogo.
-Przepraszam, Louise, nie wiedziałem. - Odpowiedziałem niepewnie.
-Dobra już, Harry. Nic się nie stało.  Tylko po prostu zachowuj się, ok?
-Jasne i Lou..... Przepraszam Cię, ją, głupio to wyszło..
-Hej, hej, młody. Zobacz. Nikt nas nie słyszy. Nikomu nie powiem, jasne? Wierzę w Ciebie i mam nadzieję, że się dogadaliśmy. - Puściła mi oczko i odeszła zostawiając mnie z myślami co teraz powinienem zrobić. „Przeprosić Hope za rozmowę jakiej nie słyszała?'' Myślałem. „To bez sensu!'' Nagle udawanie „tego niedobrego'' przestało mnie interesować. Ja mam świetny kontakt z rodziną i nie wyobrażam sobie  tego inaczej. Teraz, gdy dowiedziałem się A muszę się dowiedzieć też B, aż do Z. Wyciągnięcie informacji dlaczego powiedziała mi, że ma na imię Kate, teraz nie jest jedynym powodem dla, którego chce spotkać Hope jeszcze raz. „Cholera.'' Przeklinałem w myślach. Wiedziałem, że moje sumienie nie da mi spokoju w tym momencie. Naruszałem temat o jakim sama by nawet nie chciała mówić. Oczywiście ja, nie mogłem zostać bez odpowiedzi. Teraz, gdy wiedziałem pozostało mi tylko usłyszeć prawdę z jej ust. „Muszę to wiedzieć.'' Postanowiłem. Muszę wiedzieć dlaczego powiedziała mi, że jej „prawdziwe" imię to Kate i dlaczego stosunki Hope i jej mamy są złe. Przecież jeśli nie ma ona taty lepiej by było, żeby z mamą była blisko, prawda? „Muszę wiedzieć i pomóc'' Powiększyłem swoją obietnice w myślach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz