Szłam tuż za Harry'm, gdy schodziliśmy do schodach. Będąc na dole wyszliśmy do jednego z pokoi po lewej. W rogu pokoju leżały materace ułożone jeden pod drugim. Harry podszedł do nich.
-Ja z jednej strony, Ty z drugiej? - Spytałam stojąc koło niego. Kiwnął potwierdzająco głową. Tak jak powiedziałam chwyciłam materac z prawej strony z przodu, a Harry z tyłu. Pociągnęliśmy go na ziemię i lekko podnosząc zanieśmy je do góry, do pokoju, gdzie zostawiłam swoje rzeczy. To samo zrobiliśmy z drugim, więc.. będziemy spali w tym samym pokoju. Super.
-Co teraz? Myślę, że nie pójdziemy spać. Jest popołudnie. - Przypomniałam.
-Może oprowadzę Cię po domu?
-Spoko. -Wzruszyłam ramiona. Wszystko tylko nie gadanie o tym co się stało.
Dom Harry'ego był cudowny. Wiedziałam to już na początku, po prostu wyobrażając sobie co może być w środku. W rzeczywistości było jeszcze lepiej. Każde pomieszczenie było na swój sposób wyjątkowe. Harry opowiadając jakie są plany urządzenia pokoi wydawał się podekscytowany, ale i tak istniał jakiś dystans po między naszymi rozmowami. To wszystko od tego wydarzenia z matką w domu. Byłam wdzięczna za to, że Harry nie naciskał, nie pytał, ale świadoma, że będę musiała wszystko wytłumaczyć. Cóż... skoro tak ma być, niech będzie. Nawet, jeśli mam później tego żałować, zdałam się na los.
Doprowadził on do tego, że leże na wcześniej przyniesionym materacu i obserwuje gwiazdy na niebie, przez szklany sufit, a moje wilgotne włosy są porozrzucane po poduszce. Podczas, gdy Hazz jest w łazience staram się poukładać swoje myśli. A jest ich, żebym być szczerym, bardzo dużo.
Matka.
Adam.
Szkoła.
Zapamiętana przeszłość.
To były moje problemy. Każdy ma problemy, tak? Może moje nie są aż tak wielkie? Lecz jednak są moje, więc w moim interesie było ich pozbycie się... sama próbowałam walczyć z tym tyle razy. Za każdym się poddawałam. Od niedawna nieświadomie zapalała się mała iskierka.
Harry.
Tak się nazywała. Może i nie chciałam się początkowo do tego przyznawać, ale koniec z końców zrozumiałam, że potrzebuje kogoś kto by mnie ponosił na duchu, trzymał i nie pozwolił upaść. Wcześniej nie znałam tego uczucia, bo nie było nikogo, kto pokazałby mi choć jej część. Aż pojawił się on. Szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie już, czy jest taki dla wszystkich czy tylko dla mnie, może tylko najbliższych. Nie miało to znaczenia. Liczyło się jedno - chciałam, żeby to trwało. Przyjaźń. To byłoby najlepszym co mnie spotkało.
-Hope?- Usłyszałam zza moich pleców. Usiadłam na materacu i zobaczyłam jak Harry przechodzi koło framugi. Ubrany w luźne spodenki i biały podkoszulek. Usiadł na materacu, koło mnie, cały czas na mnie patrząc.
-Wiem, że potrzebujesz wyjaśnień, Harry. Dostaniesz je, jeśli chcesz... tylko chce się upewnić, że nie zmienisz o mnie zdania... jestem inna niż ona..
-Spokojnie. Obiecuje. - Uśmiechnął się delikatnie i oparł się plecami o ścianę za nim. Powtórzyłam tego ruch, bawiąc się kluczykiem zwisającym z mojego wisiorka. Siedzieliśmy patrząc przed siebie, a ja zbierałam się na odwagę.
„Już czas, Hope."
„Pora się otworzyć."
„Jesteś silniejsza niż to wszystko."
„Wytrzymasz."
Mówiły moje przeczucia, posłuchałam ich.
-Kiedy miałam cztery miesiące zmarł mój ojciec... Nie mogę pamiętać jaki był, ale podobno sprowadzał rodzinę na złą stronę..pił, to co zarabiasz zabierał i nigdy ponoć nie pomagał.. po jego śmierci matka straciła prace za zaniedbanie i ciągnęło się to tak do mojego dziesiątego roku życia. Aż w końcu moja matka znalazła pracę w kiosku. Niby nie wiele, ale i tak wielki krok do przodu, kilka miesięcy potem moja siostra wyjechała. Najpierw do Niemiec, potem do Grecji, Holandii, aż w końcu mieszka w Nowym Yorku. - Ukradkiem spojrzałam na chłopaka. Patrzył się na ziemię i w skupieniu marszczył brwi. - Ciągaliśmy to jakoś. Nigdy nie było ponad wszystko dobrze, ani źle. Było jak było. Mieszkałam z matką w jednopokojowym mieszkaniu, co było trochę męczące, ale.. musiałam wytrzymać. Równo dwa lata temu, w kwietniu zmarli moi dziadkowie. Sprzedaliśmy dom dziadków i swój. Powiedziałam mamie, że nie chce więcej mieszkać w Polsce. Zaproponowałam Anglię. Ona znała język, bo przed śmiercią ojca pracowałam w urzędzie państwowym. Gdy przyjechaliśmy do Londynu musiałam skończyć rok szkolny w polskiej szkole, potem były wakacje. Wtedy było po prostu pięknie. Wynajęliśmy mieszkanie, matka dostała prace i przez dwa miesiące, naprawdę zaczęłam znowu ją... kochać. Była miła, osobą jaką jako mama powinna być. Chodziliśmy razem wszędzie; do kina, spacer, zwiedzać. Aż przyszedł rok szkolny, ja wracałam później ze szkoły, ona coraz później z pracy. Pracowała tak długo i podajże ciężko, że awansowała na dobry stołek w banku, gdzie pracowała. Dzięki temu mogliśmy kupić nasz dom. Rok się ciągnął, a ona stawała się dla mnie inną osobą. Nie znaną i zapomnianą. Wynagradzała mi to pieniędzy i ciągle tak robi. Z mamusi z dzieciństwa stała się dla mnie po prostu... matką. Napisałam test PLLS* i dostałam się do College. Przez półtora roku zdążyłam opanować język do perfekcji. W wakacje skończyłam 16 lat i teraz jesteśmy tutaj. Jak się okazuje moja matka swoją „ciężką pracą" zdobywa swoją posadę w pracy. Boże, co za ironia. Ona jest nienormalna!- Wytarłam rękawem łzę, która nieświadomie spłynęła mi po policzku. Uznałam, że odpowiedziałam już wszystko. I poczułam się trochę lepiej, lecz na moich ramionach nadal trzymał się ciężar, podczas, gdy Harry się nie odzywał.
Po kilku sekundach jakby wyrywając się z transu, złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Tam, gdzie czułam się tak dobrze... bezpiecznie. Od razu odwzajemniłam uścisk. To wszystko co trzymałam w sobie nagle opuściło mnie. Jakby wypompowano ze mnie jaką cześć tego co dawno powinno być usunięte. Nie kontrolowałam już łez. Leciały, a ja im na to pozwalałam. Za bezsilność, za to jak długo to trzymałam w sobie, jak długo byłam pod tym względem silna. Za to, że się otworzyłam i poczułam wielką ulgę. W ramionach Harry'ego.
-Nie... Nie kochasz jej?- Spytał po chwili, przerywając ciszę.
-Nie wiem... nie mam pojęcia czy kiedykolwiek ją koch-kochałam. Zawsze była taka sztywna. poniekąd to przez nią czułam się ź-źle...tyle p-płakałam... nie wiem czy kiedyś czułam do niej coś po za tym, co muszę...Teraz tym bardziej nie chce. N-nie po tym. - Wyjąkałam.
-Shhhhh.- Uspokoił Harry, przytulać mnie do siebie jeszcze bardziej. -Wszystko będzie dobrze.
Zamknęłam oczy, nie chcąc potwierdzić temu. Nie wiedziałam czy wszystko będzie dobrze. Nigdy nie było. Chciałabym uwierzyć, ale to nie to samo co przekonanie się.
-Położymy się?- Spytałam cicho. Chłopak przytaknął i nie odsuwając się za bardzo ode mnie, ułożył nas w pozycji łyżeczek**, gdzie ja byłam małą, a on dużą.
Leżeliśmy tak kilka minut. Czułam i słyszałam jego oddech na mojej szyi, ręce owinięte na moich przedramionach. Byłam ciekawa, jak to wygląda z boku. Musimy wyglądać jak para, którą nie jesteśmy. Kim naprawdę jesteśmy?
-Harry?-Wyszeptałam, nie poruszając się.
-Tak?- Spytał cichutko.
-Mogę zadać ci pytanie? - Odważnie spytałam.
-Jasne.- Mogłabym przysiąść, że właśnie się leniwie uśmiecha.
-Czemu... Chodzi mi o to, że denerwujesz się, gdy mowa o to kim jesteś.. Twoje nazwisko i całą tą otoczkę sławy...
Harry westchnął, dalej się nie poruszając się.
-Chodzi o tą całą sprawę przed Milkshake City, prawda?
-Nie tylko... po prostu stajesz się trochę inny, gdy o tym wspomnę.
Zamilkł. Postanowiłam nic więcej nie mówić. Może nie chciał o tym rozmawiać i tak skończyć temat? Jeżeli to jest to czego chce, to niech tak będzie.
-Podczas poprzedniej trasy poznałem kilka osób. Kilka dziewczyn i chłopaków... byli w podobnym do mnie wieku. Myślałem, że się zaprzyjaźniliśmy, a oni... - Przerwał na chwilę, przełykając ślinę. -... oni przychodzili na nasze koncerty, oczywiście, gdy tylko ja dawałem im te cholerne bilety!- Podniósł lekko głos, lecz chwilę potem wrócił znowu do szeptu. - Przepraszam. Oni przychodzili na koncerty tylko i wyłącznie pośmiać się z nas. Naszej muzyki, tego co robimy na scenie, fanów... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gdyby jedna z tych dziewczyn nie rzuciła się na mnie pewnego dnia w garderobie i gdyby nie zobaczył tego jej chłopak i w złości nie powiedział o całym planie jego znajomych, nic bym o tym nie wiedział.
-Pieprzone ciumcioki.- Syknęłam zaraz po tym jak skończył. Jak można do cholery zrobić coś takiego takiemu człowiekowi jakim jest Harry?
-Co?- Zaśmiał się lekko.
-Co, co? - Spytałam zdezorientowana.
-Ciumcioki?- Znowu zachichotał.
-Och... - Zarumieniłam się, gdy Harry zaczął śmiać się jeszcze bardziej i coraz głośniej.
-Znasz więcej takich wyzwisk?
-Cóż... kaban?
-Kaban?- Znowu się zaśmiał, tym razem mu potowarzyszyłam.-Co to jest?
-No... w tłumaczeniu to coś jak dzik, wieprz..
-Boże...- Poczułam jak jego klatka piersiowa na moich plecach wibruje.- Koniec z tym, bo rozboli mnie brzuch. - Zachichotałam, ale siedziałam już cicho. Delektując się chwilą w ramionach Harry'ego. Patrząc na gwiazdy na niebie za oknem. Mówiłam już, jak uwielbiam ten pokój? Jest niesamowity, prawie tak samo jak każda gwiazda na niebie. Prawie tak samo jak Harry, ale i tak nie wystarczająco, aby mu dorównać.
-Nie jestem taka jak oni, Harry.-Szepnęłam, mając pewność, że i tak mnie usłyszy.
-Wiem...
-Możemy być przyjaciółmi?- Przerwałam mu odważnie. Nie wiem co we mnie się działo. Ten dzień miał moc wyjawiania tajemnic na świat. -Wiem, że możesz się bać. Boję się zaufać, ale chce spróbować.
-Nie bój się mnie. Prawdziwych przyjaciół nie trzeba się bać.
„Mam przyjaciela?"
Iskra nadziei rozpaliła się.
Zanim zdążyła rozpalić pożar, usnęłam.
Znowu czując się dobrze w jego ramionach.
*Ok, żeby wam dobrze to wyjaśnić, PLLS to test, coś pod to jak testy gimnazjalne w Polsce.
**Pozycja łyżeczek - to jakby położyć dwie łyżki koło siebie. Kobieta (przeważnie) leży na boku, a partner przytula (PRZEWAŻNIE XDDD) ją od tyłu.
Before I Wake Up
sobota, 19 lipca 2014
poniedziałek, 9 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 15 „Uspokój?!"
Płakałam przez kilka minut po prostu nie myśląc nad tym za długo. Chciałam, żeby to był tylko głupi sen. Sen, z którego obudziłabym się, bez wątpliwości, z krzykiem.
Gdy wewnętrznie zebrałam w sobie na tyle odwagi, przede wszystkim wyzywając matkę, wzięłam głęboki wdech, prostując się. Prawie natychmiast mój wzrok spotkał się z Harry'm, który ciągle otulał mnie ramieniem. Oboje klękaliśmy na ziemi, po środku mojego pokoju. Zdawałam sobie sprawę, że Harry jest właśnie w środku jednego z najgorszych wydarzeń w całym moim życiu. Powinnam jak zawsze przeżyć to samotnie, po prostu płacząc w poduszkę. W chwili, gdy poczułam jak moja warga niebezpiecznie drga, a łzy chcą się znowu wydostać,Harry po prostu przyciąga moje ciało do siebie. Ciągle trzymając mnie w szczelnym uścisku, przesunął się pod zamknięte drzwi. Opierając się o nie, delikatnie przekręcił mną tak, że siedziałam koło niego z twarzą wtuloną do jego szyi i karku. Podczas, gdy on pocieszająco ręką gładził moje plecy. W tył i przód. Z lewo i prawo. Tworzył wzór bez celu, co było uspokajające w rezultacie.
-Shhh. -Harry zamruczał do mojego ucha. -Wszystko będzie dobrze.
-Chciałabym. -Zaszlochałam w odpowiedzi.-Cholernie chciałabym, żeby tak było.
-Hope, tak właśnie będzie.
-Nie. -Zaprzeczyłam. -Nie. Nie.- Mówiłam ciągle
Nie. Nie, nie będzie dobrze. Nie, nie powinnam była tego widzieć. Nie, nie chciałam więcej widzieć matki. Nie, nie chciałam, aby Harry mnie puszczał.
-Harry. -Wypuściłam świst. Chłopak chwycił mój podbródek, z musząc mnie, abym na niego spojrzała. Przygryzłam wargę zaniepokojona, a on posłał mi lekki uśmiech, zachęcając, abym kontynuowała.
-Harry, nie chcę tutaj zostać. - Wyszeptałam. Naprawdę, jak nigdy, nie chciałam być w tym domu. Mieście. Daleko. Chciałam być daleko od tego... całego gówna.
-Nie zostaniesz. -Zapewnił, zadziwiająco pewnym głosem. -Uspokój się, skarbie.
Skarbie. Skarbie.
Czy to złe, że w takiej dziwnej i cholernie głupiej sytuacji znajduję uspokojenie i przyjemność?
Och, tak. To bardzo złe.
-Hope, open the door, right now!- Krzyknęła nagle matka, po drugiej stronie drzwi.
-Odpierdol się!- Krzyknęłam po polsku, aby Harry nie mógł dokładnie zrozumieć, co mówię.
-Otwórz te pierdolone drzwi!-Odpowiedziała w naszym języku, cały czas krzycząc.
-What do you think she said? - Harry spytał powoli się podnosząc.
-She said....-Mówiłam po angielsku.- Powiedziała, żebym otworzyła drzwi.
-Hope. - Powiedział spokojny. - Uspokój się, zanim zrobisz coś czego będziesz potem żałować.
Nosz kurwa.
-Nie znasz jej! Nie wiesz jaka ona jest!
-Wzięłaś wszystko co potrzebne? Zostajesz u mnie na cały weekend. - Zignorował mnie. Dupek.Zaraaaaaaaz...
-Weekend?
-Tak, chodź, im szybciej wyjdziemy tym lepiej.
Po jeździe taksówką ona stanęła przed bramą dwupiętrowego, białego budynkiem. Harry zapłacił należne i lekko mnie popychając kazał wyjść z auta. Zrobiłam to i czekałam, aż Harry otworzy drzwi koło większej bramy wjazdowej.
Wychodząc wcześniej z domu, na drodze nie spotkałam matki, ani szanownego pana Adama. Nie wiem czy zadowalało czy dołowało mnie to. Może znowu się pierdolą. Oboje są siebie warci, jak widać.
Będąc na podwórku przed białym domem, zaniemówiłam. Był przepiękny. Właściwie, domy w Anglii były ogólnie ładne, ale dom Harry'ego był... wow. Utrzymamy w nowoczesnym stylu, ale jednak miał to coś niepowtarzalnego w sobie.
Kiedy weszliśmy do środka zdziwiło mnie, że dom stał prawie... pusty. W przedpokoju i jak później się okazało w innych pokojach były meble, ale ułożone z boku.
-Dom jest w remoncie.. - Wytłumaczył, a ja rozumiejąc pokiwałam głową.
Weszliśmy do schodach na drugie piętro. Harry otworzył drzwi na samym końcu i wpuścił mnie do środka.
Gdy wewnętrznie zebrałam w sobie na tyle odwagi, przede wszystkim wyzywając matkę, wzięłam głęboki wdech, prostując się. Prawie natychmiast mój wzrok spotkał się z Harry'm, który ciągle otulał mnie ramieniem. Oboje klękaliśmy na ziemi, po środku mojego pokoju. Zdawałam sobie sprawę, że Harry jest właśnie w środku jednego z najgorszych wydarzeń w całym moim życiu. Powinnam jak zawsze przeżyć to samotnie, po prostu płacząc w poduszkę. W chwili, gdy poczułam jak moja warga niebezpiecznie drga, a łzy chcą się znowu wydostać,Harry po prostu przyciąga moje ciało do siebie. Ciągle trzymając mnie w szczelnym uścisku, przesunął się pod zamknięte drzwi. Opierając się o nie, delikatnie przekręcił mną tak, że siedziałam koło niego z twarzą wtuloną do jego szyi i karku. Podczas, gdy on pocieszająco ręką gładził moje plecy. W tył i przód. Z lewo i prawo. Tworzył wzór bez celu, co było uspokajające w rezultacie.
-Shhh. -Harry zamruczał do mojego ucha. -Wszystko będzie dobrze.
-Chciałabym. -Zaszlochałam w odpowiedzi.-Cholernie chciałabym, żeby tak było.
-Hope, tak właśnie będzie.
-Nie. -Zaprzeczyłam. -Nie. Nie.- Mówiłam ciągle
Nie. Nie, nie będzie dobrze. Nie, nie powinnam była tego widzieć. Nie, nie chciałam więcej widzieć matki. Nie, nie chciałam, aby Harry mnie puszczał.
-Harry. -Wypuściłam świst. Chłopak chwycił mój podbródek, z musząc mnie, abym na niego spojrzała. Przygryzłam wargę zaniepokojona, a on posłał mi lekki uśmiech, zachęcając, abym kontynuowała.
-Harry, nie chcę tutaj zostać. - Wyszeptałam. Naprawdę, jak nigdy, nie chciałam być w tym domu. Mieście. Daleko. Chciałam być daleko od tego... całego gówna.
-Nie zostaniesz. -Zapewnił, zadziwiająco pewnym głosem. -Uspokój się, skarbie.
Skarbie. Skarbie.
Czy to złe, że w takiej dziwnej i cholernie głupiej sytuacji znajduję uspokojenie i przyjemność?
Och, tak. To bardzo złe.
-Hope, open the door, right now!- Krzyknęła nagle matka, po drugiej stronie drzwi.
-Odpierdol się!- Krzyknęłam po polsku, aby Harry nie mógł dokładnie zrozumieć, co mówię.
-Otwórz te pierdolone drzwi!-Odpowiedziała w naszym języku, cały czas krzycząc.
-What do you think she said? - Harry spytał powoli się podnosząc.
-She said....-Mówiłam po angielsku.- Powiedziała, żebym otworzyła drzwi.
Harry wstał na równe nogi, po czym pomógł mi, abym dorównała do niego.
-HOPE!-Krzyknęła matka za drzwiami.
Harry podszedł do mnie i delikatnie kciukiem przetarł mój policzek, zanim cokolwiek powiedział.
-Ja z nią porozmawiam, Ty w tym czasie zbierz do torby jakieś ciuchy i najważniejsze rzeczy, dobrze?
Chciałam spytać się po co, co zamierza i tym bardziej czy nie będzie to dla niego problemem, ale bardziej nie ufając w tym momencie swojemu głosowi, przytaknęłam delikatnie głową. Harry uśmiechnął się lekko, zanim otworzył drzwi i szybko wyszedł na korytarz przed moim pokojem.
Chcąc zrobić to o co prosił Harry pobiegłam od razu do łazienki, gdzie zmyłam mój rozmazany przez płacz makijaż.
Kiedy wyszłam odświeżona z łazienki wyciągałam z dna szafy, dawno nie używaną torbę. Nie była ona zbyt duża, ale idealna, żeby wsadzić parę ubrać.... bo przecież tylko kilka jest mi potrzebne, prawda?
-Gotowa?- Zapytał Harry, wchodząc do pokoju.
-Co powiedziała?- Zignorowałam jego wcześniejsze pytanie.
Harry wzruszył ramionami.
-Nic takiego. Powiedziałem tylko, że zabieram Cię do mnie, a ona się zgodziła.
-Zgodziła się?-Zdziwienie w moim głosie było słyszalne na kilometry. - Co jej wcisnąłeś?
-Prawdę. Jedziemy do mojego domu. Powiedziała, iż lepiej, abyś ochłonęła.
-OCHŁONĘŁA?-Krzyknęłam zdenerwowana. Ta kobieta jest nienormalna. -Ja mam ochłonąć? Na litość boską, to ONA właśnie się pierdoliła z gościem z pracy, nie ja, do cholery! - Idąc do drzwi, w celu powiedzenia matce co naprawdę myślę o niej, Harry złapał mnie w tali i odciągnął z powrotem koło łóżka. -Ja z nią porozmawiam, Ty w tym czasie zbierz do torby jakieś ciuchy i najważniejsze rzeczy, dobrze?
Chciałam spytać się po co, co zamierza i tym bardziej czy nie będzie to dla niego problemem, ale bardziej nie ufając w tym momencie swojemu głosowi, przytaknęłam delikatnie głową. Harry uśmiechnął się lekko, zanim otworzył drzwi i szybko wyszedł na korytarz przed moim pokojem.
Chcąc zrobić to o co prosił Harry pobiegłam od razu do łazienki, gdzie zmyłam mój rozmazany przez płacz makijaż.
Kiedy wyszłam odświeżona z łazienki wyciągałam z dna szafy, dawno nie używaną torbę. Nie była ona zbyt duża, ale idealna, żeby wsadzić parę ubrać.... bo przecież tylko kilka jest mi potrzebne, prawda?
-Gotowa?- Zapytał Harry, wchodząc do pokoju.
-Co powiedziała?- Zignorowałam jego wcześniejsze pytanie.
Harry wzruszył ramionami.
-Nic takiego. Powiedziałem tylko, że zabieram Cię do mnie, a ona się zgodziła.
-Zgodziła się?-Zdziwienie w moim głosie było słyszalne na kilometry. - Co jej wcisnąłeś?
-Prawdę. Jedziemy do mojego domu. Powiedziała, iż lepiej, abyś ochłonęła.
-Hope. - Powiedział spokojny. - Uspokój się, zanim zrobisz coś czego będziesz potem żałować.
Nosz kurwa.
-Nie znasz jej! Nie wiesz jaka ona jest!
-Wzięłaś wszystko co potrzebne? Zostajesz u mnie na cały weekend. - Zignorował mnie. Dupek.Zaraaaaaaaz...
-Weekend?
-Tak, chodź, im szybciej wyjdziemy tym lepiej.
Po jeździe taksówką ona stanęła przed bramą dwupiętrowego, białego budynkiem. Harry zapłacił należne i lekko mnie popychając kazał wyjść z auta. Zrobiłam to i czekałam, aż Harry otworzy drzwi koło większej bramy wjazdowej.
Wychodząc wcześniej z domu, na drodze nie spotkałam matki, ani szanownego pana Adama. Nie wiem czy zadowalało czy dołowało mnie to. Może znowu się pierdolą. Oboje są siebie warci, jak widać.
Będąc na podwórku przed białym domem, zaniemówiłam. Był przepiękny. Właściwie, domy w Anglii były ogólnie ładne, ale dom Harry'ego był... wow. Utrzymamy w nowoczesnym stylu, ale jednak miał to coś niepowtarzalnego w sobie.
Kiedy weszliśmy do środka zdziwiło mnie, że dom stał prawie... pusty. W przedpokoju i jak później się okazało w innych pokojach były meble, ale ułożone z boku.
-Dom jest w remoncie.. - Wytłumaczył, a ja rozumiejąc pokiwałam głową.
Weszliśmy do schodach na drugie piętro. Harry otworzył drzwi na samym końcu i wpuścił mnie do środka.
Pokój był duży i wow, zamiast dachu były tylko szyby. Na ziemi był rozłożony biały, puszysty dywan.
-Zostaw rzeczy, musimy iść po materace na dół.
piątek, 4 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ 14 „Początek końców."
Wchodząc do domu i czując unoszący się zapach jedzenia jestem zdziwiona, ale kiedy jestem w przedpokoju i ściągam buty, słyszę śmiechy w głębi mieszkania, jestem przerażona. Starając się zachować ciszę, co pomaga muzyka grająca gdzieś w tle, okładam torby z zakupami, ściągam kurtkę i wyciągam telefon. W mojej głowie panuje mętlik. Rozmyślałam nad rzeczą, która mogłaby mnie obronić, gdyby moje czarne myśli stały się rzeczywistością. Przeklinam w myślach, że w domu nie mamy broni. Dziadek nauczył mnie szczelać i chyba to byłby pierwszy moment, gdyby mi się to przydało, gdyby...
-Hope, kochanie. Córciu, czy to Ty? - Zapytał ktoś o głosie mojej matki. Zaraz, co?!
Szybko poszłam w kierunku odgłosu. W salonie nie było nikogo, natomiast w jadalni zobaczyłam coś, czego nigdy nie powinnam widzieć.
-Och, miałam racje. -Znowu odezwała się moja matka. Nie odpowiedziałam, stałam w miejscu nie mogąc uwierzyć moim oczom. - Adam poznaj moją córkę Hope.- Dodała, mężczyzna wstał i podszedł do mnie z uniesioną rękę.
-Adam Yound- Uśmiechnął się. Jego uśmiech odejmował mu trochę lat, a powiedźmy szczerze wyglądał na faceta po czterdziestce. Po mino tego, wyglądał... dobrze. Ma sobie miał czarne spodnie idealnie dopasowane do bioder i ściśniętą białą koszulę. Na oparciu krzesła, gdzie siedział zwisała elegancka, czarna marynarka. Wyciągnął do mnie dłoń, którą szybko i automatycznie potrząsnęłam.
Co do cholery? Moja matka i ... facet? Tego jeszcze nie było.
-Córciu, może chcesz zjeść z nami kolacje? - Zapytała patrząc na mnie pod byka.
„Och, więc chce, żebym wyszła?" Pomyślałam. „ Przykre. "
-Z przyjemnością. - Uśmiechnęłam się jak bardziej szczerze, jak tylko potrafiłam w tej idiotycznej sytuacji, siadając przy jednym z boków stołu.
Na stole leżała miska z sałatką i na większym talerzu upieczony kurczak, a zaraz obok ugotowane ziemniaki. Sięgnęłam po dzbanek z wodą i nalałam ją do połowy czystej szklanki. Szybko nałożyłam pozornie troszkę sałatki i widelcem zaczęłam dziobać nowo nałożone jedzenie. Nie byłam głodna, po prostu jestem tutaj, bo moja matka tego nie chce.
-Więccc... - Zaczęłam. - Adam, po co się spotkaliście?
-Spotykamy się już jakiś czzz
-Interesy. - Syknęła kobieta w naszym ojczystym języku, co spowodowało zdziwione spojrzenie mężczyzny. -Sprawy bankowe, Nadzieja. To nic o co powinnaś się martwić.
-Zajebiście. -Spojrzałam na nią przelotnie, patrząc na zdezorientowanego Adam'a.- Sorry, Adam. Now... Tell me... How's it going? -Kontynuowałam po angielsku. - Twoje dzieci czekają na Ciebie w domu?
-Och, nie. - Odpowiedział z uśmiechem. -Nie mam dzieci.. przynajmniej nie w domu. Mój syn i córka pracują w oddziale naszego banku w Nowym York'u.
-To wspaniale! No wiesz... Jakaś rodzinna tradycja? Pracowanie w tym banku? - Sztucznie się zainteresowałam .
-Raczej rodziny obowiązek. -Zachichotał. - Ja rozkręcałem tą firmę z właścicielem, ale.. nie mówmy o nudnej pracy. Hope, słyszałem, że chcesz iść w kierunku fotografii?
-Tak i....- W mojej głowie pojawiła się lampka, która mówiła, że w tej sytuacji mogę się teraz wykręcić. - O mój Boże! Całkowicie zapomniałam. Mam pracę domową na jutro. Przepraszam, ale muszę iść. -Dokończyłam wstając z krzesła.
-Nic nie szkodzi, miło było poznać. - Adam wstał i z uśmiechem podał mi rękę. Chwyciłam ją i szybko uścisnęłam żegnając się.
Po kilku minutach już leżałam na łóżku. Cóż.. tego jeszcze nie było. Moja matka sprowadzająca mi nowego tatusia. To wydawało się prawie niemożliwe! Znaczy się, ona nigdy nie bawiła się w randki i tym podobne. Z resztą, pewnie za dużo o tym myślę i wymyślam. Naprawdę to mogą być sprawy bankowe. Tak, zdecydowanie koloryzuje.
Postanowiłam nie myśleć o Adamie i wziąć prysznic. To będzie zdecydowanie lepsza opcja.
Nie zajęła mi ona zbyt długiego dystansu czasowego, bo po prostu nie miałam siły, tak jak przeważnie to robię, przemyśleć następnego dnia. Postawiłam na przekonującym YOLO i przeżycia kolejnego dnia w szkole.
Była 19 kiedy odłożyłam książkę na stolik nocny. Przeczytałam już sporą cześć pierwszej części Darów Anioła i czytałabym dalej, ale oczy zaczęły mnie już boleć. Przypomniałam sobie o Alex, więc bez wahania chwyciłam telefon i wybrałam numer.
-Halo? - Zapytała odbierając.
-Alex, cześć. Co tam? Śpisz?
-Żartujesz, prawda? Jest dopiero po siódmej i po za tym, nigdy w życiu bym nie przegapiła wywiadu z 1D.
-Co?- Dopytałam zdezorientowana.
-Na MTV, leci wywiad na żywo z One Direction, więc mów, czego pragniesz, kobieto!
-Nawiązując do One Direction, kobieto....- Zaczęłam sięgając dłonią po pilot do telewizora. Włączyłam go, aby ustawić na wspomnianej stacji. -Pamiętasz o koncercie o jakim mówiłaś?
-Jezus, Hope. Jak mogłabym zapomnieć?! To prawie za tydzień.
-W jaki dzień konkretnie? - Zapytałam.
-W przyszły czwartek, pamiętaj, żeby się ładnie ubrać, kochana.
-Woah, kochana, kto powiedział, że się wybieram.
-Ja! Ja powiedziałam, ba, ja to stwierdzam.
-Jesteś zbyt pewna siebie. - Zachichotałam.
-Taaak, wiem, ale... O MÓJ BOŻE, IDĄ!- Ostatnie słowa wykrzyczała, gdy na ekranie zaczęli pokazywać jak chłopcy z 1D wchodzą do studia i siadają na długiej, skórnej kanapie. Alex zapiszczała do słuchawki, a ja przyglądałam się dalszemu ciągu programu.
-Witajcie, chłopcy. Miło Was znowu widzieć. - Przywitała się blond prezenterka.- Niall, jak tam z Twoim kolanem?- Zapytała, na co Irlandczyk się zaśmiał.
-Wszytko dobrze, przed trasą musiałem trochę z nim ćwiczyć, żeby być w wystarczającej formie. To musi wystarczyć do następnego roku, do skończenia trasy. -Odpowiedział.
-Biedak. - Zanuciła mi do ucha Alex.
-Trasa, a po trasie, jakieś prany? Możemy już czekać na kolejną płytę? - Dziennikarka zadała pytanie.
-Zdecydowanie tak! -Powiedział wyraźnie podekscytowany Liam.- Już dawno skończyliśmy prace nad płytą z tej trasy, dzięki czemu mamy możliwość pracowania już nad nową.
-To dopiero początek pracy. -Wtrącił Louis.- Oczywiście, ciągle będziemy nagrywać w trasie. Pisać i nagrywać. Myślimy nad tym z dystansem, nie chcemy zawieść fanów, dlatego nie chcemy podawać konkretnej daty.
-Potrzeba dużo pracy i pomocy inny. - Dodał Zayn. -Nie od dziś wiadomo, że nasza kariera nie zaczęła się w studiu, tylko na scanie. Pomoc innych jest nam potrzebna i zdecydowanie potrzebujemy wiary w naszą muzykę.
-To akurat robota naszych wspaniałych fanów, którą wykonują najlepiej jak można.- Zaśmiał się Nialler, a po całym studiu,dzięki widowni można było usłyszeć "awww"
-Ooooo! - Zanuciła po raz kolejny Alex.
-Och, chłopcy, chłopcy. Dziewczyny na widowni już są wasze. Czy jakaś dziewczyna zakręciła wami tak jak wy swoimi fankami?- Z uśmiechem blondynka zadała pytanie.
-O mój Boże! - Zapiszczała Alex, lecz wróciłam na to uwagę na moment, ponieważ po chwili znowu pełną uwagę skupiłam na telewizorze.
-Ja jestem cały czas zaręczony, nie patrz na mnie. - Zayn podniósł ręce do góry.
-Więc kto z was na ten moment jest wolny?- Zapytała dziennikarka.
-Ja.- Niall odpowiedział krótko. A Harry? Harry miał dziewczynę...? O mój Boże...
-Zaraz, zaraz... Harry jest wolny. Czemu tego nie potwierdził?- Zaciekawiła się Alex.
-Tylko? W mojego źródła Harry też jest wolny, prawda?- Zapytała kobieta. W odpowiedzi przez chwilę było słychać tylko ciszę. Popatrzyłam w miejsce, gdzie siedział Harry. Wyglądał na zamyślonego. Siedzący obok Zayn, klepnął go w kolano, na co on przyjrzał się mu. Przyjaciel Hazzy przechylił się w jego stronę mówiąc mu coś po ucha.
-Och, sorry! - Wreszcie odezwał się Harry. - Masz dywan ma naprawdę super wzór. - Spojrzał na prezenterkę, a w jego policzkach były głębokie dołeczki. -I tak, z związkami stoję na tym samym co Niall.
-Żadnych planów w tej sprawie?
-Nie, na razie nie. Mam wszystko czego potrzebuje.
-Masz przecież tyle przyjaciółek, nie myślisz o nich, gdy jesteś sam?
Harry się zawahał przed odpowiedzią.
-Nie.
-Na co czekacie? Jesteście młodzi, przystoi i macie plany na przyszłość. Zdecydowanie idealny materiał na chłopaka.
-To nie o to w tym chodzi. - Wtrącił Nialler. - Myślę, że w tym chodzi o to, żeby po prostu spotkać tą jedyną, która po prostu stanie przed Tobą i kolana się ugną z zrażenia. Na to chyba czekam.
Chłopak w lokach przytakiwał, patrząc na kolegę.
-Powodzenia w szukaniu tej jedynej, chłopcy.- Blondynka zachichotała. -Wracając do poprzedniego tematu. Znowu zmiany? Wasz nowy album to zdecydowanie to co wszystkie dziewczyny chcą usły...
Wyłączyłam pilotem telewizor. Nie potrzebnie go włączałam. Po co, do cholery słuchałam tego wywiadu?!
-Alex, jesteś tam?- Zapytałam.
-Tak, jestem. -Odpowiedziała.
-Muszę kończyć. Jutro szkoła, więc... do zobaczenia w czwartek, tak? Jeszcze się zgadamy co i jak dokładnie.
-Okej. Trzymaj się, Hope.- Pożegnała się, co odwzajemniłam i się rozłączyłam.
Minęło dobre kilka minut zanim zasnęłam. Może godzin, sama nie wiem. Myśląc nad tym całym wywiadem, sen przychodził ciężko. Prawie tak samo ciężko, jak przeżycie kolejnego dnia. Kiedy wstałam rano z łózka, zjadłam śniadanie, ubrałam się i wyszłam do szkoły. Przetrwałam zajęcia, aby wrócić do domu, gdzie wolny czas spędziłam na zbieraniem informacji na temat projektu na biologię. Sama nie wiem, kiedy cały czwartek minął, a musiałam wstawać już w piątek rano. Poranna rutyna nie zmęczyła mnie tak bardzo jak nudne zajęcia w szkole. Starałam się ignorować wszystkie komentarze na mój temat, nawet te od Michael'a, który zadziwiająco mało kierował w moją stronę, co mnie ucieszyło, ale z drugiej strony niepokoiło. To nie mogło się dziać tak nagle, nigdy nie mógłby się stać miły.
Stukałam ołówkiem o biurko w rytm piosenek Seleny, które grały w moich słuchawkach, czekając ostatnie minuty na dzwonek kończący lekcje w tym tygodniu. Kiedy dźwięk dzwonka rozprowadził się po całej szkole, szybko chwyciłam torebkę i wsadzając dokładniej dwie słuchawki wyszłam z klasy. Nie mając po co iść do mojej szafki, wyszłam ze szkoły. Nie zareagowałam, gdy ktoś dotknął moje ramie. W tym tłumie dzieciaków, zdarzało się to często. Zatrzymałam się dopiero, gdy jakaś postać stanęła przede mną. Moje zaskoczenie było tak wielkie, że prawie nie dowierzałam, że widzę przed sobą te znajome dołeczki. Miałam się odezwać, kiedy ktoś podbiegną do mnie, chwytając ramię torebki na moim ramieniu. Obróciłam się w kierunku, gdzie czułam czyjąś obecność. Tym kimś okazała się Nina. Znowu, nie zdążyłam odezwać zanim ona patrząc przed siebie krzykneła.
-O mój Boże, HARRY STYLES!
Harry przełknął pod nosem i szybko złapał mnie za nadgarstek. Na początku, prawie ciągnął mnie siłą, lecz, gdy skojarzyłam fakty, zaczęłam razem z nim biec przed siebie. Z przyzwyczajenia skręcałam w te same ścieżki, przed które idę do szkoły z domu, będąc blisko domu, przystopowała. Harry obejrzał się za siebie. Przez chwilę próbowałam złapać oddech, a po chwili wrócił on do normalności, po biegu. Kiedy dorównałam do Harry'ego położyłam dłoń na jego ramieniu i wybuchałam śmiechem.
-Było fajnie. -Powiedziałam po między słowami, a śmiechem.
-Tak. -Zaśmiał się.- Nie na tyle, żeby to powtarzać.
-Zobaczymy.- Wzruszyłam ramionami. -Po za tym, co Cię sprowadziło do mojej szkoły?
-Ty. -Odpowiedział krótko. - Zabieram Cię na małą wycieczkę.
-Okeeej. -Zgodziłam się niepewnie. -Najpierw chodźmy się napić wody do mojego domu, tyle przebiegliśmy, że jesteśmy już prawie na miejscu.
Szliśmy spacerkiem w stronę mojego domu i dopiero wtedy przyjrzałam się w co jest ubrany Harry. Miał na sobie czarne jeansy, trampki i podobną do tej, którą nosił w środę, bluzę z kapturem. Tyle, że tym razem była ona granatowa. Jego loki przykrywała czerwona czapka z daszkiem. Wyglądał po prostu jak zwykły nastolatek.
Zanin się spostrzegłam już staliśmy pod moimi drzwiami domu. Zdążyłam pochwalić się moimi zdolnościami otwierania zamków i byliśmy już w środku mieszkania. Rzuciłam plecak na kanapę w salonie i po cichu skierowaliśmy się do kuchni. Nalałam dwie szklanki wody, jedną podałam Harry'emu, na co podziękował cicho. Upiłam dosłownie łyk, kiedy usłyszałam jakiś dziwny jęk. Spojrzałam zdezorientowana na Harry'ego. Kolejny odgłos. Głośniejszy. Harry odstawił szklankę na blat, a ja zrobiłam to samo. Kolejny, głośniejszy, głębszy odgłos. I kolejny, tym razem byłam przekonana, że to jęk. Nie mogąc uwierzyć, swoim przypuszczeniom, po prostu wybiegłam z kuchni. Weszłam po schodach na pierwsze piętro. Biorąc wdech, szybko, bez pukania otworzyłam drzwi do pokoju matki. I to co tam zobaczyłam, należało do rzeczy jakich nigdy nie chciałabym widzieć. Matka zapiszczała, widząc mnie w drzwiach. Adam próbował szybko rozłączyć się z nią. Podczas, gdy ona zakrywała się kołdrą. Adam tyłem do mnie zakładał swoje bokserki. Nie poczułam nawet obecności Harry'ego za sobą, dopóki nie zamknął z powrotem drzwi. Moja matka... ona... ona właśnie... Spojrzałam na bruneta, który miał smutny wyraz twarzy i współczucie w oczach. Nic innego nie przeszło mi przez myśl, jak po prostu zamknięcie się w moim pokoju. Wbiegłam szybko po schodach piętro wyżej. Słyszałam kroki za mną i byłam pewna, że to Harry. Wbiegłam po pokoju i biorąc pierwszą lepszą rzecz do ręki, która okazała się być lampą, wrzuciłam nią w ścianę, pozwalając jej się rozpaść. Tak samo jak ja w tym momencie. Upadłam na kolana, wybuchając płaczem. Między moimi głęboki oddechami i szlochem, usłyszałam przekręcający zamek drzwi. Poddałam się i pozwoliłam emocją wyjść ze mnie. Czułam się jakbym upadała z 30 piętrowego budynku w Nowym Yorku, na zapełnioną taksówkami ulicę. I upadłabym poddając się, gdyby nie silne ramiona w okół mojej tali. Trzymające mnie i nie pozwalające upaść, załamać się i upaść.
-Hope, kochanie. Córciu, czy to Ty? - Zapytał ktoś o głosie mojej matki. Zaraz, co?!
Szybko poszłam w kierunku odgłosu. W salonie nie było nikogo, natomiast w jadalni zobaczyłam coś, czego nigdy nie powinnam widzieć.
-Och, miałam racje. -Znowu odezwała się moja matka. Nie odpowiedziałam, stałam w miejscu nie mogąc uwierzyć moim oczom. - Adam poznaj moją córkę Hope.- Dodała, mężczyzna wstał i podszedł do mnie z uniesioną rękę.
-Adam Yound- Uśmiechnął się. Jego uśmiech odejmował mu trochę lat, a powiedźmy szczerze wyglądał na faceta po czterdziestce. Po mino tego, wyglądał... dobrze. Ma sobie miał czarne spodnie idealnie dopasowane do bioder i ściśniętą białą koszulę. Na oparciu krzesła, gdzie siedział zwisała elegancka, czarna marynarka. Wyciągnął do mnie dłoń, którą szybko i automatycznie potrząsnęłam.
Co do cholery? Moja matka i ... facet? Tego jeszcze nie było.
-Córciu, może chcesz zjeść z nami kolacje? - Zapytała patrząc na mnie pod byka.
„Och, więc chce, żebym wyszła?" Pomyślałam. „ Przykre. "
-Z przyjemnością. - Uśmiechnęłam się jak bardziej szczerze, jak tylko potrafiłam w tej idiotycznej sytuacji, siadając przy jednym z boków stołu.
Na stole leżała miska z sałatką i na większym talerzu upieczony kurczak, a zaraz obok ugotowane ziemniaki. Sięgnęłam po dzbanek z wodą i nalałam ją do połowy czystej szklanki. Szybko nałożyłam pozornie troszkę sałatki i widelcem zaczęłam dziobać nowo nałożone jedzenie. Nie byłam głodna, po prostu jestem tutaj, bo moja matka tego nie chce.
-Więccc... - Zaczęłam. - Adam, po co się spotkaliście?
-Spotykamy się już jakiś czzz
-Interesy. - Syknęła kobieta w naszym ojczystym języku, co spowodowało zdziwione spojrzenie mężczyzny. -Sprawy bankowe, Nadzieja. To nic o co powinnaś się martwić.
-Zajebiście. -Spojrzałam na nią przelotnie, patrząc na zdezorientowanego Adam'a.- Sorry, Adam. Now... Tell me... How's it going? -Kontynuowałam po angielsku. - Twoje dzieci czekają na Ciebie w domu?
-Och, nie. - Odpowiedział z uśmiechem. -Nie mam dzieci.. przynajmniej nie w domu. Mój syn i córka pracują w oddziale naszego banku w Nowym York'u.
-To wspaniale! No wiesz... Jakaś rodzinna tradycja? Pracowanie w tym banku? - Sztucznie się zainteresowałam .
-Raczej rodziny obowiązek. -Zachichotał. - Ja rozkręcałem tą firmę z właścicielem, ale.. nie mówmy o nudnej pracy. Hope, słyszałem, że chcesz iść w kierunku fotografii?
-Tak i....- W mojej głowie pojawiła się lampka, która mówiła, że w tej sytuacji mogę się teraz wykręcić. - O mój Boże! Całkowicie zapomniałam. Mam pracę domową na jutro. Przepraszam, ale muszę iść. -Dokończyłam wstając z krzesła.
-Nic nie szkodzi, miło było poznać. - Adam wstał i z uśmiechem podał mi rękę. Chwyciłam ją i szybko uścisnęłam żegnając się.
Po kilku minutach już leżałam na łóżku. Cóż.. tego jeszcze nie było. Moja matka sprowadzająca mi nowego tatusia. To wydawało się prawie niemożliwe! Znaczy się, ona nigdy nie bawiła się w randki i tym podobne. Z resztą, pewnie za dużo o tym myślę i wymyślam. Naprawdę to mogą być sprawy bankowe. Tak, zdecydowanie koloryzuje.
Postanowiłam nie myśleć o Adamie i wziąć prysznic. To będzie zdecydowanie lepsza opcja.
Nie zajęła mi ona zbyt długiego dystansu czasowego, bo po prostu nie miałam siły, tak jak przeważnie to robię, przemyśleć następnego dnia. Postawiłam na przekonującym YOLO i przeżycia kolejnego dnia w szkole.
Była 19 kiedy odłożyłam książkę na stolik nocny. Przeczytałam już sporą cześć pierwszej części Darów Anioła i czytałabym dalej, ale oczy zaczęły mnie już boleć. Przypomniałam sobie o Alex, więc bez wahania chwyciłam telefon i wybrałam numer.
-Halo? - Zapytała odbierając.
-Alex, cześć. Co tam? Śpisz?
-Żartujesz, prawda? Jest dopiero po siódmej i po za tym, nigdy w życiu bym nie przegapiła wywiadu z 1D.
-Co?- Dopytałam zdezorientowana.
-Na MTV, leci wywiad na żywo z One Direction, więc mów, czego pragniesz, kobieto!
-Nawiązując do One Direction, kobieto....- Zaczęłam sięgając dłonią po pilot do telewizora. Włączyłam go, aby ustawić na wspomnianej stacji. -Pamiętasz o koncercie o jakim mówiłaś?
-Jezus, Hope. Jak mogłabym zapomnieć?! To prawie za tydzień.
-W jaki dzień konkretnie? - Zapytałam.
-W przyszły czwartek, pamiętaj, żeby się ładnie ubrać, kochana.
-Woah, kochana, kto powiedział, że się wybieram.
-Ja! Ja powiedziałam, ba, ja to stwierdzam.
-Jesteś zbyt pewna siebie. - Zachichotałam.
-Taaak, wiem, ale... O MÓJ BOŻE, IDĄ!- Ostatnie słowa wykrzyczała, gdy na ekranie zaczęli pokazywać jak chłopcy z 1D wchodzą do studia i siadają na długiej, skórnej kanapie. Alex zapiszczała do słuchawki, a ja przyglądałam się dalszemu ciągu programu.
-Witajcie, chłopcy. Miło Was znowu widzieć. - Przywitała się blond prezenterka.- Niall, jak tam z Twoim kolanem?- Zapytała, na co Irlandczyk się zaśmiał.
-Wszytko dobrze, przed trasą musiałem trochę z nim ćwiczyć, żeby być w wystarczającej formie. To musi wystarczyć do następnego roku, do skończenia trasy. -Odpowiedział.
-Biedak. - Zanuciła mi do ucha Alex.
-Trasa, a po trasie, jakieś prany? Możemy już czekać na kolejną płytę? - Dziennikarka zadała pytanie.
-Zdecydowanie tak! -Powiedział wyraźnie podekscytowany Liam.- Już dawno skończyliśmy prace nad płytą z tej trasy, dzięki czemu mamy możliwość pracowania już nad nową.
-To dopiero początek pracy. -Wtrącił Louis.- Oczywiście, ciągle będziemy nagrywać w trasie. Pisać i nagrywać. Myślimy nad tym z dystansem, nie chcemy zawieść fanów, dlatego nie chcemy podawać konkretnej daty.
-Potrzeba dużo pracy i pomocy inny. - Dodał Zayn. -Nie od dziś wiadomo, że nasza kariera nie zaczęła się w studiu, tylko na scanie. Pomoc innych jest nam potrzebna i zdecydowanie potrzebujemy wiary w naszą muzykę.
-To akurat robota naszych wspaniałych fanów, którą wykonują najlepiej jak można.- Zaśmiał się Nialler, a po całym studiu,dzięki widowni można było usłyszeć "awww"
-Ooooo! - Zanuciła po raz kolejny Alex.
-Och, chłopcy, chłopcy. Dziewczyny na widowni już są wasze. Czy jakaś dziewczyna zakręciła wami tak jak wy swoimi fankami?- Z uśmiechem blondynka zadała pytanie.
-O mój Boże! - Zapiszczała Alex, lecz wróciłam na to uwagę na moment, ponieważ po chwili znowu pełną uwagę skupiłam na telewizorze.
-Ja jestem cały czas zaręczony, nie patrz na mnie. - Zayn podniósł ręce do góry.
-Więc kto z was na ten moment jest wolny?- Zapytała dziennikarka.
-Ja.- Niall odpowiedział krótko. A Harry? Harry miał dziewczynę...? O mój Boże...
-Zaraz, zaraz... Harry jest wolny. Czemu tego nie potwierdził?- Zaciekawiła się Alex.
-Tylko? W mojego źródła Harry też jest wolny, prawda?- Zapytała kobieta. W odpowiedzi przez chwilę było słychać tylko ciszę. Popatrzyłam w miejsce, gdzie siedział Harry. Wyglądał na zamyślonego. Siedzący obok Zayn, klepnął go w kolano, na co on przyjrzał się mu. Przyjaciel Hazzy przechylił się w jego stronę mówiąc mu coś po ucha.
-Och, sorry! - Wreszcie odezwał się Harry. - Masz dywan ma naprawdę super wzór. - Spojrzał na prezenterkę, a w jego policzkach były głębokie dołeczki. -I tak, z związkami stoję na tym samym co Niall.
-Żadnych planów w tej sprawie?
-Nie, na razie nie. Mam wszystko czego potrzebuje.
-Masz przecież tyle przyjaciółek, nie myślisz o nich, gdy jesteś sam?
Harry się zawahał przed odpowiedzią.
-Nie.
-Na co czekacie? Jesteście młodzi, przystoi i macie plany na przyszłość. Zdecydowanie idealny materiał na chłopaka.
-To nie o to w tym chodzi. - Wtrącił Nialler. - Myślę, że w tym chodzi o to, żeby po prostu spotkać tą jedyną, która po prostu stanie przed Tobą i kolana się ugną z zrażenia. Na to chyba czekam.
Chłopak w lokach przytakiwał, patrząc na kolegę.
-Powodzenia w szukaniu tej jedynej, chłopcy.- Blondynka zachichotała. -Wracając do poprzedniego tematu. Znowu zmiany? Wasz nowy album to zdecydowanie to co wszystkie dziewczyny chcą usły...
Wyłączyłam pilotem telewizor. Nie potrzebnie go włączałam. Po co, do cholery słuchałam tego wywiadu?!
-Alex, jesteś tam?- Zapytałam.
-Tak, jestem. -Odpowiedziała.
-Muszę kończyć. Jutro szkoła, więc... do zobaczenia w czwartek, tak? Jeszcze się zgadamy co i jak dokładnie.
-Okej. Trzymaj się, Hope.- Pożegnała się, co odwzajemniłam i się rozłączyłam.
Minęło dobre kilka minut zanim zasnęłam. Może godzin, sama nie wiem. Myśląc nad tym całym wywiadem, sen przychodził ciężko. Prawie tak samo ciężko, jak przeżycie kolejnego dnia. Kiedy wstałam rano z łózka, zjadłam śniadanie, ubrałam się i wyszłam do szkoły. Przetrwałam zajęcia, aby wrócić do domu, gdzie wolny czas spędziłam na zbieraniem informacji na temat projektu na biologię. Sama nie wiem, kiedy cały czwartek minął, a musiałam wstawać już w piątek rano. Poranna rutyna nie zmęczyła mnie tak bardzo jak nudne zajęcia w szkole. Starałam się ignorować wszystkie komentarze na mój temat, nawet te od Michael'a, który zadziwiająco mało kierował w moją stronę, co mnie ucieszyło, ale z drugiej strony niepokoiło. To nie mogło się dziać tak nagle, nigdy nie mógłby się stać miły.
Stukałam ołówkiem o biurko w rytm piosenek Seleny, które grały w moich słuchawkach, czekając ostatnie minuty na dzwonek kończący lekcje w tym tygodniu. Kiedy dźwięk dzwonka rozprowadził się po całej szkole, szybko chwyciłam torebkę i wsadzając dokładniej dwie słuchawki wyszłam z klasy. Nie mając po co iść do mojej szafki, wyszłam ze szkoły. Nie zareagowałam, gdy ktoś dotknął moje ramie. W tym tłumie dzieciaków, zdarzało się to często. Zatrzymałam się dopiero, gdy jakaś postać stanęła przede mną. Moje zaskoczenie było tak wielkie, że prawie nie dowierzałam, że widzę przed sobą te znajome dołeczki. Miałam się odezwać, kiedy ktoś podbiegną do mnie, chwytając ramię torebki na moim ramieniu. Obróciłam się w kierunku, gdzie czułam czyjąś obecność. Tym kimś okazała się Nina. Znowu, nie zdążyłam odezwać zanim ona patrząc przed siebie krzykneła.
-O mój Boże, HARRY STYLES!
Harry przełknął pod nosem i szybko złapał mnie za nadgarstek. Na początku, prawie ciągnął mnie siłą, lecz, gdy skojarzyłam fakty, zaczęłam razem z nim biec przed siebie. Z przyzwyczajenia skręcałam w te same ścieżki, przed które idę do szkoły z domu, będąc blisko domu, przystopowała. Harry obejrzał się za siebie. Przez chwilę próbowałam złapać oddech, a po chwili wrócił on do normalności, po biegu. Kiedy dorównałam do Harry'ego położyłam dłoń na jego ramieniu i wybuchałam śmiechem.
-Było fajnie. -Powiedziałam po między słowami, a śmiechem.
-Tak. -Zaśmiał się.- Nie na tyle, żeby to powtarzać.
-Zobaczymy.- Wzruszyłam ramionami. -Po za tym, co Cię sprowadziło do mojej szkoły?
-Ty. -Odpowiedział krótko. - Zabieram Cię na małą wycieczkę.
-Okeeej. -Zgodziłam się niepewnie. -Najpierw chodźmy się napić wody do mojego domu, tyle przebiegliśmy, że jesteśmy już prawie na miejscu.
Szliśmy spacerkiem w stronę mojego domu i dopiero wtedy przyjrzałam się w co jest ubrany Harry. Miał na sobie czarne jeansy, trampki i podobną do tej, którą nosił w środę, bluzę z kapturem. Tyle, że tym razem była ona granatowa. Jego loki przykrywała czerwona czapka z daszkiem. Wyglądał po prostu jak zwykły nastolatek.
Zanin się spostrzegłam już staliśmy pod moimi drzwiami domu. Zdążyłam pochwalić się moimi zdolnościami otwierania zamków i byliśmy już w środku mieszkania. Rzuciłam plecak na kanapę w salonie i po cichu skierowaliśmy się do kuchni. Nalałam dwie szklanki wody, jedną podałam Harry'emu, na co podziękował cicho. Upiłam dosłownie łyk, kiedy usłyszałam jakiś dziwny jęk. Spojrzałam zdezorientowana na Harry'ego. Kolejny odgłos. Głośniejszy. Harry odstawił szklankę na blat, a ja zrobiłam to samo. Kolejny, głośniejszy, głębszy odgłos. I kolejny, tym razem byłam przekonana, że to jęk. Nie mogąc uwierzyć, swoim przypuszczeniom, po prostu wybiegłam z kuchni. Weszłam po schodach na pierwsze piętro. Biorąc wdech, szybko, bez pukania otworzyłam drzwi do pokoju matki. I to co tam zobaczyłam, należało do rzeczy jakich nigdy nie chciałabym widzieć. Matka zapiszczała, widząc mnie w drzwiach. Adam próbował szybko rozłączyć się z nią. Podczas, gdy ona zakrywała się kołdrą. Adam tyłem do mnie zakładał swoje bokserki. Nie poczułam nawet obecności Harry'ego za sobą, dopóki nie zamknął z powrotem drzwi. Moja matka... ona... ona właśnie... Spojrzałam na bruneta, który miał smutny wyraz twarzy i współczucie w oczach. Nic innego nie przeszło mi przez myśl, jak po prostu zamknięcie się w moim pokoju. Wbiegłam szybko po schodach piętro wyżej. Słyszałam kroki za mną i byłam pewna, że to Harry. Wbiegłam po pokoju i biorąc pierwszą lepszą rzecz do ręki, która okazała się być lampą, wrzuciłam nią w ścianę, pozwalając jej się rozpaść. Tak samo jak ja w tym momencie. Upadłam na kolana, wybuchając płaczem. Między moimi głęboki oddechami i szlochem, usłyszałam przekręcający zamek drzwi. Poddałam się i pozwoliłam emocją wyjść ze mnie. Czułam się jakbym upadała z 30 piętrowego budynku w Nowym Yorku, na zapełnioną taksówkami ulicę. I upadłabym poddając się, gdyby nie silne ramiona w okół mojej tali. Trzymające mnie i nie pozwalające upaść, załamać się i upaść.
poniedziałek, 10 marca 2014
ROZDZIAŁ 13 „(nie)normalny dzień."
-Powinnam już wracać do domu.- Powiedziałam wstając z łóżka.
-Która godzina? - Spytał Harry wyciągając z kieszeni jeansów telefon. - Dopiero piętnasta.
-Tak, wiem. Muszę jeszcze iść do sklepu kupić kilka rzeczy na projekt szkolny.
-Och, okej...- Mruknął również wstając z swojego łóżka. Jego koszulka podniosła się, kiedy przekładał przez głowę swoją szarą bluzę, ukazując gumkę jego, jak się okazuje, białych bokserek i spory kawałek skóry biodra. Wciągnęłam powietrze przez zęby odwzajemniać wzrok i uparcie trzymając się myśli, żeby nie patrzeć w tamtą stronę.
-Hope? Możemy wychodzić?- Spytał. Odpowiedziałem krótkie 'tak' chwytając swoją torbę z krzesła i wychodząc z pokoju. Nie czekałam nawet minuty, kiedy Harry zamknął za sobą drzwi. Zeszliśmy na dół do jego auta i po chwili jechaliśmy już główną drogą.
-Więc, gdzie chcesz jechać na zakupy?- Zapytał po chwili.
-Co?
-No, mówiłaś o projekcie... mogę się podrzucić i iść, jeśli chcesz, z Tobą, ale jeśli nie...
-Byłoby super.- Przerwałam mu, uśmiechając się. - Obojętnie, gdzie jest coś najbliżej?
-W sumie, gdyby ci powiedział i tak byś nie wiedziała, więc zaufaj mi i za kilka minut będziemy na miejscu.- Uśmiechnął się pokazując swoje doooooołeczki... Serio, poważnie powinnam z tym przestać.
Po kilku minutach jazdy i rozmawania z Harry'mu, spytałam czy mogę włączyć radio, na co się zgodził. Piosenka, jaką akurat pierwsza przypadkowa stacja puszczała okazała się nowy singiel Little Mix - Word Up! Podskoczyłam na siedzeniu, Harry zauważając to zachichotał. Kocham tą piosenkę, tak samo jak te dziewczyny i ich płyty, piosenki, styl... Boże, one są niesamowite.
Usłyszałam głos Harry'ego mieszający się z głosami z radia. Niektóre końcówki kończył mrucząc jak kotek. Mówiłam, że uwielbiam tą piosenkę?
Pozostałe zwrotki dokończyliśmy w duecie i mogę śmiało powiedzieć, że było to zabawne. Uwielbiam śpiewać i nie robię tego najgorzej, ale nie wiąże z tym mojej przyszłości. Po prostu bezinteresowne śpiewanie, było moim ulubionym zajęciem pod prysznicem, a teraz będzie to śpiewanie w aucie z Harry'm. Wybuchnęliśmy śmiechem na koniec piosenki.
-Masz cudowny głos.- Powiedziałam chichrając się dalej.
-Dzięki, Ty też nie robisz tego najgorzej, a już się bałem, że będę musiał Cię wyrzucić z samochodu, żeby nie popsuć sobie reputacji. - Zaśmiał się, a ja w rozbawionym geście z urażoną miną uderzyłam po pięścią w ramie. Drogę spędziliśmy na drażnieniu się, śpiewaniu, żartach i szczególnie na śmiechu,który temu towarzyszył, aż Harry zatrzymał się pod centrum handlowym. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że było to to samo centrum, gdzie przychodziłam najczęściej. Fotograf, kawiarenka i tutaj kilka razy byłam z Alex... Właśnie! ALEX! Nie zadzwoniłam do niej, aby dowiedzieć się na kiedy ma te wejściówki na koncert... zdecydowanie muszę to zrobić dziś wieczorem. Moje rozmyślenia przerwał Harry, czekający przy otwartych po mojej stronie drzwiach.
-Wszystko w porządku? - Zapytał.
-Tak... po prostu..- Wyszłam z auta i stając przed nim dokończyłam.-Zamyśliłam się.
-Okej.-Mruknął i zaczął iść w stronę wejścia. Nie powiem. Zaskoczyło mnie to. Brunet obrócił się, gdy zorientował się, że nie idę koło niego. Miał zamiar iść ze mną na zakupy? W centrum, gdzie jest w ch.... pełno ludzi? -Idziesz?- Spytał
-Tak, tak.- Szybko podbiegłam do niego.-Ale... Ty... Ty też idziesz.- Wyjąkałam bardziej stwierdzając niż pytając.
-Idę z Tobą. Tylkooooo..-Przeciągnął słowo sięgając ręką w głąb kieszeni w bluzie, która ciągła się na środku ciuchu. Wyjął z niej dwie pary nerdów. Już prawie wyciągał dłoń w moim kierunku, ale przerwał nam głośny dźwięk klaksonu. Podskoczyliśmy w zaskoczeniu. Facet, bo nim się okazał, wyciągał przez otwarte okno głowę i zaczął krzyczeć wiązankę przekleństw. Harry pociągnął mnie lekko za przedramię, ciągnąc w stronę z jakiej przyszliśmy. W nagłym przypływie odwagi wyciągnęłam dłoń w kierunku kierowcy i zdumiewając nawt samą sobą pokazałam mu środkowy palec. Uśmiechnęłam się do niego pobłażliwie na pożegnanie, potem idąc w stronę auta Harry'ego. Kiedy byłam u celu oparłam się lekko o bok samochodu i myślałam nad tym co właśnie zrobiłam. „Kim jesteś i co zrobiłaś z Hope?" Krzyczał mój umysł. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ja naprawdę to zrobiłam! Ja Hope pokazałam przypadkowemu gościowi środkowy palec... Czułam się jak... suka? Cóż, muszę częściej nią być, ponieważ to całkiem dobrze. Nie powinnam prawda? Nie dbam o to! „Kim jesteś i co zrobiłaś z Hope?" Powtarzałam ciągle w głowie. Harry po kilku sekundach oparł się o swoje auto koło mnie i nic nie mówił. Już chciałam zacząć go przepraszać, kiedy ten zaśmiał się tak głośno, że prawdopodobnie było to słychać w środku budynku. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone, ale odważnie spojrzałam na chłopaka koło mnie. Kręcił głową niedowierzająco i w polikach uformowały się mu słodkie doooooooołeczki.
-To było.....- Zaczął
-Dziwne.
-Zabawne.- Dokończyliśmy w tym samym czasie.
-Nie wierze, że to zrobiłam. -Schowałam twarzy w dłoniach uśmiechając się. Cały czas miałam uśmiech na twarzy. Poczułam obecność Lokers'a nad sobą i zaraz po tym jego dłonie na moich nadgarstkach, którymi odciągnął moje z mojej twarzy.
-To było zabawne. A teraz po prostu o tym nie myśl i masz. - Wyciągnął w moją stronę parę wcześniej wspomnianych okularów. Odebrałam je od niego.- Załóż je. Masz gumkę do włosów?- Spytał, na co potwierdzająco przytaknęłam. Zawsze miałam na nadgarstku gumkę. Takie przyzwyczajenie.- Dobrze, zawiąż włosy i poczekaj tu na mnie.- Dodał, odchodząc na tył auta. Otworzył bagażnik, chyba tylko po to, aby się na moment przy nim pochylić i za kilka sekund go zamknąć. Nie mogłoby to być bardziej mylne stwierdzenie, ponieważ wracając, w wcześniej wolnej dłoni, trzymał czapkę.
-Co to?- Spytałam retorycznie.
-Czapka z daszkiem.- Wzruszył ramionami. Wyciągnął ją w moim kierunku.Była niebieska z czarnymi napisami.- Załóż ją. Mnie mogą i tak zauważyć i rozpoznać, ale gdy będą robić zdjęcia cała uwaga będzie i tak skupiona na Tobie.
-Dziękuje za dziś. Za te zakupy.. no i ogólnie za cały dzień.-Powiedziałam stojąc przy drzwiach mojego domu, w ręce ściskając plastikową torbę pełną nowych pisaków, cienkopisów, segregatora i innych tego typu rzeczy.
-Nie ma za co, Hope. -Uśmiechnął się. -Świetnie się dziś bawiłem. To z palcem...- Przerwał widząc mój 'groźny' wzrok. Zachichotał, a ja do niego dołączyłam. Na jego ustach był widoczny cień uśmiechu, gdy mówił dalej, trochę bardziej poważnym tonem. -Muszę jechać... muszę być o piątej w studiu.
-O mój Boże! Jasne, jedź. Jezus, przepraszam, że Cię zapędziłam tam...
-W porządku.- Zaśmiał się i otworzył swoje szerokie ramiona, w które niemal utęskniona wpadłam. Owinęłam dłońmi jego talie, zapominając, że trzymam torebkę, która teraz delikatnie obijała się o jego tyłek. Zaśmiał się oddalając się ode mnie. „Co? Tak szybko?!" Moje myśli krzyczały, a domagające się ciało i umysł, chciały wrócić do jego uspakajających ramion i nie miłosiernie znienawidziły ową siatkę.
-Daj znać co z tym koncertem w przyszłym tygodniu. - Mruknął okiem, następnie się obracając i idąc w stronę samochodu, aby po chwili wsiąść na miejsce za kierownicą.
Szybko się opamiętując przeszukałam przednie kieszonki torebki, w celu znalezienie kluczy. Kiedy trzymałam je w dłoni, szybko znalazły się w odpowiednich dla siebie otworach w drzwiach. Pierwszy poszedł szybko i sprawnie, ale drugi nie był tak bardzo dla mnie miły.
-Kurwa mać!- Syknęłam przez zęby w moim ojczystym języku. Nienawidzę. Otwierać. Niczego. Kluczami. To. Jest. Dla. Mnie. Jak. Czarna. Magia. Tak, właśnie. Nie stosowne rozmyślenia przerwał dźwięk chichotu po mojej prawej stronie. Spojrzałam na epicentrum, i jak zadziwiający był fakt, że stał tam Harry.
-Powinnaś zainstalować coś takiego jak w hotelach. Wiesz... na kartkę. - Zaśmiał się, chwytając w palce klucze, następnie szybko i sprawnie przekręcając zamek. Nie oceniajcie mnie, tylko raczej jego! To on działa z Czarną Magią. Nie ja!
-Dziękuje. - Wyszeptałam zakłopotana.
-Przyjemność po mojej stronie, Hopy.
-Hopy?
-Tak, uroczo, nie sądzisz?- Uśmiechnął się, ukazując dooooołeczki.
-Nie, jednak wolę Hope.- Zachichotałam.
-Nie, gniewaj się, Hope, ale od teraz mówię Hopy. -Dziobnął mnie palec w policzek, chyba tylko po to, żeby zrobił się cały różowy.
-Czemu akurat Hopy?
-Powiedźmy, żę to Twoje imię połączone ze słowem Happy.
-Jak Ty to wymyślasz? - Zaśmiałam się, ignorując palący się policzek. Wzruszył ramionami.
-Zanim jeszcze nie było naszego fandomu, ktoś musiał wymyślać nazwy.. Wiesz, Larry, Narry, Zoulis, samo się nie wymyśliło.-Powiedział prawie.. dumnie? Och, tak to była dumna.
-Nie przechwalaj się, Styles. Po za tym.. jedź już, bo się spóźnisz. Dziękuje za pomoc z tą...-Wskazałam na klucz. - .. tą Czarną Magią. - Harry zaśmiał się i powoli zaczął przechylać się ku mojej twarzy. Kiedy jego usta dokonały mojego, rozpalonego przez jego wcześniejszy dotyk, policzka, próbowałam walczyć z sobą, aby nie zamknąć powiek i oddać się tej chwili, która trwała za krótko.
-Na razie, Hopy. - Wyszeptał do ucha powodując ciarki rozchodzące się w dół mojego kręgosłupa. Z gracją oddalając się ode mnie, oczywiście nie potknął się (ani mi się śni!), gdzie ja bym zrobiła to co najmniej trzy razy. Obserwowałam jak ponownie siada na miejscu kierowcy i posyłając mi ostatnie radosne spojrzenie odjechał, tylko po to, żeby zostawić mnie z moimi problemami.
-Która godzina? - Spytał Harry wyciągając z kieszeni jeansów telefon. - Dopiero piętnasta.
-Tak, wiem. Muszę jeszcze iść do sklepu kupić kilka rzeczy na projekt szkolny.
-Och, okej...- Mruknął również wstając z swojego łóżka. Jego koszulka podniosła się, kiedy przekładał przez głowę swoją szarą bluzę, ukazując gumkę jego, jak się okazuje, białych bokserek i spory kawałek skóry biodra. Wciągnęłam powietrze przez zęby odwzajemniać wzrok i uparcie trzymając się myśli, żeby nie patrzeć w tamtą stronę.
-Hope? Możemy wychodzić?- Spytał. Odpowiedziałem krótkie 'tak' chwytając swoją torbę z krzesła i wychodząc z pokoju. Nie czekałam nawet minuty, kiedy Harry zamknął za sobą drzwi. Zeszliśmy na dół do jego auta i po chwili jechaliśmy już główną drogą.
-Więc, gdzie chcesz jechać na zakupy?- Zapytał po chwili.
-Co?
-No, mówiłaś o projekcie... mogę się podrzucić i iść, jeśli chcesz, z Tobą, ale jeśli nie...
-Byłoby super.- Przerwałam mu, uśmiechając się. - Obojętnie, gdzie jest coś najbliżej?
-W sumie, gdyby ci powiedział i tak byś nie wiedziała, więc zaufaj mi i za kilka minut będziemy na miejscu.- Uśmiechnął się pokazując swoje doooooołeczki... Serio, poważnie powinnam z tym przestać.
Po kilku minutach jazdy i rozmawania z Harry'mu, spytałam czy mogę włączyć radio, na co się zgodził. Piosenka, jaką akurat pierwsza przypadkowa stacja puszczała okazała się nowy singiel Little Mix - Word Up! Podskoczyłam na siedzeniu, Harry zauważając to zachichotał. Kocham tą piosenkę, tak samo jak te dziewczyny i ich płyty, piosenki, styl... Boże, one są niesamowite.
Yo pretty ladies around the world
Got a weird thing to show you
Usłyszałam głos Harry'ego mieszający się z głosami z radia. Niektóre końcówki kończył mrucząc jak kotek. Mówiłam, że uwielbiam tą piosenkę?
So tell all the boys and girlsDołączyłam to niego.
Tell your brother, your sister
and your mama too
Cause we're about to throw downDokończył zwrotkę sam, abym mogła sama zacząć następną.
and you'll know just what to do
Were your hands in the airZaśpiewałam wymachując rękami. Postanowiłam, że chce, aby dołączył mi Harry i położyłam rękę na jego ramieniu. Zrozumiał i zaczął śpiewać, miauczeć, jak chcecie to nazwać. Oba sposoby są dobre.
Like you don't care
Glide by the people
As thet start to look and stare
Do your danceKażde kolejne słowa wylatywały z naszych ust, a spojrzenia czasem się spotykały.
Do your dance
Do your dance guick, mama
Come on, baby
Tell me what's the word
Word Up
Everybody say.....
Pozostałe zwrotki dokończyliśmy w duecie i mogę śmiało powiedzieć, że było to zabawne. Uwielbiam śpiewać i nie robię tego najgorzej, ale nie wiąże z tym mojej przyszłości. Po prostu bezinteresowne śpiewanie, było moim ulubionym zajęciem pod prysznicem, a teraz będzie to śpiewanie w aucie z Harry'm. Wybuchnęliśmy śmiechem na koniec piosenki.
-Masz cudowny głos.- Powiedziałam chichrając się dalej.
-Dzięki, Ty też nie robisz tego najgorzej, a już się bałem, że będę musiał Cię wyrzucić z samochodu, żeby nie popsuć sobie reputacji. - Zaśmiał się, a ja w rozbawionym geście z urażoną miną uderzyłam po pięścią w ramie. Drogę spędziliśmy na drażnieniu się, śpiewaniu, żartach i szczególnie na śmiechu,który temu towarzyszył, aż Harry zatrzymał się pod centrum handlowym. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że było to to samo centrum, gdzie przychodziłam najczęściej. Fotograf, kawiarenka i tutaj kilka razy byłam z Alex... Właśnie! ALEX! Nie zadzwoniłam do niej, aby dowiedzieć się na kiedy ma te wejściówki na koncert... zdecydowanie muszę to zrobić dziś wieczorem. Moje rozmyślenia przerwał Harry, czekający przy otwartych po mojej stronie drzwiach.
-Wszystko w porządku? - Zapytał.
-Tak... po prostu..- Wyszłam z auta i stając przed nim dokończyłam.-Zamyśliłam się.
-Okej.-Mruknął i zaczął iść w stronę wejścia. Nie powiem. Zaskoczyło mnie to. Brunet obrócił się, gdy zorientował się, że nie idę koło niego. Miał zamiar iść ze mną na zakupy? W centrum, gdzie jest w ch.... pełno ludzi? -Idziesz?- Spytał
-Tak, tak.- Szybko podbiegłam do niego.-Ale... Ty... Ty też idziesz.- Wyjąkałam bardziej stwierdzając niż pytając.
-Idę z Tobą. Tylkooooo..-Przeciągnął słowo sięgając ręką w głąb kieszeni w bluzie, która ciągła się na środku ciuchu. Wyjął z niej dwie pary nerdów. Już prawie wyciągał dłoń w moim kierunku, ale przerwał nam głośny dźwięk klaksonu. Podskoczyliśmy w zaskoczeniu. Facet, bo nim się okazał, wyciągał przez otwarte okno głowę i zaczął krzyczeć wiązankę przekleństw. Harry pociągnął mnie lekko za przedramię, ciągnąc w stronę z jakiej przyszliśmy. W nagłym przypływie odwagi wyciągnęłam dłoń w kierunku kierowcy i zdumiewając nawt samą sobą pokazałam mu środkowy palec. Uśmiechnęłam się do niego pobłażliwie na pożegnanie, potem idąc w stronę auta Harry'ego. Kiedy byłam u celu oparłam się lekko o bok samochodu i myślałam nad tym co właśnie zrobiłam. „Kim jesteś i co zrobiłaś z Hope?" Krzyczał mój umysł. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ja naprawdę to zrobiłam! Ja Hope pokazałam przypadkowemu gościowi środkowy palec... Czułam się jak... suka? Cóż, muszę częściej nią być, ponieważ to całkiem dobrze. Nie powinnam prawda? Nie dbam o to! „Kim jesteś i co zrobiłaś z Hope?" Powtarzałam ciągle w głowie. Harry po kilku sekundach oparł się o swoje auto koło mnie i nic nie mówił. Już chciałam zacząć go przepraszać, kiedy ten zaśmiał się tak głośno, że prawdopodobnie było to słychać w środku budynku. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone, ale odważnie spojrzałam na chłopaka koło mnie. Kręcił głową niedowierzająco i w polikach uformowały się mu słodkie doooooooołeczki.
-To było.....- Zaczął
-Dziwne.
-Zabawne.- Dokończyliśmy w tym samym czasie.
-Nie wierze, że to zrobiłam. -Schowałam twarzy w dłoniach uśmiechając się. Cały czas miałam uśmiech na twarzy. Poczułam obecność Lokers'a nad sobą i zaraz po tym jego dłonie na moich nadgarstkach, którymi odciągnął moje z mojej twarzy.
-To było zabawne. A teraz po prostu o tym nie myśl i masz. - Wyciągnął w moją stronę parę wcześniej wspomnianych okularów. Odebrałam je od niego.- Załóż je. Masz gumkę do włosów?- Spytał, na co potwierdzająco przytaknęłam. Zawsze miałam na nadgarstku gumkę. Takie przyzwyczajenie.- Dobrze, zawiąż włosy i poczekaj tu na mnie.- Dodał, odchodząc na tył auta. Otworzył bagażnik, chyba tylko po to, aby się na moment przy nim pochylić i za kilka sekund go zamknąć. Nie mogłoby to być bardziej mylne stwierdzenie, ponieważ wracając, w wcześniej wolnej dłoni, trzymał czapkę.
-Co to?- Spytałam retorycznie.
-Czapka z daszkiem.- Wzruszył ramionami. Wyciągnął ją w moim kierunku.Była niebieska z czarnymi napisami.- Załóż ją. Mnie mogą i tak zauważyć i rozpoznać, ale gdy będą robić zdjęcia cała uwaga będzie i tak skupiona na Tobie.
-Dziękuje za dziś. Za te zakupy.. no i ogólnie za cały dzień.-Powiedziałam stojąc przy drzwiach mojego domu, w ręce ściskając plastikową torbę pełną nowych pisaków, cienkopisów, segregatora i innych tego typu rzeczy.
-Nie ma za co, Hope. -Uśmiechnął się. -Świetnie się dziś bawiłem. To z palcem...- Przerwał widząc mój 'groźny' wzrok. Zachichotał, a ja do niego dołączyłam. Na jego ustach był widoczny cień uśmiechu, gdy mówił dalej, trochę bardziej poważnym tonem. -Muszę jechać... muszę być o piątej w studiu.
-O mój Boże! Jasne, jedź. Jezus, przepraszam, że Cię zapędziłam tam...
-W porządku.- Zaśmiał się i otworzył swoje szerokie ramiona, w które niemal utęskniona wpadłam. Owinęłam dłońmi jego talie, zapominając, że trzymam torebkę, która teraz delikatnie obijała się o jego tyłek. Zaśmiał się oddalając się ode mnie. „Co? Tak szybko?!" Moje myśli krzyczały, a domagające się ciało i umysł, chciały wrócić do jego uspakajających ramion i nie miłosiernie znienawidziły ową siatkę.
-Daj znać co z tym koncertem w przyszłym tygodniu. - Mruknął okiem, następnie się obracając i idąc w stronę samochodu, aby po chwili wsiąść na miejsce za kierownicą.
Szybko się opamiętując przeszukałam przednie kieszonki torebki, w celu znalezienie kluczy. Kiedy trzymałam je w dłoni, szybko znalazły się w odpowiednich dla siebie otworach w drzwiach. Pierwszy poszedł szybko i sprawnie, ale drugi nie był tak bardzo dla mnie miły.
-Kurwa mać!- Syknęłam przez zęby w moim ojczystym języku. Nienawidzę. Otwierać. Niczego. Kluczami. To. Jest. Dla. Mnie. Jak. Czarna. Magia. Tak, właśnie. Nie stosowne rozmyślenia przerwał dźwięk chichotu po mojej prawej stronie. Spojrzałam na epicentrum, i jak zadziwiający był fakt, że stał tam Harry.
-Powinnaś zainstalować coś takiego jak w hotelach. Wiesz... na kartkę. - Zaśmiał się, chwytając w palce klucze, następnie szybko i sprawnie przekręcając zamek. Nie oceniajcie mnie, tylko raczej jego! To on działa z Czarną Magią. Nie ja!
-Dziękuje. - Wyszeptałam zakłopotana.
-Przyjemność po mojej stronie, Hopy.
-Hopy?
-Tak, uroczo, nie sądzisz?- Uśmiechnął się, ukazując dooooołeczki.
-Nie, jednak wolę Hope.- Zachichotałam.
-Nie, gniewaj się, Hope, ale od teraz mówię Hopy. -Dziobnął mnie palec w policzek, chyba tylko po to, żeby zrobił się cały różowy.
-Czemu akurat Hopy?
-Powiedźmy, żę to Twoje imię połączone ze słowem Happy.
-Jak Ty to wymyślasz? - Zaśmiałam się, ignorując palący się policzek. Wzruszył ramionami.
-Zanim jeszcze nie było naszego fandomu, ktoś musiał wymyślać nazwy.. Wiesz, Larry, Narry, Zoulis, samo się nie wymyśliło.-Powiedział prawie.. dumnie? Och, tak to była dumna.
-Nie przechwalaj się, Styles. Po za tym.. jedź już, bo się spóźnisz. Dziękuje za pomoc z tą...-Wskazałam na klucz. - .. tą Czarną Magią. - Harry zaśmiał się i powoli zaczął przechylać się ku mojej twarzy. Kiedy jego usta dokonały mojego, rozpalonego przez jego wcześniejszy dotyk, policzka, próbowałam walczyć z sobą, aby nie zamknąć powiek i oddać się tej chwili, która trwała za krótko.
-Na razie, Hopy. - Wyszeptał do ucha powodując ciarki rozchodzące się w dół mojego kręgosłupa. Z gracją oddalając się ode mnie, oczywiście nie potknął się (ani mi się śni!), gdzie ja bym zrobiła to co najmniej trzy razy. Obserwowałam jak ponownie siada na miejscu kierowcy i posyłając mi ostatnie radosne spojrzenie odjechał, tylko po to, żeby zostawić mnie z moimi problemami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)