niedziela, 5 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 03 „Nowy Start."

 Zaraz po tym jak fotograf skończył robić zdjęcia „Panu Harry'emu Styles'owi" gestem ręki przywołał resztę zespołu, ku mojemu zdziwieniu wszyscy w czwórkę szybko znaleźli się obok niego i szli w moim kierunku, rozmawiając w między czasie o niesłyszanych przeze mnie tematach. Gdy byli już blisko chciałam wstać z krzesła na jakim siedziałam, lecz fotograf o nieznanych imieniu, zatrzymał mnie ręką w powietrzu, więc znowu posadziłam mój tyłek na wygodne, obrotowe krzesło. Widziałam jak fotograf siada na siedzenie obok mnie by zaraz w dłoń chwycić myszkę od komputera. Na monitorze od komputera, pojawił się folder z zdjęciami One Direction. Chłopcy z zespołu stanęli za dwoma krzesłami, łącznie z tym na jakim ja siedziałam. Obróciłam się do tyłu by zobaczyć kto oparł się o moje i właśnie wtedy zauważyłam Niall'a uśmiechającego się w moją stronę. Od razu poczułam jak moje poliki robią się czerwone, dlatego szybko odwróciłam wzrok i znowu patrzyłam na monitor, gdzie co kilka sekund zdjęcie zmieniało się na kolejne. Czasem chłopcy byli w innej pozie lub skakali na siebie albo byli już całkowicie inaczej ubrani. Zdjęcia były oczywiście piękne, nie chodzi o to kto na nich był, ale przyznaje, piątka przystojnych mężczyzn też daje plusy, ale chodziło o to jak są wykonane. Profesjonalny gust i styl fotografa, który dziś wykonywał sesje zdjęciową, wspaniale się łączyły. Zdjęcia w końcowym, no prawie końcowym, efekcie wyszły wspaniale. To mogę powiedzieć w stu procentach.

 Po obejrzeniu kilkudziesięciu zdjęć, chłopcy zaczęli się zbierać, aby jechać do domu. Louis powiedział, że musi kupić kilka rzeczy w markecie, Zayn chciał jak najszybciej być w domu z Perrie i Liam nie chciał się spóźnić na mecz u Andy'ego. Też chciałabym już iść do domu, moje praktyki skończyły się 20 minut temu, mogę spokojnie skąd wyjść. Zaczęłam podnosić się z krzesła i w momencie kiedy stanęłam prosto na własne nogi mój wzrok odnalazł oczy Niall'a. 
-Idziesz gdzieś?- Spytał.
-Właściwie to do domu. Moje praktyki skończyły się już jakiś czas temu.
-Okej, odprowadzimy Cię do wyjścia.- Odezwał się fotograf.
-John ma racje.- Dodał uśmiechnięty Nialler. „Zawsze uśmiechnięty." Dodałam w myślach.
-W porządku, poradzę sobie.
-Nie bądź uparta, tylko odprowadzimy Cię do winy.
-Okej, okej.- Zgodziłam się i wolnym krokiem doszliśmy najpierw do mojej torebki na krześle, którą szybko chwyciłam i kierowaliśmy się w stronę windy, która zabierze mnie na dół budynku potem taksówka i... „do domu, tak, do domu." Cieszyłam się. Cieszyłabym się jeszcze bardziej, gdyby nie Nick, który zatrzymał się koło nas i zaczął rozmowę z fotografem, który jak się dowiedziałam, dzięki blondynowi, ma na imię John , Niall'em i mną.


 W końcu odnalazłem się w świecie rzeczywistym i podszedłem do grupki osób, którą byłem wcześniej zainteresowany. Wziąłem Niall'a od tyłu i chwyciłem jego ramię pociągając lekko do tyłu, tym samym znalazłem miejsce w kręgu dla siebie. Niall przez moment, gdy go dotknąłem był trochę wystraszony albo bardziej zaskoczony. Koniec końców to Niall. Zaraz będzie śmiał się z swojej reakcji. Jak pomyślałem tak zrobił. Wybuchnął śmiechem przez co momentalnie moja twarz się rozpromieniła wielkim uśmiechem. „On zawsze poprawi humor każdemu." Chichrałem się w myślach.
-Więc... Co porabiacie?- Spytałem, gdy już sytuacja była opanowana.
-Odprowadzamy Hope do winy.
-Taaak - odparła dziewczyna. - muszę już lecieć.
W mojej głowie momentalnie pojawił się pomysł.
-Gdzie Louis? -Spytałem Niall'a, lecz upewniłem się, że każdy w naszym towarzystwie mnie słyszał.
-Wyszedł. Powiedział, że musi załatwić jakieś jedzenia do domu, bo poumiera z głodu.
-Kurde, miałem z nim pogadać. Dawno wyszedł?
-Nie, tak właściwie to nie tak dawno.
-Okej, może jeszcze go złapie na mieście.
-Możliwe, zadzwoń do niego.
-Tak zrobię. Lecę w takim razie. Hej, Kate... um Hope, może Cię gdzieś powieść? Jestem swoim samochodem, więc dla mnie to bez różnicy. - Powiedziałem.
- Nie dziękuje, nie chce robić kłopotu.
- Och, no weź, ktoś po Ciebie przyjedzie? - Spytał tym razem mój dobry przyjaciel Niall.
-Ale... - zaczęła, ale Irlandczyk od razu jej przerwał.
-Bez gdybania. Jeśli Twoi rodzice po Ciebie nie przyjadą, nie mam mowy, że będziesz sama szła na autobus, metro, czy gdziekolwiek skoro masz Harolda do dyspozycji.
-Dokładnie. - Zgodziłem się z twierdzeniem Niall'a.
-Miałeś jechać do Louis'a. - Dodała.
-On nie zając, choć lubi marchewki, nie ucieknie. Poczeka.
-No dobrze. - „Zgodziła się?"

 Tak więc jedziemy windą na dół budynku, aby potem skierować się na parking. Od dziś można na mnie mówić Harold Jestem Zajebisty Styles. Za to, że na początku znalazłem sposób, aby stało się to co się stało. Błagam, gdybym naprawdę potrzebował tak szybko poważnej rozmowy, Louis już dawno byłby przy mnie. Kończąc na tym, że wsiadam do samochodu, w którym znajduje się Hope. Zabawę czas zacząć.


 Jestem w gównie. W wielkim gównie. Właśnie jadę w samochodzie Harry'ego Styles'a do mojego domu. „Bardziej zdenerwowana jeszcze nie byłam." Myślałam. Harry właśnie wyjechał z parkingu i kierujemy się w stronę głównej ulicy.
-Więc.. gdzie mieszkasz?- Spytał.
-Możesz wytrzymać się koło The College Garden. - Powiedziałam. Było to dosłownie prawie za rogiem mojego domu, mogę się przejść.
-Chodzisz do Westminster School? - Zadał kolejne pytanie.
-T-tak. - Odpowiedziałam niepewnie. Po co mu to wiedzieć?- Czemu pytasz?
-Po prostu. Wiem, że Westminster School jest blisko The Callege Garden, więc spytałem. Czemu się denerwujesz?
-J-ja nie wiem. - „Wiem dobrze czemu się denerwuje, tylko nikt, łącznie z Tobą, nie może wiedzieć dlaczego,bo tak naprawdę mnie tam prześladują." Dopowiedziałam w myślach.
-Okej? Więc, spytam jeszcze raz, ale tym razem odpowiedź normalnie, gdzie mieszkasz?
-Już powiedziałam.
-Nie. Powiedziałaś, gdzie mogę Cię zostawić, a nie powieść, więc?
-Naprawdę nie musisz jechać pod mój dom, poradzę sobie. Masz lepsze rzeczy do robienia.
-No dalej. Robię normalne rzeczy takie jak ty. A odwiezienie koleżanki pod dom to jedno z tych normalnych rzeczy, więc po prostu powiedź gdzie mieszkasz.
-Nie odpuścisz? -Tym razem to ja zadałam pytanie.
-Nie. - Odpowiedział z uśmiechem. Wiedział, że wygrał.
-2 Barton Street.
-Dziękuje. - Powiedział nadal się uśmiechając.
-Jak wolisz. - Mruknęłam pod nosem. Harry skupił swoją pełną uwagę na drodze, a ja wygodnie oparłam głowę o fotel i zamknęłam oczy próbując się wsłuchać ciche dźwięki muzyki dochodzące z głośników samochodowego radia. Do moich uszu doszła melodia piosenki Miley Cyrus -„Wrecking Ball". Uwielbiam tą piosenkę, jak i teledysk do niej. Miley naprawdę postarała się, aby ten teledysk pokazywał to co piosenka wyraża.

„Don't you ever say I just walked away,
I will always want you,
I came in like a wrecking ball..."
Nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zaczęłam cicho śpiewać.  Zorientowałam się dopiero, gdy usłyszałam jeszcze jeden głos. Otworzyłam oczy i spojrzałam na źródło odgłosu. Harry. Cały czas patrzył przed siebie i był skupiony na drodze, lecz na dodatek otwierał usta i co chwilę wylatywały z nich kolejne słowa piosenki.
„I never hit so hard in love,
All I wanted was to break your walls,
All you ever did was break me..." 
Piosenka cały czas grała w tle, a ja patrzyłam na to jak Harry śpiewa. Jak jego usta formują się w pewnego rodzaju serce, gdy wypowiada każde kolejne słowo. Jak nieświadomie mruga swoimi długimi rzęsami i zaciska lekko oczy na każdy wyższy dźwięk.  Melodia dobiegała końca, co można wnioskować z końcowych słów piosenki.
„All you ever did was break me...
Yeah you...
You wreck me..."
 Piosenka się skończyła i zaczęła jakaś inna, na którą nie wróciłam większej uwagi, ponieważ Harry zaraz po skończeniu swojego małego samochodowego koncertu spojrzał na mnie. Tylko na kilka sekund, ponieważ nadal musiał pilnować drogi przed nami. 
-Fajna ta piosenka, lubisz ją? - Spytał.
-Tak, uwielbiam ją. Teledysk też jest niczego sobie.
-Racja, lecz myślę, że jeśli wycieli by scenę, gdzie Miley liże ten młot, byłby o wiele lepszy.
-Dokładnie, nawet można zaakceptować fakt, że naga wisiała się na kuli. - Odpowiedziałam. „My... to znaczy.. ja i Harry normalnie rozmawiamy. Zaskoczenie dnia numer 2."
-Czyżbym spotkał fankę Miley Cyrus? -Zapytał wyraźnie rozbawiony.
-Tylko trochę, kiedyś kochałam oglądać Hannah Montana, więc myślę, że odrobina uwielbienia Miley mi zostało.
-Zapamiętam to sobie.
-Mam się bać? -Teraz to ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
-Powinnaś się bać. Wyobrażam sobie Ciebie z taką miną jak wtedy koło parkingu.-  „Och, więc teraz mówimy o nieprzyjemnych rzeczach?" Pomyślałam zaraz po jego słowach.
-Słuchaj, ja naprawdę nie chciałam, żeby zabrzmiało to tak.... cóż, dość jednoznacznie, ale Nick Cię szukał, więc pomyślałam, że pój...
-W porządku. - przerwał mi.- Wierzę Ci i ja też muszę Cię przeprosić. Nie byłem wkurzony na Ciebie, tylko bardziej na Nick'a, że mnie nie posłuchał, ale hej... -Spojrzał na mnie. „Super. Teraz stoimy na czerwonym, niech mnie dobije rozmawiając prosto w oczy" Myślałam.-już jest okej, prawda?
-Myślę, że tak. - Odpowiedziałam trochę zmieszana. „Pogodziliśmy się?"
-Super, więc...... Jestem Harry, miło Cię poznać. -Powiedział z uśmiechem wyciągając dłoń w moim kierunku.
-Hope. Jestem Hope, mi też miło Cię poznać. - Odpowiedziałam ściskając jego dłoń.
-Jesteś pewna, że nie Kate? - Spytał. Gdyby mój wzrok potrafił zabić, on właśnie jest na moim celowniku.
-Nie, jestem pewna, że Hope, a Ty, MARCELU? - „Skoro on może to ja  też, co nie?"
-Och... - Zrobił zdziwioną minę, walcząc z uśmiechem.- Mówisz o moim bracie bliźniaku?
-Do twarzy Ci z okularami kuj... - Tym razem przerwało mi radio, a raczej piosenka jaka w nim właśnie leciała. Wyciągnęłam prosto rękę, aby móc zbliżyć ją do radia, kiedy to zrobiłam pokręciłam głośniej dźwięki muzyki. Harry słysząc jaka właśnie melodia leci z radia przybił sobie pięknego facepalma. Przepięknego. „Mam nadzieję, że go trochę bolało" Myślałam. Nie chciałam, żeby, wiecie, bolało go mocno, ale trochę... No dalej, jak bardzo może boleć głowa od facepalma?
-Co? Nie znasz tej piosenki? - Zapytałam.
-Ja? Nieeeeeeeeee... -Zaprzeczył.
-Szkoda, bo to moja ulubiona piosenka, tego zespołu... czekaj jak to było.. The Direction?-Kolejny facapalm Harry'ego.
-Naprawdę? - Spytał.
-Aaa no tak. One Direction. Jesteś podobny do tego Andy'ego.
-Serio? Jestem pewny, że to Harry. Mówiono mi już, że jestem do niego podobny, nawet taki sam.
-Ohhh... on jest przystojniejszy od Ciebie.- Tym razem to ja przybiłam sobie facepalm'a, ale w głowie.
-Zapamiętam to.
-Mam się bać?- Mam Deja vu. Chłopak tylko się uśmiechnął. Światło zmieniło się na zielone i mógł znowu normalnie włączyć się do ruchu drogowego.
-Naprawdę lubisz naszą piosenkę?- Spytał.
-Tak, mówiłam prawdę, gdy powiedziałam, że to jedna z moich ulubionych.
-Oh.. Dlaczego to jedna z Twoich ulubionych?- „No raczej nie powiem mu, że byłam fanką 1D" Myślałam.
-No wiesz... po prostu przypomina mi, żeby żyć dopóki jest się młodym. -Uśmiechnęłam się, mając nadzieję, że o nic więcej nie spyta i uwierzy w to co właśnie powiedziałam.
-Miło. -Odpowiedział krótko. Ja nie chcąc dalej ciągnąć rozmowy, odwróciłam wzrok i spojrzałam za okno. „Będzie zaraz padać." Stwierdziłam w myślach.
-Harry, jak myślisz za ile dojedziesz? Zaraz będzie....- Nawet nie skończyłam mojej wypowiedzi, a na przednie okno zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Z sekundy na sekundę było ich coraz więcej. Chłopak się zaśmiał i włączył wycieraczki szyb w aucie.
-Będziemy za 10 minut na miejscu.

 Czas jaki Harry wyznaczył do końca naszej podróży minął... cóż, dość szybko. „Może to dlatego, że ciągle gadaliśmy i nie mogliśmy skończyć." Musieliśmy skończyć, ponieważ Harry właśnie skręca w uliczkę Barton Street, którą mógł znaleść, tylko dzięki nawigacji w jego samochodzie, jak on sam stwierdził „Jest ona o wiele bardziej sprecyzowana niż moje tłumaczenia." Norma. Nie umiem tłumaczyć ludziom niczego. Zaczynając od krótkich historyjek, aż po kilku godzinę opowiadania. Harry zatrzymał się pod wyznaczonym domem. Po podziękowaniu mu za podwiezienie chciałam złapać za klamkę i wyjść z samochodu, lecz zatrzymało mnie trzaśnięcie drzwi po drugiej stronie auta, gdzie szybko skierowałam swój wzrok. Czegoś lub kogoś brakowało. Moje mózg nie rozmyślał nad tym zbyt długo, ponieważ poczułam chłodne powietrze na moich nogach.
-No dalej, nie mamy całego dnia, ale bardziej przydałby się parasol, wysiadaj. - Powiedział Harry, nachylając się do środka auta,przez drzwi po mojej stronie, aby choć troszkę uchronić się przed deszczem. Zrobiłam o co prosił. Kazał. Jakkolwiek chcecie to nazwać. Harry podwinął swoją kurtkę do góry, zakrył swoją głowę i kazał mi wejść pod mankiet, co szybko zrobiłam, bo jak mogłoby się wydawać padało na nas coraz mocniej. Harry zatrzasnął drzwi i jednym kliknięciem zablokował zamki samochodu.

 Kiedy staliśmy już koło drzwi do mojego domu zaczęłam grzebać w torebce w celu poszukiwania kluczy. Loczek nadal naciągał swoją kurtkę na nasze głowy, aby uchronić nas przed deszczem. Cóż.. jego perfumy pachną całkiem dobrze. Moje poszukiwania zaczynały poziom wieczności.
-Możesz szybciej? - Spytał.
-Czekaj moment. - Odpowiedziałam. Los uśmiechnął się do nas, ponieważ po chwili znalazłam klucze. Tutaj pojawia się kolejny problem. Mianowicie ja i mój dar do otwierania czegokolwiek jakikolwiek kluczami.
-Daj mi to.- Jęknął zirytowany chłopak z burzą loków na głowie. Harry wyciągnął dłoń do przodu, drugą wciąż przytrzymując kurtkę, przekręcił pierwszy zamek, a potem drugi u góry. Gdy drzwi się otworzyły wpadliśmy do domu jakby woda spadająca z nieba była z dodatkiem jakiegoś zabójczego wirusa. Przez pierwsze sekundy bycia w środku domu staliśmy zdezorientowani, lecz po chwili zaczęliśmy się śmiać.
-Cóż... To było dość dziwne.- Stwierdził Harreh.
-Wbiegliśmy tutaj, jakby on tego zależało nasze życie. - Dodałam, cały czas głupowato się uśmiechając.
-No bo.. tak jakby zależało.
-Co?- Spytałam.
-Jestem z cukru, mogłem się roztopić.
-Boże. - Zamknęłam oczy, próbując powstrzymać śmiech, złapałam się za czubek nosa odchyliłam głowę do tyłu, aby wypuścić z płuc powietrze. - To był taki suchaaaaar.
-Zawsze do usług.. - Zachichotał pod nosem. -Wiesz.. będę już leciał.
-Tak, więc... um papa.- Co powinnam zrobić? Wyciągnąć rękę? „Tak, to dobre." Zgodziłam się z moimi myślami i wykonałam, wcześniej omówiony w głowie gest.
-Pa.- Uścisnął moją dłoń i lekko za nią pociągnął, tym samym sprawiając, że wpadłam w jego ramiona. Przytulił mnie i ku mojemu zdziwieniu odwzajemniłam to, lekko pocierając dłonią jego plecy. Harry był bardzo wysoki, więc ja byłam w stanie sięgać tylko do jego szyi. Naprawdę pachnie zbyt dobrze. „ Ugh, dlaczego muszę lubić zapach męskich perfum?" Spytałam się w myślach. Dziwne było to, że gdy odsuwałam się od jego szerokich ramion wcale nie miałam na to ochoty. Czułam się jakbym robiła coś przeciwko sobie. Jakby moje ciało działało przeciwko mojemu umysłowi.
-Tak więc...- Zaczął. - Do zobaczenia. - Powiedział chwytając klamkę i  otwierając drzwi, gdzie stała... Uwaga, uwaga.. Moja kochana mamusia. „Zajebiście." Pomyślałam. Chłopak zdezorientowany spojrzał na mnie i potem znowu ma moją matkę.
-Um.. Dzień dobry.- Powiedział wyciągając dłoń w kierunku mojej rodzicielki, gdy ona przekroczyła próg mieszkania i położyła mokrą parasolkę gdzieś z boku. „Chyba nie zrobi tego co ze mną?" Spytałam się w myślach, patrząc na jego dłoń w powietrzu. Moje przemyślenia okazały się zbędę, ponieważ moja matką chwyciła go za rękę, na co on miło się przedstawił. -Jestem Harry.. um kolega Hope.
-Witam.- Odpowiedziała krótko.
-W-Właściwie to ja miałem już wychodzić, więc... um - „Aw, on się jąka."- Do widzenia.-Luźno puścił dłoń.
-Do widzenia, Harry.- Odpowiedziała moja matka. „No to szykuje się kolejna kłótnia." W myślach już przewidywałam moją przyszłość. „Choćby na tyle dobrze, że nie widziała jak się przytulamy." Dodałam.
-Pa, Hope. - Spojrzał na mnie przepraszająco. Rozumiecie? Przepraszająco. Jakby wiedział, że zaraz odbędzie się jakaś kłótnia.
-Pa pa. - Pomachałam mu na pożegnanie, a Harry lekko się uśmiechnął, chwycił za klamkę, następnie wyszedł i zamknął drzwi za sobą. „Zaczynajmy dramę." Myślałam, bo oczywiste było, że moja matka aka wiem wszystko lepiej będzie zaraz prawić morały. 
-Dobrze się bawiłaś?- Spytała.
-O co Tobie chodzi?
-Kto to był?
-No Harry, przecież ci się przedstawił.
-Tak, więc... w takim razie kim on jest?- Zadała kolejne pytanie i oczekująco uniosła swoją brew do góry. „Życzę ci zmarszczek" Pomyślałam.
-Kolegą. - Odpowiedziałam krótko. Nie musi wszystkiego wiedzieć.
-Co on tutaj robił? To było jego auto przed domem?
- Nie widzisz jak pada? - Jęknął zirytowana. „Miejmy to za sobą" - Byłam na praktykach, Harry to przyjaciel Louise, więc zaproponował mi podwiezienie do domu. Zgodziłam się. Teraz wiesz już wszystko. Jestem zmęczona. Skończyłaś? Chce iść do pokoju spać.
-Skoro może prowadzić jest od Ciebie starszy. - Fakt. Jest starszy... gdy byłam ich fanką zawsze był starszy ode mnie o dwa lata, więc skoro rocznikowo mam 17 lat, a on jak dobrze pamiętam ma urodziny z początkiem roku to musi mieć 19 lat. wow.
-Ta, i co z tego?
-Ile ma lat?
-Harry ma 19 lat.
-Skąd Ty wiesz o nim tyle? Długo go znasz?
-Nie, dziś widziałam go pierwszy raz na żywo.
-Na żywo? Co masz na myś..... zaraz. - „Brawooo, olśniło ją" Przybiłam facepalma. Naprawdę chce skończyć tą rozmowę i iść spać.
-Myśl szybciej. - Rzuciłam szybko i po cichu.
-Czy on.. On nie jest z tego zespołu, który lubisz?
-Lubiłam. -Podkreśliłam jasno. - Tak, Harry jest w 1D, co z tego?
-J-Jak go poznałaś?- Jęknęłam, po co jej to wiedzieć?
-Byłam na praktykach, co nie?
-No.
-No właśnie. 1D, ten zespół, oni mieli sesję i tak się to łączy. Louise jest ich stylistką.
-W sumie to fajnie. - Odpowiedziała. „CO?"
-Co masz na myśli?
-Harry jest całkiem miły, wygląda na mądrego i jest przystojny. - „Co kurwa?"
-C-Co?- Spytałam szokowana.
-Nic, nic.- Wzruszyła ramionami i puściła mi oczko, potem po prostu weszła do kuchni. „Co to miało kurde być?" Spytałam się w myślach. Stałam zdezorientowana kilka minut, zastanawiając się co miało znaczyć zachowanie matki. „Nie ważne." Stwierdziłam po chwili namysłu. Weszłam po schodach i szybko znalazłam się w moim pokoju. Po prysznicu nie minęło dużo czasu, aż położyłam się do łóżka i zapadłam w głęboki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz