Westchnęłam zirytowana. Serio, on? Teraz? Miło.
-Odwal się?- Spytałam
odpychając Michael'a za ramiona jak najdalej ode mnie.
-Nie wydaje mi się. - Odpowiedział i zrobił krok w moich kierunku, na co zareagowałam cofnięciem się.
-Przejdźmy od razu do rzeczy. - Syknęłam zdenerwowana. Harry może się przyglądać temu wszystkiemu. I mam głęboką nadzieję, że nie wyjdzie z samochodu. -Czego chcesz?
-Ja? Czemu uważasz, że chciałbym czegokolwiek?
-Jesteś większym idiotą, niż myślałam, że jesteś.
-Lepiej się przymknij, Poklis. -Och, zdenerwował się? Przykro.
-Powiedź o co ci chodzi i miejmy to za sobą.- Powiedziałam nadal trzymając się swojego kierunku tej rozmowy. Właściwie, który nazywa się jej końcem.
-Chodzi mi o Twojego kolegę.- Kurwa.
-Jakiego mojego kolegę?
-Twojego kolegę, Harry'ego.- Kurwa mać. Ugh.
-Nie znam. - Stwierdziłam i obróciłam się tyłem do niego. Szłam przed siebie szukając wzrokiem samochodu Harry'ego i byłam już prawie na parkingu, kiedy zauważyłam go machającego do mnie z otwartego okna w aucie. Kurde. „Proszę, proszę, Proszęęęę, nie wychodź" Myślałam. Nagle poczułam dłoń Michael'a, jak zgaduje, na co jeszcze raz zwróciłam na niego uwagę, mając naprawdę wielką nadzieje, że Harry nie pojawi się zaraz u mojego boku.
-Czego?- Syknęłam. Byłam wkurzona. Czego on chce?
-Woah, nie denerwuj się, złotko.- Skrzywiłam się na jego słowa. Ohyda.
-Nie nazywaj mnie tak. - Powiedziałam i w nagłym przypływie odwagi, a może strachu przed tym, że Harry może wyjść swoim tyłkiem z tego pierdolonego samochodu, podeszłam do mojego wroga. Stałam może 3 kroki przed nim. - Czego ty kurwa ode mnie chcesz? No czego? Kasy? Powiedź, a dostaniesz ją, jeśli to sprawi, że się odpierdolisz. Nic innego ode mnie nie możesz dostać. - Powiedziałam. Naprawdę, nie wiem co we mnie wstąpiło, ale mam wielką ochotę mu uderzyć w twarz. Za to co robi teraz, za to co zrobił i za to, że nie chce mi pozwolić żyć i mnie dręczy. Jak nigdy mam ochotę mu się postawić, lecz jednak dla własnego dobra się hamuje. Widzicie czemu nie chętnie się tu pojawiałam? Właśnie, macie powód z dodatkiem uzasadnienia. Michael zaśmiał się ironicznie, spoglądając mi w oczy. „ Boże. Ble, ohyda. Nie! " Od razu krzyczały mi głosy w głowie dopóki nie poczułam czyjeś obecności za sobą, następnie dłoni na ramieniu. Obróciłam się w tym kierunku. Za mną stał Harry. No pięknie, jeszcze go trzeba było tu. Moje modlitwy, zdecydowanie nie zostały wysłuchane. Ubrany był w swoje chyba już tradycyjne czarne jeansy i białe trampki. Na ramionach miał szarą bluzę z kapturem, który aktualnie był narzucony na jego głowę. Na nosie miał założone przeciwsłoneczne okulary, co było śmieszne, ponieważ dziś słońce nie świeciło tak upalnie jak na przykład w niedziele. Tamta pogoda poszła już w niepamięć, ponieważ już na przyszły tydzień zapowiadali burze z deszczem.
-Cześć. - Przywitał się ze mną lekko pocierając ramię i następnie spojrzał na Micheal'a. Podążyłam za jego wzrokiem i zobaczyłam jak mój wróg szczerzy się głupio.
-Witam, jestem Michel. - Powiedział wyciągając swoją dłoń w kierunku Harry'ego. On wyciągnął swoją lewą (drugą ciągle trzymał na moim ramieniu.) i już chciał się z nim przywitać, kiedy nagle się do niego przytuliłam. Owinęłam swoje dłonie wokół jego tali i wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową. Poczułam jego lewą dłoń na moich ramionach.
-Cześć, Marcel. Tęskniłam za Tobą. - Odpowiedziałam na jego przywitanie lekko podnosząc się na palcach, aby dosięgnąć ustami jego policzka, gdzie zostawiłam mały, krótki pocałunek.
-Ja za Tobą też. -Odpowiedział uśmiechając się. Zobaczyłam jak dołeczek powoli formuje się w jego policzku, co dało mi do myślenia, że uśmiecha się szczerze. Och, nie. Michael odchrząknął wracając na siebie uwagę. Harry puścił rękę wcześniej trzymającą moje ramiona. Spojrzał na mnie i mogłam przez jego okulary zobaczyć dezorientowane spojrzenie, co mogą potwierdzać lekko zmarszczone brwi. Próbowałam wzrokiem jakoś przesłać mu informacje, żeby kontynuował moje kłamstwo.
-Tak, cześć. Jestem Marcel. - Powiedział i uścisnął rękę Michael'a. Po chwili poczułam lekki uścisk na ramieniu wywołany dłonią Harry'ego. Mogłam prawie wyczuć jak ten gest miał znaczyć „Zrób coś z tym. Ratuj. Teraz Twoja kolej."
-Jesteś gotowy, Marcel?- Spytałam realizując jego prośbę.
-Tak. Um.. Na razie, Michael. - Odpowiedział i obrócił nas tyłem do niego.
Kiedy doszliśmy do jego samochodu i do niego wsiedliśmy Harry szybko przekręcił klucz w statyce i już po chwili byliśmy na drodze.
-Kto to był?- Spytał po chwili niezręcznej ciszy, w której nagle moje paznokcie stały się niezwykle interesujące.
-Um, Michael.. on jest z mojej klasy.
-Och, okej.- Mruknął.
-Ja.. przepraszam, że nazwałam Cię Marcelem, ale uwierz albo nie w szkole jest pełno waszym fanek i ja... um, chciałam wzbudzić w nim zazdrość. - Skłamałam. Nie chciałam, żeby Michael wiedział, że naprawdę mam kolegę Harry'ego. Tego Harry'ego. Na dodatek, nie chciałam mówić Harry'emu, że Michael się znęca nade mną w szkole.
-Och...- Odpowiedział tylko. Kurde, to zabrzmiało głupio. Tak jakbym go wykorzystała. Ugh, nie miało tak być! Jestem idiotką. Resztę drogi przebywamy w ciszy, w tej niezręcznej. Widziałam jak Harry kręci się na swoim siedzeniu, kiedy otwierałam usta i chciałam go przeprosić. Jednak widząc jego reakcje od razu zamykałam usta, aż do momentu, kiedy zatrzymał auto pod jednym z budynków. Wzięłam głęboki wdech, aby zebrać w sobie siły. Dlaczego to zawsze ja muszę powiedzieć coś nie odpowiedniego? Och, tak może dlatego, że nigdy nie miałam okazji z kim rozmawiać i jestem lekko zacofana, jeśli chodzi o mówienie odpowiednich słów, tak, żeby kogoś nie urazić. Tym bardziej osobie, której nie chcesz skrzywdzić.
-Harry?- Szepnęłam wychodząc z auta. Chłopak spojrzeniem skupił na mnie swoją uwagę.- Przepraszam, nie chciałam, żeby no wiesz... żeby on był zazdrosny o Ciebie.. chodzi mi o to... ugh, Michael to straszny dupek!- Mieszałam się w słowach wymachując dłoni w powietrzu.- Chodzi o to, że...
-Hope.- Odezwał się, na co przeniosłam wzrok z ziemi na niego. - Nie musisz mi się tłumaczyć. Nie wykorzystałaś mojego nazwiska, więc jest w porządku. Nie ważne do jakiegokolwiek celu chciałaś to użyć.- Dodał. Och, więc...
-Nie chce się z Tobą zadawać dla sławy, Harry!- Podniosłam głos. Co mi z jego sławy i nazwiska? Jest nadal tym, który dał mi więcej wspomnieć w jeden dzień, niż kto inny od początku tego pierdolonego roku.
-Nie powiedziałem, że tak jest!- Zbliżył się do mnie, ale mówił cicho i spokojnie. - Powiedziałem, że nie muszą mnie obchodzić Twoje sprawy. Mam tylko nadzieję, że pomogłem ci w tym co chciałaś osiągnąć. - Jęknęłam na jego słowa. To trudne. I nie obchodzą go moje sprawy... „Och, a Ty głupia, miałaś nadzieję, że jednak tak i będzie dla Ciebie kimś więcej". Odezwał się moja podświadomość. „Cóż... odpowiednie imię dla odpowiedniej osoby..." bo przecież nadzieja to matka głupich.
-Możemy o tym zapomnieć i po prostu spędzić mile ten czas?- Spytałam, na co Harry się uśmiechnął. Wow, szybko zmienia nastroje.
-Jasne. - Odpowiedział i ruszaliśmy chodnikiem skręcając tuż za rogiem budynku przy którym się zatrzymał. Kiedy weszliśmy do środka, okazało się, że przyprowadził mnie do małej kawiarenki? Baru mlecznego? Jak to nazwać? Pamiętam jedynie, że przed wejściem był napis Milkshake city.Obejrzałam się po wnętrzu pomieszczenia. Ściany były pomalowane na różowy i biały. Na szybkach i w prawie każdym możliwym był namalowany motyw krowy, więc stwierdziłam, że to logo firmy. Patrząc na lewą stronę mogłam zauważyć ścianę z ramkami ze zdjęciami, która od razu mi się spodobało. Przyglądając się jej chwilę mogłam zauważyć nawet parę zdjęć z Harry'm i resztą chłopaków. To zaciekawiło mnie do dalszego rozglądania się. Zachichotałam, gdy ujrzałam wielki plakat 1D na ścianie koło lady. Harry spojrzał na zdezorientowany, więc wskazałam palcem na cel mojego zainteresowania.
-Stały klient?- Spytałam cały czas się uśmiechając. Harry zachichotał i znowu ruszył do przodu. Kiedy staliśmy przy ladzie po chwili pojawił się ekspedientka. Uśmiechnęła się szeroko na widok Harry'ego.
-Harry, miło Cie tu widzieć. Podać to co zawsze?- Spytała. No i mamy odpowiedź. Harry musi być stałym klientem.
-Dla mnie tak, ale...- Obrócił się do mnie z pytającym spojrzeniem.- Hope, co chcesz?
-Ja.. um... nie wiem. - Wzruszyłam ramionami. Co w ogóle mogę tutaj dostać?
-Mamy shake 1D, może być?- Spytała kasjerka. Widać, że jest przyjazna nastawiona, przez co trochę się rozluźniłam.
-Shake 1D?- Zachichotałam i lekko trąciłam Harolda w bok. - Interesujące. Poproszę go.
-To czadowe!- Powiedziałam, gdy wyszliśmy z Milkshake city. Shake 1D okazał się być czekoladowo waniliowym napojem i niebieską posypką u góry. To było prawie tak samo dobrze w smaku jak wyglądało.
-Wiem.- Stwierdził i otworzył przede mną drzwi do samochodu. Wsiadłam do środka i czekałam, aż Harry znajdzie się koło mnie na swoim siedzeniu.
-Gdzie teraz? - Spytałam. W sumie i tak już nie muszę wracać do szkoły.
-Pomyślałem, że może.. um, do mnie?- Podniósł rękę do swojego karku i zacząć lekko go pocierać.- Możemy zamówić pizze albo podjechać jeszcze po coś.
-Masz na to czas?- Zapytałam z ciekawości.
-Tak. Właściwie mam czas do piątej, bo potem mamy wywiad na żywo.
-Och...- Mruknęłam. Mówi o wywiadach jakby to była zwykła codzienność. Ahh, tak. Dla niego była.
-To jak będzie? Wiem, że mówisz wrócić do szkoły. Mogę Cię podwiesić później.
-Nie! -Podniosłam głos, ale szybko się opamiętałam. - Nie, muszę tam wracać. Miałabym tylko w-f, na którym i tak bym nie ćwiczyła, więc nie muszę tam wracać.
-Okej. - Odpowiedział wzruszając ramionami.-Więc jaki plan? Nie wiem jak Ty, ale mam ochotę na chińszczyznę.
-Sushi? Nigdy nie próbowałam.-Odparłam.
-No to czas to zmienić!- Uśmiechnął się wyjeżdżając na główną ulice.
Po pół godzinnej jeździe z dodatkiem żartów i wygłupów z Harry'm wreszcie dotarliśmy do naszego celu. Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam jego czekającego przy drzwiach po mojej stronie.
-Myślałam, że sama wyjdę po jedzenie. - Stwierdziłam. Wyrozumiałe było to, żeby Harold nie wchodził do żadnych restauracji, przez oczywiste powody. Był sławny.
-Nie tym razem. Znają mnie tam, więc to nie będzie jakaś nowość. -Odpowiedział wzruszając ramionami. Mój brak odpowiedzi uznał chyba za coś złego, a tego nie chciałam, więc uderzyłam go lekko łokciem w bok.
-Hej, co się dzieje?
-Ja...um... wiem, że to dziwne, że czasem.. no wiesz... nie mogę wychodzić jak każdy inny...
-Dla mnie to w porządku.- Przerwałam mu.- To... zrozumiałe.
-Naprawdę?- Zapytał otwierając przede mną drzwi do knajpki.
-Oczywiście. W Twojej sytuacji to jak najbardziej.. hm, normalne.
Dziwne rozmawiać z nim o takich sprawach. Naprawdę, mogę szczerze powiedzieć, że zachowuje się normalnie. Jak każdy w jego wieku, ale nadal... jest chłopakiem, za którym podąża otoczka showbiznesu. Najlepsze i najbardziej zadziwiające jest to, że wydaje się, iż chłopak w ogóle o tym nie myśli. Pozostaje taki jak chce być i nie dąży do wykonywania czyiś rozkazów, a tym bardziej śledzeniem codziennej monotomii. Harry uśmiechnął się w moim kierunki i za krótko potem znaleźliśmy się przy długiej ladzie.
-Harry, miło Cię tu widzieć. -Przywitał nas mężczyzna. Kucharz w tej całej knajpce. Jejku, naprawdę nie wiem jak to wszystko tutaj nazywać. Nie znam się na tym. W życie nie jadłam sushi, ani tym bardziej nie podążałam do znalezienia jakichkolwiek informacji na temat tego typu jedzenia. Swoją drogą. Harry ma dobre znajomości w świecie gastronomicznym.
-Cześć, wpadłem po to co zawsze, ale tym razem dwa razy. - Powiedział i spojrzał zza ramienia na mnie. Uśmiechnęłam się, co odwzajemnił.
-Jasne, dajcie nam 3 minuty. - Odpowiedział mężczyzna w tym samym czasie obracając się i wchodząc, jak sądzę, do kuchni. Całe pomieszczenie nie było zbyt duże i też nie było tutaj dużo osób. Kilka osób rozmawiało po między sobą śmiejąc się albo po prostu jedząc swoje jedzenie. Czarno białe ściany z dodatkami w takich samych kolorach łączyło się w nieprzesadzony wystój.
-Stały klient, huh?- Zachichotałam.
-Wiesz, muszę znać miejsca gdzie idę. Plus, tutaj robią najlepsze szybkie obiady.
-Wierzę na słowo. -Odpowiedziałam i przez chwile wymienialiśmy się zwyczajnymi słowami, aż w końcu dostaliśmy swoje jedzenie na wynos. Oczywiście po paru minutowym namawianiu Harry'ego, że mogę mu oddać pieniądze za to co dla nas kupił, nie udało mi się. W drodze do auta udawałam obrażoną, lecz gdy już znaleźliśmy się w środku oboje na raz wybuchnęliśmy nieopanowanym śmiechem. Musieliśmy poczekać, aż się uspokoimy, żeby nie narobić sobie problemów na drodze. Po może półgodzinnej jeździe, która według mnie nie mogła tyle trwać, ale cóż.. zegarek na nadgarstku Harry'ego i w moim telefonie nie może kłamać równocześnie. Harry zatrzymał się koło jednego z wielkich domów. Na zewnątrz był on obity brązowym drewnem i zielonym dachem. W wewnątrz dom był podobnie przytulny jak i na zewnątrz. Staliśmy w długim korytarzu, który służył także jako przedpokój. Po lewej stronie można było zobaczyć salon, gdzie na środku przed kominkiem stała czarna, skórzana kanapa. W głębi korytarzu były schody, która jak sądzę, prowadziły na drugie piętro i może dalej.
-Mieszkasz tutaj?- Spytałam. - Sam?
-Nie i nie. -Zachichotał.- To dom mojego przyjaciela Ben'a i jego żony.
-Więc....
-Mieszkam tu chwilowo. Dom, który nie dawno kupiłem, jest całkowicie do odnowy i pomieszkuje u kogo się da w tym czasie. Na dodatek sam w wielkim domu nie czuje się... normalnie. -Wyjaśnił. - Chcesz iść do góry? Um.. To znaczy.. Mój pokój jest na strychu, więc...
-Okej.- Przerwałam mu wzruszając ramionami. Zaciekawił mnie. Jego pokój jest ta strychu? Wow. Z chęcią chce zobaczyć jak to wygląda.
Po ściągnięciu butów w przedpokoju szybko zahaczyliśmy po widelce, bo jak Harry stwierdzi za pierwszym razem mogę nie umieć jeść patyczkami. Weszliśmy po schodach na drugie piętro i na końcu korytarza, można było zobaczyć schody ciągnące się do góry. Po jakich chwile później przeszliśmy, następnie zajmując się w pokoju Harry'ego. Myślałam, że będę mogła się spodziewać jakiegoś pokoju z jednym łóżkiem i z nieograniczoną ilością pudełek, które już nie są potrzebne, ale to była zupełna odwrotność moich rozmyśleń. Na przeciwko wejścia było duże okno w brązowej ramie, po prawej stronie stało biurko, gdzie były rozłożone papiery, a po lewej stronie pod ścianą było łóżko w biało czarną pościel. Gdy weszliśmy całkiem do pokoju zauważyłam szafę tuż obok drzwi.
-Zaskoczona?- Zapytał rozbawiony.
-Troszkę... To nie to czego się spodziewałam.
-Pozytywnie czy negatywnie?
-Pozytywnie! Oczywiście. Miło tu.
-Dzięki. -Zachichotał siadając na krześle koło biurka. Harry ruchem ręki wskazał, żebym usiadła na łóżku, co też zrobiłam. Chłopak pilotem włączył telewizor, który wisiał nad łóżkiem. W tle leciała muzyka, kiedy postanowiliśmy się zabrać za nasze jedzenie. W białym, kwadratowym pudełku, po jego otworzeniu mogłam zobaczyć makaron w sosie i z innymi dodatkami.
-Ym.. To nie jest przypadkiem z psa ani kota?- Spytałam z poważną miną z równie poważnym pytaniem. Chciałam mieć pewność do tego co mam zamiar zjeść. Harry spojrzał na mnie, aby sekundę później wybuchnąć śmiechem. Nie chciałam tego, ale sama zaczęłam chichotać. Kiedy już się uspokoił starał się mówić normalnym tonem, lecz nie wychodziło mu to.
-Z tego co wiem...- Chichot.- To jest albo...- Chichot.- Kurczak lub wołowina.
-To spoko. - Wzruszyłam ramionami biorąc do ręki widelec. Nawet nie mam zamiaru próbować z pałeczkami. W sumie myślałam, że będzie to sushi, lecz myślę, że makaron to nawet lepsze rozwiązanie. Kiedy byliśmy w połowie jedzenia i oglądanie teledysków w tv Harry się odezwał.
-Hej, um...- Spojrzałam na niego w tym samym czasie kiedy wycierał usta wierzchem dłoni.- Nie chcesz spróbować jeść pałeczkami?
-Nie, nie umiem. -Powiedziałam i wróciłam znowu do oglądania. W telewizji właśnie leciała nowa piosenka The Vamps - Wild Heart. Szczerze nie znam ich, ale fajnie grają.
-Och, no dalej, Hope.- Jęknął Harry.- Przynajmniej spróbuj.
-Nie.
-Tak, proszę.
-Eh, nawet nie wiem jak to trzymać w palcach. - Odpowiedziałam.
-Pokaże ci.- Usłyszałam i zaraz poczułam uginające się łóżko, pod wpływem ciężaru Harry'ego. Spojrzałam na niego, a on zachęcająco podawał mi dwie pałeczki. Westchnęłam i odebrałam je od niego, na co zasłużyłam na firmowy uśmiech Harry'ego Styles'a. Wow.
Nie obyło się bez śmiechu i mojego zażenowania, ale koniec końców w końcu umiem posługiwać się pałeczkami do chińskiego żarcia! Yey! Gdy już postanowiłam skończyć jeść nimi zorientowałam się, że jedzenie już jest zimne, ale nie przeszkadzało mi to. Harry po swojej lekcji dla mnie nie zeszedł z łóżka, co również mi nie przeszkadzało. Gapiliśmy się bez celu w ekran telewizji, kiedy odezwałam się.
-Ty masz to samo do jedzenia co ja?- Zapytałam bez celu. Nudziło mi się trochę,ale... w dobrym znaczeniu. Tak nudzić się mogłabym codziennie.
-W sumie.... nie. Chcesz spróbować?
-Jasne. - Odpowiedziałam i po chwili otrzymałam jego pudełko z jedzeniem.
-A Ty? Z czym masz?- Spytałam na co wzruszyłam ramionami i podałam mu swoje pudełko. Spróbowałam jego jedzenia. Miało inny smak. Było bardziej ostre, ale reszta była podobna co moje.
-Twoje jest lepsze. -Odpowiedziałam zawijając na pałeczkę makaron. Dobra, może trochę inaczej zaakcentowałam "umiem jeść pałeczkami". Umiem, ma swój sposób.
-Chcesz dokończyć? Twoje też nie jest najgorsze, możemy się wymienić.
-Dobra. - Uśmiechałam się.
-Spoko. - Zachichotaliśmy. - Twój sposób jedzenia pałeczkami... przeszedł po prostu do historii, Hope.
-Dzięki, Haroldzie. - Zaśmiałam się lekko trącając do łokciem w bok.
piątek, 7 lutego 2014
niedziela, 2 lutego 2014
ROZDZIAŁ 11. „Myśli o Tobie."
-Pobudka, młody! Jeśli nie wstaniesz za kilka sekund przyrzekam, że zaplanuje z chłopami ściągnięcie Twoich spodni na scenie.
-Co? Louis, człowieku. Czy wiesz, która jest godzina?- Spytałem siadając na łóżku.
-Jest pieprzone południe! Za dwie godziny mamy wywiady, a Louise musi Cię jeszcze upiększyć. Wstawaj!
-Dobra. Okej.- Wymamrotałem okrywając kołdrę. Będę tęsknić za moim łóżkiem cały dzień.
-Dobra, teraz mów. Po czym byłeś tak zmęczony, że usunąłeś w normalnych ciuchach?- Spytał. O co mu do chol....Och. Wczoraj po tym jak wpadłem do swojego pokoju od razu rzuciłem się na łóżko.. potem usnąłem.
-Wczoraj.... ja.. y... spędziłem trochę czasu z Hope.- Wyjąkałem starając przywrócić mój głos do normalności. Potrzebuję herbaty, w trybie natychmiastowym. Louis zakrył usta i wydał z siebie coś podobnego do śmiechu pomieszanych z jęczeniem osła, czyli idealny dźwięk dla niego.-Z czego się chichrasz, idioto? Dobrze wiesz, że rano mam chrypę. Idź,przynieś mi coś gorą...
-Co robiliście? - Przerwał mi.- Patrzyliście na siebie nawzajem czy może w jedzenie? Och! Może jednak siedzieliście w moim pokoju zabaw patrząc po ciemku na tory?
-Jesteś dupkiem. - Syknęłam przez zaciśnięte zęby.- Ona nie jest taka jak ci się wydaje.
-Więc? Czekam, opowiadaj. - Westchnął i w momencie kiedy wstałem z łóżka, on się na nie rzucił. Podłożył ręce pod głowę i czekał na nowości.
W między czasie kiedy się ubierałem opowiadałem Louis'owi całą historię jaka łączyła mnie z Hope. Nie żebym miał przed nim jakieś sekrety, bo nie mam. Jest moim przyjacielem i wiem, że mogę powiedzieć mu wszystko. Dosłownie wszystko, ale zachowałem kilka rzeczy dla siebie. Takich jak jej sekret z wisiorkiem lub to, że gdy usnęła nie mogłem przestać się na nią patrzeć i nawet cyknąłem zdjęcie jej aparatem! Muszę odzyskać to zdjęcie.
-Wiesz, stary? Jednak się trochę pomyliłem. Hope wydaje się inna, niż przypuszczałem. Nie zmienię jednak zdania, że jest zbyt nieśmiała. - Uśmiechnąłem się zwycięsko stojąc tyłem do niego. Jasne, że nie miał racji.
-To bardziej zaleta, niż wada. Nie dopuści do siebie fałszywych osób.
-W przeciwieństwie do Ciebie, co? - Spytał. Obróciłem się szybko w jego stronę.
-Nie mów o nich. To mnie bardziej wzmocniło. Po prostu za szybko im zaufałem. To przeszłość, skończmy to.
-To skończeni frajerzy. - Skomentował Louis.
-Wiem to. Los w końcu im za to odpłaci. A ja jeszcze kilka razy przejadę się na takich ludziach.
Chciałabym powiedzieć, że uśmiecham się bez znanych mi powodów, ale tym razem mam jeden wielki powód. Wczorajszy dzień. Od początku do końca był idealny! Po tym jak rozstałam się z Harry'm koło moich drzwi, byłam przygotowana na wielką awanturę z matką, która nawiasem mówiąc nie zniszczyłaby mi tak czy tak humoru. Byłaby, ponieważ nie było matki w domu. Obeszłam cały dom i z ulgą stwierdziłam, że jej nie ma. Zadzwoniłam do niej i dowiedziałam się, że pojechała z swoją koleżanką z pracy, Joanną do banku, bo był tam jakiś nagły wypadek. Nieważne. Nie chcąc nic innego weszłam do swojego pokoju, rzuciłam rzeczy w byle jaki kąt i weszłam do łazienki gdzie wzięłam długą kąpiel. Nie zauważyłam nawet, kiedy była już pierwsza w nocy. Podczas kąpieli starałam się zaplanować mój cały dzisiejszy dzień. Taki mój nawyk. Rozmyślenia kolejnego dnia od prysznicem lub kąpielą. Tak więc doszłam do wniosku, że powinnam iść kupić książkę, o której wspomniałam wczoraj matce. Po oglądaniu końcówki Darów Anioła dwa dni wcześniej stwierdziłam, że muszę przeczytać tą serie książek. Tak więc stoję teraz przy kasie w jednej z księgarni w centrum handlowym, w dłoniach ściskam trzy pierwsze części; Miasto Kości, Miasto Popiołów i Miasto Szkła. Rano poszperałam trochę w internecie, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tych książek. Okazało się, że obecnie jest pięć książek, których nazw nie pamiętam, ale tradycyjnie zaczynało się od Miasta. Szósty tom ma zostać wydany w wakacje i ta być to ostania cześć, najsmutniejsza - jak powiedziało kilka osób, które miało zaszczyt ją przeczytać. Dowiedziałam się z kilku fanowskich portali, że z początkiem roku nawet zaczęli kręcić drugą cześć filmu, co było dla mnie niesamowitą wiadomością! Informacje na temat książki tak mnie wciągnęły, że nawet nie zdałam sobie sprawy, która jest godzina. Gdy skojarzyłam fakty, była już 10! Dlatego szybko wzięłam swoje manatki, postanowiłam później wejść na twitter'a i tego typu rzeczy. I oto jestem. Zapytacie, czemu nie w szkole skoro poniedziałek? Hm.... zdecydowanie nie chce sobie psuć jeszcze dobrego humoru z wczoraj. Zadzwoniłabym po Alex, ale nie chce jej się zbyt narzucać. Dlatego chodząc po sklepach napisałam szybką wiadomość do Klaudii z prośbą o późniejszą rozmowę na skypie. Zgodziła się. Siadając na krześle w jednej kawiarence w centrum zaśmiałam się, gdy zauważyłam promienie uśmiechającą się w każdy kierunek kelnerką. Wyglądała miło.
-Cześć, w czym mogę dziś pomóc?- Spytała swoim delikatnym głosem. Wyciągnęła wypielęgnowanymi palcami i pomalowanymi na krwisto czerwony kolor paznokciami z kieszeni błękitnej koszuli notes i długopis. Koszula była wciśniętą w pasie do jej czarnej ołówkowej spódnicy, a na stopach miała czarno czerwone szpilki. Uśmiech na twarzy był prawie tak samo jasny jak jej blond włosy zapięte w kok z tyłu jej głowy. Olśniewający uśmiech i radosne spojrzenie odejmowało jej kilka lat! Zapewnię była młodą kobietą w granicach dwudziestu pięciu lat, a wyglądała jak nastolatka.
-Um, hej. Jaką kawę polecacie? - Spytałam lekko zawstydzona jej idealnych wyglądem.
-Kochaniutka, w mojej kawiarki tylko same najlepsze kawy i ciasta!- Uśmiechnęła się. Och, więc to jej kawiarnia. Dumna wprost kipiała z niej kiedy wypowiadała te słowa.
-Tak, więc zdaje się na Twoje zdanie...- Spojrzałam na plakietkę powieszoną na jej kieszonce w koszuli. - ... um, Sam.
-Okej, okej. - Prawie podskoczyła z radości. Jejku, naprawdę musi kochać to co robi. - Zamówienie będzie gotowe za kilka minut. Jakieś ciasto do tego?
-Też zdaję się na Twoje zdanie, tylko lekkie i nie czekoladowe, proszę.
-Dobrze. Zaraz wracam. -Uśmiechnęła się odchodząc. Cudowna osoba. Miła i pogodna. Chwilę później zauważyłam Sam. Wracała z tacą, na której była postawiona wysoka szklanka i talerzyk z ciastem.
-Prooooooooooszę bardzo. - Powiedziała wykładając zamówienie na stolik przede mną. - Mrożone Latte z karmelem i cynamonem oraz domowej roboty ciastko z galaretką.
-Dziękuje. - Uśmiechnęłam się. Co jak co, ale trafiła w mój gust. Podałam jej moją kartkę, a ona chwilę później przyniosła mi ją z powrotem z rachunkiem. Jeden dla mnie, a drugi do podpisu, na wyrażenie zgody transakcji. W kawiarniani nie było zbyt dużo osób, co na pewno nie było powodem kawiarni samej w sobie, bo była ona cudowna i zdecydowałam się odwiedzać ją częściej, ale winą była pora w jakiej tutaj przyszłam. Południe to dobra pora na zakupy. Nie ma zbyt dużo osób, bo są już dawno po lanchu lub przed obiadem i są w pracy. Jadłam i piłam powoli, musiałam zabić jakoś czas, bo muszę czekać na wywołanie zdjęć pół godziny. Tak, wczorajszych zdjęć. Nie mogę się doczekać, aby wrzucić je do mojej skrzyni! Tak, więc jadłam to przepyszne ciasto (które muszę zrobić kiedyś w domu) i piłam wspaniałą kawę, czułam ten cudowny smak karmelu i delikatny posmak cynamonu. Nie moją winną jest, że wracam uwagę jak jest coś zrobione! To mój dziwny nawyk. Po wyglądzie ciasta mogłam dobrze zgadnąć z czego jest i jak zostało upieczone! Choć to nie było pieczone w normalny sposób, lepiej powiedzieć poukładane. Wychłodzona galaretka różnych kolorów została po krojona, a na to została wylana śmietana z cukrem i żelatyną, pierwsza warstwa była biała, więc zgadywałam, że nie było nic tam dodane, ale druga była z dodatkiem kakao i dlatego śmietana zmieniła barwę na bardziej brązową. Na dnie był poukładany biszkopt. Jak ja kocham prostotę! Moje swobodnie mieszające się myśli przystopowały, gdy usłyszałam dźwięki wydobywające się z mojego telefonu. Szybko wyciągnęłam telefon i zobaczyła, że Harry do mnie dzwoni. Jeszcze nigdy nie rozmawiałam z nim przez telefon. Cóż może być ciekawie. Odebrałam.
-Cześć, Harry.- Odezwałam się radośnie.
-Hej, Hope. Co u Ciebie? Miłego dnia.- Powiedział szybko.
-Nawzajem. - Uśmiechnęłam się, choć byłam pewna, że nie będzie w stanie tego zauważyć.- Wszystko w porządku, czemu pytasz?
-Tak, sobie. Zadzwoniłem, bo mamy przerwę między wywiadami.
-Och, okej.- Mruknęłam. To. Cholernie. Miłe.
-Um, możesz rozmawiać? Jeśli jesteś zajęta lub coś to..
-Nie, nie jestem zajęta. Cieszę się, że zadzwoniłeś.
I tak oto spędziłam piętnaście minut. Dowiedziałam się, że Harry dziś i jutro ma zaplanowane dnie pełne wywiadów z okazji promocji nowo wydanej płyty. W środę, czwartek i sobotę odbędą się koncerty na Londyńskiej o2 arenie, a w dwa dni pomiędzy ma wolne. To samo w następnym tygodniu. Kiedy spytał czy nie chciałabym przyjść na koncert, odpowiedziałam, że w przyszłym tygodniu z wielką chęcią. Dopytałam się tylko, czy nie miałby nic przeciwko gdybym przyprowadziła koleżankę, on powiedział, że z tym nie ma problemu. Alex pytała się, czy nie chciałabym iść, więc... pójdziemy. Umówiłam się z Harry'm, że dam mu dokładnie znać jaki dzień by mi pasował. Oczywiście każdy mi pasował, ale żeby moja nowa koleżanka miała niespodziankę pójdziemy w ten sam dzień, na który ona ma bilety. Zdecydowałam, że zadzwonię do niej wieczorem. Ja opowiedziałam Harry'emu, że kupiłam trzy części Darów Anioła, a on tylko zaśmiał się i dodał, że w niedziele czeka na nas dvd i ten film. Zrobiło mi się ciepło na sercu, że jednak pamięta jakie plany zaproponował. Rozmawiając z nim trochę nie mogłam uwierzyć, że to robię. Ja, rozmawiająca z Harry'm Styles'em. Kto by pomyślał?
Rozmowa skończyła się na tym, że on musiał już kończyć, przez koniec przerwy, a ja i tak byłam już spóźniona! Po szybkim pożegnaniu się z Sam wyszłam z kawiarni i ruchomymi schodami wjechałam na 2 piętro budynku. Przeszłam kilka małych zakrętów po między różnimy sklepami, aż znalazłam się przy moim celu. Kiedy weszłam przez szklane drzwi przywitał mnie od razu Pan Wonnel, czyli fotograf i właściciel tego całego studia. Znałam go odkąd tutaj się przyprowadziłam. Oczywiście, kiedy tutaj przyjechałam i kupiłam mój pierwszy apart od razu zrobiłam setki zdjęć. Wszystkich nie wywołałam, ale znaczą cześć. I tak oto Pan Wonnel został tym u kogo zawsze wywołuje zdjęcia. Mogłam to robić w domu...ale uwielbiałam tego człowieka!
-Hope! Przyszłaś odebrać zdjęcia?- Spytał uśmiechając się. Na nosie miał okulary w ciemno szarej oprawce, które kształtem było doprasowane do jego owalnej twarzy. Włosy miał natularnie siwe (dzięki jemu wiekowi, ale kto by to liczył!) i zaczął lekko siwieć na czubku głowy. Ubrany był w czerwoną koszulę w kratę i ciemno niebieskie jeansy.
-Tak, Panie Wonnel. Przepraszam, że się spóźniłam.
-Och,nie martw się o to. Byłaś z tym młodym człowiekiem? -O.Mój.Boże. Jasne, że widział zdjęcia moje i Harry'ego! Zarumieniłam się, co starałam się ukryć za moimi rozpuszczonymi włosami.
-Nie, jest zajęty. Chodziłam po sklepach. - Powiedziałam przygryzając wargę. Uniosłam 2 torby w górę, w celu potwierdzenia moich słów. Pan Wonnel uśmiechnął się i wszedł w do pomieszczenia zza kasą. Podeszłam bliżej i zaczęłam wyjmować z torebki portfel. Pan Wonnel wrócił kilka sekund później trzymając 2 koperty i.... misia? Położył rzeczy na blacie i widząc moją zdekoncentrowaną minę zaśmiał się. Wyjął z pierwszej, większej koperty dwa zdjęcia a4 i pokazał mi je. Dwa takie same zdjęcia, na którym można było zobaczyć moje pierwsze ujęcie z Harry'm, zrobione wczoraj zaraz po przyjedzże na kręgielnie. Sprawnie schował je z powrotem i z mniejszej koperty wyjął dwu centymetrowy plik zdjęć o normalnej wielkości. Wyciągnął dłoń z nimi w moją stronę, na co uśmiechem podziękowałam uśmiechem i zaczęłam je przeglądać. Na prawie wszystkich fotografiach byliśmy na kręgielni. Na kilku pierwszych próbowaliśmy rzucić kulą na odpowiedni tor, przez to prawie każde zdjęcie wyglądem przypominało siebie nawzajem i trochę żałowałam, że je też wywołałam.Cóż... w domu nie zdążyłam nawet zobaczyć jak wyszły te zdjęcia, więc to też nie moja wina! Może oddam kilka Harry'emu? Jeśli będzie chciał... Na kolejnych fotografiach śmialiśmy się albo robiliśmy śmieszne miny lub głupie, zależy jak chcecie to nazwać. Jedno zdjęcie przyciągnęło moją uwagę, znacznie bardziej niż pozostałe. Byłam na nim ja... gdy spałam?! No nie wierzę, że to zrobił! Nie wiem czy byłam bardziej zdenerwowana lub zła na niego, czy na mnie. To i tak nie równało się z tych jak zażenowana się czułam. Szybko przykrywałam to zdjęcie jakimś mniej kompromitującym mnie i podałam je z powrotem Panu Wonnel'owi, który schował zdjęcia do koperty. Doałam mu gotówkę, aby zapłacić, wziął ją i schował do kasy fiskalnej. Spakowałam dwie koperty do jednej z torebek z zakupami, kiedy zauważyłam jak Pan Wonnel wyciąga dłoń z misiem w moją stronę. Zachęcił mnie krótkim 'proszę', abym wzięłam ją w ręce. Zrobiłam to i zaczęłam przyglądać się zabawce. Nie była duża, miała może 15 centymetrów wysokości, wliczając jej luźno zwisające nogi. Bawełniane futerko miało kolor karmelowy i przykryte było małą koszulką i spodenkami. Zachichotałam patrząc na wydrukowane zdjęcie na ubranku misia. Moje zdjęcie z Harry'm było na koszulce, a na spodenkach były nasze imiona.
-Skąd Pan wiedział, że on ma na imię Harry?- Spytałam.
-Och, proszę Cię, Hope. Dziewczyny codziennie przychodzą wywołać sobie jego zdjęcie z jego zespołem. Kalendarze, kubki, misie... wszystko.- Zachichotałam. Racja, fanów 1D w Londynie można było liczyć w setkach, a może tysiącach? Nie wiem.
-Dziękuję za to, ile płacę?- Dodałam. Spodobał mi się ten miś.
-Nie, nie. To ode mnie. Wyglądasz na szczęśliwą.
-Kto by nie był to takim dniu jak wczoraj?- Wyszeptałam do siebie, choć miałam nadzieje, że Pan Wonnel tego nie słyszał i ta myśl, pozostała tylko w moim umyśle.
-Coś mówiłaś?- Spytał na co przecząco pokręciłam głową. - Nie ważne. Ty wyglądasz i oboje wyglądacie na szczęśliwych. Mam nadzieję, że wam się ułoży i będzie k...
-Nie!- Podniosłam głos, tylko po to by nie powiedział tego co chciał. To byłoby za dużo. -My.. ja.. nie jesteśmy parą, Panie Wonnel. Harry jest moim... dobrym kolegą.- Skończyłam ciszej. Dobrym kolegą? Wie o mnie więcej niż miałabym nazwać kogoś 'dobrym kolegą', ale co jest to tym statusie? Przyjaciel? To, że wiedział coś, nie znaczy, że wie wystarczająco, żeby nazwać go przyjacielem. Chciałabym go ta nazwać?
-Och.. przepraszam, Hope. Nie chciałem się mieszać. To nie moja sprawa, nie moje życie. - Powiedział na co się uśmiechnęłam. Ile bym dała za tak wyrozumiałe osoby z mojego bliższego otoczenia.
-Nie na sprawy, naprawdę. Tylko proszę nikomu o tym nie wspominać, wie Pan... Harry i jego zespół.
-Jasne. - Odpowiedział krótko.
-Do zobaczenia. -Powiedziałam uśmiechnąć się. Pan Wonnel pożegnał mnie słowami, abym uważała, co było dziwne. Uważać? Na co, do cholery?
Kiedy wróciłam do domu była już druga po południu. Moja mała wycieczka odebrała mi siły na jakikolwiek wysiłek, więc postanowiłam od razu zamówić pizze. Czekając na jej przyjazd zdążyłam zauważyć, że moja matka nie wróciła jeszcze z pracy. I dobrze, więcej czasu dla mnie. Kiedy weszłam do mojego pokoju mogłam tylko rzucić w kąt moje zakupy, ponieważ na dole do drzwi już dzwonił dzwonek. Nie powiem, czekać na mój posiłek nie musiałam długo. Dostawca nie był młody, ani stary, myślę, że był koło trzydziestki. Podziękowałam mu i zapłaciłam za pizze, dając mu dziesięć funtów. Nie chciałam wiedzieć ile dokładnie kosztuje pizza, ale ta moja, bez fantazyjnych dodatków, bo z pieczarkami i szynką, nie mogła kosztować powyżej tej kwoty. Resztę zostawiłam dostawcy jako napiwek, na co podziękował uśmiechem. Był miły. Trzymając w ręku pizze, zahaczyłam o kuchnie, gdzie wyciągam z lodówki fantę. Będąc pewna, że nie będę musiała wracać na dół pobiegłam do mojego pokoju. Mój posiłek zostawiłam na łóżku, a sama zajęłam się odpalaniem mojego komputera. Samsunga, dla ścisłości. Kiedy włączyłam skype, nie musiałam czekać długo, aby dostać połączenie przychodzące. Śmiejąc się odebrałam.
-Szybka jesteś.
-Dzięki.- Klaudia również zachichotała. - Co tam u Ciebie?- Dodała. No i tak w ten sposób spędziłam kolejne dwie godziny. Powiedziałam jej o dniu spędzonym wczoraj z Harry'm, na co była w wniebowzięta. Bo, po pierwsze, to ten Harry Styles z tego One Direction i po drugie, jak ona to ujęła, dobrze widzieć mnie uśmiechnięta i żywo opowiadającą. Ominęłam kilka małych szczegółów, tłumacząc sobie, że chce je zatrzymać tylko dla siebie. Tak po prostu. Wspomniałam, że idę na koncert 1D, a ona wybuchnęła płaczem i radością w tym samym czasie. Obiecałam, że zadzwonię do niej podczas koncertu, a nawet mogę postarać się na telefoniczną rozmowę video na skype. Klaudia odpowiedziała mi co u niej się działo, ale chyba w wielkim skrócie, bo ciągle trzymała się tematu 1D. Cóż.. nie winie jej, na jej miejscu zrobiłam bym to samo. Skończyliśmy rozmowę na przyjaznym pożegnaniu się i obietnicy zgadania się znowu niedługo. Wyłączając komputer postanowiłam, że jednak nie chce mi się wchodzić na twittera ani rzeczy tego typu. Powinnam założyć coś szybkiego, z czego mogłabym korzystać z telefonu. O tym pomyślę później, bo przypomniałam sobie o pizzy. Przeklęłam cicho i wyjmując z pudełka trzy kawałki, (byłam głodna!), zeszłam na dół do kuchni. Włączyłam mikrofalę i szybko podgrzałam moje jedzenie. W między czasie zadbałam o świeczki, które postanowiłam zapalić u mnie w pokoju. Będąc u siebie zamknęłam drzwi na klucz, mając pewność, że nikt mi nie przeszkodzi. Przebrałam się w długie czarne leginsy i dużą, o wiele za dużą, czerwoną bluzę. Wyglądałam w niej jak worek, ale kochałam ją. Kupiłam ją w markecie na dziale męskim za grosze, a piżamą jest wygodną i uważam, że idealną. Jadąc pierwszy kawałek pizzy pozapalałam świeczki po całym moim pokoju, ignorując w głowie głos matki mówiąc, że jestem głupią romantyczką. Robiłam to dla siebie, dla własnej przyjemności, a nie na pokaz. Szybko skończyłam jeść kawałek pizzy i wczołgałam się pod łóżko, w celu wyciągnięcie mojej kochanej skrzyni. Spod bluzy odpięłam swój srebrny wisiorek, aby dostać się do klucza, dzięki tylko niemu mogę ją otworzyć. Nie miałam za bardzo ochoty się rozczulać, więc po prostu wyciągam wywołane dziś zdjęcia i wybierając te najlepsze wrzuciłam je na dno skrzyni, wcześniej wpisując na odwrocie każdej poklei fotografii wczorajszą datę. Dożywiłam tam jeszcze mojego nowego misia i z powrotem zamknęłam skrzynie chowając ją jak najgłębiej pod moim łóżkiem.
W pokoju panował pół mrok, co nie łączyło się z możliwością czytania książki. Bo tak, mam zamiar już dziś zacząć czytać Miasto Kości. Postanowiłam włączyć, dawno nie używane, lampki świąteczne, nad łóżkiem. Dodawały one lekko złotego odcieniu, ale było na tyle jasne, aby oświecić cały pokój. Wyrzucając z głowy wszystkie myśli o jednym kędzierzawym chłopaku, zaczęłam czytać.
Obudził mnie mój telefon, który tak bardzo pragnął wybawić mnie we snu. Rzucając książkę z mojego brzucha, szybko wyłączyłam ten irytujący dźwięk. Obejrzałam się na około mnie i dziękowałam Bogu, że jednak wczoraj ostatkiem silnej woli jednak zgasiłam świeczki. Nie chce wiedzieć, a tym bardziej próbować się dowiedzieć jak to mogłabym się skończyć. Dziś wtorek. Okej, idę do szkoły. „W końcu, leniuchu." Pomyślałam gardzącym tonem. Zmuszając się do wstania z łóżka, szybko chwyciłam kawałek zimnej pizzy z opakowania. Była dobra, ale nie aż tak, jak byłaby ciepła. Nadal śpiąca zeszłam na dół do kuchni, gdzie na blacie zobaczyłam kartkę. Jęknęłam irytowana. Po przeczytaniu jej dowiedziałam się, że matka wróci dziś późno, więc nie mam powodu, aby na nią czekać. I tak nie zamierzałabym. Zaparzyłam sobie kawę i cały czas przeżuwając moją pizze piłam ją. Kiedy spojrzałam na zegarek była już 7 rano. Wstałam i szybko weszłam do mojego pokoju zabrać jakiekolwiek rzeczy, aby się w nie przebrać. Nie chciałam i zdecydowanie nie miałam czasu, aby się stroić, więc wybrałam [KLIK]. Nie najgorzej, prawda? Mam nadzieję. Weszłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic. Dobrze, że nie miałam potrzeby mycia dziś głowy. Gdy przyszedł czas na make-up, najpierw psiknęłam trochę suchego szampony na włosy. Ten kto to wymyślił, jest geniuszem! Nie wykonuje jakoś bardzo ciężkiej pracy fizycznej, więc włosy myje co dwa dni, dzięki czemu nie psują się. Zawsze sobie potarzam, że co chwilowe ich mycie jest dla nich nie zdrowe i nie dobre. Cera dopisywała mi ostatnio, więc pod oczy nałożyłam korektor i trochę tuszy na rzęsy. Po tych czynnościach nie pozostało mi nic innego jak tylko wyjść do piekła. Do szkoły, znaczy się.
-Klaso, dziś nowe informacje na temat nowego projektu. - Powiedziała Pani Shother, nauczycielka biologi. Moja klasa zaczęła jęczeć, a ja przyglądałam się temu z mojej trzeciej ławki pod oknem. - Och, nie marudzić! Projekt będzie polegał na opisaniu przynajmniej dwóch przykładów organizmów żywych z każdego z królestw. Dobrze było by, aby każdy przykład miał podane domeny, rodzinę, klasę, gromady, podgromady i oczywiście rząd.
-Ile mamy czasu na to?- Spytał ktoś z tyłu.
-Tydzień i kilka dni. Czas macie do następnego piątku. Ocena z tego wlicza się w 40 % do oceny końcowej. Postarajcie się, aby projekt był formatu a4 i miał przynajmniej dziesięć stron.
-Może Pani to powtórzyć, abyśmy mogli to zapisać?- Zapytała jakaś dziewczyna. Ellie, jak sie nie mylę.
-Oczywiście. Gotowy? -Spytała, a ja od razu rzuciłam się do piórnika po coś do pisania. Podczas kiedy Pani Shother dyktowała nam jeszcze raz informacje, a ja je zapisywałam, poczułam wibracje w mojej kieszeni, spowodowane telefonem. Zignorowałam to chwilowo i skupiłam się na prawidłowym zapisaniu zadania. Kiedy Pani Shother skończyła mówić i omawiać kolejny temat lekcji ja dyskretnie wyciągam telefon. Odblokowałam go i zobaczyła wiadomość od Harry'ego. Co?
Od: Harry!
Cześć, jesteś w szkole? Masz ochotę wybrać się na luchu?
Chce tu przyjść? Nie, przecież tak nie może być. Jest tu za dużo nastolatek, kochających go.
Do: Harry!
Jasne, że chciałabym. Jaki masz plan? X
Odpisałam szybko. Ostrożnie co chwilę patrząc, czy ktoś przypadkiem na mnie nie patrzy. Po chwili dostałam odpowiedź.
Od: Harry!
O której masz przerwę?
Do: Harry!
Za pół godziny.
Od: Harry!
Ok, będę czekał pod Twoją szkołą.
Wow.
Do: Harry!
Ok :)
Uśmiechnęłam się pod nosem nie mogąc się doczekać, jeszcze bardziej niż zawsze, końca lekcji. Pani Shother mówiła dziś o genetyce, ale trudno było mi się skupić nad sensem zapisywanych notatek, podczas kiedy wiem, że zaraz spotkam się z Harry'm! Lekcja ciągła się niemiłosiernie, ale gdy zadzwonił dzwonek była pierwszą z osób, jakie wyszły z klasy. Na korytarzu był już ogrom ludzi idących na stołówkę, kiedy ja kierowałam się z stronę wyjścia. Kiedy byłam na dworze nie wiedziałam w którą stronę iść, dopóki nie poczułam na talii czyiś ramion. Obróciłam się mając nadzieję zobaczyć mojego lokowatego Harry'ego, ale to nie był on. To był Michael.
-Co? Louis, człowieku. Czy wiesz, która jest godzina?- Spytałem siadając na łóżku.
-Jest pieprzone południe! Za dwie godziny mamy wywiady, a Louise musi Cię jeszcze upiększyć. Wstawaj!
-Dobra. Okej.- Wymamrotałem okrywając kołdrę. Będę tęsknić za moim łóżkiem cały dzień.
-Dobra, teraz mów. Po czym byłeś tak zmęczony, że usunąłeś w normalnych ciuchach?- Spytał. O co mu do chol....Och. Wczoraj po tym jak wpadłem do swojego pokoju od razu rzuciłem się na łóżko.. potem usnąłem.
-Wczoraj.... ja.. y... spędziłem trochę czasu z Hope.- Wyjąkałem starając przywrócić mój głos do normalności. Potrzebuję herbaty, w trybie natychmiastowym. Louis zakrył usta i wydał z siebie coś podobnego do śmiechu pomieszanych z jęczeniem osła, czyli idealny dźwięk dla niego.-Z czego się chichrasz, idioto? Dobrze wiesz, że rano mam chrypę. Idź,przynieś mi coś gorą...
-Co robiliście? - Przerwał mi.- Patrzyliście na siebie nawzajem czy może w jedzenie? Och! Może jednak siedzieliście w moim pokoju zabaw patrząc po ciemku na tory?
-Jesteś dupkiem. - Syknęłam przez zaciśnięte zęby.- Ona nie jest taka jak ci się wydaje.
-Więc? Czekam, opowiadaj. - Westchnął i w momencie kiedy wstałem z łóżka, on się na nie rzucił. Podłożył ręce pod głowę i czekał na nowości.
W między czasie kiedy się ubierałem opowiadałem Louis'owi całą historię jaka łączyła mnie z Hope. Nie żebym miał przed nim jakieś sekrety, bo nie mam. Jest moim przyjacielem i wiem, że mogę powiedzieć mu wszystko. Dosłownie wszystko, ale zachowałem kilka rzeczy dla siebie. Takich jak jej sekret z wisiorkiem lub to, że gdy usnęła nie mogłem przestać się na nią patrzeć i nawet cyknąłem zdjęcie jej aparatem! Muszę odzyskać to zdjęcie.
-Wiesz, stary? Jednak się trochę pomyliłem. Hope wydaje się inna, niż przypuszczałem. Nie zmienię jednak zdania, że jest zbyt nieśmiała. - Uśmiechnąłem się zwycięsko stojąc tyłem do niego. Jasne, że nie miał racji.
-To bardziej zaleta, niż wada. Nie dopuści do siebie fałszywych osób.
-W przeciwieństwie do Ciebie, co? - Spytał. Obróciłem się szybko w jego stronę.
-Nie mów o nich. To mnie bardziej wzmocniło. Po prostu za szybko im zaufałem. To przeszłość, skończmy to.
-To skończeni frajerzy. - Skomentował Louis.
-Wiem to. Los w końcu im za to odpłaci. A ja jeszcze kilka razy przejadę się na takich ludziach.
Chciałabym powiedzieć, że uśmiecham się bez znanych mi powodów, ale tym razem mam jeden wielki powód. Wczorajszy dzień. Od początku do końca był idealny! Po tym jak rozstałam się z Harry'm koło moich drzwi, byłam przygotowana na wielką awanturę z matką, która nawiasem mówiąc nie zniszczyłaby mi tak czy tak humoru. Byłaby, ponieważ nie było matki w domu. Obeszłam cały dom i z ulgą stwierdziłam, że jej nie ma. Zadzwoniłam do niej i dowiedziałam się, że pojechała z swoją koleżanką z pracy, Joanną do banku, bo był tam jakiś nagły wypadek. Nieważne. Nie chcąc nic innego weszłam do swojego pokoju, rzuciłam rzeczy w byle jaki kąt i weszłam do łazienki gdzie wzięłam długą kąpiel. Nie zauważyłam nawet, kiedy była już pierwsza w nocy. Podczas kąpieli starałam się zaplanować mój cały dzisiejszy dzień. Taki mój nawyk. Rozmyślenia kolejnego dnia od prysznicem lub kąpielą. Tak więc doszłam do wniosku, że powinnam iść kupić książkę, o której wspomniałam wczoraj matce. Po oglądaniu końcówki Darów Anioła dwa dni wcześniej stwierdziłam, że muszę przeczytać tą serie książek. Tak więc stoję teraz przy kasie w jednej z księgarni w centrum handlowym, w dłoniach ściskam trzy pierwsze części; Miasto Kości, Miasto Popiołów i Miasto Szkła. Rano poszperałam trochę w internecie, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tych książek. Okazało się, że obecnie jest pięć książek, których nazw nie pamiętam, ale tradycyjnie zaczynało się od Miasta. Szósty tom ma zostać wydany w wakacje i ta być to ostania cześć, najsmutniejsza - jak powiedziało kilka osób, które miało zaszczyt ją przeczytać. Dowiedziałam się z kilku fanowskich portali, że z początkiem roku nawet zaczęli kręcić drugą cześć filmu, co było dla mnie niesamowitą wiadomością! Informacje na temat książki tak mnie wciągnęły, że nawet nie zdałam sobie sprawy, która jest godzina. Gdy skojarzyłam fakty, była już 10! Dlatego szybko wzięłam swoje manatki, postanowiłam później wejść na twitter'a i tego typu rzeczy. I oto jestem. Zapytacie, czemu nie w szkole skoro poniedziałek? Hm.... zdecydowanie nie chce sobie psuć jeszcze dobrego humoru z wczoraj. Zadzwoniłabym po Alex, ale nie chce jej się zbyt narzucać. Dlatego chodząc po sklepach napisałam szybką wiadomość do Klaudii z prośbą o późniejszą rozmowę na skypie. Zgodziła się. Siadając na krześle w jednej kawiarence w centrum zaśmiałam się, gdy zauważyłam promienie uśmiechającą się w każdy kierunek kelnerką. Wyglądała miło.
-Cześć, w czym mogę dziś pomóc?- Spytała swoim delikatnym głosem. Wyciągnęła wypielęgnowanymi palcami i pomalowanymi na krwisto czerwony kolor paznokciami z kieszeni błękitnej koszuli notes i długopis. Koszula była wciśniętą w pasie do jej czarnej ołówkowej spódnicy, a na stopach miała czarno czerwone szpilki. Uśmiech na twarzy był prawie tak samo jasny jak jej blond włosy zapięte w kok z tyłu jej głowy. Olśniewający uśmiech i radosne spojrzenie odejmowało jej kilka lat! Zapewnię była młodą kobietą w granicach dwudziestu pięciu lat, a wyglądała jak nastolatka.
-Um, hej. Jaką kawę polecacie? - Spytałam lekko zawstydzona jej idealnych wyglądem.
-Kochaniutka, w mojej kawiarki tylko same najlepsze kawy i ciasta!- Uśmiechnęła się. Och, więc to jej kawiarnia. Dumna wprost kipiała z niej kiedy wypowiadała te słowa.
-Tak, więc zdaje się na Twoje zdanie...- Spojrzałam na plakietkę powieszoną na jej kieszonce w koszuli. - ... um, Sam.
-Okej, okej. - Prawie podskoczyła z radości. Jejku, naprawdę musi kochać to co robi. - Zamówienie będzie gotowe za kilka minut. Jakieś ciasto do tego?
-Też zdaję się na Twoje zdanie, tylko lekkie i nie czekoladowe, proszę.
-Dobrze. Zaraz wracam. -Uśmiechnęła się odchodząc. Cudowna osoba. Miła i pogodna. Chwilę później zauważyłam Sam. Wracała z tacą, na której była postawiona wysoka szklanka i talerzyk z ciastem.
-Prooooooooooszę bardzo. - Powiedziała wykładając zamówienie na stolik przede mną. - Mrożone Latte z karmelem i cynamonem oraz domowej roboty ciastko z galaretką.
-Dziękuje. - Uśmiechnęłam się. Co jak co, ale trafiła w mój gust. Podałam jej moją kartkę, a ona chwilę później przyniosła mi ją z powrotem z rachunkiem. Jeden dla mnie, a drugi do podpisu, na wyrażenie zgody transakcji. W kawiarniani nie było zbyt dużo osób, co na pewno nie było powodem kawiarni samej w sobie, bo była ona cudowna i zdecydowałam się odwiedzać ją częściej, ale winą była pora w jakiej tutaj przyszłam. Południe to dobra pora na zakupy. Nie ma zbyt dużo osób, bo są już dawno po lanchu lub przed obiadem i są w pracy. Jadłam i piłam powoli, musiałam zabić jakoś czas, bo muszę czekać na wywołanie zdjęć pół godziny. Tak, wczorajszych zdjęć. Nie mogę się doczekać, aby wrzucić je do mojej skrzyni! Tak, więc jadłam to przepyszne ciasto (które muszę zrobić kiedyś w domu) i piłam wspaniałą kawę, czułam ten cudowny smak karmelu i delikatny posmak cynamonu. Nie moją winną jest, że wracam uwagę jak jest coś zrobione! To mój dziwny nawyk. Po wyglądzie ciasta mogłam dobrze zgadnąć z czego jest i jak zostało upieczone! Choć to nie było pieczone w normalny sposób, lepiej powiedzieć poukładane. Wychłodzona galaretka różnych kolorów została po krojona, a na to została wylana śmietana z cukrem i żelatyną, pierwsza warstwa była biała, więc zgadywałam, że nie było nic tam dodane, ale druga była z dodatkiem kakao i dlatego śmietana zmieniła barwę na bardziej brązową. Na dnie był poukładany biszkopt. Jak ja kocham prostotę! Moje swobodnie mieszające się myśli przystopowały, gdy usłyszałam dźwięki wydobywające się z mojego telefonu. Szybko wyciągnęłam telefon i zobaczyła, że Harry do mnie dzwoni. Jeszcze nigdy nie rozmawiałam z nim przez telefon. Cóż może być ciekawie. Odebrałam.
-Cześć, Harry.- Odezwałam się radośnie.
-Hej, Hope. Co u Ciebie? Miłego dnia.- Powiedział szybko.
-Nawzajem. - Uśmiechnęłam się, choć byłam pewna, że nie będzie w stanie tego zauważyć.- Wszystko w porządku, czemu pytasz?
-Tak, sobie. Zadzwoniłem, bo mamy przerwę między wywiadami.
-Och, okej.- Mruknęłam. To. Cholernie. Miłe.
-Um, możesz rozmawiać? Jeśli jesteś zajęta lub coś to..
-Nie, nie jestem zajęta. Cieszę się, że zadzwoniłeś.
I tak oto spędziłam piętnaście minut. Dowiedziałam się, że Harry dziś i jutro ma zaplanowane dnie pełne wywiadów z okazji promocji nowo wydanej płyty. W środę, czwartek i sobotę odbędą się koncerty na Londyńskiej o2 arenie, a w dwa dni pomiędzy ma wolne. To samo w następnym tygodniu. Kiedy spytał czy nie chciałabym przyjść na koncert, odpowiedziałam, że w przyszłym tygodniu z wielką chęcią. Dopytałam się tylko, czy nie miałby nic przeciwko gdybym przyprowadziła koleżankę, on powiedział, że z tym nie ma problemu. Alex pytała się, czy nie chciałabym iść, więc... pójdziemy. Umówiłam się z Harry'm, że dam mu dokładnie znać jaki dzień by mi pasował. Oczywiście każdy mi pasował, ale żeby moja nowa koleżanka miała niespodziankę pójdziemy w ten sam dzień, na który ona ma bilety. Zdecydowałam, że zadzwonię do niej wieczorem. Ja opowiedziałam Harry'emu, że kupiłam trzy części Darów Anioła, a on tylko zaśmiał się i dodał, że w niedziele czeka na nas dvd i ten film. Zrobiło mi się ciepło na sercu, że jednak pamięta jakie plany zaproponował. Rozmawiając z nim trochę nie mogłam uwierzyć, że to robię. Ja, rozmawiająca z Harry'm Styles'em. Kto by pomyślał?
Rozmowa skończyła się na tym, że on musiał już kończyć, przez koniec przerwy, a ja i tak byłam już spóźniona! Po szybkim pożegnaniu się z Sam wyszłam z kawiarni i ruchomymi schodami wjechałam na 2 piętro budynku. Przeszłam kilka małych zakrętów po między różnimy sklepami, aż znalazłam się przy moim celu. Kiedy weszłam przez szklane drzwi przywitał mnie od razu Pan Wonnel, czyli fotograf i właściciel tego całego studia. Znałam go odkąd tutaj się przyprowadziłam. Oczywiście, kiedy tutaj przyjechałam i kupiłam mój pierwszy apart od razu zrobiłam setki zdjęć. Wszystkich nie wywołałam, ale znaczą cześć. I tak oto Pan Wonnel został tym u kogo zawsze wywołuje zdjęcia. Mogłam to robić w domu...ale uwielbiałam tego człowieka!
-Hope! Przyszłaś odebrać zdjęcia?- Spytał uśmiechając się. Na nosie miał okulary w ciemno szarej oprawce, które kształtem było doprasowane do jego owalnej twarzy. Włosy miał natularnie siwe (dzięki jemu wiekowi, ale kto by to liczył!) i zaczął lekko siwieć na czubku głowy. Ubrany był w czerwoną koszulę w kratę i ciemno niebieskie jeansy.
-Tak, Panie Wonnel. Przepraszam, że się spóźniłam.
-Och,nie martw się o to. Byłaś z tym młodym człowiekiem? -O.Mój.Boże. Jasne, że widział zdjęcia moje i Harry'ego! Zarumieniłam się, co starałam się ukryć za moimi rozpuszczonymi włosami.
-Nie, jest zajęty. Chodziłam po sklepach. - Powiedziałam przygryzając wargę. Uniosłam 2 torby w górę, w celu potwierdzenia moich słów. Pan Wonnel uśmiechnął się i wszedł w do pomieszczenia zza kasą. Podeszłam bliżej i zaczęłam wyjmować z torebki portfel. Pan Wonnel wrócił kilka sekund później trzymając 2 koperty i.... misia? Położył rzeczy na blacie i widząc moją zdekoncentrowaną minę zaśmiał się. Wyjął z pierwszej, większej koperty dwa zdjęcia a4 i pokazał mi je. Dwa takie same zdjęcia, na którym można było zobaczyć moje pierwsze ujęcie z Harry'm, zrobione wczoraj zaraz po przyjedzże na kręgielnie. Sprawnie schował je z powrotem i z mniejszej koperty wyjął dwu centymetrowy plik zdjęć o normalnej wielkości. Wyciągnął dłoń z nimi w moją stronę, na co uśmiechem podziękowałam uśmiechem i zaczęłam je przeglądać. Na prawie wszystkich fotografiach byliśmy na kręgielni. Na kilku pierwszych próbowaliśmy rzucić kulą na odpowiedni tor, przez to prawie każde zdjęcie wyglądem przypominało siebie nawzajem i trochę żałowałam, że je też wywołałam.Cóż... w domu nie zdążyłam nawet zobaczyć jak wyszły te zdjęcia, więc to też nie moja wina! Może oddam kilka Harry'emu? Jeśli będzie chciał... Na kolejnych fotografiach śmialiśmy się albo robiliśmy śmieszne miny lub głupie, zależy jak chcecie to nazwać. Jedno zdjęcie przyciągnęło moją uwagę, znacznie bardziej niż pozostałe. Byłam na nim ja... gdy spałam?! No nie wierzę, że to zrobił! Nie wiem czy byłam bardziej zdenerwowana lub zła na niego, czy na mnie. To i tak nie równało się z tych jak zażenowana się czułam. Szybko przykrywałam to zdjęcie jakimś mniej kompromitującym mnie i podałam je z powrotem Panu Wonnel'owi, który schował zdjęcia do koperty. Doałam mu gotówkę, aby zapłacić, wziął ją i schował do kasy fiskalnej. Spakowałam dwie koperty do jednej z torebek z zakupami, kiedy zauważyłam jak Pan Wonnel wyciąga dłoń z misiem w moją stronę. Zachęcił mnie krótkim 'proszę', abym wzięłam ją w ręce. Zrobiłam to i zaczęłam przyglądać się zabawce. Nie była duża, miała może 15 centymetrów wysokości, wliczając jej luźno zwisające nogi. Bawełniane futerko miało kolor karmelowy i przykryte było małą koszulką i spodenkami. Zachichotałam patrząc na wydrukowane zdjęcie na ubranku misia. Moje zdjęcie z Harry'm było na koszulce, a na spodenkach były nasze imiona.
-Skąd Pan wiedział, że on ma na imię Harry?- Spytałam.
-Och, proszę Cię, Hope. Dziewczyny codziennie przychodzą wywołać sobie jego zdjęcie z jego zespołem. Kalendarze, kubki, misie... wszystko.- Zachichotałam. Racja, fanów 1D w Londynie można było liczyć w setkach, a może tysiącach? Nie wiem.
-Dziękuję za to, ile płacę?- Dodałam. Spodobał mi się ten miś.
-Nie, nie. To ode mnie. Wyglądasz na szczęśliwą.
-Kto by nie był to takim dniu jak wczoraj?- Wyszeptałam do siebie, choć miałam nadzieje, że Pan Wonnel tego nie słyszał i ta myśl, pozostała tylko w moim umyśle.
-Coś mówiłaś?- Spytał na co przecząco pokręciłam głową. - Nie ważne. Ty wyglądasz i oboje wyglądacie na szczęśliwych. Mam nadzieję, że wam się ułoży i będzie k...
-Nie!- Podniosłam głos, tylko po to by nie powiedział tego co chciał. To byłoby za dużo. -My.. ja.. nie jesteśmy parą, Panie Wonnel. Harry jest moim... dobrym kolegą.- Skończyłam ciszej. Dobrym kolegą? Wie o mnie więcej niż miałabym nazwać kogoś 'dobrym kolegą', ale co jest to tym statusie? Przyjaciel? To, że wiedział coś, nie znaczy, że wie wystarczająco, żeby nazwać go przyjacielem. Chciałabym go ta nazwać?
-Och.. przepraszam, Hope. Nie chciałem się mieszać. To nie moja sprawa, nie moje życie. - Powiedział na co się uśmiechnęłam. Ile bym dała za tak wyrozumiałe osoby z mojego bliższego otoczenia.
-Nie na sprawy, naprawdę. Tylko proszę nikomu o tym nie wspominać, wie Pan... Harry i jego zespół.
-Jasne. - Odpowiedział krótko.
-Do zobaczenia. -Powiedziałam uśmiechnąć się. Pan Wonnel pożegnał mnie słowami, abym uważała, co było dziwne. Uważać? Na co, do cholery?
Kiedy wróciłam do domu była już druga po południu. Moja mała wycieczka odebrała mi siły na jakikolwiek wysiłek, więc postanowiłam od razu zamówić pizze. Czekając na jej przyjazd zdążyłam zauważyć, że moja matka nie wróciła jeszcze z pracy. I dobrze, więcej czasu dla mnie. Kiedy weszłam do mojego pokoju mogłam tylko rzucić w kąt moje zakupy, ponieważ na dole do drzwi już dzwonił dzwonek. Nie powiem, czekać na mój posiłek nie musiałam długo. Dostawca nie był młody, ani stary, myślę, że był koło trzydziestki. Podziękowałam mu i zapłaciłam za pizze, dając mu dziesięć funtów. Nie chciałam wiedzieć ile dokładnie kosztuje pizza, ale ta moja, bez fantazyjnych dodatków, bo z pieczarkami i szynką, nie mogła kosztować powyżej tej kwoty. Resztę zostawiłam dostawcy jako napiwek, na co podziękował uśmiechem. Był miły. Trzymając w ręku pizze, zahaczyłam o kuchnie, gdzie wyciągam z lodówki fantę. Będąc pewna, że nie będę musiała wracać na dół pobiegłam do mojego pokoju. Mój posiłek zostawiłam na łóżku, a sama zajęłam się odpalaniem mojego komputera. Samsunga, dla ścisłości. Kiedy włączyłam skype, nie musiałam czekać długo, aby dostać połączenie przychodzące. Śmiejąc się odebrałam.
-Szybka jesteś.
-Dzięki.- Klaudia również zachichotała. - Co tam u Ciebie?- Dodała. No i tak w ten sposób spędziłam kolejne dwie godziny. Powiedziałam jej o dniu spędzonym wczoraj z Harry'm, na co była w wniebowzięta. Bo, po pierwsze, to ten Harry Styles z tego One Direction i po drugie, jak ona to ujęła, dobrze widzieć mnie uśmiechnięta i żywo opowiadającą. Ominęłam kilka małych szczegółów, tłumacząc sobie, że chce je zatrzymać tylko dla siebie. Tak po prostu. Wspomniałam, że idę na koncert 1D, a ona wybuchnęła płaczem i radością w tym samym czasie. Obiecałam, że zadzwonię do niej podczas koncertu, a nawet mogę postarać się na telefoniczną rozmowę video na skype. Klaudia odpowiedziała mi co u niej się działo, ale chyba w wielkim skrócie, bo ciągle trzymała się tematu 1D. Cóż.. nie winie jej, na jej miejscu zrobiłam bym to samo. Skończyliśmy rozmowę na przyjaznym pożegnaniu się i obietnicy zgadania się znowu niedługo. Wyłączając komputer postanowiłam, że jednak nie chce mi się wchodzić na twittera ani rzeczy tego typu. Powinnam założyć coś szybkiego, z czego mogłabym korzystać z telefonu. O tym pomyślę później, bo przypomniałam sobie o pizzy. Przeklęłam cicho i wyjmując z pudełka trzy kawałki, (byłam głodna!), zeszłam na dół do kuchni. Włączyłam mikrofalę i szybko podgrzałam moje jedzenie. W między czasie zadbałam o świeczki, które postanowiłam zapalić u mnie w pokoju. Będąc u siebie zamknęłam drzwi na klucz, mając pewność, że nikt mi nie przeszkodzi. Przebrałam się w długie czarne leginsy i dużą, o wiele za dużą, czerwoną bluzę. Wyglądałam w niej jak worek, ale kochałam ją. Kupiłam ją w markecie na dziale męskim za grosze, a piżamą jest wygodną i uważam, że idealną. Jadąc pierwszy kawałek pizzy pozapalałam świeczki po całym moim pokoju, ignorując w głowie głos matki mówiąc, że jestem głupią romantyczką. Robiłam to dla siebie, dla własnej przyjemności, a nie na pokaz. Szybko skończyłam jeść kawałek pizzy i wczołgałam się pod łóżko, w celu wyciągnięcie mojej kochanej skrzyni. Spod bluzy odpięłam swój srebrny wisiorek, aby dostać się do klucza, dzięki tylko niemu mogę ją otworzyć. Nie miałam za bardzo ochoty się rozczulać, więc po prostu wyciągam wywołane dziś zdjęcia i wybierając te najlepsze wrzuciłam je na dno skrzyni, wcześniej wpisując na odwrocie każdej poklei fotografii wczorajszą datę. Dożywiłam tam jeszcze mojego nowego misia i z powrotem zamknęłam skrzynie chowając ją jak najgłębiej pod moim łóżkiem.
W pokoju panował pół mrok, co nie łączyło się z możliwością czytania książki. Bo tak, mam zamiar już dziś zacząć czytać Miasto Kości. Postanowiłam włączyć, dawno nie używane, lampki świąteczne, nad łóżkiem. Dodawały one lekko złotego odcieniu, ale było na tyle jasne, aby oświecić cały pokój. Wyrzucając z głowy wszystkie myśli o jednym kędzierzawym chłopaku, zaczęłam czytać.
Obudził mnie mój telefon, który tak bardzo pragnął wybawić mnie we snu. Rzucając książkę z mojego brzucha, szybko wyłączyłam ten irytujący dźwięk. Obejrzałam się na około mnie i dziękowałam Bogu, że jednak wczoraj ostatkiem silnej woli jednak zgasiłam świeczki. Nie chce wiedzieć, a tym bardziej próbować się dowiedzieć jak to mogłabym się skończyć. Dziś wtorek. Okej, idę do szkoły. „W końcu, leniuchu." Pomyślałam gardzącym tonem. Zmuszając się do wstania z łóżka, szybko chwyciłam kawałek zimnej pizzy z opakowania. Była dobra, ale nie aż tak, jak byłaby ciepła. Nadal śpiąca zeszłam na dół do kuchni, gdzie na blacie zobaczyłam kartkę. Jęknęłam irytowana. Po przeczytaniu jej dowiedziałam się, że matka wróci dziś późno, więc nie mam powodu, aby na nią czekać. I tak nie zamierzałabym. Zaparzyłam sobie kawę i cały czas przeżuwając moją pizze piłam ją. Kiedy spojrzałam na zegarek była już 7 rano. Wstałam i szybko weszłam do mojego pokoju zabrać jakiekolwiek rzeczy, aby się w nie przebrać. Nie chciałam i zdecydowanie nie miałam czasu, aby się stroić, więc wybrałam [KLIK]. Nie najgorzej, prawda? Mam nadzieję. Weszłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic. Dobrze, że nie miałam potrzeby mycia dziś głowy. Gdy przyszedł czas na make-up, najpierw psiknęłam trochę suchego szampony na włosy. Ten kto to wymyślił, jest geniuszem! Nie wykonuje jakoś bardzo ciężkiej pracy fizycznej, więc włosy myje co dwa dni, dzięki czemu nie psują się. Zawsze sobie potarzam, że co chwilowe ich mycie jest dla nich nie zdrowe i nie dobre. Cera dopisywała mi ostatnio, więc pod oczy nałożyłam korektor i trochę tuszy na rzęsy. Po tych czynnościach nie pozostało mi nic innego jak tylko wyjść do piekła. Do szkoły, znaczy się.
-Klaso, dziś nowe informacje na temat nowego projektu. - Powiedziała Pani Shother, nauczycielka biologi. Moja klasa zaczęła jęczeć, a ja przyglądałam się temu z mojej trzeciej ławki pod oknem. - Och, nie marudzić! Projekt będzie polegał na opisaniu przynajmniej dwóch przykładów organizmów żywych z każdego z królestw. Dobrze było by, aby każdy przykład miał podane domeny, rodzinę, klasę, gromady, podgromady i oczywiście rząd.
-Ile mamy czasu na to?- Spytał ktoś z tyłu.
-Tydzień i kilka dni. Czas macie do następnego piątku. Ocena z tego wlicza się w 40 % do oceny końcowej. Postarajcie się, aby projekt był formatu a4 i miał przynajmniej dziesięć stron.
-Może Pani to powtórzyć, abyśmy mogli to zapisać?- Zapytała jakaś dziewczyna. Ellie, jak sie nie mylę.
-Oczywiście. Gotowy? -Spytała, a ja od razu rzuciłam się do piórnika po coś do pisania. Podczas kiedy Pani Shother dyktowała nam jeszcze raz informacje, a ja je zapisywałam, poczułam wibracje w mojej kieszeni, spowodowane telefonem. Zignorowałam to chwilowo i skupiłam się na prawidłowym zapisaniu zadania. Kiedy Pani Shother skończyła mówić i omawiać kolejny temat lekcji ja dyskretnie wyciągam telefon. Odblokowałam go i zobaczyła wiadomość od Harry'ego. Co?
Od: Harry!
Cześć, jesteś w szkole? Masz ochotę wybrać się na luchu?
Chce tu przyjść? Nie, przecież tak nie może być. Jest tu za dużo nastolatek, kochających go.
Do: Harry!Jasne, że chciałabym. Jaki masz plan? X
Odpisałam szybko. Ostrożnie co chwilę patrząc, czy ktoś przypadkiem na mnie nie patrzy. Po chwili dostałam odpowiedź.
Od: Harry!
O której masz przerwę?
Do: Harry!
Za pół godziny.
Od: Harry!
Ok, będę czekał pod Twoją szkołą.
Wow.
Do: Harry!
Ok :)
Uśmiechnęłam się pod nosem nie mogąc się doczekać, jeszcze bardziej niż zawsze, końca lekcji. Pani Shother mówiła dziś o genetyce, ale trudno było mi się skupić nad sensem zapisywanych notatek, podczas kiedy wiem, że zaraz spotkam się z Harry'm! Lekcja ciągła się niemiłosiernie, ale gdy zadzwonił dzwonek była pierwszą z osób, jakie wyszły z klasy. Na korytarzu był już ogrom ludzi idących na stołówkę, kiedy ja kierowałam się z stronę wyjścia. Kiedy byłam na dworze nie wiedziałam w którą stronę iść, dopóki nie poczułam na talii czyiś ramion. Obróciłam się mając nadzieję zobaczyć mojego lokowatego Harry'ego, ale to nie był on. To był Michael.
Subskrybuj:
Posty (Atom)