-Która godzina? - Spytał Harry wyciągając z kieszeni jeansów telefon. - Dopiero piętnasta.
-Tak, wiem. Muszę jeszcze iść do sklepu kupić kilka rzeczy na projekt szkolny.
-Och, okej...- Mruknął również wstając z swojego łóżka. Jego koszulka podniosła się, kiedy przekładał przez głowę swoją szarą bluzę, ukazując gumkę jego, jak się okazuje, białych bokserek i spory kawałek skóry biodra. Wciągnęłam powietrze przez zęby odwzajemniać wzrok i uparcie trzymając się myśli, żeby nie patrzeć w tamtą stronę.
-Hope? Możemy wychodzić?- Spytał. Odpowiedziałem krótkie 'tak' chwytając swoją torbę z krzesła i wychodząc z pokoju. Nie czekałam nawet minuty, kiedy Harry zamknął za sobą drzwi. Zeszliśmy na dół do jego auta i po chwili jechaliśmy już główną drogą.
-Więc, gdzie chcesz jechać na zakupy?- Zapytał po chwili.
-Co?
-No, mówiłaś o projekcie... mogę się podrzucić i iść, jeśli chcesz, z Tobą, ale jeśli nie...
-Byłoby super.- Przerwałam mu, uśmiechając się. - Obojętnie, gdzie jest coś najbliżej?
-W sumie, gdyby ci powiedział i tak byś nie wiedziała, więc zaufaj mi i za kilka minut będziemy na miejscu.- Uśmiechnął się pokazując swoje doooooołeczki... Serio, poważnie powinnam z tym przestać.
Po kilku minutach jazdy i rozmawania z Harry'mu, spytałam czy mogę włączyć radio, na co się zgodził. Piosenka, jaką akurat pierwsza przypadkowa stacja puszczała okazała się nowy singiel Little Mix - Word Up! Podskoczyłam na siedzeniu, Harry zauważając to zachichotał. Kocham tą piosenkę, tak samo jak te dziewczyny i ich płyty, piosenki, styl... Boże, one są niesamowite.
Yo pretty ladies around the world
Got a weird thing to show you
Usłyszałam głos Harry'ego mieszający się z głosami z radia. Niektóre końcówki kończył mrucząc jak kotek. Mówiłam, że uwielbiam tą piosenkę?
So tell all the boys and girlsDołączyłam to niego.
Tell your brother, your sister
and your mama too
Cause we're about to throw downDokończył zwrotkę sam, abym mogła sama zacząć następną.
and you'll know just what to do
Were your hands in the airZaśpiewałam wymachując rękami. Postanowiłam, że chce, aby dołączył mi Harry i położyłam rękę na jego ramieniu. Zrozumiał i zaczął śpiewać, miauczeć, jak chcecie to nazwać. Oba sposoby są dobre.
Like you don't care
Glide by the people
As thet start to look and stare
Do your danceKażde kolejne słowa wylatywały z naszych ust, a spojrzenia czasem się spotykały.
Do your dance
Do your dance guick, mama
Come on, baby
Tell me what's the word
Word Up
Everybody say.....
Pozostałe zwrotki dokończyliśmy w duecie i mogę śmiało powiedzieć, że było to zabawne. Uwielbiam śpiewać i nie robię tego najgorzej, ale nie wiąże z tym mojej przyszłości. Po prostu bezinteresowne śpiewanie, było moim ulubionym zajęciem pod prysznicem, a teraz będzie to śpiewanie w aucie z Harry'm. Wybuchnęliśmy śmiechem na koniec piosenki.
-Masz cudowny głos.- Powiedziałam chichrając się dalej.
-Dzięki, Ty też nie robisz tego najgorzej, a już się bałem, że będę musiał Cię wyrzucić z samochodu, żeby nie popsuć sobie reputacji. - Zaśmiał się, a ja w rozbawionym geście z urażoną miną uderzyłam po pięścią w ramie. Drogę spędziliśmy na drażnieniu się, śpiewaniu, żartach i szczególnie na śmiechu,który temu towarzyszył, aż Harry zatrzymał się pod centrum handlowym. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że było to to samo centrum, gdzie przychodziłam najczęściej. Fotograf, kawiarenka i tutaj kilka razy byłam z Alex... Właśnie! ALEX! Nie zadzwoniłam do niej, aby dowiedzieć się na kiedy ma te wejściówki na koncert... zdecydowanie muszę to zrobić dziś wieczorem. Moje rozmyślenia przerwał Harry, czekający przy otwartych po mojej stronie drzwiach.
-Wszystko w porządku? - Zapytał.
-Tak... po prostu..- Wyszłam z auta i stając przed nim dokończyłam.-Zamyśliłam się.
-Okej.-Mruknął i zaczął iść w stronę wejścia. Nie powiem. Zaskoczyło mnie to. Brunet obrócił się, gdy zorientował się, że nie idę koło niego. Miał zamiar iść ze mną na zakupy? W centrum, gdzie jest w ch.... pełno ludzi? -Idziesz?- Spytał
-Tak, tak.- Szybko podbiegłam do niego.-Ale... Ty... Ty też idziesz.- Wyjąkałam bardziej stwierdzając niż pytając.
-Idę z Tobą. Tylkooooo..-Przeciągnął słowo sięgając ręką w głąb kieszeni w bluzie, która ciągła się na środku ciuchu. Wyjął z niej dwie pary nerdów. Już prawie wyciągał dłoń w moim kierunku, ale przerwał nam głośny dźwięk klaksonu. Podskoczyliśmy w zaskoczeniu. Facet, bo nim się okazał, wyciągał przez otwarte okno głowę i zaczął krzyczeć wiązankę przekleństw. Harry pociągnął mnie lekko za przedramię, ciągnąc w stronę z jakiej przyszliśmy. W nagłym przypływie odwagi wyciągnęłam dłoń w kierunku kierowcy i zdumiewając nawt samą sobą pokazałam mu środkowy palec. Uśmiechnęłam się do niego pobłażliwie na pożegnanie, potem idąc w stronę auta Harry'ego. Kiedy byłam u celu oparłam się lekko o bok samochodu i myślałam nad tym co właśnie zrobiłam. „Kim jesteś i co zrobiłaś z Hope?" Krzyczał mój umysł. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ja naprawdę to zrobiłam! Ja Hope pokazałam przypadkowemu gościowi środkowy palec... Czułam się jak... suka? Cóż, muszę częściej nią być, ponieważ to całkiem dobrze. Nie powinnam prawda? Nie dbam o to! „Kim jesteś i co zrobiłaś z Hope?" Powtarzałam ciągle w głowie. Harry po kilku sekundach oparł się o swoje auto koło mnie i nic nie mówił. Już chciałam zacząć go przepraszać, kiedy ten zaśmiał się tak głośno, że prawdopodobnie było to słychać w środku budynku. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone, ale odważnie spojrzałam na chłopaka koło mnie. Kręcił głową niedowierzająco i w polikach uformowały się mu słodkie doooooooołeczki.
-To było.....- Zaczął
-Dziwne.
-Zabawne.- Dokończyliśmy w tym samym czasie.
-Nie wierze, że to zrobiłam. -Schowałam twarzy w dłoniach uśmiechając się. Cały czas miałam uśmiech na twarzy. Poczułam obecność Lokers'a nad sobą i zaraz po tym jego dłonie na moich nadgarstkach, którymi odciągnął moje z mojej twarzy.
-To było zabawne. A teraz po prostu o tym nie myśl i masz. - Wyciągnął w moją stronę parę wcześniej wspomnianych okularów. Odebrałam je od niego.- Załóż je. Masz gumkę do włosów?- Spytał, na co potwierdzająco przytaknęłam. Zawsze miałam na nadgarstku gumkę. Takie przyzwyczajenie.- Dobrze, zawiąż włosy i poczekaj tu na mnie.- Dodał, odchodząc na tył auta. Otworzył bagażnik, chyba tylko po to, aby się na moment przy nim pochylić i za kilka sekund go zamknąć. Nie mogłoby to być bardziej mylne stwierdzenie, ponieważ wracając, w wcześniej wolnej dłoni, trzymał czapkę.
-Co to?- Spytałam retorycznie.
-Czapka z daszkiem.- Wzruszył ramionami. Wyciągnął ją w moim kierunku.Była niebieska z czarnymi napisami.- Załóż ją. Mnie mogą i tak zauważyć i rozpoznać, ale gdy będą robić zdjęcia cała uwaga będzie i tak skupiona na Tobie.
-Dziękuje za dziś. Za te zakupy.. no i ogólnie za cały dzień.-Powiedziałam stojąc przy drzwiach mojego domu, w ręce ściskając plastikową torbę pełną nowych pisaków, cienkopisów, segregatora i innych tego typu rzeczy.
-Nie ma za co, Hope. -Uśmiechnął się. -Świetnie się dziś bawiłem. To z palcem...- Przerwał widząc mój 'groźny' wzrok. Zachichotał, a ja do niego dołączyłam. Na jego ustach był widoczny cień uśmiechu, gdy mówił dalej, trochę bardziej poważnym tonem. -Muszę jechać... muszę być o piątej w studiu.
-O mój Boże! Jasne, jedź. Jezus, przepraszam, że Cię zapędziłam tam...
-W porządku.- Zaśmiał się i otworzył swoje szerokie ramiona, w które niemal utęskniona wpadłam. Owinęłam dłońmi jego talie, zapominając, że trzymam torebkę, która teraz delikatnie obijała się o jego tyłek. Zaśmiał się oddalając się ode mnie. „Co? Tak szybko?!" Moje myśli krzyczały, a domagające się ciało i umysł, chciały wrócić do jego uspakajających ramion i nie miłosiernie znienawidziły ową siatkę.
-Daj znać co z tym koncertem w przyszłym tygodniu. - Mruknął okiem, następnie się obracając i idąc w stronę samochodu, aby po chwili wsiąść na miejsce za kierownicą.
Szybko się opamiętując przeszukałam przednie kieszonki torebki, w celu znalezienie kluczy. Kiedy trzymałam je w dłoni, szybko znalazły się w odpowiednich dla siebie otworach w drzwiach. Pierwszy poszedł szybko i sprawnie, ale drugi nie był tak bardzo dla mnie miły.
-Kurwa mać!- Syknęłam przez zęby w moim ojczystym języku. Nienawidzę. Otwierać. Niczego. Kluczami. To. Jest. Dla. Mnie. Jak. Czarna. Magia. Tak, właśnie. Nie stosowne rozmyślenia przerwał dźwięk chichotu po mojej prawej stronie. Spojrzałam na epicentrum, i jak zadziwiający był fakt, że stał tam Harry.
-Powinnaś zainstalować coś takiego jak w hotelach. Wiesz... na kartkę. - Zaśmiał się, chwytając w palce klucze, następnie szybko i sprawnie przekręcając zamek. Nie oceniajcie mnie, tylko raczej jego! To on działa z Czarną Magią. Nie ja!
-Dziękuje. - Wyszeptałam zakłopotana.
-Przyjemność po mojej stronie, Hopy.
-Hopy?
-Tak, uroczo, nie sądzisz?- Uśmiechnął się, ukazując dooooołeczki.
-Nie, jednak wolę Hope.- Zachichotałam.
-Nie, gniewaj się, Hope, ale od teraz mówię Hopy. -Dziobnął mnie palec w policzek, chyba tylko po to, żeby zrobił się cały różowy.
-Czemu akurat Hopy?
-Powiedźmy, żę to Twoje imię połączone ze słowem Happy.
-Jak Ty to wymyślasz? - Zaśmiałam się, ignorując palący się policzek. Wzruszył ramionami.
-Zanim jeszcze nie było naszego fandomu, ktoś musiał wymyślać nazwy.. Wiesz, Larry, Narry, Zoulis, samo się nie wymyśliło.-Powiedział prawie.. dumnie? Och, tak to była dumna.
-Nie przechwalaj się, Styles. Po za tym.. jedź już, bo się spóźnisz. Dziękuje za pomoc z tą...-Wskazałam na klucz. - .. tą Czarną Magią. - Harry zaśmiał się i powoli zaczął przechylać się ku mojej twarzy. Kiedy jego usta dokonały mojego, rozpalonego przez jego wcześniejszy dotyk, policzka, próbowałam walczyć z sobą, aby nie zamknąć powiek i oddać się tej chwili, która trwała za krótko.
-Na razie, Hopy. - Wyszeptał do ucha powodując ciarki rozchodzące się w dół mojego kręgosłupa. Z gracją oddalając się ode mnie, oczywiście nie potknął się (ani mi się śni!), gdzie ja bym zrobiła to co najmniej trzy razy. Obserwowałam jak ponownie siada na miejscu kierowcy i posyłając mi ostatnie radosne spojrzenie odjechał, tylko po to, żeby zostawić mnie z moimi problemami.