piątek, 17 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 07 „Miło."

-Co Ty tutaj robisz?
-Mogłabym zapytać o to samo.- Powiedziałam i sięgnęłam do torebki po mój telefon.- Możesz nie świecić mi tym w oczy?- Spytałam, kim Harry by nie był. Nie chce, żeby świecił mi ekranem prosto w oczy.
-Jasne. - Powiedział i zablokował swój telefon. Jęknęłam zirytowana, nie chodziło mi, żeby całkiem go zgasił. Wyciągając swój własny telefon, szybko włączyłam opcje latarki, która od razu oświetliła całe pomieszczenie. Pokój pomalowany był na ciemny odcień czerwieni i nie był zbyt wielki. Miał może dziesięć metrów kwadratowych. Po stronie przeciwnej do drzwi, przy których stałam, był ustawiony długi stolik, a na nim metalowe tace, w środku nich jak podejrzewam jedzenie. Kiedy chciałam chwycić za klamkę w drzwiach okazało się, że jej... nie ma?
-Chyba sobie tutaj posiedzimy.- Stwierdziłam i usiadłam na jednym z krzeseł przy stoliku. Telefon rzuciłam na tył stolika, tak aby oświetlał jak największą cześć pomieszczenia. Chłopak z poczuciem bezradności opadł na ziemię, zjeżając plecami po ścianie, zgiął kolana i położył na nich swoje dłonie.
  Po kilku minutach w ciszy jaka nas dzieliła usłyszeliśmy głos Louise dochodzący z..... głośników? Szybko spojrzał w góry kąt po prawej stronie pokoju. Rzeczywiście, tam jest głośnik.
-Jak się trzymacie, kochani?- Spytała.
-Louise, do cholery, gdzie jesteście?- Odpowiedziałam pytaniem jakie pierwsze przyszło mi do głowy.
-Jesteśmy za ścianą. - Odpowiedział tym razem Tom.
-Dzięki Bogu!- Uradowana wypuściłam powietrze z płuc, nieświadoma, że wstrzymywałam w ogóle oddech.
-Och, nie śpiesz się z podziękowaniami. - Wtrącił szybko. - Zostaniecie tam jeszcze przed chwilę. Spróbujcie może jakiegoś jedzenia...
-Co wy w tym czasie będziecie robić?- Odezwał się Harry wstając z podłogi.
-Cóż.. na dole jest normalna restauracja, pójdziemy coś zjeść. Nie martwcie się, przyjdziemy za godzinkę zobaczyć co u was słychać. Błagam, bądźcie grzeczni.


 Więc... siedzimy już dobre dziesięć minut w ciszy po rozmowie z Tom'em i Lou. Nie wiem co oni chcą zrobić, ale szczerze? Nie obchodzi mnie to. Hope jest tutaj i mam okazje z nią porozmawiać. „Więc czemu siedzisz i nic nie mówisz, debilu?" Odezwała się moja podświadomość. „Rozmowa głównie polega na gadaniu." Dosięgłem wino, które leżało na stoliku.
-Napijesz się?- Spytałem.
-Nie jestem jeszcze pełnoletnia.
-Napijesz się?- Spytałem ponownie. Fakt, że nie jest pełnoletnia, nie oznacza, że nie może napić się trochę alkoholu. Nie chce jej spić czy coś, ale na tym stoliku nie ma żadnego innego napoju.
-Tak, z chęcią.- Odpowiedziała, lekko się uśmiechając. Chwyciłem kieliszek i wlałem do jego połowy białego wina, tak samo zrobiłem z drugim kieliszkiem.
-Za mile spędzony czas?- Zapytała, na co z chichotem się zgodziłem.
-Za mile spędzony czas.- Kieliszek dotknął moich warg. Lekko przechylając go do góry spojrzałem na Hope, która zrobiła mały łyk i odstawiła kieliszek na stolik obok nas.
-Mm, dobry.- Powiedziałem i jeszcze raz chwyciłem butelkę z winem. - rocznik '99... i mam bladego pojęcia, co może to oznaczać. - Stwierdziłem z poważnym tonem, na co dziewczyna wybuchnęła śmiechem. Rozmawiając już kilka minut zeszło na temat w jaki sposób się tutaj znaleźliśmy. To, że oba pomysły były podobne nie powinno być zaskakujące. Tom w czasie, kiedy rzekomo stał w korku, tak naprawdę był w drodze do Hope. 
-Nie wierzę!- Krzyknęła Hope rzucając delikatnie dłonie w powietrze.- Jak już się stąd wydostaniemy, przysięgam, że nie będę się do nich odzywać przez miesiąc!
-Oj tam, nie marudź. Mogło być o wiele gorzej, mogli zamknąć nas osobno w chłodni, a nam przypał porządny pokój z jedzeniem i piciem.
 -Z jedzeniem i alkoholem. -Dumnie mnie poprawiła.
-Racja...- „Właśnie jedzenie" Pomyślałem.- Zjemy coś?
-Okej. -Hope wzruszyła ramionami. Kiedy chciałem zacząć otwierać pierwszą tace, nagle mnie olśniło. Szybko chwyciłem telefon Hope, który leżał na stole i oświetlał cały pokój. Kiedy dziewczyna chciała zareagować i się, jak przypuszczam, sprzeciwić, ja zdążyłem wyłączyć opcje latarki. Dziwny telefon... nie chodzi o model, bo samsung jest w porządku, ale jestem przekonany, że język jaki był zapisany w ustawieniach to nie angielski.
-Co Ty robisz? - Spytała, gdy było już całkowicie ciemno.
-W końcu po to stworzono ten pokój. Aby jeść po ciemku i skupić się na smaku.


  Mimowolnie się uśmiechnęłam. Miałam świadomość, że Harry tego nie zauważy. I dobrze.
-Cóż... podoba mi się ten pomysł.
-Serio? - Spytał z nutką niedowierzania w głosie.
-Tak, naprawdę. - Chcąc, aby uwierzył do końca w moje słowa, ręką namacałam na stoliku tacę i otworzyłam ją. Chwyciłam coś co okazało się być wysokim, lecz niezbyt dużym pucharkiem. Wolną dłonią wzięłam łyżeczkę, którą widziałam na stoliku, gdy jeszcze w pokoju można było coś zobaczyć z pomocą latarki w moim telefonie, który nawiasem mówiąc znajdował się teraz w rękach Lokowatego. Powodzenia dla niego, jeśli chce coś tam wygrzebać, ustawiony język to mój ojczysty polski. Nabierając na łyżkę coś co znajdowało się w pucharku, zamknęłam oczy, co jest bezsensu, bo i tak jest ciemno jak w... nocy, następnie otworzyłam usta i moment potem poczułam coś puchatego na języku. Chwilę potem rozpoznałam smak.
-Mmm, musisz tego spróbować.- Powiedziałam zachwycając się smakiem,jak się okazało, deseru.
-Co to jest?- Spytał i po dźwięku obijanych o siebie metalowej łyżeczki ze szkłem mogłam wywnioskować, że zaraz spróbuje tego co jest w środku pucharka. Moje przypuszczenie okazały się jak najbardziej trafne, bo chwilę później chłopak jęknął, pokazując jak bardzo mu smakuje. „Hmm, mogłabym się przyzwyczaić do tego dźwięku... " Marzyłam w myślach.
-Czekolada z mleczkiem i serkiem....
-Serkiem Mascarpone.- Przerwałam mu i dokończyłam. - Lecz nie uważasz, że czekolada to batonik Mars?
-W sumie.. - Wziął jeszcze jedną porcje deseru na łyżeczkę.- .. masz racje, ale mało mnie to obchodzi, jeśli to jest tak dobre.
Zachichotałam i wykorzystując ciemną sytuacje, uśmiechnęłam się szeroko.
 Kilka minut później skończyliśmy nasz deser na pierwszej tacy. Kiedy chciałam już otworzyć drugą tacę zatrzymał mnie głos Harry'ego.
-A,a. Mam nowy plan.
-Co znowu?
-Hej, jak dotąd podobały ci się moje pomysły.
-Tak, ale każdy nowy powiększa mój strach.- Powiedziałam i  przez chwilę w pokoju pionowała cisza.
-Dobra! Okej, masz racje. - Powiedział i mogłabym przysądź, że podnosi ręce do góry w celu  „obronnym".- Lecz tym razem nie ma się o co bać.
-Mów, przecież i tak nie mam nic innego do roboty tutaj.
-Lubię Twoje optymistycznie i za razem dramatyczne nastawienie.
-Cholera, Harry! - Podniosłam głos.- Mów do rzeczy.
-Dobra, dobra! Więc... Co powiesz na to, żebyśmy zgadywali jakie składki są dodane do każdej następnej potrawy pod tymi pokrywkami? Jeśli zgadniesz, zadajesz mi pytanie, na które muszę odpowiedzieć.
-A co jeśli nie zgadnę?
-Cóż... wtedy ja zadam Tobie pytanie dodatkowe.
- Okej, wszystko ok. Tylko pozostaje kwestia tego skąd będziemy wiedzieli jakie rzeczywiście są dodane składniki.
-Na tacy jest kartka i tam jest to wypisane. Mogę świecić telefonem i sprawdzać.
-To nie będzie fair. Przeczytasz kolejne składniki i będziesz wiedział co powiedzieć.
-Okej, więc może... zostały nam jeszcze cztery nie ruszone tace. Było pięć, ale jeden deser zjedliśmy, więc pozostaje nam odgadnięcie po 2 na głowę, spoko?
-Dla rozjaśnienia. Po ciemku jem danie z tacy i mam zgadnąć składniki. Jeśli zgadnę zadaje pytanie na jakie musisz szczerze odpowiedzieć, a jeśli powiem coś źle to Ty zadajesz mi pytanie i mam taki sam obowiązek na nie odpowiedzieć, tak?
-Właśnie tak, mądra dziewczynka z Ciebie.
-Ty zaczynasz. - Powiedziałam szybko.
-Skoro nalegasz....
 Harry oddał mi mój telefon i po przeczytaniu składników mogę spokojnie stwierdzić, że jego daniem jest jakiś placek z nadzieniem. I muszę z przykrością powiedzieć, pachnie cudownie.
-Możemy zaczynać? - Spytałam.
-Tak, tak. - Odpowiedział i jak sądzę wziął pierwszy kęs potrawy do ust.- Hm.. mąka.
-Hej, to nie zasługuje, żeby zadać pytanie.
-Okej, zgadzam się... więc: mąka, jajko, sól, woda. Starczy?
-Odpowiedź poprawna. Jedziesz z pytaniem.
-Kiedy, no wiesz.. odwiozłem Cię do domu i weszła Twoja mama... Czy miałaś potem jakieś problemy? Mówiła coś o mnie? Może chciała....
-Hej, nie zapędzaj się z tymi pytaniami. W sumie... Potem zaskakująco nie miałam żadnym problemów.
-T-to dobrze.
-Teraz powiedź kolejny składnik. - Popędziłam go.
-Hm.. Cebula i papryka?- Powiedział, a może bardziej spytał.
-Brawo, Styles. Kolejne pytanie, dajesz.
-Czemu fotografia?
-Cóż... um, lubię to. Reżyserstwo i fotografia to moja pasja, zawsze chciałam to robić. - Odpowiadam szczerze.
-Reżyserstwo? Nie wspominałaś o tym.
-Nie znamy się zbyt długo, nie sądzisz? A teraz nie zmieniaj tematu, składnik.
-Ser żółty. - Powiedział i ja dla pewności, poświeciłam ekranem telefonu na papierek z składnikami, który trzymałam.
-Dobry jesteś w te klocki. Pytanie.
-Więc reżyserstwo, tak? Co powiesz na to, żeby wpaść plan naszego następnego teledysku?
-Sama nie wiem... po za tym, to miały być pytania, a nie propozycje.
-To jest pytanie z propozycją.
-Wszystko jedno. - Odpowiedziałam wymijająco. - Jeśli tylko sprawi, że poczujesz się dobrze.
-Poczuje się tak, jeśli naprawdę przyjdziesz.
-Okej, okej. Kiedy i do jakiej piosenki będziecie go nagrywać.- Powiedziałam bez emocji, choć w duchu cieszyłam się jak mała dziewczynka, kiedy dostanie nową zabawkę. Plan nagraniowy. Nowy Teledysk. One Direction. Harry. „Mogę umierać" Pomyślałam w odpowiedzi na wszystkie moje myśli, krążące po mojej głowie.



-Czwarte pytanie dla mnie. Zawsze wiedziałam, że jestem w tym dobra! - Powiedziałam uśmiechając się.
-Tak, tak. Nie przechwalaj się tylko po prostu zadaj pytanie, Hope.
-Czemu śpiewanie? - Spytałam. Było to zupełnie podobne pytanie jakie on zadał mi kilkanaście minut temu. Chciałam wiedzieć czemu wybrał śpiewanie, czemu to jest właśnie TO coś co kocha robić.
-To jest to co zawsze było przy mnie. Muzyka i śpiewanie. Kiedy wiedziałem, że umiem no wiesz.. śpiewać i nie fałszować moi bliscy wspierali mnie, aby pokazał to szerszej publiczności. Gdy to zrobiłem i ludziom się to.. cóż... spodobało i wtedy miałem pewność, że potrafię to robić.
-Wtedy poszedłeś do X Factor'a?
-Składnik. - Upomniał.
-Hmm...- Wzięłam do ust jeszcze jeden kęs potrawy, który był na stoliku przede mną. Dobrze wiedziałasm co jest na talerzu. Grecka Moussaka.- Bakłażan i smażone ziemniaki.
-Ugh, jesteś w tym zbyt dobra. Jakie było pytanie?
-Pokazałeś swój talent publiczności, czyli poszedłeś do X Factor'a?
-Um... tak i nie. Najpierw w moim rodzinnym mieście starałem się uczestniczyć w małych występach, z kumplami nawet założyliśmy kapele. Do X Factor'a poszedłem sam, jako solista i miałem 15 lat* i resztę już chyba znasz.
-Nie, nie znam. Opowiesz?- Ciągnęłam dalej temat. Zawsze chciałam wiedzieć coś o tym. Zawsze... Tak, właśnie sama przed sobą przyznałam, że po prostu zmusiłam się zapomnieć o swoich idolach, jako fanka, ponieważ uważałam, że to nie ma przyszłości. Uznałam, że nigdy nie poznałabym ich tak, jak ja chciałabym poznać, kim dla nich chciałabym być, a jednak... „Jak głupia musiałam być?!" Krzyczałam na siebie w myślach. To nie znaczy również, że znowu zostałam ich wierną fanką. Za dużo przepadło, żeby móc naprawić to.
-Może kiedyś.- Odpowiedział wymijająco. „Nie chce o tym rozmawiać?" Myślałam. „Dlaczego?"- Teraz kolejny składnik.
-Przecier pomidorowy. Tak więc, moje kolejne pytani to...
-Kto powiedział, że to poprawna odpowiedź?- Zapytał. „Co?!"
-Co masz na myśli?
-Nie ma żadnego przecieru pomidorowego w twoim daniu.
-Co?!- Spytałam zdezorientowana. W nagłym przypływie odwagi, wstałam i po ciemku wyznaczyłam kierunek, w którym podążyłam. Kiedy przeszłam nie więcej niż trzy kroki potknęłam się. Potem wszystko działo się bardzo szybko. Gotowa na upadek, zamknęłam mocno oczy i odruchowo wyciągam ręce przed siebie, aby złagodzić ewentualny ból...  lecz nie upadłam. Nie na ziemię. Upadek był zaskakująco mało bolesny i delikatny. Poczułam ramiona i silne dłonie oplatające moją talię. Otwierając oczy zobaczyłam jak Harry wpatruje się we mnie. Był tak blisko... Zdając sobie sprawę w jakiej sytuacji się znajduje momentalnie mój oddech przyspieszył, serce zaczęło pracować kilka razy szybciej, dłonie, spoczywające bezpiecznie na piersi i torsie Harry'ego, zaczęły się pocić i lekko trząść. Moje usta delikatnie dotykały jego. Wydawać się mogło, że świat beztrosko zatrzymał się na moment. Po mino ciemności był tak blisko, że mogłam zobaczyć jego twarz. Skupiona na jego wzroku, zobaczyłam jak na sekundę odrywa go w dół, na nasze prawie połączone w jedność usta. Poruszył się nieznacznie, rozchylając swoje usta i zamykając powoli powieki. Ja zrobiłam bardzo podobny ruch, chcąc po prostu być coraz bliżej. Kiedy nasze wargi prawie się spotkały, usłyszałam dźwięk otwierającego zamka. Reszta świata wróciła i ja od razu odsunęłam się o Harry'ego. Odwróciłam się w jego stronę i szybko wyszeptałam „Przepraszam, to nie powinno się zdarzyć." Nie wracając uwagi na jego odpowiedź czekałam, aż w końcu te przeklęte drzwi się otworzą.


 Światło wpadło do wcześniej ciemnego pokoju, przy okazji raniąc moje oczy. To co przed chwilą się zdarzyło, ale zostało przerwane było takie cudowne, że ktoś kto nam raczył przeszkodzić musi mieć naprawdę cholernie poważny powód. Do pokoju wpadła Louise, wyglądała na... zdenerwowaną?
-Hope, zbieraj się! - Powiedziała szybko.
-Co? Czemu? Co się dzieje?- Zapytała odruchowo Hope. Dopiero teraz zobaczyłem jaką piękną sukienkę ma na sobie. Czarna, zwykła sukienka, która pasowała do niej idealnie.
-Powiedziałaś mamie, że idziesz na imprezę? - Spytała blondynka.
-Właściwie to nie do końca...
-Dokładnie. Dzwoniła do mnie. Mogłaś mnie wtajemniczyć w Twoje plany.
-Zrobiłabym to, gdybyśmy naprawdę byli na imprezie, a nie na kolacji w ciemnym pokoju.
-Dobra, nieważne, okej? Zbieraj się. Twoja matka jedzie do domu, jeśli nie będziesz tam za kilka minut, zabije Cię i mnie przy okazji.
-Kurwa.- Syknęła przez zęby i zaczęła szukać telefonu. Był on po mojej stronie stolika, więc po prostu podałem go jej. Ona szybko go chwyciła, wrzuciła do torebki, którą już trzymała w ręku i w ruchu jej warg, które jeszcze jakiś czas temu były tak blisko moich, mogłem wyczytać „przepraszam, bardzo przepraszam". Kilka sekund później wyszła z pokoju tuż przed Louise, która wyrwała z ręki Tom'a, stojącego czasy czas przy drzwiach, kluczyki do auta. Gdy obie dziewczyny znikły za drzwiami, Tom wysłał mi spojrzenie, z którego nie mogłem nic wyczytać.. a może współczucie? Nieważne. Zerwałem się z krzesła i podbiegłem szybko do drzwi, wychodząc przez nie byłem na korytarzu i nie zobaczyłem tam nikogo, kto by mnie teraz interesował. Przebiegłem krótki korytarz, którym już szedłem z Louise kilkanaście minut temu. Po biegu przez dwa kolejne zakręty w końcu zobaczyłem Hope...i Louise, oczywiście. Nagle w moim ciele zebrało się więcej siły i szybko znalazłem się przy dziewczynach. Łapiąc Hope za nadgarstek, szybko i delikatnie obróciłem ją w moją stronę. Popatrzyła się na mnie jak na ostatniego idiotkę, debila? Nieważne, dopóki to spojrzenie będzie należało do niej, może patrzyć na mnie w jaki sposób tylko zapragnie. Prostując się, nawet nie zdałem sobie sprawy, że przez ten krótki bieg jestem zmęczony. Całkowicie nie mam kondycji. Kiedyś muszę to zmienić. Uśmiechnąłem się do Hope, na co jej poliki przybrały kształt dwóch okrągłych bułeczek. Urocze.
-Nie ma za co. - Powiedziałem przechylając się w jej stronę i złożyłem lekki całus na jednym z jej pulchnych polików.
Chwilę później Louise, pociągła ją w stronę wyjścia. Patrzyłem przez szklane drzwi jak wsiadają do auta i sekundy potem nie było ich w zasięgu mojego wzroku. Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem i poszedłem w stronę pokoju, gdzie zapewne czekał na mnie Tom. „Wpakowałem się w duże.. wielkie... ogromne i piękne kłopoty." Rozmyślałem idąc korytarzem. 



Przez całą drogę do domu Louise nie odzywała się, może była zła na mnie? Nieważne. Nie rozmyślałam nad tym zbyt długo, bo cały czas czułam cholernie przyjemne ściskanie w brzuchu. Czułam się jakby ktoś rzucił na mnie magiczne zaklęcie. Możliwe, że czarodziejem okazał się Harry. Gdy zobaczyłam go na korytarzu, zmęczonego wiedziałam, że musiał biec, aby dogonić mnie i Lou. Wtedy mój brzuch wywinął obrót o całe 360 stopni, a dodając jeszcze oliwy do ognia, gdy delikatnie ucałował mój policzek, zrobiło mi się ciepło na sercu? Czy można to tak opisać? Nie mam pojęcia, nigdy jeszcze nie czułam tak silnego ucisku. Po mino mocy, jaką miał on w sobie, był przyjemny i gdybym mogła wybierać nigdy bym się z nim nie rozstała. Niestety widząc moją matkę przed domem, wszystkie miłe uczucia nagle się zatrzymały i schowały gdzieś w środku, a na ich miejsce przyszedł strach, niepokój i przede wszystkim złość i zdenerwowanie.Chcąc wysiąść z samochodu poczułam dłoń Louise na moim ramieniu. Obróciłam się twarzą w jej kierunku, starając się, aby wyraz mojej twarzy nie zdradzał tego co czuje w środku. Dziewczyna posłała mi lekki uśmiech.
-Powodzenia, Hope. Pamiętaj, że każdy kiedyś uciekał z domu.- „Każdy?" Podsunęła moja podświadomość. „Wydaje się, że każdy minus moja kochana mamusia."
-Jesteś na mnie zła?- Spytałam.
-Oczywiście, że nie. To po części i moja wina, więc nie byłoby w porządku, jeśli cała wina była by na Twoich ramionach.
-Dziękuje, jesteś najlepsza. - Powiedziałam i szybko ją przytuliłam. Nie ukrywam, dodało mi to trochę siły. Wysiadając z samochodu, zobaczyłam widocznie wyczekującą matkę.
-Dobrze się bawiłaś?- Spytała na przywitanie z dodatkiem jej stałej gadki.
-Właściwie to świetnie. Dzięki, że pytasz.
-Wchodź do domu. NATYCHMIAST!- Prawie krzyczała, ale jestem pewna, że przy widocznej obecności Louise w samochodzie powstrzymywała się. Jedno jest pewne, nie bałam się jej. Bardziej bałam się swojej reakcji na jej słowa. Nie uderzy mnie, bynajmniej nie mocno. Nie z taką siłą, jakiej nie miała oczywiście, aby stałoby mi się coś poważnego.
-CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! - Krzyknęła głośno zaraz po przekroczeniu progu domu. Zirytowana jęknęłam, kolejna z zapamiętanych śpiewek. - No dalej, tłumacz się!
-Nie muszę ci nic mówić! To nie swój interes!
-Owszem mój. Myślisz, że co? Taka dorosła już jesteś?
-Och, zamknij się już!
-Zobaczysz ktoś Cię w końcu złapie i zrobi nie wiadomo co! To nie Polska! TO LONDYN! Tutaj na każdym rogu są zboczeńce, którzy tylko szukają takich jak ty! Co ty w ogóle masz na sobie?
-Sukienkę, a na co to wygląda? -Odparłam. Do czegokolwiek ona by nie zmierzała, nie zmieni mnie to, ani jej nie posłucham. Po prostu przeczekam, aż się kobieta wygada.
-Wyglądasz jak suka. - „Auć. Ok. To już za dużo, nawet jak na nią." Pomyślałam. - I czy ty masz na sobie biustonosz?!
-Więc wychodzi na to, że twoja córka jest suką. Jeszcze coś masz mi ciekawego do powiedzenia? - Spytałam retorycznie.
-A jak myślisz? Oczywiście, że masz karę. Na tydzień.
-Ta, ta. Idę do siebie.
-Nie tak szybko. Zdajesz sobie sprawę, że musiałam wyjść z banku? Muszę tak wrócić. Jeśli wyjdziesz z domu..
-Nie wyjdę. - Przerwałam jej gadanie.- Zepsułam mi już cały wieczór. Nigdzie nie pójdę. - Nie czekając na jej odpowiedź szybko pobiegłam po schodach do mojego pokoju. Kiedy zamknęłam go na klucz, szybko znalazłam duży T-shirt, starą koszulę i jakieś szorty, następnie poszłam wziąć krótki prysznic.
 Wychodząc z zaparowanej łazienki, ręcznikiem zbierałam nadmiar wody w moich włosach, próbując je wysuszyć. Usiadłam na moim łóżku i kiedy stwierdziłam, że są wystarczająco wilgotne, aby nie zmoczyły moich poduszek, położyłam się na całej długości łóżka rozmyślając nad dzisiejszym dniem. Prawie pocałowałam Harry'ego Styles'a. „Jasna cholera, to działo się naprawdę!" Podniosłam moją prawą dłoń i delikatnie dotknęłam nią lewego policzka. Jeszcze godzinę temu spoczywały na nich wargi Harry'ego. Czy śmieszne będzie powiedzenie, że nadal czuje te lekkie muśniecie na skórze? Chyba tak, ale nie dbam o to. To było tak przyjemne i jest tak cudownie wspominane, że już nawet nie pamiętam całej rozmowy z matką. Znowu poczułam to dziwne ściskanie w żołądku. Potrafi ono być przyjemne, dać wrażenie, że mogę się unosić nad ziemią, ale również bolesne, tak bardzo, że nie chce, aby trwało ani sekundę dłużej. Dziś, teraz czułam to pierwsze uczucie, co jest bardzo miłą odmianą tego codziennego bólu. Uczucie i ból. Nie potrzebowałam współczucia, jakie mi chciano mi podarować. Nie chciałam widzieć jak ktoś cierpi, przeze mnie, nie chciałam by ktoś próbował wyrwać mnie z bólu. Potrzebowałam uczucia, aby się go pozbyć.
 Moje rozmyślenia przerwał dźwięk, jak mogłam się spodziewać wydobywający się z mojego telefonu. Leniwie przeciągnęłam się na drugi koniec łóżka, aby dosięgnąć do torebki. Dźwięk nie ustawał, więc wiedziałam, że ktoś do mnie dzwoni. Odblokowując go, zauważyłam ikonkę małej koperty w górnym rogu, przez co nie zauważyłam kto dzwoni, zanim odebrał połączenie.
-Słucham?
-Gdzie jesteś?- Słyszałam głos mojej matki, miło.
-W domu, właśnie wyszłam z łazienki i kładę się spać. - Odpowiedziałam i się rozłączyłam. Tyle w temacie. Postanowiłam sprawdzić wcześniej wspomnianą wiadomość. Na wyświetlaczu pojawiła się jej treść.

Od: Nieznajomy (76 43....)
    Jak tam? Miałaś kłopoty? H.x

Szybko wystukałam na ekranie szereg kolejnych liter składającą się w całości w odpowiedź na sms.

Do: Nieznajomy (76 43....)
       H? Harry? Skąd masz mój numer?                              


Od: Nieznajomy (76 43....)
      Tak, to ja. Od Tom'a. To jak? Miałaś kłopoty?







Do: Harry! 
     Nie, aż tak wielkie, jakie byś mógł sobie wyobrażać. Jest w porządku. 

Od: Harry!
      To się cieszę. Mama w domu?

Do: Harry!
     Nie, ale jakie to ma znaczenie? lol

O co mu chodzi?

Od: Harry!
      Świetnie. Jestem na dole, wpuścisz mnie? 

Po przeczytaniu wiadomości niemal spadłam z łóżka, szybko kierując się w stronę okna.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz