Szliśmy przez parking i po chwili znaleźliśmy się na piasku koło jeziora. Harry polecił, żebym ściągnęła buty, więc szybko to zrobiłam. Po chwili trzymałam białe trampki w dłoni i czekałam, aż Harry dokończy robić to samo. Kiedy był już na odpowiednim poziomie gestem pokazał, abym znowu położyła jedną wolną rękę na jego ramieniu. Zrobiłam to i zaczęliśmy iść po przez ciągnącą się plaże. Nie rozmawialiśmy tylko szliśmy przez siebie. Po między nami panowała przyjemna cisza. Nie było tutaj absolutnie nikogo, tylko nasza dwójka. Spojrzałam na niebo i zobaczyłam pełno srebrno świecących się gwiazd. Było ich pełno. Mogłabym przypatrywać się w nie, pozornie bez sensu, przez większość mojego życia. Nie wiem co sprawia, że tak sądzę, ale myślę, że są piękne. Księżyc, który święci po między nimi tylko dodatkowo dodaje uroku. Spojrzałam na jezioro i na tafli wody odpijał się jego blask. Delikatne fale stworzone przez chłodny wiatr, tworzyły piękną mozaikę. Stanęłam szybko jak wryta i sięgam do torebki po aparat. Po prostu musiałam uwiecznić ten widok, musiałam. Harry nic nie mówiąc stanął i czekał. Kiedy zrobiłam już zdjęcie on uśmiechnięty stanął w kadr i podpowiedział, aby też zrobiła mu zdjęcie. Wykonałam to polecenie i szybko przewiesiłam schowałam aparat. Kontynuując nasz spacer Harry po chwili stanął i zaproponował, abyśmy usiedli. Dopiero w chwili kiedy ściągnął jeansową kurtę zauważyłam w co był cały czas ubrany. Na nogach miał założone zwykłe, czarne jeansy, na stopach miałby szaro-czarno-granatowe air-maxy, bo ściągnął je w momencie, gdy weszliśmy na plaże. Od pasa w górę jego tors przykrywał biały T-shirt i na to nałożył czerwoną koszulę w kratę. Jego ramiona dodatkowo przykrywałaby jasno błękitna jeasnowa kurtka, gdyby właśnie nie rozłożyłby jej na piasku. Gestem ręki pokazał mi, żeby na mnie usiadła, co zrobiłam, uśmiechem dziękując. Harry po chwili usiadł na niej obok mnie. Zgiął kolana w połowie i dłońmi podparł się za naszymi plecami, ja usiadłam po turecku i dalej zauroczona wpatrywałam się gwiazdy, księżyc i jezioro, no czasem również ciągnący się za nim ciemny las. Światło księżyca rozświetlało sobą całą najbliższą okolice, było tutaj tak pięknie. Chciałabym móc zostać tutaj na zawsze. Nie martwiąc się o jutro, nie przejmując się nikim, będąc szczęśliwa, oglądając cudowne gwiazdy.
-Popatrz.- Harry wskazał na gwiazdy. - Tam. Wielki wóz. Widzisz?
-Tak, widzę. - Odpowiedziałam uśmiechając się.
-O! A tam..- Znowu wskazał gwiazdę na niebie.- ... jest gwiazda polarna.
-Wow! Znasz się na gwiazdozbiorze? -Zapytałam zaintrygowana.
-Tylko trochę.- Wzruszył ramionami.
-Super! Wytłumaczysz mi czy się różni mały wóz od dużego? Zawsze mnie to ciekawiło.
-Cóż, mogę ci to wytłumaczyć po mojemu..
-Okej. - Uśmiechnęłam się delikatnie. Harry to odwzajemnił i zaczął opowiadać.
-Wielki wóź składa się z czterech gwiazd układając się w koszyk w kształcie trapezu z większym bokiem u góry. Gwiazda w dłuższym boku najbardziej wychodząca w lewo i przyczepione do niej dwie gwiazdy w górę, następnie jedna schodząca w dół tworzą dopełnienie wielkiego wozu. Rozumiesz?
-Hm, tak. To ten kształt, który znałam. A mały wóz, czym on się różni?
- Jest odwrócony, powiedziałbym raczej, że bardziej wykrzywiony. Koszyk wygląda tak samo, tylko gwiazdy z niego wychodzące ciągną się w góry na dół bardziej w zaokrąglonym ciągu i ostatnią jest gwiazda polarna.
-Więc tutaj też jest mał....
-Nie wiem. Nie widzę go tutaj. -Przerwał mi.- Widzę tylko wielki wóz i....- Zachichotał, a ja spojrzałam na niego. Przyglądaj mi się. -... chyba już będzie mi tylko przypominać ten wieczór.
-Cóż... to miłe i po za tym...- Nie dokończyłam tylko wyciągałam prostą rękę przed siebie. Pokazałam palcem Harry'emu miejsce na moim wewnętrznym ramieniu, tuż nad kończącym się przedramieniu. Przyglądał się moim poczynaniom, kiedy zaczęłam palcem zaznać na skórze wzór, właściwie to wodząc palcem po linii wyznaczonej przez moje pieprzyki. Kształtem przypominały wspomniany przez Harry;ego koszyk i wychodzącą z niego linię. Wielki wóź.
-To jest jak tatuaż! -Zaśmiał się, gdy zrozumiał co chciałam mu pokazać.
-Teraz tak.- Również zachichotałam wzruszając ramionami.
-To bardziej znamię, ale możemy mówić, że to tatuaż. -Uśmiechnął się promienie w moim kierunku.
-Teraz ma to znaczenie, więc tak, mogę otwarcie powiedzieć, że mam swój pierwszy tatuaż.- Wyszczerzyłam się głupio.- Zawsze chciałam mieć jeden.
-Tak?- Spytał unosząc brwi.
-Mhm.- Przytaknęłam.
-Gdy skończysz osiemnastkę będziesz mogła to zrobić.
-Po co? Przecież mam już jeden.
-Cóż... może następnym razem,będzie on z prawdziwego tuszu.
-Może... chyba, że będę się bała zrobić go. No wiesz, to chyba boli.
-Nie całkiem.- Pokręcił głową.- To dość przyjemny ból i czasem w ogóle nie boli.
-Masz kilka?- Spytałam. Za moich czasów miał, więc....
-Tak. Kiedyś ci o nich opowiem.- Powiedział lekko szturchając mnie w brzuch.
-Okej. - Mruknęłam. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, lecz on znowu ją przerwał.
-Mogę Cię o coś zapytać?- Spytał. Hmmm
-W jakim temacie konkretnie?- Odpowiedział pytająco. Nie mogę się w nic wkopać! Nie tu.. Nie z nim.
-O Twoją mamę.
-Och...- „NIE!"
-Nie musisz odpowiedzieć, jeśli nie chcesz, ale co jest po między wami?
-Co masz na myśli?
-W-wiem, że Twój tata nie żyje. Przykro mi, Hope. Czemu nie jesteś z swoją mamą bliżej?
-Ona... ja.... sama nie wiem, Harry. Ona pracuje, po przeprowadzce tutaj, nie ma dla mnie czasu i szczerze mówiąc pasuje mi to. Nie chce być z nią bliżej, chyba nie potrafiłabym.
-Dlaczego? - Spytał. Nie mów mu. Nie mów mu. Nie mów..... Och, pieprzyć to kurwa!
-Ona nigdy ze mną nie rozmawia. Nigdy, Harry. Gdy mieszkaliśmy w Polsce cały czas się mnie tylko czepiała, nie pozwalała mi na nic, trzymała mnie jak psa na smyczy! Podczas, kiedy sama nie umiała ułożyć swoich spraw. Kiedy dziadkowie odeszli i gdyby nie ja, nadal siedziałybyśmy tam. Moja siostra, gdy miała pierwszą lepszą okazje uciekła i szczerze mówiąc nie dziwie się jej. - Powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-No dobrze, rozumiem, ale... co teraz jest nie tak?- Spytał. Och..
-Nadal to samo.- Poczułam jak łza spływa mi po policzku. Och, nie.
-Co masz na myśli?- Spytał poważnie przyglądając się mi.
-Nadal widzi we mnie tylko najgorsze co robię. Czasem dla mnie to za dużo. Za dużo.- Wymamrotałam i pociągnęłam nosem. Nie będę płakać, jestem i zawsze byłam silniejsza od tego całego gówna. Poczułam silne ramiona ściskające mnie w uścisku. To... coś nowego. Och, tutaj jest tak wygodnie. W jego ramionach, znowu. Bezpiecznie. Miło. On pachnie zdecydowanie zbyt dobrze. Zbyt kojąco. Cholera, to mnie tak bardzo uspokaja.
-Czy jest ktoś kto pomaga ci w tej sytuacji?- Spytał po chwili. Pokręciłam przecząco głową, nie będąc pewna, czy mój głos nie zawiedzie mnie teraz.
-Chcę ci pomóc.- Powiedział cichutko. On chce......co?
-Dlaczego?- Wyszeptałam.
-Jesteś w potrzebie. Nie mogę przejść koło tego obojętnie. Jest coś, co chcesz mi jeszcze powiedzieć?
-Nie.- Odpowiedziałam krótko i położyłam zmęczoną głowę na jego ramieniu. Och, zbyt kojąco.
-Hope.- Ktoś lub coś szeptało delikatnie do mojego ucha.
-Hope, obudź się. -Poczułam dotyk na moich włosach. Nie, chce wracać spać!
-Hmmmm.- Wymamrotałam.
-Obudź się, Hope. Musimy wracać.- Usłyszałam. Och, nie! Nie chce wstawać. Śniłam, że jestem w ramionach Harry'ego. Tam było tak miłooooooooo.
-No dalej!- Znowu ten głos. Nie. Nie! Jeśli otworzę oczy, upadnę. Nie chce upadać, gdy Harry mnie trzyma. Niech nie puszcza już nigdy. Nigdy, proszę. Harry złap mnie, jeśli upadnę.
-To nie ma sensu. -Ktoś wymamrotał rozbawiono znudzony. Poczułam jak zostałam podniesiona do góry. Och, to się normalnie nie dzieję. Idę, och nie. Ktoś mnie niesie. Uśmiechnęłam się. To takie fajne. Wracając do rzeczywistości, otworzyłam oczy. Och, witam, twarzy Pana Styles'a. Naprawdę mnie trzyma. Nie da upaść.
-Dobry wieczór.- Wyszeptał uśmiechnięty.
-Um.. Cześć. -Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Dobrze się spało? Słodko wyglądałaś.
-Tak, bardzo dobrze. Ja... um, długo spałam?- Zapytałam patrząc się w jego oczy. Zielone. Szmaragdowe.
-Około godziny.
-O. Mój. Boże. Przepraszam, Harry. Mogłeś mnie obudzić.
-Słodko spałaś, nie mogłem.
-Przepraszam. -Wymamrotałam jeszcze raz.
-Hope, naprawdę nie ma za co. Dobrze było mi spędzić trochę czasu, na świeżym powietrzu. A teraz wskakuj do auta. - Powiedział i wyciągając rękę spod moich pleców. Automatycznie, nie myśląc zbyt długo, dla swojego bezpieczeństwa, dłońmi oplotłam jego szyje. Otworzył drzwi i delikatnie wsadził mnie do środka. - Zaczekaj tutaj, wrócę tylko po nasze rzeczy i wracam.
-Mogę pomóc. - Zaproponowałam.
-To nie miałoby sensu, bo przed chwilą Cię tutaj przyniosłem. Po za tym nie masz na sobie butów. Poczekaj, wrócę za kilka minut.
-Dobrze. -Przytaknęłam. Harry uśmiechnął się zwycięsko i zamykając drzwi poszedł z stronę plaży. Obejrzałam się przez okno. Hej! On też nie miał na sobie butów. Dobra, nie ważne. Jestem zbyt leniwa, żeby wyjść z tego auta. Z drugiej strony to przerażające zostawać tutaj sama. Dobra, Harry zaraz wróci. Więc, mówiąc o nim.... dowiedział się o moich kontaktach z matką. Popłakałam się przy nim, no prawie, to była jedna łza bezradności! Zwierzyłam się mu, a on? Chciał podać mi pomocną dłoń. Ok, nawet w moich wyobrażeniach tak nie wyglądało... tam było to w bardziej szarych kolorach. Na koniec usnęłam przy nim, och co za upokorzenie! Kilka minut później wrócił Harry. Przyniósł moją torebkę i buty trzymając w jednej ręce. To dziwne jak dużo umie nosić w jednej dłoni. W drugiej trzymał swoją kurtkę.
-Gdzie teraz jedziemy?- Spytałam, gdy jechał już drogą ciągnącą się przed nami.
-Na punkt widokowy.
-Znowu?
-Mhm. Gdy jest ciemno wygląda to trochę inaczej.- Odpowiedział uśmiechając się.
-Dobrze. - Mruknęłam cicho przykładając czoło do zimnej szyby. Nadal byłam zachęcona do spania. Dziwne spałam godzinę, ale jestem wypoczęta. Śpiąca, ale wypoczęta. Zarumieniłam się na myśl, że usnęłam w ramionach Harry'ego. Patrzył się na mnie? O matko! Musiałam wyglądać bardzo dziwnie! Myślę, że te jego ''słodko wyglądałaś" było tylko grzecznością, bo był miłym człowiekiem. Och.... Poczułam coraz mocniejsze ciepło na polikach, podczas gdy przypomniałam sobie jak zaniósł mnie do samochodu. Byłam ciężka! Mój zdecydowanie zbyt duży nastoletni tłuszczyk ważył o wiele za dużo! Tak, nazywam to tłuszczykiem, bo przecież co jak co, ale akceptowałam mój wygląd i nikt mi nie wmówi jak mam wyglądać i tym bardziej ile ważyć! Lecz co innego, gdy ktoś tak przystojny jak Harry mnie nosi! Jeszcze zakwasów dostanie, albo....
-Czemu się rumienisz? - Spytał Harry, stojąc przy otwartych drzwiach. Och, muszę zacząć uważniej się przypatrywać, gdzie jestem, gdy z nim jadę. W końcu mnie wywiezie do lasu i co wtedy?
-Myślałam tylko. - Odpowiedziałam cicho wzruszając ramionami. Miałam nadzieję, że nie usłyszy i zmienimy temat. Tak się nie stało.
-O czym?- Spytał po tym jak wyszłam z samochodu. Jak mu powiedzieć, że przepraszam za mój ciężar, który nosił w ramionach? Rozmyślałam idąc na przód samochodu.
-O... no, wiesz...
-Po prostu powiedź, Hope.- Powiedział przystając w środku drogi. Obróciłam się w jego stronę.
-Przepraszam, że musiałeś mnie nosić. Serio mogłeś mnie obudzić. -Odpowiedziałam na jednym wydechu. Harry zachichotał uśmiechając się pod nosem. Co go tak bardzo śmieszyło? Co za świn... Nie zdążyłam dokończyć zdania w moim myślach, bo Harry podbiegł do mnie. Wszystko działo się tak szybko, że mój mózg zapamiętywał tylko zdjęcia z urywkami szybkiej sytuacji. Poczucie rąk i zaciskających się ramion na moim kolanach. Pod nogami nic tylko powietrze. Szybki przerzut przez ramię. Och, nie. Zaczęłam krzyczeć, aby Harry postawił mnie na ziemi, ale on tylko się śmiał. Co za drań!
-Harry, mówię poważnie! Postaw mnie!
-Według życzenia. - Powiedział tajemniczo i poczułam jak lekko się pochyla. Pod moim tyłkiem znalazła się drewniana szczebelka. Asekuracyjnie złapałam obojczyki Harry'ego, kiedy przechylał mnie do przodu. Usiadłam na najwyżej barierce, stopy położyłam na niższej. Nadal trzymając się Harry'ego spojrzałam na niego. Uśmiechnął się pokazując dołeczki w policzkach. Dooooooołeczki. Notka dla siebie! Nie przeciągać w myślach słowa "dołeczki". Irytujące, nawet w moim umyśle.
-Nie jesteś ciężka. -Zrobił krok na przód.- Ani tym bardziej gruba.- Ciągnął dalej, patrząc prosto w moje oczy. Tak blisko. - Jesteś piękna, taka jaka jesteś. -Zbyt blisko. Przybliżał się bliżej, aż w końcu cmoknął mnie w policzek. Uśmiechnęłam się co odwzajemnił. Przeskoczył barierkę i usiadł na tym samym poziomie co ja. Przekręciłam się na drugą stronę i miałam przed sobą panoramę Londynu, lecz nie dałam jej zbyt dużej uwagi.
-Czy to bezpieczne? - Spytałam. Przed nami, znaczy się pięć/siedem metrów przed nami zaczynała się górka. Nie koniecznie uśmiecha mi się z niej spaść.
-Tak, na pewno. Siedziałem tutaj dużo razy i żyję jak żyłem. - Lekko uspokojona uśmiechnęłam się. Dziś dużo się uśmiecham. On daje powód do tego.- Nie akceptujesz siebie?- Spytał cicho patrząc się na swoje dłonie. Tak, Twoje paznokcie są interesujące, Haroldzie. Na pewno. Zawstydzał się? Niee, bo czego? Trudny temat? Troszkę. Zaniepokojenie? Może.
-Nie. - Odpowiedziałam prawie szeptem. - Wiem, że powinnam trochę zadbać o siebie, ale... lubię siebie i nie chciałabym być kimś innym. - Dodałam dumnie. Naprawdę, byłam dumna z tego, że polubiłam się taką jaką jestem. Po mino niedoskonałości, wszystkich problemów i sprzecznych uczuć.
-To super! - Odpowiedział radośnie, jakby spadło mu coś ciężkiego, co nie pozwalało się wnosić, z ramion.
-Hej!-Lekko szturchnęłam go łokciem w bok.- Co się dzieję?
-Nic, nic.. tak tylko czasem myślę. - Wzruszył ramionami.
-Czy Ty nie...
-Ja? Nie, ja się akceptuje. - Przerwał moje pytanie.- Chodzi mi o to...Ah..- Westchnął. - Z chłopcami śpiewamy te wszystkie piosenki o dziewczynach. I to wszystko... to prawda. Smuci mnie, gdy czasem dziewczyny nie wierzą jak piękne są. Chciałbym każdej wytłumaczyć jak wyjątkowa jest na swój sposób, a z moim stylem życia... to niemal niemożliwe. - Odpowiedział szeptem. Boże, gdzie chowasz takich mężczyzn?
-Harry, to niewykonalne dla każdego na ten planecie! Nigdy byś nie był w stanie wytłumaczyć tego każdej dziewczynie na świecie. - Uśmiechnęłam się delikatnie widząc, że się na mnie patrzy.- Robisz już i tak wystarczająco dużo. Zapytałeś się już kiedyś samego siebie jak wiele dziewczyn polubiło siebie? Właśnie dzięki TOBIE i chłopcom?
-Ja... nie. Nie zdawałem sobie z tego sprawy.- Powiedział spuszczając głowę w dół. Och, Harry. Szybko owinęłam dłonie wokół jego tali, mocno. Starając się dodać mu jak najwięcej otuchy. Miał tak duże i takie złote serce. Martwił się o te dziewczyny, których nie znał. Jak można zmieścić tak duże serce w takiej osobie jak on? Zacisnęłam powieki i dodałam siły do mojego szczelnego uścisku na tali chłopaka. Gdybyś mógł wiedzieć, że to właśnie dzięki Tobie mam tą pewność siebie... gdybyś tylko mógł wiedzieć.
-Hej, nie płacz, Hope.- Szczypnął i oddał ucisk. Nie zdawałam sobie sprawy, że po moim policzkach spływały łzy. Gdybyś tylko mógł wiedzieć. Uśmiechając się palcami wytarłam łzy.
-Jesteś najlepszym człowiekiem na tej planecie, Harry.- Powiedziałam szczerze.
-Nie mów tak, nie ma powodu....
-Jest! Harry, jest taki pieprzony powód. Uwierz w to! -Prawie krzyczałam.- Jesteś tak dobrym człowiekiem, jakiego można tylko chcieć szukać. -Jak mógł tego nie widzieć? Jak długo muszę obiecywać, żeby uwierzył w te słowa, jakie są prawdą? Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Muszę mu udowodnić to jak wspaniały jest. Nie widział tego....czemu?
-Zimno ci. Poczekaj tutaj. - Powiedział i podbiegł do swojego samochodu. Odpychając swoje myśli spojrzałam przed siebie. Panorama. Piękne oświetlone miasto. Poczułam ciepły materiał na ramionach. Harry. Obróciłam się i zobaczyłam jego lekki uśmiech pod nosem. Harry... Obiecuję, Harry.
Żadne z nas nie odezwało się ani słowem. Po między nami panowała cisza. Przed sobą mając piękną panoramę w świetle nocy. Wyglądało to cudownie. Światła. Coś wspaniałego. Aż trochę trudno uwierzyć ile życia jest teraz tam... w centrum. W dzień i w nocy, cały czas ten świat był ruchomy. Pozornie nie dałoby się go zatrzymać, ale... jednak. My zatrzymaliśmy. Na cały dzień. Zatrzymaliśmy się i poznaliśmy. Nie dużo, nie wyznaliśmy sobie swoich historii życia, lecz jednak coś jakby zbliżyło.
-Wracamy?- Spytałam cicho. Jakby każdy wyższy dźwięk był czymś nie do przeżycia.
-Okej.- Powiedział krótko i poskoczył przez barierkę. Chciałam się przekręcić i wstać, lecz poczułam ramiona wokół mojej talii. Nie protestowałam.
-Już zawsze będziesz mnie nosić?- Spytałam, wiedząc, że Harry idzie w kierunku samochodu.
-Jeśli nasza księżniczka, będzie miała taką potrzebę...- Przerwał patrząc mi w oczy.- Zawsze.- Dodał. Poczułam jak prawie się roztapiam w jego ramionach. „Potrzebuję uczuć." Przypominał mi umysł moje myśli sprzed kilku dni. Tak, potrzebuje uczuć, lecz nie współczucia. Wyzwaniem będzie rozróżniać te uczucia.
Spoglądając ostatni raz przez okno, pożegnałam się z widokiem panoramy.
-Nie żegnaj się zbyt czule z tym widokiem, niedługo może go odwiedzisz.
-To fajnie. - Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na jego słowa. Chciałam tu wrócić. Nie ważne o jakiej porze dnia.
-Polubiłaś to miejsce?- Spytał.
-Tak.
-To dobrze. - Uśmiechnął się.
-Czemu?
-Będziemy tutaj wracać.
-Och...
-Jeśli tego będziesz chciała, nie chce Cię zmuszać, ani nic no.- Plątał się mówiąc szybko. Urocze.
-Z wielką chęcią. - Zachichotałam radośnie.
Z czasem kiedy zaczynałam rozróżniać ulice, wiedziałam, że znajdujemy się w Londynie. Za moment zakończy się ten dzień. I pierwszy raz, od dawna skończy się dobrze. Święcie przekonana jestem, że nic nie będzie w stanie go zepsuć. Matka. Meteoryt...... ok, to może trochę, bo naprawdę miałam ochotę teraz żyć.
-No i jesteśmy. - Powiedział Harry, obracając się w moją stronę. Staliśmy przy drzwiach mojego domu.
-To był wspaniały dzień. - Powiedziałam uśmiechając się. Odwzajemnił ten gest.
-Dziękuje za niego. -Ukształtowały się doooooołeczki w jego policzkach. Och, znowu. Muszę przestać.
-Dziękuje, bardzo. -Dodałam ściągając jego kurtkę z ramion. W samochodzie bez nieuwagę zapomniałam o tym.
-Możesz ją wziąć.
-Jestem pod moim domem, nie będzie mi już potrzebna.
-Jestem autem, mi również. - Odpowiedział uśmiechając się. Nie schodził nam uśmiech z ust.
-Jak tam chcesz.-Wzruszyłam ramionami i nie trudziłam się, żeby ją teraz ściągnąć.
-Dziękuje jeszcze raz, Hope. To była jedna z najlepszych niedziel kiedykolwiek. - Powiedział i zrobiło mi się ciepło na sercu. Znowu, a tak samo jak nie mogłam się tego pozbyć, wiedziałam, że nie powinnam była tego odczuwać. Wyciągnął dłonie. Szybko zareagowałam i wtuliłam się w jego ramiona. Było tam tak dobrze.
-Harry... powinnam już iść.
-Tak, jasne.-Chciał się od niej odsunąć. Ono go tylko mocniej przytuliła przez kilka krótkich, zbyt krótkich według niej, sekund. Odsuwając się od niego Hope zbliżyła swoje usta, które jak Harry chciał myśleć, kiedyś będą dotykały jego, jak na razie... dotknęły jego policzka. Oboje chcieli jeszcze być w swoim towarzystwie, ale obawiali się siebie nawzajem. Nie odwzajemnionych czuć, które mogły zranić. Czas czeka, na razie dla nich za wcześnie. On spełnił cześć swojej obietnicy, lecz nie miał pojęcia, że ta druga wiąże ze sobą o wiele więcej tajemnic, niż mu się wydawało. Dowiedzieć się i pomóc. Ona... chciała mu udowodnić i sprawić, że uwierzy. Musieli jednak poznać się i przelecieć przez ten okres bez strat. Oboje w głębi chcieli tego samego. Strach ich hamował. Czekanie będzie wzmacniać swoimi działaniami.
wtorek, 28 stycznia 2014
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Rozdział 09 „Wymarzony dzień."
9:58... pośpię jeszcze godzinkę, przecież dziś niedziela... niedziela.... TA niedziela.
Po całkowitym skojarzeniu, która jest godzina od razu wstałam z łóżka na równe nogi. Mam godzinę, aby się przyszykować. Chwyciłam telefon, który stał na mojej nocnej szafce koło łóżka. Po odblokowaniu telefonu na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Wiadomość od Harry'ego.
Od: Harry!
Dzień dobry, Hope! Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o naszej wyciecze :) Nie ubieraj się zbyt ciepło, na dworze jest upał. Jak na końcówkę kwietnia nieźle nam przygrzało.
Do: Harry!
Cześć, Harry :) Spróbuje się dostosować do Twoich uwag. Jedenasta, dobrze pamiętam?
Od: Harry!
Tak, dobrze! Do zobaczenia, już nie mogę się doczekać. XX
Do: Harry!
Ja również :) Do zobaczenia. Nie odpisuj, muszę się przyszykować. Nie wspominając, że dopiero wstałam.
Od: Harry!
Ubieraj się! I to szybko, haha :D
Do: Harry!
Miałeś nie odpisywać! Jesteś nieznośny.
Od: Harry!
A Ty miałaś się ubierać, jesteśmy kwita XD
Nie odpisałam, bo naprawdę nie miałam więcej czasu na sms-owanie. Było już pięć po dziesiątej, kiedy weszłam do łazienki, a kiedy z niej wyszłam zegar wskazywał dziesiąta siedemnaście. Okryta w szlafrok, po prysznicu, byłam gotowa od razu się ubrać. Włosów nie myłam, zrobiłam to wczoraj wieczorem, więc nie miałam takiej potrzeby. Harry doradził mi nie ubierać się zbyt ciepło, więc wybrałam [KLIK]. Krótkie spodenki i czarna bluzka na ramiączkach, do tego wszystkiego białe conversy. Szybko ubrałam ciuchy na siebie i znowu popędziłam do łazienki, aby się pomalować. Nie chciałam malować się zbyt mocno, więc nałożyłam pod oczy korektor i to byłoby na tyle. Ostatnio moja cera bardzo się spisywała i nie miałam z nią większych problemów, więc po co zakrywać to niepotrzebną warstwą podkładu? Nie mam powodu, więc nie będę niepotrzebnie tracić czasu. Aby prawidłowo podkreślić oczy, w kącikach pomalowałam je białym cieniem i ostatecznie rzęsy pomalowałam tuszem.
Kiedy właśnie kończyłam swoje śniadanie, czyli kanapkę z żółtym serem i ogórkiem kiszonym mój telefon zaczął wibrować sygnalizując, że dostałam sms. W treści Harry napisał, że jest już w drodze i mogę się go spodziewać za kilka minut, dodał, że będzie czekał zza rogiem mojej ulicy. Nie wiedziałam o co może mu chodzić, ale odpisałam krótkie 'ok'. Podczas kiedy czekałam na Harry'ego postanowiłam napisać krótki list do matki, która spała w swoim pokoju. Nie mam pojęcia kiedy wróciła, ale na pewno nie była to pora w godzinach pierwszej w nocy. Mogła przyjść o piątej, ale nie ważne, mało mnie to obchodzi. Z mojej torebki wyciągnęłam notes i długopis. Jeśli chodzi o wyposażenie torebki zawsze te rzeczy u mnie się znajdą. Było to chyba moim przyzwyczajeniem, no dodając jeszcze telefon, paczkę chusteczek, to już dzięki latom przypominania matki, i obowiązkowo aparat. Mijały minuty, a kartka przede mną pozostawała pusta. W końcu, kiedy Harry zadzwonił i powiedział, że czeka już zza rogiem szybko wyskrobałam pierwsze lepsze myśli na papier.
Poszłam do biblioteki. Przyszła moja nowa książka, więc pewnie posiedzę tam trochę i ją poczytam. W lodówce jest risotto, jeśli masz ochotę możesz je sobie podgrzać i zjeść. Smacznego.
Hm, krótkie i na temat, czyli idealne kłamstwo. No co? Okej, może nie zachowuje się całkiem w porządku, ale nie chce sobie na starcie popsuć takiego dnia jak dziś. Miałam wielką nadzieję, że ten dzień będzie jednym z tych, które zapamiętam do końca życia.
-Witam. - Powiedział Harry promienie się uśmiechając, kiedy wchodziłam do jego auta.
-Cześć.- Odpowiedziałam lekko chichocząc. Kiedy już usiadłam na miejscu obok kierowcy i zapięłam pasy nadal miałam przyklejony głupi uśmiech do twarzy.
-No dobra, teraz tłumacz z tego się tak chichrasz!
-Wiesz... nie musiałem czekać zza rogiem.
-Sama powiedziałaś, że masz karę... nie chciałem wplątywać Cię w więk....
-Owszem mam karę, ale dodałam też, że nie dotyczy ona wychodzenia z domu... bynajmniej nie do biblioteki.
-Och, więc taki jest Twój plan.
-Bez oklasków, proszę. Teraz... - Obróciłam się na fotelu w jego stronę. Harry cały czas skupiony na drodze wyjeżdżał właśnie z mojego osiedla. Dobrze! Jak najdalej, Haroldzie. Kiedy zaczął jechać dość prostą drogą jego spojrzenie skierowało się na kilka sekund w moją stronę, posyłając mi zachęcające spojrzenie. Za moment znowu wrócił do pilnowania drogi przed nami.- ... Powiesz mi gdzie jedziemy?
-Nie, nie powiem. Niespodzianka, znasz definicje tego słowa?
-Tak, znam. Powiedź mi przynajmniej jedną wskazówkę.
-Dobra. Ugh, okej. Skup się. -Znowu spojrzał na mnie sprawdzając czy słucham jego słów. Słuchałam. Och... słuchałam. - Wyjdziemy najpierw z Londynu, aby no wiesz... zobaczyć Londyn. Następnie pojedziemy w jedno miejsce coś zjeść i potem coś zrobimy. Nie pytaj, nie powiem. Przy okazji, mam nadzieję, że nic nie jadłaś w domu, tam gdzie jedziemy nie dają normalnych porcji. - „Oops."- Potem hm...-Zamyślił się. I tak jakby zgodził się ze sobą w myślach i pokiwał potwierdzająco głową. - odwiedzimy jeszcze jedno miejsce, ale już tam nie będziemy robić absolutnie nic. Na koniec wracamy do Londynu, ale najpierw zobaczymy Londyn. Zobaczysz jedną z najbardziej zaskakujących miejsc, które dobrze znasz. - Wow. To cholernie dużo jak na jeden dzień! Nawet mówiąc skrótami to... więcej niż zrobiłam w tym miesiącu.
-Och.. - Wymsknęło mi się z ust. Chłopak lekko zachichotał i znowu pełną uwagę skopił na drodze, podobnie do mnie. Kiedyś, kiedy jeszcze mój dziadek miał auto i mógł jeszcze prowadzić, zawsze kochałam siedzieć z przodu i patrzeć co dzieje się na drodze przede mną. Miałam okazje oglądać to, kiedy moja matka miała na wczesne godziny do pracy. Jeśli dobrze pamiętam musiałam wstawać wtedy o 6 nad ranem! A uwierzcie, dla dziesięcioletniego dziecka z funkcją wstawiania po południ, bywało ciężko. Dziadek przejeżdżał pod bramę naszego bloku i musiał czekać na nas czasem po dobre pół godziny, co było trochę jego winną. Zawsze był gdzieś przed czasem, jak to mówił, na wszelki wypadek. Matka, owszem miała prawo jazdy, ale nigdy nie było zbyt dużo pieniędzy, aby mogła kupić jakieś porządne auto. To co miał dziadek było dla niej zbyt małe. Cóź... dla mnie niebieski Fiat cinquecento 900 był w porządku. To był powód dla którego dziadek musiał wstawać tak wcześnie, ale chyba to lubił. Kiedy jeszcze zaspana wsiadałam do auta, śmiał się ze mnie. Ja siedziałam na siedzeniach z tyłu, a matka oczywiście na jednym wolnym miejscu z przodu. Odwoził matkę do pracy w małym kiosku, oddalonym na litość boską o 3 dzielnice miasta od naszego domu. Długa droga od domu, ale jednak... Praca to praca. Matka przed nią nie pracowała kilka lat (od śmierci mojego ojca, czyli kilka miesięcy po tym jak się urodziłam, więc... prawie całe moje dotychczasowe życie) więc to był i tak wielki krok na przód. Pamiętam, że matka zaciągała mnie do kiosku, czasem dając jakieś słodycze, albo przybory do szkoły, o których sobie przypomniałam rano, ba czasem dawała mi zdrapkę z Stotolotka wyciągnąć. Kiedy już wracałam z kiosku, dziadek zawsze stał tam gdzie zostawiłam go z autem i czekał na mnie. Pozwalał mi uciąć na przednim siedzeniu i obserwowałam drogę przede mną. Dokładnie tak jak robię to teraz.
-O czym tak rozmyślasz? - Spytał Harry, wyrywając mnie z mojego zamyślenia.
-Och.. ja tylko... wspominałam jak dziadek pozwalał mi siedzieć z przodu i patrzeć na drogę przede mną. - Odpowiedziałam lekko się uśmiechając. To jedno z dobrych wspomnień.
-Brzmi ciekawie!
-A żebyś wiedział! Lubiłam patrzeć na to co się dzieję przed oknem i wyzywać w duchu tych bez mózgów, którzy nie potrafią jeździć. Serio, czasem się dziwie jakim osobą dają prawo do jazdy.
-A co myślisz o mnie? - Spytał.
-Huh?- Mruknęłam. Co ja myślę o nim, co?
-No wiesz.. jako kierowcy. - Och, więc o to tu biega. Cóż... jeździł dobrze. Przepisowo, ale kiedy mógł dawał porządnie do gazu. Oficjalne, jadę z nim po raz drugi? Tak, chyba po raz drugi... Och, tak dużo się zdarzyło ostatnimi dniami.... więc dobrze zauważyłam, że na drodze jest całkiem dobrze organizowany.
-Nooooo, na moje oko jeździsz w porządku. Dobry z Ciebie kierowca.
-Dzięki, Hope! - Spojrzał na mnie, uśmiechając się promienie. Z dołeczkami w policzkach...
z d-d-dooooołeczkami.. och. - Chciałbym zobaczyć Ciebie z kierownicą w ręku.
-Właściwieee... - Zaczęłam niepewnie, pocierając wewnętrzną stroną dłoni swój kark. - Umiem prowadzić.
-NIE WIERZĘ! - Krzyknął, znowu przelotnie patrząc na mnie, z widocznym rozbawieniem.
-Uwierz. Dziadek mnie nauczył. Kiedy po raz pierwszy... - Zachichotałam na to wspomnienie.- wsiadłam do jego samochodu, on pilnował biegów, a ja trzymałam kierownice. No wiesz, wcześnie pokazał mi do czego służy każde sprzęgło i tak dalej. Byliśmy wtedy na garażach, było tak dużo miejsca to jazdy, no i sam fakt, że dziadek miał tak swój wynajęty garaż, żeby móc zaparkować auto przeważał nad tym gdzie mogłabym się uczyć jeździć. No i w sumie dziadek miał plusy, bo tam rzadko było widać babcię... No może w lato, kiedy było ciepło i chciała się opalić... Ugh, nie chciałbyś tego widzieć. - Moje ciało przeszły dreszcze, nie przyjemne, nie przyjemne. Brrr. - Wracając. No i wtedy... no wiesz jechałam prosto, niby sobie radziłam i tak dalej, ale jak zobaczyłam przede mną ciężarówkę. - Spojrzałam na Harry'ego, a on miał przerażoną minę. Zachichotałam.- Nie bój się, ciężarówka była zaparkowana... Ona tam po prostu stała, ale jakbym nigdy czegoś takiego nie widziała, mój umysł tak się przestraszył, że prawie wjechałam w jej tył. -Harry zaśmiał się, dołączyłam do niego i kontynuowałam. - Dziadek ostatecznie zrobił jakiś manewr kierownicą i na szczęście wjechaliśmy tylko w krzaki. A żeby było śmiesznie, były to krzaki róży, więc troszkę porysowaliśmy błotnik.- Dokończyłam i Harry zaczął się śmiać.
-Koniec z końców, nie umiesz jeździć?
-Umiem, cóż... w prawdzie musiałabym sobie co nieco przypomnieć.. ale umiem, ale, ale dochodzi jeszcze zdolność jeżdżenia po lewej stronie, choć pewnie bym była w stanie się przyzwyczaić. Dziadek uczył mnie dopóki się nie nauczyłam, pamiętam, że poświęcił na to jedno z całych wakacji.
Taaaa... od 9 rano do obiadu uczył mnie jak prowadzić, a potem ja i moje koleżanki zwalaliśmy się do auta i bawiliśmy w dom. Ok, mieliśmy tylko chyba trzynaście lat!
-Zaraz? Nie uczyłaś się jeździć po lewej stronie? - Spojrzał na mnie z znakiem zapytania wypisanym na jego twarzy.
-No tak.. W Polsce jest takie prawo.
-Aha! Więc skąd ten Twój akcent!
No i w ten sposób spędziliśmy czas naszej podróży. Harry wypytywał mnie jak to jest w Polsce, co lubiłam tam robić i takie tam... Zdziwił się, kiedy powiedziałam mu, że nie, nie ma na każdym kroku wielkiego niedźwiedzia, co przytwierdzałam pięknym, mocnym facepalm'em. Co jak co, ale było watro. Naprawdę, co obcokrajowcy mają do wiązania Polski z misiami. Bez przesady, aż taka wieś to to nie jest. Zgrabnie omijałam temat dlaczego się przeprowadziłam i takie tam. Kiedy zeszło na ten temat, ja stosowałam mój sposób zmieniania tematu. Działało, aż w końcu Harry zatrzymał samochód na naszym przystanku numer jeden. Zamurowało mnie, kiedy zobaczyłam widok formujący się przede mną. Wielka panorama Londynu. Moje myśli nie umiały stworzyć ani jednego normalnego zdania. Dopiero, kiedy drzwi samochodu zostały otwarte i poczułam lekki podmuch wiatru na moich nagich udach oderwałam spojrzenie od pięknej panoramy. Harry przytrzymywał jedną ręką drzwi i czekał, aż wysiądę.Gdy przełożyłam nogi na prawą stronę i byłam gotowa stanąć na ziemię, zauważyłam jak Harry wyciąga do mnie otwartą dłoń. Nie żeby coś, ale nie byłam aż tak niska, żeby musiała skakać z podwyższenia jego samochodu. Nieważne, lekko ścisnęłam jego rękę, a on na pozór pomocnie pomógł wysiąść mi z samochodu. Harry nie puszczając mojej ręki, lekko zatrzasnął drzwi samochodu i pociągnął mnie za sobą na przód auta. Kiedy się zatrzymaliśmy Harry puścił moją dłoń i lekko oparł się o maskę jego wysokiego samochodu. Zrobiłam to samo co on i znowu skierowałam wzrok przed siebie. Tutaj, gdzie Harry się zatrzymał najwidoczniej znajdował się punkt widokowy. Kilkanaście centymetrów przed nami była zbudowana barierka z drewna, za nią kilka metrów dalej była kończąca się górka, z której jestem pewna, jeśli ktoś by spadł nie skończyłoby się to raczej zbyt dobrze. Barierka ciągła się kilka metrów i potem kończyła się razem z zaczętymi kilkoma drzewami, lasem. A przed nami... ten widok. Duże i wysokie wieżowce łączyły się na tle z niebem, Tamiza okrążała centrum miasta, a za niej granicami znajdowały się duże i długie bloki lub budynki, mieszały się one z domami jednorodzinnymi lub z innymi tego rodzaju mieszkaniami. Nawet Tamizą było widać wieże Big Ben'a oraz koło znanego na całym świecie London Eye i most Tower Bridge. Jednym zdaniem, wszystko co turysta powinien zobaczyć. No może dodając jeszcze pałac królewski, czy Hyde park.
-Podoba ci się? - Spytał Harry przerywając ciszę.
-Bardzo. - Odpowiedziałam krótko i leniwie przeniosłam spojrzenie na chłopka. Harry chwile później również na mnie popatrzył. - Uwielbiam takie widoki, dziękuje, że mnie tu zabrałeś.
-Nie ma za co. - Odpowiedział i znowu skierował spojrzenie na panoramę przed nami. Zrobiłam to samo i podziwiałam widok przed nami. Nie powiem, słońce rzeczywiście dziś przygrzało, dlatego wywróciłam oczami, gdy sobie przypomniałam, że na czubku mojej głowy mam okulary przeciwsłoneczne. Służyły one mi dziś jako opaska, więc gdy założyłam je na nos, wiatr rozwiał moje włosy na wszystkie kierunki. Cieszyłam się przyjemnym stanem, patrząc się na widok przed nami. Kiedy Harry zaczął mówić dalej, próbowałam okiełznać włosy z twarzy i skierowałam wzrok na niego. Chłopak mówił cały czas patrząc się przed siebie. - Kiedy muszę coś przemyśleć i akurat jestem tutaj, w Londynie, przejeżdżam tu i patrzę na to wszystko... i zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę świat się nie zmienia, tylko po prostu ludzie zmieniają go. Dziwne jest to, że każdy chce czegoś, tylko czasem boisz się, że za bardzo zmienisz swój świat na jeszcze gorsze... pytaniem jest, czy warto zaryzykować... I właśnie kiedy zadaje sobie to pytanie, przyjeżdżam tu i myślę jakie jest za i przeciw i powiem ci, że będąc tutaj i mając choć chwilę do namysłu jeszcze ani razu się nie zawiodłem.
-Więc... to w jakiś sposób Twoje magiczne miejsce? - Spytałam. Harry zachichotał i spojrzał na mnie.
-Powiedziałbym, że to szczęśliwe miejsce. - Odpowiedział, na co ja promienie się uśmiechnęłam. Zrobiło mi się ciepło na sercu wiedząc, że on czasem też używa wyobraźni. W końcu to normalny człowiek.. jak ja i każdy inny na tej planecie - A Ty?
-A ja co?
-Masz jakieś swoje szczęśliwe miejsce? - Zapytał. Hmmm...
-Właściwie to nie mam... ale mam szczęśliwy wisiorek.- Odpowiedziałam, wyciągając spod bluzki łańcuszek, na którym był zawieszony kluczyk. Chwyciłam wywieszkę w palce i przyglądając się jej i kręcąc wokół palców zaczęłam mówić dalej. - Mam w domu małą, drewnianą skrzynie, to kluczyk do niej. - Spojrzałam na Harry'ego. Przyglądał mi się, zabawnie marszcząc czoło, formujące się dwie, czasem trzy zmarszczki i lekko ściągnięte w prostą linie brwi świadczyły o tym, że uważnie słucha. Kontynuowałam. - Trzymam w niej... wiesz, pamiątki. Kilka rzeczy, jak na przykład: mój pluszowy piesek Azorek, popisany kubek przez znajomych w moje czternaste urodziny, mój pierwszy różowy telefon... - Zachichotałam na te wspomnienie, Harry mi w tym potowarzyszył. - ... no i podobne takie, ale i tak większość z tych rzeczy to nic w porównaniu z zdjęciami jakie są na dnie tej skrzyni. Jedne z starymi znajomymi, niektóre z rodziną no i czasem z jakimś krajobrazem. Jeśli zechcesz... kiedyś mogę ci je pokazać. - Powiedziałam lekko się uśmiechając w jego stronę. Harry słysząc moje ostatnie słowa znacznie powiększył swój uśmiech.
-Jeśli bym mógł.. to z wielką chęcią. - Czy by mógł? Jeszcze nikomu nie pokazywałam tych rzeczy.. jeszcze nikt przed nim nie wiedział, że taka skrzynia w moim pokoju istnieje. Jest ona schowana dobrze i głęboko pod moim łóżkiem. On... on powiedział mi swoje szczęśliwe miejsce... zabrał mnie tutaj i planował niespodziankę dla nas... więc jeśli ta znajomość przetrwa, jestem gotowa mu zaufać w tym stopniu, aby pokazać mu jeden z moich małych sekretów.
-Wracajmy do samochodu, dobrze? - Spytał Harry, po kilku minutach ciszy. Akurat ta cisza była przyjemna, patrzeliśmy otaczający nas świat, od którego na chwilę uciekliśmy. Zaczynałam rozumieć co Harry widzi w tym miejscu, było cudowne... uspokajające i dające chwilę spokoju.
-Oczywiście.- Odpowiedziałam i odepchnęłam się od maski auta, na której się opierałam. Harry zrobił to samo i jako, że siedział bliżej prawej strony samochodu otworzył przede mną drzwi (choć jestem pewna, że nawet jeśli by stał bliżej swojej strony i tak wyprzedziłby mnie robiąc to samo) i czekał aż wsiądę do środka. Kiedy już to zrobiłam podziękowałam mu krótkim 'dzięki' i chwilę później chłopak siedział na swoim fotelu koło mnie w ręku ściskając kierownice.
Nie minęło dużo więcej czasu, niż 15 minut, a Harry zatrzymał na parkingu przed KFC. Spojrzałam na niego z pytającym wzrokiem, on odpowiedział mi co tu robimy. Więc kiedy już to zrobił, właśnie wychodzę z samochodu z jego portfelem w torebce i kieruję się głównego wejścia do KFC. Kiedy jestem już w środku od razu do moich uchu docierał odgłos bawiących się gdzieś w pobliży dzieci i rodziców, którzy krzyczeli na swoje pociechy dając im do zrozumienia co jest dobre a co złe „norma", gdzieniegdzie niektórzy siedzieli i cicho rozmawiali, co jakiś czas wzrok przystawał na grupce biznesmenów siedzących w kącie po prawej na samym końcu i śmiejących się w ten dziwny zawodowy sposób, nie pytam co robią w KFC, ale chyba do żon oni szczęścia nie mają, na koniec można było usłyszeć dźwięki z pracującej w kuchni ekipy, która nadzoruje życie w tym lokalu, fast foodzie znaczy się. Nie wrzuciłam uwagi nawet kiedy znalazłam się twarzą w twarz z przyjaźnie uśmiechającą się blondynką. Miała na sobie czerwoną, firmową koszulkę KFC, która, na niebiosa, była zapięta tylko na trzy guziki z pięciu, szybkim zmierzeniem ją wzrokiem była chuda i zgrabna, więc jej biodrówki, które odsłaniały nieco skóry bioder i brzucha, mogła nosić bez poczucia coś jest nie tak, ale cóż....nadal jej uśmiech wyglądał przyjaźnie.
-Witamy w KFC UK, jestem Connie, w czym mogę dziś Pani pomóc?- Powiedziała szybko, na jednym wdechu... wow, ledwo mogłam wyłapać jej imię.
-Dzień dobry, więc tak poprosiłabym dwa zestawy Longer Menu z frytkami,nie sałatką, dwa zestawy Kids Menu z obojętnie jaką zabawką, do tego kubełek Classic XL i dwa duże Krushery o smaku Kity Kat'a. Oh i jeszcze dwie porcje Cheesamisu. - Powiedziałam z dość długim zastanowieniem po między.
-To wszystko? Zamówienie na wynos czy na miejscu? - Spytała Connie. „Serio? Wykupiłam prawie pół KFC. " Pomyślałam.
-Tak, to wszystko i zamówienie na wynos po proszę
-Dobrze, zamówienie będę gotowe za dwie minuty. Do zapłaty należne jest £37 i 64 p. - Powiedziała, na chwilę oddalając się i pakują już kubełek z mojego zamówienie do dużej papierowej torby. Po nie długiem chwili Connie wróciła stawiając na blacie 3 duże torby, pełne jedzenia i dwa wysokie kupki pełne pysznego chłodzonego napoju i dodatkiem batonów Kity Kat.. hm, to prawie jak lody. Świetnie. Dziewczyna zaczęła mówić całe spełnione zamówienie i kiedy skończyła wyciągam z torebki mój portfel i podałam jej moją kartkę. Po wcześniejszym potwierdzeniu, że zgadzam się na przelew dotykowy, dziewczyna podała mi jeden rachunek, a na drugim prosiła o podpis przy potwierdzeniu bankowym. Błagam, trzydzieści ileś funtów, a ja musiałam odwdzięczyć się jakoś Harry'emu, wypadło na jedzenie... znowu.
-Może pomóc pani? - Spytała Connie, kiedy do ręki chwyciłam pierwszą papierową siatkę i w tej samej ręce trzymałam plastykowy kubek z zimnym krusherem i ramieniu miałam powieszoną torebkę.
-Jeśli byłabyś na tyle miła. - Uśmiechnęłam się chwytając za dół drugiego krushera. Dziewczyna zaraz znalazła się koło mnie trzymając w dłoniach dwie pozostałe siatki. Kierując ją w którym miejscu stoi czarny Land Rover Harry'ego dziewczyna szła za mną. Harry zauważył chyba, że wracam, bo drzwi po mojej stronie były otwarte. Wychyliłam się przez nie i uśmiechając się ostrożnie podałam Harry'emu dwa Krushery, które położył w dopasowanym uchwycie koło hamulca ręcznego. Weszłam do środka, zauważając jak Connie okrąża samochód, aby znaleźć się po drugiej stronie samochodu. Harry otworzył okno i dziewczyna podała mu do rąk jedną torbę, szybko przyjęłam ją od niego, bo wiedziałam, że czeka go kolejna przesyłka. Connie podała mu ją i lekko się zgarbiła, żeby móc zobaczyć osoby w środku samochodu.
-Życzymy smaczne....... - Momentalnie się zatrzymała, bardziej trafne byłoby zamarła patrząc się na Harry'ego. Tak, znam ten stan, Connie. Harry aka głupek zachichotał, a ja niepewnie poprawiłam się na siedzeniu obok niego.
-Cześć. - Powiedział delikatnie się uśmiechać w jej stronę. No dalej, zabij sobie dziewczynę ot tak, Harry!
-H... H-Harry Styles?- Wyjąkała pytająco. Noooo tak.
-Tak, cześć. - Przywitał się znowu. Wywróciłam oczami i skupiłam się na szukaniu w torebce portfelu Harry'ego, słysząc ułamki ich rozmowy, polegającej na tym jak bardzo Connie kocha One Direction. Cóż.. nie przesadzało mi to, że spotkał fankę i że z nią rozmawia, nic z tych rzeczy broń Boże, po prostu nie była to moja sprawa, więc grzecznie starłam się nie podsłuchiwać. Kiedy wygrzebałam portfel Harry'ego i chciałam położyć go koło krusherów, spotkałam rozbawiony wzrok Harry'ego i Connie. Harry wyciągał w moją stronę swoją dłoń, a w niej był iPhone z śmieszym niebieskim etui w kształcie króliczka. Hmmm, to nie jego telefon... tak zgaduje.
-Co?- Spytałam zdezorientowana.
-Pytałem czy zrobisz nam zdjęcie telefonem Connie? - Powiedział uśmiechając się głupkowato. Głupek.
-Och,tak. Ah... Pewnie, że tak! Sorry, zamyśliłam się i takie tam. - Mruczałam szybko chwytając telefon. Opcja aparatu była włączona, więc nie było problemu z zrobieniem zdjęcia. Connie przybliżyła się do auta i lekko przechyliła się wgłąb jego wnętrza. Harry posłał swój uśmiech numer nie wiadomo jaki, a w oczach dziewczyny można było bez dwóch zdań płomień szczęścia. Dziewczyno jestem pewna, że Twojemu szefowi ta przerwa się nie spodoba. Kiedy zrobiłam zdjęcie i chciałam oddać telefon Connie, Harry szybko powiedział:
-Jeszcze jedno!- I lekko podniósł biodra, aby móc dosięgnąć policzka Connie. Dziewczyna czując jedną dłoń Harry'ego na lewym policzku, a na drugim jego usta, zrobiła się momentalnie różowa na policzkach. Awww, to słodkie. I dobrze wiedzieć, że nie działa on tak tylko na mnie, do cholerci! Cyknęłam jeszcze trzy zdjęcia, w prawie tej samej pozie, ale co tam i tak miały to coś. Na pierwszym widać duże, zdziwione oczy dziewczyny, na drugim już szeroko i ładnie się uśmiechała, a na trzecim Harry śmieje się przy jej policzku.
-Miło było Cię poznać, Connie.- Powiedział Harry, kiedy po kilku sekundach po moim oddaniu jej telefonu zaczęliśmy się z nią żegnać.
-Tak i dziękuje za pomoc. -Dodałam uśmiechając się przyjaźnie, jak zauważyłam Harry miał również podobny uśmiech na swojej twarzy, dziewczyna po naszych słowach, też się rozpromieniła, jeśli mogła bardziej niż już była.
-Do usług i po za tym ja dziękuje Tobie... - Zawahała się.
-Hope.- Podpowiedziałam.
-Tak, dziękuje Tobie, Hope za to, że mogłam zobaczyć się z moim idolem.
-Cóż... nie ma za co?- Co mam odpowiedzieć innego?- Po za tym to dziękuj Harry'emu.
-Tak, dziękuje bardzo, bardzo, bardzooooo, Harry. Wiele dla mnie znaczyło to spotkanie. - Zachichotała i my do niej dołączyliśmy. Ona jest przyjaźnie urocza!
-Zawsze do usług. Miłego dnia. - Powiedział Harry i po wymienieniu jeszcze kilku pożegnanych zdań, znowu byliśmy na drodze. Nawet nie zdążyłam się odezwać, bo po kilku minutach Harry znowu zatrzymał samochód, przedtem wjeżdżając na pusty parking. Co do...?
-Dawaj, rusz się, jest prawie dwunasta! - Powiedział Harry stojąc przy otwartych drzwiach po mojej stronie. W dłoni trzymał dwie siatki z jedzeniem. W jednej dłoni dwie siatki? Gdzieś Ty się tego chłopie nauczył? Kiedy miałam wychodzić z auta, Harry przypomniał mi o naszych Krusherach. Zawieszając swoją torebkę przez ramię i przyciskając do piersi torbę z jedzeniem chwyciłam nasze napoje w dwie ręce i nie zbyt elegancko wyszłam z jego samochodu. Kiedy byłam na zewnątrz Harry jednym kliknięciem pilota zamknął wszystkie zamki w samochodzie i kierował mnie w stronę budynku, przy którym znajdował się parking. Kiedy byliśmy przy, jak podejrzewam, tylnych drzwiach budynku Harry wyciągnął z kieszeni jakieś klucze i posyłając w moją stronę tajemniczy uśmiech zaczął otwierać zamki.
Kiedy drzwi się otworzyły i weszliśmy do środka tajemniczego miejsca, nie mogłam przestać się uśmiechać, oglądając się w każdą możliwą stronę. Ściany pomieszczenia były pomalowane na krwisty czerwony, wszystkie meble były czarne i dodatkiem wszystkiego były lampki świecące w kolorze złota na ścianach koło barku, który znajdował się po prawej stronie. Były przy nim było siedem wysokich krzeseł i za ciągnącym się blatem na meblościance zrobionej ze szkoła stały różnego rodzaje alkoholu. Jestem pewna, że z moim doświadczeniem, połowy nie byłabym w stanie rozróżnić. Po lewej stronie było zdecydowanie coś, co było zasługą jak można by nazwać to pomieszczenie. Tuż obok drzwi wejściowych stały trzy czarne, skórzane kanapy, a przed nimi były dwa ciągnące się tory do gry w kręgle. Pozwolę sobie nazwać moją obecną sytuacje jedynym zdaniem. Jestem w kręgielni z Harry'm Styles'em. Brzmi pięknie.
-To nowy pokój zabaw Louis'a. Pomyślałem, że pogramy. - Odezwał się Harry idąc w kierunku barku. Powoli też zmierzyłam w tamtym kierunku. Harry wszedł za blat.. hm, wygląda całkiem całkiem jako barman. Mogłoby się tak wydawać, gdy zaczął przeszukiwać torby z KFC. - Kids Menu? - Spytał wyciągając dziecięcy zestaw. Rozbawiony podniósł swoje brwi, czekając na moją odpowiedź.
-No co? Tam też jest jedzenie, tak?- Zapytałam próbując ukryć rozbawienie, lecz na marne. Mój przyklejony do twarzy uśmiech zdecydowanie mi nie pomógł. Podchodząc do blatu, usiadłam na jednym z krzeseł. Położyłam torbę z darami spożywczymi i dwa kubki przede mną. Harry zajął się wypakowaniem toreb, a ja wzięłam się za mojego krushera. Pomieszałam go dużą, grubą rurką i przyłożyłam ją do ust. Poczułam jak przyjemny smak napoju przejmuje kontrole nad moimi kubkami smakowymi. Mniam.
-Umiesz grać?- Spytał nadal zajmując się wypakowaniem jedzenia.
-Nie zbyt.- Skłamałam pokazując pozorną smutną minę.
-Nie martw się.- Powiedział pociesznie i zrobił podobną minę do mojej. Tylko o wiele, wiele śmieszniejszą. Co jak co, ale podkówkę na obrót z ust nie każdy umie zrobić. Zachichotałam. - Nauczę Cię.
-Dzięki, doceniam to tak samo jak Twoją minę rozbitego emocjonalnie konia.
-Heeej! - Zachichotał.
-Tylko mówię.- Podniosłam dłonie w geście poddania.
-Okej, ponieważ mam spędzić z Tobą cały dzień nie będę się gniewać.
-Tyle wygrać!- Krzyknęłam ściskając pięść w powietrzu i przymykając oczy, tak aby jak najlepiej pokazać smak wygranej. Harry zaśmiał się.
-Co zjemy najpierw? Wykupiłaś pół KFC.
-Hmmm, tak bardzo śmiałeś się z mojego dziecięcego zestawu... więc może go pozbędziemy się najszybciej?- Zapytałam wysoko podnosząc lewą brew.
-Dobra,dobra! Tylko mnie nie zabij tym spojrzeniem, mam trasę do przeżycia.- Zachichotałam na jego odpowiedź. -Schowam resztę do lodówki.- Pokazał palcem róg przy barze. Wow, czarna, duża lodówka. Aż mam ochotę przybić sobie z otwartej dłoni w czoło, bo jak Boga kocham, nie zauważyłam jej tutaj.- Potem podgrzejemy wszystko w mikrofali.- Poklepał górę urządzenia stojącego poniżej blatu. Przytaknęłam na zgodzę głową. - Chodź, przenieśmy się na kanapy. - Dodał i trzymając w dłoniach nasze zestawy wyszedł zza baru. Szedł w stronę kanap, kiedy zawołałam jego imię. Obrócił się i skoncentrowany spojrzał na mnie. Pokazałam na krushery, Harry z uśmiechem przytaknął, więc wzięłam swój i jego napój w ręce i ruszyłam w jego kierunku. Idę w kierunku Harry'ego Styles'a z zespołu o nazwie Jeden Kierunek, haha. Och, ironio. Jestem taka dziwna! Harry siedział na środkowej kanapie i przed nim na stoliku było położone nasze jedzenie. Usiadłam koło niego i wyciągnęłam w jego stronę dłoń trzymając napój. Harry odebrał go ode mnie, następnie pochylił się i zabrał jeden zestaw z stołu. Podał mi go, a ja mu dziękując uśmiechem czekałam, aż sam weźmie swój. Kiedy wzięliśmy się za otwieranie ich zachichotałam na widok schowanej w środku pudełka, w kształcie samochodu wypakowanych kurczakami, tak nawiasem mówiąc, zabawki. Spojrzałam na Harry'ego, a on patrzył się w moją stronę skoncentrowany. Wyciągałam z pudełka foliowy woreczek i podniosłam ją na wysokość wzroku Lokers'a. Harry przyglądając się temu i sekundę później przybił sobie facepalm'a. Mam nadzieję, że bol...... ok, to nie w porządku.
-Nie mogę uwierzyć, że mają to nawet w KFC.- Powiedział rozbawiony kręcąc głową.
-Och, daj spokój! To jest urocze. - Rozerwałam woreczek na pół i dotykając czerwonej bransoletki z napisem białym "I <3 Niall" spojrzałam na Harry'ego. - A Ty co tam masz? - Spytałam. Harry otworzył swoje pudełko i wyjął z niego woreczek. Rozerwał go za pomocą siły w palcach (mhm) i po chwili trzymał prawie taką samą biżuterię jak ja, z jedną różnicą. Na jego bransoletce był napis "I <3 Harry'. Zachichotałam na ten widok. Nie, poprawka. Roześmiałam się tak głośno i mocno, że nawet z mojego oka wyleciało kilka łez. Harry przyłączył się do mnie, ale myślę, że rozbawił go mój śmiech, a nie niespodzianka, którą znalazł. Gdy opanowałam swój napad radości wzięłam kilka głębokich wdechów.
-Jeśli chcesz...-Głęboki oddech.-... mogę się z Tobą zamienić. Wiesz, żebyś nie miał swojego imienia, byłoby to trochę jak narcyzm.
-Och, no jasne! Narry 4ever!- Powiedział śmiejąc się. Nie śmiej się, Hope. Nie śmiej się, Hope. Nie śmi... za późno. Znowu zaczęłam swój występ pod tytułem 'śmiej się jak idiotka z Hope'. Za moich czasów, och na litość boską to było tak dawno, Narry był moim ulubionych bromancem, ale przecież nie powiem tego Harry'emu...Odpędziłam te myśli, znowu przywracając się do rzeczywistości, nie chcą psuć sobie humoru. Harry podał mi swoją bransoletkę, którą od razu założyłam na nadgarstek, a ja jemu swoją. Założył ją, a ona beztrosko zwisała obok jego zegarka.
Kiedy zjedliśmy nasze zestawy, czytaj: mini twister z nugetsami i frytki, które swoją drogą nie były aż takie złe, a że nie zdrowe to inna bajka, Harry zaproponował, że zaczniemy grę w kręgle. Zgodziłam się. Grałam kilka razy w nie i szczerze mogę przyznać, że lubię tą grę. Nie gram na poziomie eksperta, ale umiem grać. Co jest przeciwieństwem tego, co powiedziałam Haroldowi. Muszę mieć trochę plusów, co nie? On mógł tu bywać tyle ile chciał i z napiętym grafikiem jak czas mu pozwalał, więc musiał umieć grać w to dobrze. Ugh, moje przeklęte ruchy koordynacyjne. Nie chodzi o to, że nie łapie zasad gry i że nie umiem się w nią się wczuć, bo przeciwnie, jeśli gram z kimś zaufanym zawsze zostaje sobą i daję z siebie wszystko, ale jeśli chodzi o to, czy złapię piłkę lub coś takiego przy kimś przy kim nie czuje się komfortowo totalnie zapadam się pod ziemię i nie wiem co robić. To normalnie robi się już przykre.
-Okej, więc znasz zasady?- Zapytał Harry, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Hm, to nie może być trudne. Bierzesz kulę i próbujesz zbić te 10 kul na końcu toru?
-W sumie to tak. Grałaś już kiedyś?
-Nie. - Skłamałam.
-Okej, więc pamiętaj jeszcze, aby brać te lekkie kule. Od 6 do 8 powinny być dla Ciebie najlepsze.- Och, co Ty nie powiesz, Haroldzie? Jako, że byłam kiedyś, dawno, jeszcze w Polsce, ze znajomymi kilka razy na kręglach i zawsze, gdy rzucali się na kulę "aby wybrać tą swoją jedyną magiczną" nie pozostawały na końcu, (zadziwiające, że tam byłam, prawda?) nic innego jak te ciężkie kule, od 10 w górę.
-Okej.-Mruknęłam niezrozumiale.
-Pokaże Ci jak trzymać kulę. -Powiedział i podszedł do mnie w dłoni przytrzymując zieloną kulę. Obrócił ją tak, aby były widoczne 3 zagłębienie w jej środku. Będąc blisko, zbyt blisko jak na moje gusta, wytłumaczył mi, że jeden z nich oddalony trochę dalej od dwóch pozostałych, służy do włożenia kciuka. Pozostałe dwa otwory w środku kuli są do prawidłowego przytrzymania przez dowolne palce dłoni, tylko nie małego paluszka, bo to mogłoby boleć.
Kiedy kilkukrotnie potwierdziłam Harry'emu, że rozumiem dobrze znaną mi grę, on znowu podszedł do baru i wpisał do komputera nasze imiona. Po chwili na monitorach nad torami wyświetliła się tabela punktów dla każdego z nas. Zauważając, że Harry wraca krzyknęłam do niego, aby przy okazji wziął i podał mi moją torebkę, którą zawiesiłam na jednym z krzeseł koło barku. Wykonał moją prośbę i za chwilę trzymałam ją w dłoni. Usiadłam na kanapie i zaczęłam w niej grzebać, podczas kiedy Harry zaczął otwierać okna. Zirytowana jęknęłam, znalezienie małej gumki do włosów w mojej torbie to niemal cel niewykonalny. Nie było już innego sposobu pomocy jak wysypać zawartość torebki na kanapę. Musiałam związać włosy, będzie mi o wiele wygodniej. Kiedy w końcu z uciechą znalazłam gumkę zauważyłam, że Harry mi się przygląda.
-Masz aparat?- Spytał patrząc na mnie to na rzeczy wysypane na kanapie.
-No tak. -Wymruczałam.- Zawsze mam aparat przy sobie.
-Mogę?- Zapytał ponownie z dłonią wyciągnięta w moim kierunku.
-Dobra?- Powiedziałam nie ufnie sięgając po urządzenie i podając mu go.-Po co ci on?
Nie odpowiedział od razu tylko zaczął się nim bawić. Przyłożył oko bliżej wizjera i już wiedziałam co się szykuje.
-Porobimy zdjęcia.- Uśmiechnął się szeroko kierując obiektyw w moją stronę.
-Co? Nie!- Krzyknęłam chowając twarz w dłonie. Usłyszałam dźwięk zrobionego zdjęcia. Po chwili poczułam jak Harry siada koło mnie.
-Och, no weeeeeeź.- Marudził. Będąc w takiej samej pozie znowu usłyszałam dźwięk zrobionego zdjęcia.- Patrz jak słodko wyglądamy. - Powiedział i podniosłam lekko wzrok i zauważyłam na wyświetlaczu szczerzącego się Harolda i mnie z zakrytą twarzą. Tak ma wyglądać moje pierwsze zdjęcie z Harry'm Styles'em? A-a, nie na mojej zmianie.
-Dalej, zrób jeszcze jedno.- Powiedziałam siadając prosto i przybliżając się do niego. Kiedy Harry nakierował dłonią aparat na przeciwko nas, uśmiechnęłam się i po chwili zdjęcie było zrobione. Przejęłam od niego aparat i włączyłam zrobione zdjęcie na wyświetlaczu. Uśmiechałam się na nim jak głupia, wyglądając...szczęśliwie? Nigdy jakoś nie wierzyłam w te całe iskierki w oku, ale teraz... naprawdę to zauważyłam. Harry wystawił język, cały czas mając na ustach kształt uśmiechu, lekko zmarszczone brwi i pozornie zdziwione spojrzenie.
-Ładne. - Stwierdził uśmiechając się promienie. Szybko chwyciłam aparat i zrobiłam mu zdjęcie w takiej pozie.
-Heeej!- Krzyknął oburzony. - Nie byłem przygotowany!
-Bywa, kolego. -Zachichotałam. - Wyciągnij dłoń. - Powiedziałam, Harry spojrzał na mnie z spojrzeniem mówiącym 'o co cho?', ale wykonał moje polecenie. Wywróciłam oczami. - Druga ręka.- Poprosiłam irytowana. Wyciągnął swoją lewą dłoń i ja wyciągnęłam swoją prawą zaciskając ją w pięść. Harry zauważając, że zamierzam zrobić zdjęcie zwinął szybko dłoń, tworząc palcami znaczek pease. Boooooom i kolejne zdjęcie. Nie ma co, muszę później dodać to właśnie zdjęcie na twitter'a.
Czas minął bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam, kiedy na dworze zrobiło się ciemno, a dowiedziałam się o tym fakcie, gdy szliśmy z powrotem do jego auta. Harry otworzył przede mną drzwi i czekał aż wsiądę do środka, co zrobiłam i kilka chwil później Harry siedział koło mnie za kierownicą. Mogę przyznać, że gra w kręgle była całkiem fajna! Pierwszą rundę oczywiście wygrał Harry. Pozornie, bo przecież musiałam dać mu wygrać. Drugą rundę wygrałam ja, co oczywiście zawdzięczałam mojemu wrodzonemu talentowi. Po wygranej odtańczyłam jakiś taniec słońca i wciąż pamiętam minę Styles'a, gdy na to patrzył. Ugh, walić go! Byłam szczęśliwa wygraną, więc miałam pełne prawo odtańczyć to co chce! W przerwie przed decydującą rundą o pełną wygraną całej rozgrywki, zdecydowaliśmy się odgrzać nasze jedzenie z KFC. Jedliśmy i rozmawialiśmy praktycznie o niczym. Co jak co, ale fakt, że Harry zaczyna jeść banana od tyłu, jest dziwny. Nie, żebym miała jakieś skojarzenia, czy coś. Szczerze mówiąc, Harry byłby dobrą dziewczyną, bo plotkować to on umie! Śmialiśmy się z faktu jaki username ma Tom na instagramie i stwierdziliśmy, że jak Lux dorośnie pewnie założy swój i on będzie musiał wydziedziczyć ją z jej imienia w jego nazwie. Harry wspominał o planach One Direction i muszę przyzwać, że były one niewiarygodne. Przez następne dwa tygodnie będą koncertowali w Londynie, potem na tydzień lecą do Dublina i znowu wracają do Londynu na kilka koncertów. Potem będą mieli kilku dniową przerwę i znowu kontynuacja trasy. Całe półtora miesiąca po Europie, potem Ameryka i Australia. Wow! Harry pytał się mnie czegoś o sobie, ale ja odpowiedziałam krótko wzruszając ramionami mówiąc "nauka" i moją strategią zmieniłam temat. Po godzinie, może dwóch, rozmów i żartów zdecydowaliśmy się dokończyć naszą grę. Po ciężkich próbach i innych trudnych wyborach ostatnią rundę wygrał.......... pf, oczywiście, że wygrałam ja! Nie chcecie wiedzieć co zrobiłam po wygranej, bo sama nie chce tego pamiętać, ale można powiedzieć w skrócie, że miałam bliskie spotkanie twarzy z podłogą. Harry był trochę oburzony po przegranej z największą utalentowaną osobą w grę w kręgle w tym pomieszczeniu, ale widząc mój upadek trochę złagodniał. Chciałam mu wmówić, że to było zaplanowane, a on stwierdził, że poszkodowanemu uwierzy. To mi się podoba, Styles! Mimowolnie zachichotałam na to niedawne wspomnienie w mojej głowie.
-Z czego się śmiejesz?- Zapytał Harry, wciąż skupiając uwagę na drodze.
-Z..... nas.
-Co masz na myśli?- Spytał zaciekawiony.
-To był miły dzień, Harry. Dziękuje. - Powiedziałam szczerze się uśmiechając.
-Nie dziękuj mi. Jeszcze, to nie koniec.
-Co?-„ COOOOOOOOOOOOOOO?!" Pomyślałam. Jeśli zrobię jeszcze coś dziś, bo totalnie umrę z nadmiaru wrażeń i mówię to w pełni świadoma, bez dodatku alkoholu we krwi. Harry nie odpowiedział tylko posłał mi tajemniczy uśmiech. Następnie próbując odwrócić moją uwagę zmienił temat, lecz nie ze mną moje numery, Styles!
-Naprawdę grałaś pierwszy raz w kręgle?- Zapytał. Och, dobrze odwróciłeś moją uwagę, tylko dla tego, że chce się z Tobą zabawić, Haroldzie.
-Nie. -Odpowiedziałam szybko, uśmiechając się zwycięsko.
-Byłaś całkiem dob......... Zaraz. Co?
-Nie. Grałam. Pierwszy. Raz. W. Kręgle. - Odpowiedziałam zaznaczając każde kolejne słowo. Harry wyszczerzył oczy, co było śmieszne, bo widziałam to nawet patrząc z boku i było dość ciemno w środku auta.
-Mówiłaś, że...
-Tak, mówiłam. - Przerwałam mu cały czas uśmiechając się. Harry zmarszczy swoje brwi i posłał mi szybkie zabójcze spojrzenie. Ha, ha. Boję się, Panie Styles.
-Ty mała kłamczucho!
-Bywa, Panie Styles.
-Panie Styles? Był kolega teraz Pan Styles? Kim ja dla Ciebie jestem? Testujesz moje uczucia!- Krzyknął z poważnym wyrazem twarzy, choć był on udawany. Mam nadzieję.
-Kim? Hmm.. - Zamyśliłam się. Chłopakiem? NIE! Boże, dlaczego o tym pomyślałam? „Bo tego pragnęłaś i teraz też zaczynasz tego chcieć." Podpowiedział mi mój umysł, choć miałam nadzieję, że ten zamęczający mnie odgłos gdzieś z tyłu, się wyłączył. Jednak źle myślałam i cholera, nie miał on racji. Więc wracając.... Przyjacielem? Nieee, jeszcze za wcześnie. Znajomym? Cóż, większość z moich znajomych znienawidziłam, więc Harry będzie dla mnie....- Jesteś moim dobrym znajomym, tak myślę. - Dodałam mówiąc to na głos.
-Cieszę się. - Odpowiedział uśmiechając się do mnie. - Teraz wysiadamy. - Lekko poklepał mnie w udo. „Woah, Harold. Nie rób tego więcej. " Pomyślałam, gdy przez moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Spojrzałam na niego, a on już wysiadał z samochodu. Postanowiłam szybko zareagować i wyjść z auta. Harry dochodził do mnie, gdy akurat zamykałam drzwi. Spojrzałam przed siebie i oniemiałam. Jezioro.
-Chodźmy na spacer. - Powiedział i złapał moją niepełno sprawną dłoń w tym momencie, położył ją na zgięte w pół ramię i zaczął prowadzić coraz bliżej plaży koło jeziora.
Po całkowitym skojarzeniu, która jest godzina od razu wstałam z łóżka na równe nogi. Mam godzinę, aby się przyszykować. Chwyciłam telefon, który stał na mojej nocnej szafce koło łóżka. Po odblokowaniu telefonu na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Wiadomość od Harry'ego.
Od: Harry!Dzień dobry, Hope! Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o naszej wyciecze :) Nie ubieraj się zbyt ciepło, na dworze jest upał. Jak na końcówkę kwietnia nieźle nam przygrzało.
Do: Harry!
Cześć, Harry :) Spróbuje się dostosować do Twoich uwag. Jedenasta, dobrze pamiętam?
Od: Harry!
Tak, dobrze! Do zobaczenia, już nie mogę się doczekać. XX
Do: Harry!
Ja również :) Do zobaczenia. Nie odpisuj, muszę się przyszykować. Nie wspominając, że dopiero wstałam.
Od: Harry!
Ubieraj się! I to szybko, haha :D
Do: Harry!
Miałeś nie odpisywać! Jesteś nieznośny.
Od: Harry!
A Ty miałaś się ubierać, jesteśmy kwita XD
Nie odpisałam, bo naprawdę nie miałam więcej czasu na sms-owanie. Było już pięć po dziesiątej, kiedy weszłam do łazienki, a kiedy z niej wyszłam zegar wskazywał dziesiąta siedemnaście. Okryta w szlafrok, po prysznicu, byłam gotowa od razu się ubrać. Włosów nie myłam, zrobiłam to wczoraj wieczorem, więc nie miałam takiej potrzeby. Harry doradził mi nie ubierać się zbyt ciepło, więc wybrałam [KLIK]. Krótkie spodenki i czarna bluzka na ramiączkach, do tego wszystkiego białe conversy. Szybko ubrałam ciuchy na siebie i znowu popędziłam do łazienki, aby się pomalować. Nie chciałam malować się zbyt mocno, więc nałożyłam pod oczy korektor i to byłoby na tyle. Ostatnio moja cera bardzo się spisywała i nie miałam z nią większych problemów, więc po co zakrywać to niepotrzebną warstwą podkładu? Nie mam powodu, więc nie będę niepotrzebnie tracić czasu. Aby prawidłowo podkreślić oczy, w kącikach pomalowałam je białym cieniem i ostatecznie rzęsy pomalowałam tuszem.
Kiedy właśnie kończyłam swoje śniadanie, czyli kanapkę z żółtym serem i ogórkiem kiszonym mój telefon zaczął wibrować sygnalizując, że dostałam sms. W treści Harry napisał, że jest już w drodze i mogę się go spodziewać za kilka minut, dodał, że będzie czekał zza rogiem mojej ulicy. Nie wiedziałam o co może mu chodzić, ale odpisałam krótkie 'ok'. Podczas kiedy czekałam na Harry'ego postanowiłam napisać krótki list do matki, która spała w swoim pokoju. Nie mam pojęcia kiedy wróciła, ale na pewno nie była to pora w godzinach pierwszej w nocy. Mogła przyjść o piątej, ale nie ważne, mało mnie to obchodzi. Z mojej torebki wyciągnęłam notes i długopis. Jeśli chodzi o wyposażenie torebki zawsze te rzeczy u mnie się znajdą. Było to chyba moim przyzwyczajeniem, no dodając jeszcze telefon, paczkę chusteczek, to już dzięki latom przypominania matki, i obowiązkowo aparat. Mijały minuty, a kartka przede mną pozostawała pusta. W końcu, kiedy Harry zadzwonił i powiedział, że czeka już zza rogiem szybko wyskrobałam pierwsze lepsze myśli na papier.
Poszłam do biblioteki. Przyszła moja nowa książka, więc pewnie posiedzę tam trochę i ją poczytam. W lodówce jest risotto, jeśli masz ochotę możesz je sobie podgrzać i zjeść. Smacznego.
Hope.
-Witam. - Powiedział Harry promienie się uśmiechając, kiedy wchodziłam do jego auta.
-Cześć.- Odpowiedziałam lekko chichocząc. Kiedy już usiadłam na miejscu obok kierowcy i zapięłam pasy nadal miałam przyklejony głupi uśmiech do twarzy.
-No dobra, teraz tłumacz z tego się tak chichrasz!
-Wiesz... nie musiałem czekać zza rogiem.
-Sama powiedziałaś, że masz karę... nie chciałem wplątywać Cię w więk....
-Owszem mam karę, ale dodałam też, że nie dotyczy ona wychodzenia z domu... bynajmniej nie do biblioteki.
-Och, więc taki jest Twój plan.
-Bez oklasków, proszę. Teraz... - Obróciłam się na fotelu w jego stronę. Harry cały czas skupiony na drodze wyjeżdżał właśnie z mojego osiedla. Dobrze! Jak najdalej, Haroldzie. Kiedy zaczął jechać dość prostą drogą jego spojrzenie skierowało się na kilka sekund w moją stronę, posyłając mi zachęcające spojrzenie. Za moment znowu wrócił do pilnowania drogi przed nami.- ... Powiesz mi gdzie jedziemy?
-Nie, nie powiem. Niespodzianka, znasz definicje tego słowa?
-Tak, znam. Powiedź mi przynajmniej jedną wskazówkę.
-Dobra. Ugh, okej. Skup się. -Znowu spojrzał na mnie sprawdzając czy słucham jego słów. Słuchałam. Och... słuchałam. - Wyjdziemy najpierw z Londynu, aby no wiesz... zobaczyć Londyn. Następnie pojedziemy w jedno miejsce coś zjeść i potem coś zrobimy. Nie pytaj, nie powiem. Przy okazji, mam nadzieję, że nic nie jadłaś w domu, tam gdzie jedziemy nie dają normalnych porcji. - „Oops."- Potem hm...-Zamyślił się. I tak jakby zgodził się ze sobą w myślach i pokiwał potwierdzająco głową. - odwiedzimy jeszcze jedno miejsce, ale już tam nie będziemy robić absolutnie nic. Na koniec wracamy do Londynu, ale najpierw zobaczymy Londyn. Zobaczysz jedną z najbardziej zaskakujących miejsc, które dobrze znasz. - Wow. To cholernie dużo jak na jeden dzień! Nawet mówiąc skrótami to... więcej niż zrobiłam w tym miesiącu.
-Och.. - Wymsknęło mi się z ust. Chłopak lekko zachichotał i znowu pełną uwagę skopił na drodze, podobnie do mnie. Kiedyś, kiedy jeszcze mój dziadek miał auto i mógł jeszcze prowadzić, zawsze kochałam siedzieć z przodu i patrzeć co dzieje się na drodze przede mną. Miałam okazje oglądać to, kiedy moja matka miała na wczesne godziny do pracy. Jeśli dobrze pamiętam musiałam wstawać wtedy o 6 nad ranem! A uwierzcie, dla dziesięcioletniego dziecka z funkcją wstawiania po południ, bywało ciężko. Dziadek przejeżdżał pod bramę naszego bloku i musiał czekać na nas czasem po dobre pół godziny, co było trochę jego winną. Zawsze był gdzieś przed czasem, jak to mówił, na wszelki wypadek. Matka, owszem miała prawo jazdy, ale nigdy nie było zbyt dużo pieniędzy, aby mogła kupić jakieś porządne auto. To co miał dziadek było dla niej zbyt małe. Cóź... dla mnie niebieski Fiat cinquecento 900 był w porządku. To był powód dla którego dziadek musiał wstawać tak wcześnie, ale chyba to lubił. Kiedy jeszcze zaspana wsiadałam do auta, śmiał się ze mnie. Ja siedziałam na siedzeniach z tyłu, a matka oczywiście na jednym wolnym miejscu z przodu. Odwoził matkę do pracy w małym kiosku, oddalonym na litość boską o 3 dzielnice miasta od naszego domu. Długa droga od domu, ale jednak... Praca to praca. Matka przed nią nie pracowała kilka lat (od śmierci mojego ojca, czyli kilka miesięcy po tym jak się urodziłam, więc... prawie całe moje dotychczasowe życie) więc to był i tak wielki krok na przód. Pamiętam, że matka zaciągała mnie do kiosku, czasem dając jakieś słodycze, albo przybory do szkoły, o których sobie przypomniałam rano, ba czasem dawała mi zdrapkę z Stotolotka wyciągnąć. Kiedy już wracałam z kiosku, dziadek zawsze stał tam gdzie zostawiłam go z autem i czekał na mnie. Pozwalał mi uciąć na przednim siedzeniu i obserwowałam drogę przede mną. Dokładnie tak jak robię to teraz.
-O czym tak rozmyślasz? - Spytał Harry, wyrywając mnie z mojego zamyślenia.
-Och.. ja tylko... wspominałam jak dziadek pozwalał mi siedzieć z przodu i patrzeć na drogę przede mną. - Odpowiedziałam lekko się uśmiechając. To jedno z dobrych wspomnień.
-Brzmi ciekawie!
-A żebyś wiedział! Lubiłam patrzeć na to co się dzieję przed oknem i wyzywać w duchu tych bez mózgów, którzy nie potrafią jeździć. Serio, czasem się dziwie jakim osobą dają prawo do jazdy.
-A co myślisz o mnie? - Spytał.
-Huh?- Mruknęłam. Co ja myślę o nim, co?
-No wiesz.. jako kierowcy. - Och, więc o to tu biega. Cóż... jeździł dobrze. Przepisowo, ale kiedy mógł dawał porządnie do gazu. Oficjalne, jadę z nim po raz drugi? Tak, chyba po raz drugi... Och, tak dużo się zdarzyło ostatnimi dniami.... więc dobrze zauważyłam, że na drodze jest całkiem dobrze organizowany.
-Nooooo, na moje oko jeździsz w porządku. Dobry z Ciebie kierowca.
-Dzięki, Hope! - Spojrzał na mnie, uśmiechając się promienie. Z dołeczkami w policzkach...
z d-d-dooooołeczkami.. och. - Chciałbym zobaczyć Ciebie z kierownicą w ręku.
-Właściwieee... - Zaczęłam niepewnie, pocierając wewnętrzną stroną dłoni swój kark. - Umiem prowadzić.
-NIE WIERZĘ! - Krzyknął, znowu przelotnie patrząc na mnie, z widocznym rozbawieniem.
-Uwierz. Dziadek mnie nauczył. Kiedy po raz pierwszy... - Zachichotałam na to wspomnienie.- wsiadłam do jego samochodu, on pilnował biegów, a ja trzymałam kierownice. No wiesz, wcześnie pokazał mi do czego służy każde sprzęgło i tak dalej. Byliśmy wtedy na garażach, było tak dużo miejsca to jazdy, no i sam fakt, że dziadek miał tak swój wynajęty garaż, żeby móc zaparkować auto przeważał nad tym gdzie mogłabym się uczyć jeździć. No i w sumie dziadek miał plusy, bo tam rzadko było widać babcię... No może w lato, kiedy było ciepło i chciała się opalić... Ugh, nie chciałbyś tego widzieć. - Moje ciało przeszły dreszcze, nie przyjemne, nie przyjemne. Brrr. - Wracając. No i wtedy... no wiesz jechałam prosto, niby sobie radziłam i tak dalej, ale jak zobaczyłam przede mną ciężarówkę. - Spojrzałam na Harry'ego, a on miał przerażoną minę. Zachichotałam.- Nie bój się, ciężarówka była zaparkowana... Ona tam po prostu stała, ale jakbym nigdy czegoś takiego nie widziała, mój umysł tak się przestraszył, że prawie wjechałam w jej tył. -Harry zaśmiał się, dołączyłam do niego i kontynuowałam. - Dziadek ostatecznie zrobił jakiś manewr kierownicą i na szczęście wjechaliśmy tylko w krzaki. A żeby było śmiesznie, były to krzaki róży, więc troszkę porysowaliśmy błotnik.- Dokończyłam i Harry zaczął się śmiać.
-Koniec z końców, nie umiesz jeździć?
-Umiem, cóż... w prawdzie musiałabym sobie co nieco przypomnieć.. ale umiem, ale, ale dochodzi jeszcze zdolność jeżdżenia po lewej stronie, choć pewnie bym była w stanie się przyzwyczaić. Dziadek uczył mnie dopóki się nie nauczyłam, pamiętam, że poświęcił na to jedno z całych wakacji.
Taaaa... od 9 rano do obiadu uczył mnie jak prowadzić, a potem ja i moje koleżanki zwalaliśmy się do auta i bawiliśmy w dom. Ok, mieliśmy tylko chyba trzynaście lat!
-Zaraz? Nie uczyłaś się jeździć po lewej stronie? - Spojrzał na mnie z znakiem zapytania wypisanym na jego twarzy.
-No tak.. W Polsce jest takie prawo.
-Aha! Więc skąd ten Twój akcent!
No i w ten sposób spędziliśmy czas naszej podróży. Harry wypytywał mnie jak to jest w Polsce, co lubiłam tam robić i takie tam... Zdziwił się, kiedy powiedziałam mu, że nie, nie ma na każdym kroku wielkiego niedźwiedzia, co przytwierdzałam pięknym, mocnym facepalm'em. Co jak co, ale było watro. Naprawdę, co obcokrajowcy mają do wiązania Polski z misiami. Bez przesady, aż taka wieś to to nie jest. Zgrabnie omijałam temat dlaczego się przeprowadziłam i takie tam. Kiedy zeszło na ten temat, ja stosowałam mój sposób zmieniania tematu. Działało, aż w końcu Harry zatrzymał samochód na naszym przystanku numer jeden. Zamurowało mnie, kiedy zobaczyłam widok formujący się przede mną. Wielka panorama Londynu. Moje myśli nie umiały stworzyć ani jednego normalnego zdania. Dopiero, kiedy drzwi samochodu zostały otwarte i poczułam lekki podmuch wiatru na moich nagich udach oderwałam spojrzenie od pięknej panoramy. Harry przytrzymywał jedną ręką drzwi i czekał, aż wysiądę.Gdy przełożyłam nogi na prawą stronę i byłam gotowa stanąć na ziemię, zauważyłam jak Harry wyciąga do mnie otwartą dłoń. Nie żeby coś, ale nie byłam aż tak niska, żeby musiała skakać z podwyższenia jego samochodu. Nieważne, lekko ścisnęłam jego rękę, a on na pozór pomocnie pomógł wysiąść mi z samochodu. Harry nie puszczając mojej ręki, lekko zatrzasnął drzwi samochodu i pociągnął mnie za sobą na przód auta. Kiedy się zatrzymaliśmy Harry puścił moją dłoń i lekko oparł się o maskę jego wysokiego samochodu. Zrobiłam to samo co on i znowu skierowałam wzrok przed siebie. Tutaj, gdzie Harry się zatrzymał najwidoczniej znajdował się punkt widokowy. Kilkanaście centymetrów przed nami była zbudowana barierka z drewna, za nią kilka metrów dalej była kończąca się górka, z której jestem pewna, jeśli ktoś by spadł nie skończyłoby się to raczej zbyt dobrze. Barierka ciągła się kilka metrów i potem kończyła się razem z zaczętymi kilkoma drzewami, lasem. A przed nami... ten widok. Duże i wysokie wieżowce łączyły się na tle z niebem, Tamiza okrążała centrum miasta, a za niej granicami znajdowały się duże i długie bloki lub budynki, mieszały się one z domami jednorodzinnymi lub z innymi tego rodzaju mieszkaniami. Nawet Tamizą było widać wieże Big Ben'a oraz koło znanego na całym świecie London Eye i most Tower Bridge. Jednym zdaniem, wszystko co turysta powinien zobaczyć. No może dodając jeszcze pałac królewski, czy Hyde park.
-Podoba ci się? - Spytał Harry przerywając ciszę.
-Bardzo. - Odpowiedziałam krótko i leniwie przeniosłam spojrzenie na chłopka. Harry chwile później również na mnie popatrzył. - Uwielbiam takie widoki, dziękuje, że mnie tu zabrałeś.
-Nie ma za co. - Odpowiedział i znowu skierował spojrzenie na panoramę przed nami. Zrobiłam to samo i podziwiałam widok przed nami. Nie powiem, słońce rzeczywiście dziś przygrzało, dlatego wywróciłam oczami, gdy sobie przypomniałam, że na czubku mojej głowy mam okulary przeciwsłoneczne. Służyły one mi dziś jako opaska, więc gdy założyłam je na nos, wiatr rozwiał moje włosy na wszystkie kierunki. Cieszyłam się przyjemnym stanem, patrząc się na widok przed nami. Kiedy Harry zaczął mówić dalej, próbowałam okiełznać włosy z twarzy i skierowałam wzrok na niego. Chłopak mówił cały czas patrząc się przed siebie. - Kiedy muszę coś przemyśleć i akurat jestem tutaj, w Londynie, przejeżdżam tu i patrzę na to wszystko... i zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę świat się nie zmienia, tylko po prostu ludzie zmieniają go. Dziwne jest to, że każdy chce czegoś, tylko czasem boisz się, że za bardzo zmienisz swój świat na jeszcze gorsze... pytaniem jest, czy warto zaryzykować... I właśnie kiedy zadaje sobie to pytanie, przyjeżdżam tu i myślę jakie jest za i przeciw i powiem ci, że będąc tutaj i mając choć chwilę do namysłu jeszcze ani razu się nie zawiodłem.
-Więc... to w jakiś sposób Twoje magiczne miejsce? - Spytałam. Harry zachichotał i spojrzał na mnie.
-Powiedziałbym, że to szczęśliwe miejsce. - Odpowiedział, na co ja promienie się uśmiechnęłam. Zrobiło mi się ciepło na sercu wiedząc, że on czasem też używa wyobraźni. W końcu to normalny człowiek.. jak ja i każdy inny na tej planecie - A Ty?
-A ja co?
-Masz jakieś swoje szczęśliwe miejsce? - Zapytał. Hmmm...
-Właściwie to nie mam... ale mam szczęśliwy wisiorek.- Odpowiedziałam, wyciągając spod bluzki łańcuszek, na którym był zawieszony kluczyk. Chwyciłam wywieszkę w palce i przyglądając się jej i kręcąc wokół palców zaczęłam mówić dalej. - Mam w domu małą, drewnianą skrzynie, to kluczyk do niej. - Spojrzałam na Harry'ego. Przyglądał mi się, zabawnie marszcząc czoło, formujące się dwie, czasem trzy zmarszczki i lekko ściągnięte w prostą linie brwi świadczyły o tym, że uważnie słucha. Kontynuowałam. - Trzymam w niej... wiesz, pamiątki. Kilka rzeczy, jak na przykład: mój pluszowy piesek Azorek, popisany kubek przez znajomych w moje czternaste urodziny, mój pierwszy różowy telefon... - Zachichotałam na te wspomnienie, Harry mi w tym potowarzyszył. - ... no i podobne takie, ale i tak większość z tych rzeczy to nic w porównaniu z zdjęciami jakie są na dnie tej skrzyni. Jedne z starymi znajomymi, niektóre z rodziną no i czasem z jakimś krajobrazem. Jeśli zechcesz... kiedyś mogę ci je pokazać. - Powiedziałam lekko się uśmiechając w jego stronę. Harry słysząc moje ostatnie słowa znacznie powiększył swój uśmiech.
-Jeśli bym mógł.. to z wielką chęcią. - Czy by mógł? Jeszcze nikomu nie pokazywałam tych rzeczy.. jeszcze nikt przed nim nie wiedział, że taka skrzynia w moim pokoju istnieje. Jest ona schowana dobrze i głęboko pod moim łóżkiem. On... on powiedział mi swoje szczęśliwe miejsce... zabrał mnie tutaj i planował niespodziankę dla nas... więc jeśli ta znajomość przetrwa, jestem gotowa mu zaufać w tym stopniu, aby pokazać mu jeden z moich małych sekretów.
-Wracajmy do samochodu, dobrze? - Spytał Harry, po kilku minutach ciszy. Akurat ta cisza była przyjemna, patrzeliśmy otaczający nas świat, od którego na chwilę uciekliśmy. Zaczynałam rozumieć co Harry widzi w tym miejscu, było cudowne... uspokajające i dające chwilę spokoju.
-Oczywiście.- Odpowiedziałam i odepchnęłam się od maski auta, na której się opierałam. Harry zrobił to samo i jako, że siedział bliżej prawej strony samochodu otworzył przede mną drzwi (choć jestem pewna, że nawet jeśli by stał bliżej swojej strony i tak wyprzedziłby mnie robiąc to samo) i czekał aż wsiądę do środka. Kiedy już to zrobiłam podziękowałam mu krótkim 'dzięki' i chwilę później chłopak siedział na swoim fotelu koło mnie w ręku ściskając kierownice.
Nie minęło dużo więcej czasu, niż 15 minut, a Harry zatrzymał na parkingu przed KFC. Spojrzałam na niego z pytającym wzrokiem, on odpowiedział mi co tu robimy. Więc kiedy już to zrobił, właśnie wychodzę z samochodu z jego portfelem w torebce i kieruję się głównego wejścia do KFC. Kiedy jestem już w środku od razu do moich uchu docierał odgłos bawiących się gdzieś w pobliży dzieci i rodziców, którzy krzyczeli na swoje pociechy dając im do zrozumienia co jest dobre a co złe „norma", gdzieniegdzie niektórzy siedzieli i cicho rozmawiali, co jakiś czas wzrok przystawał na grupce biznesmenów siedzących w kącie po prawej na samym końcu i śmiejących się w ten dziwny zawodowy sposób, nie pytam co robią w KFC, ale chyba do żon oni szczęścia nie mają, na koniec można było usłyszeć dźwięki z pracującej w kuchni ekipy, która nadzoruje życie w tym lokalu, fast foodzie znaczy się. Nie wrzuciłam uwagi nawet kiedy znalazłam się twarzą w twarz z przyjaźnie uśmiechającą się blondynką. Miała na sobie czerwoną, firmową koszulkę KFC, która, na niebiosa, była zapięta tylko na trzy guziki z pięciu, szybkim zmierzeniem ją wzrokiem była chuda i zgrabna, więc jej biodrówki, które odsłaniały nieco skóry bioder i brzucha, mogła nosić bez poczucia coś jest nie tak, ale cóż....nadal jej uśmiech wyglądał przyjaźnie.
-Witamy w KFC UK, jestem Connie, w czym mogę dziś Pani pomóc?- Powiedziała szybko, na jednym wdechu... wow, ledwo mogłam wyłapać jej imię.
-Dzień dobry, więc tak poprosiłabym dwa zestawy Longer Menu z frytkami,nie sałatką, dwa zestawy Kids Menu z obojętnie jaką zabawką, do tego kubełek Classic XL i dwa duże Krushery o smaku Kity Kat'a. Oh i jeszcze dwie porcje Cheesamisu. - Powiedziałam z dość długim zastanowieniem po między.
-To wszystko? Zamówienie na wynos czy na miejscu? - Spytała Connie. „Serio? Wykupiłam prawie pół KFC. " Pomyślałam.
-Tak, to wszystko i zamówienie na wynos po proszę
-Dobrze, zamówienie będę gotowe za dwie minuty. Do zapłaty należne jest £37 i 64 p. - Powiedziała, na chwilę oddalając się i pakują już kubełek z mojego zamówienie do dużej papierowej torby. Po nie długiem chwili Connie wróciła stawiając na blacie 3 duże torby, pełne jedzenia i dwa wysokie kupki pełne pysznego chłodzonego napoju i dodatkiem batonów Kity Kat.. hm, to prawie jak lody. Świetnie. Dziewczyna zaczęła mówić całe spełnione zamówienie i kiedy skończyła wyciągam z torebki mój portfel i podałam jej moją kartkę. Po wcześniejszym potwierdzeniu, że zgadzam się na przelew dotykowy, dziewczyna podała mi jeden rachunek, a na drugim prosiła o podpis przy potwierdzeniu bankowym. Błagam, trzydzieści ileś funtów, a ja musiałam odwdzięczyć się jakoś Harry'emu, wypadło na jedzenie... znowu.
-Może pomóc pani? - Spytała Connie, kiedy do ręki chwyciłam pierwszą papierową siatkę i w tej samej ręce trzymałam plastykowy kubek z zimnym krusherem i ramieniu miałam powieszoną torebkę.
-Jeśli byłabyś na tyle miła. - Uśmiechnęłam się chwytając za dół drugiego krushera. Dziewczyna zaraz znalazła się koło mnie trzymając w dłoniach dwie pozostałe siatki. Kierując ją w którym miejscu stoi czarny Land Rover Harry'ego dziewczyna szła za mną. Harry zauważył chyba, że wracam, bo drzwi po mojej stronie były otwarte. Wychyliłam się przez nie i uśmiechając się ostrożnie podałam Harry'emu dwa Krushery, które położył w dopasowanym uchwycie koło hamulca ręcznego. Weszłam do środka, zauważając jak Connie okrąża samochód, aby znaleźć się po drugiej stronie samochodu. Harry otworzył okno i dziewczyna podała mu do rąk jedną torbę, szybko przyjęłam ją od niego, bo wiedziałam, że czeka go kolejna przesyłka. Connie podała mu ją i lekko się zgarbiła, żeby móc zobaczyć osoby w środku samochodu.
-Życzymy smaczne....... - Momentalnie się zatrzymała, bardziej trafne byłoby zamarła patrząc się na Harry'ego. Tak, znam ten stan, Connie. Harry aka głupek zachichotał, a ja niepewnie poprawiłam się na siedzeniu obok niego.
-Cześć. - Powiedział delikatnie się uśmiechać w jej stronę. No dalej, zabij sobie dziewczynę ot tak, Harry!
-H... H-Harry Styles?- Wyjąkała pytająco. Noooo tak.
-Tak, cześć. - Przywitał się znowu. Wywróciłam oczami i skupiłam się na szukaniu w torebce portfelu Harry'ego, słysząc ułamki ich rozmowy, polegającej na tym jak bardzo Connie kocha One Direction. Cóż.. nie przesadzało mi to, że spotkał fankę i że z nią rozmawia, nic z tych rzeczy broń Boże, po prostu nie była to moja sprawa, więc grzecznie starłam się nie podsłuchiwać. Kiedy wygrzebałam portfel Harry'ego i chciałam położyć go koło krusherów, spotkałam rozbawiony wzrok Harry'ego i Connie. Harry wyciągał w moją stronę swoją dłoń, a w niej był iPhone z śmieszym niebieskim etui w kształcie króliczka. Hmmm, to nie jego telefon... tak zgaduje.
-Co?- Spytałam zdezorientowana.
-Pytałem czy zrobisz nam zdjęcie telefonem Connie? - Powiedział uśmiechając się głupkowato. Głupek.
-Och,tak. Ah... Pewnie, że tak! Sorry, zamyśliłam się i takie tam. - Mruczałam szybko chwytając telefon. Opcja aparatu była włączona, więc nie było problemu z zrobieniem zdjęcia. Connie przybliżyła się do auta i lekko przechyliła się wgłąb jego wnętrza. Harry posłał swój uśmiech numer nie wiadomo jaki, a w oczach dziewczyny można było bez dwóch zdań płomień szczęścia. Dziewczyno jestem pewna, że Twojemu szefowi ta przerwa się nie spodoba. Kiedy zrobiłam zdjęcie i chciałam oddać telefon Connie, Harry szybko powiedział:
-Jeszcze jedno!- I lekko podniósł biodra, aby móc dosięgnąć policzka Connie. Dziewczyna czując jedną dłoń Harry'ego na lewym policzku, a na drugim jego usta, zrobiła się momentalnie różowa na policzkach. Awww, to słodkie. I dobrze wiedzieć, że nie działa on tak tylko na mnie, do cholerci! Cyknęłam jeszcze trzy zdjęcia, w prawie tej samej pozie, ale co tam i tak miały to coś. Na pierwszym widać duże, zdziwione oczy dziewczyny, na drugim już szeroko i ładnie się uśmiechała, a na trzecim Harry śmieje się przy jej policzku.
-Miło było Cię poznać, Connie.- Powiedział Harry, kiedy po kilku sekundach po moim oddaniu jej telefonu zaczęliśmy się z nią żegnać.
-Tak i dziękuje za pomoc. -Dodałam uśmiechając się przyjaźnie, jak zauważyłam Harry miał również podobny uśmiech na swojej twarzy, dziewczyna po naszych słowach, też się rozpromieniła, jeśli mogła bardziej niż już była.
-Do usług i po za tym ja dziękuje Tobie... - Zawahała się.
-Hope.- Podpowiedziałam.
-Tak, dziękuje Tobie, Hope za to, że mogłam zobaczyć się z moim idolem.
-Cóż... nie ma za co?- Co mam odpowiedzieć innego?- Po za tym to dziękuj Harry'emu.
-Tak, dziękuje bardzo, bardzo, bardzooooo, Harry. Wiele dla mnie znaczyło to spotkanie. - Zachichotała i my do niej dołączyliśmy. Ona jest przyjaźnie urocza!
-Zawsze do usług. Miłego dnia. - Powiedział Harry i po wymienieniu jeszcze kilku pożegnanych zdań, znowu byliśmy na drodze. Nawet nie zdążyłam się odezwać, bo po kilku minutach Harry znowu zatrzymał samochód, przedtem wjeżdżając na pusty parking. Co do...?
-Dawaj, rusz się, jest prawie dwunasta! - Powiedział Harry stojąc przy otwartych drzwiach po mojej stronie. W dłoni trzymał dwie siatki z jedzeniem. W jednej dłoni dwie siatki? Gdzieś Ty się tego chłopie nauczył? Kiedy miałam wychodzić z auta, Harry przypomniał mi o naszych Krusherach. Zawieszając swoją torebkę przez ramię i przyciskając do piersi torbę z jedzeniem chwyciłam nasze napoje w dwie ręce i nie zbyt elegancko wyszłam z jego samochodu. Kiedy byłam na zewnątrz Harry jednym kliknięciem pilota zamknął wszystkie zamki w samochodzie i kierował mnie w stronę budynku, przy którym znajdował się parking. Kiedy byliśmy przy, jak podejrzewam, tylnych drzwiach budynku Harry wyciągnął z kieszeni jakieś klucze i posyłając w moją stronę tajemniczy uśmiech zaczął otwierać zamki.
Kiedy drzwi się otworzyły i weszliśmy do środka tajemniczego miejsca, nie mogłam przestać się uśmiechać, oglądając się w każdą możliwą stronę. Ściany pomieszczenia były pomalowane na krwisty czerwony, wszystkie meble były czarne i dodatkiem wszystkiego były lampki świecące w kolorze złota na ścianach koło barku, który znajdował się po prawej stronie. Były przy nim było siedem wysokich krzeseł i za ciągnącym się blatem na meblościance zrobionej ze szkoła stały różnego rodzaje alkoholu. Jestem pewna, że z moim doświadczeniem, połowy nie byłabym w stanie rozróżnić. Po lewej stronie było zdecydowanie coś, co było zasługą jak można by nazwać to pomieszczenie. Tuż obok drzwi wejściowych stały trzy czarne, skórzane kanapy, a przed nimi były dwa ciągnące się tory do gry w kręgle. Pozwolę sobie nazwać moją obecną sytuacje jedynym zdaniem. Jestem w kręgielni z Harry'm Styles'em. Brzmi pięknie.
-To nowy pokój zabaw Louis'a. Pomyślałem, że pogramy. - Odezwał się Harry idąc w kierunku barku. Powoli też zmierzyłam w tamtym kierunku. Harry wszedł za blat.. hm, wygląda całkiem całkiem jako barman. Mogłoby się tak wydawać, gdy zaczął przeszukiwać torby z KFC. - Kids Menu? - Spytał wyciągając dziecięcy zestaw. Rozbawiony podniósł swoje brwi, czekając na moją odpowiedź.
-No co? Tam też jest jedzenie, tak?- Zapytałam próbując ukryć rozbawienie, lecz na marne. Mój przyklejony do twarzy uśmiech zdecydowanie mi nie pomógł. Podchodząc do blatu, usiadłam na jednym z krzeseł. Położyłam torbę z darami spożywczymi i dwa kubki przede mną. Harry zajął się wypakowaniem toreb, a ja wzięłam się za mojego krushera. Pomieszałam go dużą, grubą rurką i przyłożyłam ją do ust. Poczułam jak przyjemny smak napoju przejmuje kontrole nad moimi kubkami smakowymi. Mniam.
-Umiesz grać?- Spytał nadal zajmując się wypakowaniem jedzenia.
-Nie zbyt.- Skłamałam pokazując pozorną smutną minę.
-Nie martw się.- Powiedział pociesznie i zrobił podobną minę do mojej. Tylko o wiele, wiele śmieszniejszą. Co jak co, ale podkówkę na obrót z ust nie każdy umie zrobić. Zachichotałam. - Nauczę Cię.
-Dzięki, doceniam to tak samo jak Twoją minę rozbitego emocjonalnie konia.
-Heeej! - Zachichotał.
-Tylko mówię.- Podniosłam dłonie w geście poddania.
-Okej, ponieważ mam spędzić z Tobą cały dzień nie będę się gniewać.
-Tyle wygrać!- Krzyknęłam ściskając pięść w powietrzu i przymykając oczy, tak aby jak najlepiej pokazać smak wygranej. Harry zaśmiał się.
-Co zjemy najpierw? Wykupiłaś pół KFC.
-Hmmm, tak bardzo śmiałeś się z mojego dziecięcego zestawu... więc może go pozbędziemy się najszybciej?- Zapytałam wysoko podnosząc lewą brew.
-Dobra,dobra! Tylko mnie nie zabij tym spojrzeniem, mam trasę do przeżycia.- Zachichotałam na jego odpowiedź. -Schowam resztę do lodówki.- Pokazał palcem róg przy barze. Wow, czarna, duża lodówka. Aż mam ochotę przybić sobie z otwartej dłoni w czoło, bo jak Boga kocham, nie zauważyłam jej tutaj.- Potem podgrzejemy wszystko w mikrofali.- Poklepał górę urządzenia stojącego poniżej blatu. Przytaknęłam na zgodzę głową. - Chodź, przenieśmy się na kanapy. - Dodał i trzymając w dłoniach nasze zestawy wyszedł zza baru. Szedł w stronę kanap, kiedy zawołałam jego imię. Obrócił się i skoncentrowany spojrzał na mnie. Pokazałam na krushery, Harry z uśmiechem przytaknął, więc wzięłam swój i jego napój w ręce i ruszyłam w jego kierunku. Idę w kierunku Harry'ego Styles'a z zespołu o nazwie Jeden Kierunek, haha. Och, ironio. Jestem taka dziwna! Harry siedział na środkowej kanapie i przed nim na stoliku było położone nasze jedzenie. Usiadłam koło niego i wyciągnęłam w jego stronę dłoń trzymając napój. Harry odebrał go ode mnie, następnie pochylił się i zabrał jeden zestaw z stołu. Podał mi go, a ja mu dziękując uśmiechem czekałam, aż sam weźmie swój. Kiedy wzięliśmy się za otwieranie ich zachichotałam na widok schowanej w środku pudełka, w kształcie samochodu wypakowanych kurczakami, tak nawiasem mówiąc, zabawki. Spojrzałam na Harry'ego, a on patrzył się w moją stronę skoncentrowany. Wyciągałam z pudełka foliowy woreczek i podniosłam ją na wysokość wzroku Lokers'a. Harry przyglądając się temu i sekundę później przybił sobie facepalm'a. Mam nadzieję, że bol...... ok, to nie w porządku.
-Nie mogę uwierzyć, że mają to nawet w KFC.- Powiedział rozbawiony kręcąc głową.
-Och, daj spokój! To jest urocze. - Rozerwałam woreczek na pół i dotykając czerwonej bransoletki z napisem białym "I <3 Niall" spojrzałam na Harry'ego. - A Ty co tam masz? - Spytałam. Harry otworzył swoje pudełko i wyjął z niego woreczek. Rozerwał go za pomocą siły w palcach (mhm) i po chwili trzymał prawie taką samą biżuterię jak ja, z jedną różnicą. Na jego bransoletce był napis "I <3 Harry'. Zachichotałam na ten widok. Nie, poprawka. Roześmiałam się tak głośno i mocno, że nawet z mojego oka wyleciało kilka łez. Harry przyłączył się do mnie, ale myślę, że rozbawił go mój śmiech, a nie niespodzianka, którą znalazł. Gdy opanowałam swój napad radości wzięłam kilka głębokich wdechów.
-Jeśli chcesz...-Głęboki oddech.-... mogę się z Tobą zamienić. Wiesz, żebyś nie miał swojego imienia, byłoby to trochę jak narcyzm.
-Och, no jasne! Narry 4ever!- Powiedział śmiejąc się. Nie śmiej się, Hope. Nie śmiej się, Hope. Nie śmi... za późno. Znowu zaczęłam swój występ pod tytułem 'śmiej się jak idiotka z Hope'. Za moich czasów, och na litość boską to było tak dawno, Narry był moim ulubionych bromancem, ale przecież nie powiem tego Harry'emu...Odpędziłam te myśli, znowu przywracając się do rzeczywistości, nie chcą psuć sobie humoru. Harry podał mi swoją bransoletkę, którą od razu założyłam na nadgarstek, a ja jemu swoją. Założył ją, a ona beztrosko zwisała obok jego zegarka.
Kiedy zjedliśmy nasze zestawy, czytaj: mini twister z nugetsami i frytki, które swoją drogą nie były aż takie złe, a że nie zdrowe to inna bajka, Harry zaproponował, że zaczniemy grę w kręgle. Zgodziłam się. Grałam kilka razy w nie i szczerze mogę przyznać, że lubię tą grę. Nie gram na poziomie eksperta, ale umiem grać. Co jest przeciwieństwem tego, co powiedziałam Haroldowi. Muszę mieć trochę plusów, co nie? On mógł tu bywać tyle ile chciał i z napiętym grafikiem jak czas mu pozwalał, więc musiał umieć grać w to dobrze. Ugh, moje przeklęte ruchy koordynacyjne. Nie chodzi o to, że nie łapie zasad gry i że nie umiem się w nią się wczuć, bo przeciwnie, jeśli gram z kimś zaufanym zawsze zostaje sobą i daję z siebie wszystko, ale jeśli chodzi o to, czy złapię piłkę lub coś takiego przy kimś przy kim nie czuje się komfortowo totalnie zapadam się pod ziemię i nie wiem co robić. To normalnie robi się już przykre.
-Okej, więc znasz zasady?- Zapytał Harry, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Hm, to nie może być trudne. Bierzesz kulę i próbujesz zbić te 10 kul na końcu toru?
-W sumie to tak. Grałaś już kiedyś?
-Nie. - Skłamałam.
-Okej, więc pamiętaj jeszcze, aby brać te lekkie kule. Od 6 do 8 powinny być dla Ciebie najlepsze.- Och, co Ty nie powiesz, Haroldzie? Jako, że byłam kiedyś, dawno, jeszcze w Polsce, ze znajomymi kilka razy na kręglach i zawsze, gdy rzucali się na kulę "aby wybrać tą swoją jedyną magiczną" nie pozostawały na końcu, (zadziwiające, że tam byłam, prawda?) nic innego jak te ciężkie kule, od 10 w górę.
-Okej.-Mruknęłam niezrozumiale.
-Pokaże Ci jak trzymać kulę. -Powiedział i podszedł do mnie w dłoni przytrzymując zieloną kulę. Obrócił ją tak, aby były widoczne 3 zagłębienie w jej środku. Będąc blisko, zbyt blisko jak na moje gusta, wytłumaczył mi, że jeden z nich oddalony trochę dalej od dwóch pozostałych, służy do włożenia kciuka. Pozostałe dwa otwory w środku kuli są do prawidłowego przytrzymania przez dowolne palce dłoni, tylko nie małego paluszka, bo to mogłoby boleć.
Kiedy kilkukrotnie potwierdziłam Harry'emu, że rozumiem dobrze znaną mi grę, on znowu podszedł do baru i wpisał do komputera nasze imiona. Po chwili na monitorach nad torami wyświetliła się tabela punktów dla każdego z nas. Zauważając, że Harry wraca krzyknęłam do niego, aby przy okazji wziął i podał mi moją torebkę, którą zawiesiłam na jednym z krzeseł koło barku. Wykonał moją prośbę i za chwilę trzymałam ją w dłoni. Usiadłam na kanapie i zaczęłam w niej grzebać, podczas kiedy Harry zaczął otwierać okna. Zirytowana jęknęłam, znalezienie małej gumki do włosów w mojej torbie to niemal cel niewykonalny. Nie było już innego sposobu pomocy jak wysypać zawartość torebki na kanapę. Musiałam związać włosy, będzie mi o wiele wygodniej. Kiedy w końcu z uciechą znalazłam gumkę zauważyłam, że Harry mi się przygląda.
-Masz aparat?- Spytał patrząc na mnie to na rzeczy wysypane na kanapie.
-No tak. -Wymruczałam.- Zawsze mam aparat przy sobie.
-Mogę?- Zapytał ponownie z dłonią wyciągnięta w moim kierunku.
-Dobra?- Powiedziałam nie ufnie sięgając po urządzenie i podając mu go.-Po co ci on?
Nie odpowiedział od razu tylko zaczął się nim bawić. Przyłożył oko bliżej wizjera i już wiedziałam co się szykuje.
-Porobimy zdjęcia.- Uśmiechnął się szeroko kierując obiektyw w moją stronę.
-Co? Nie!- Krzyknęłam chowając twarz w dłonie. Usłyszałam dźwięk zrobionego zdjęcia. Po chwili poczułam jak Harry siada koło mnie.
-Och, no weeeeeeź.- Marudził. Będąc w takiej samej pozie znowu usłyszałam dźwięk zrobionego zdjęcia.- Patrz jak słodko wyglądamy. - Powiedział i podniosłam lekko wzrok i zauważyłam na wyświetlaczu szczerzącego się Harolda i mnie z zakrytą twarzą. Tak ma wyglądać moje pierwsze zdjęcie z Harry'm Styles'em? A-a, nie na mojej zmianie.
-Dalej, zrób jeszcze jedno.- Powiedziałam siadając prosto i przybliżając się do niego. Kiedy Harry nakierował dłonią aparat na przeciwko nas, uśmiechnęłam się i po chwili zdjęcie było zrobione. Przejęłam od niego aparat i włączyłam zrobione zdjęcie na wyświetlaczu. Uśmiechałam się na nim jak głupia, wyglądając...szczęśliwie? Nigdy jakoś nie wierzyłam w te całe iskierki w oku, ale teraz... naprawdę to zauważyłam. Harry wystawił język, cały czas mając na ustach kształt uśmiechu, lekko zmarszczone brwi i pozornie zdziwione spojrzenie.
-Ładne. - Stwierdził uśmiechając się promienie. Szybko chwyciłam aparat i zrobiłam mu zdjęcie w takiej pozie.
-Heeej!- Krzyknął oburzony. - Nie byłem przygotowany!
-Bywa, kolego. -Zachichotałam. - Wyciągnij dłoń. - Powiedziałam, Harry spojrzał na mnie z spojrzeniem mówiącym 'o co cho?', ale wykonał moje polecenie. Wywróciłam oczami. - Druga ręka.- Poprosiłam irytowana. Wyciągnął swoją lewą dłoń i ja wyciągnęłam swoją prawą zaciskając ją w pięść. Harry zauważając, że zamierzam zrobić zdjęcie zwinął szybko dłoń, tworząc palcami znaczek pease. Boooooom i kolejne zdjęcie. Nie ma co, muszę później dodać to właśnie zdjęcie na twitter'a.
Czas minął bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam, kiedy na dworze zrobiło się ciemno, a dowiedziałam się o tym fakcie, gdy szliśmy z powrotem do jego auta. Harry otworzył przede mną drzwi i czekał aż wsiądę do środka, co zrobiłam i kilka chwil później Harry siedział koło mnie za kierownicą. Mogę przyznać, że gra w kręgle była całkiem fajna! Pierwszą rundę oczywiście wygrał Harry. Pozornie, bo przecież musiałam dać mu wygrać. Drugą rundę wygrałam ja, co oczywiście zawdzięczałam mojemu wrodzonemu talentowi. Po wygranej odtańczyłam jakiś taniec słońca i wciąż pamiętam minę Styles'a, gdy na to patrzył. Ugh, walić go! Byłam szczęśliwa wygraną, więc miałam pełne prawo odtańczyć to co chce! W przerwie przed decydującą rundą o pełną wygraną całej rozgrywki, zdecydowaliśmy się odgrzać nasze jedzenie z KFC. Jedliśmy i rozmawialiśmy praktycznie o niczym. Co jak co, ale fakt, że Harry zaczyna jeść banana od tyłu, jest dziwny. Nie, żebym miała jakieś skojarzenia, czy coś. Szczerze mówiąc, Harry byłby dobrą dziewczyną, bo plotkować to on umie! Śmialiśmy się z faktu jaki username ma Tom na instagramie i stwierdziliśmy, że jak Lux dorośnie pewnie założy swój i on będzie musiał wydziedziczyć ją z jej imienia w jego nazwie. Harry wspominał o planach One Direction i muszę przyzwać, że były one niewiarygodne. Przez następne dwa tygodnie będą koncertowali w Londynie, potem na tydzień lecą do Dublina i znowu wracają do Londynu na kilka koncertów. Potem będą mieli kilku dniową przerwę i znowu kontynuacja trasy. Całe półtora miesiąca po Europie, potem Ameryka i Australia. Wow! Harry pytał się mnie czegoś o sobie, ale ja odpowiedziałam krótko wzruszając ramionami mówiąc "nauka" i moją strategią zmieniłam temat. Po godzinie, może dwóch, rozmów i żartów zdecydowaliśmy się dokończyć naszą grę. Po ciężkich próbach i innych trudnych wyborach ostatnią rundę wygrał.......... pf, oczywiście, że wygrałam ja! Nie chcecie wiedzieć co zrobiłam po wygranej, bo sama nie chce tego pamiętać, ale można powiedzieć w skrócie, że miałam bliskie spotkanie twarzy z podłogą. Harry był trochę oburzony po przegranej z największą utalentowaną osobą w grę w kręgle w tym pomieszczeniu, ale widząc mój upadek trochę złagodniał. Chciałam mu wmówić, że to było zaplanowane, a on stwierdził, że poszkodowanemu uwierzy. To mi się podoba, Styles! Mimowolnie zachichotałam na to niedawne wspomnienie w mojej głowie.
-Z czego się śmiejesz?- Zapytał Harry, wciąż skupiając uwagę na drodze.
-Z..... nas.
-Co masz na myśli?- Spytał zaciekawiony.
-To był miły dzień, Harry. Dziękuje. - Powiedziałam szczerze się uśmiechając.
-Nie dziękuj mi. Jeszcze, to nie koniec.
-Co?-„ COOOOOOOOOOOOOOO?!" Pomyślałam. Jeśli zrobię jeszcze coś dziś, bo totalnie umrę z nadmiaru wrażeń i mówię to w pełni świadoma, bez dodatku alkoholu we krwi. Harry nie odpowiedział tylko posłał mi tajemniczy uśmiech. Następnie próbując odwrócić moją uwagę zmienił temat, lecz nie ze mną moje numery, Styles!
-Naprawdę grałaś pierwszy raz w kręgle?- Zapytał. Och, dobrze odwróciłeś moją uwagę, tylko dla tego, że chce się z Tobą zabawić, Haroldzie.
-Nie. -Odpowiedziałam szybko, uśmiechając się zwycięsko.
-Byłaś całkiem dob......... Zaraz. Co?
-Nie. Grałam. Pierwszy. Raz. W. Kręgle. - Odpowiedziałam zaznaczając każde kolejne słowo. Harry wyszczerzył oczy, co było śmieszne, bo widziałam to nawet patrząc z boku i było dość ciemno w środku auta.
-Mówiłaś, że...
-Tak, mówiłam. - Przerwałam mu cały czas uśmiechając się. Harry zmarszczy swoje brwi i posłał mi szybkie zabójcze spojrzenie. Ha, ha. Boję się, Panie Styles.
-Ty mała kłamczucho!
-Bywa, Panie Styles.
-Panie Styles? Był kolega teraz Pan Styles? Kim ja dla Ciebie jestem? Testujesz moje uczucia!- Krzyknął z poważnym wyrazem twarzy, choć był on udawany. Mam nadzieję.
-Kim? Hmm.. - Zamyśliłam się. Chłopakiem? NIE! Boże, dlaczego o tym pomyślałam? „Bo tego pragnęłaś i teraz też zaczynasz tego chcieć." Podpowiedział mi mój umysł, choć miałam nadzieję, że ten zamęczający mnie odgłos gdzieś z tyłu, się wyłączył. Jednak źle myślałam i cholera, nie miał on racji. Więc wracając.... Przyjacielem? Nieee, jeszcze za wcześnie. Znajomym? Cóż, większość z moich znajomych znienawidziłam, więc Harry będzie dla mnie....- Jesteś moim dobrym znajomym, tak myślę. - Dodałam mówiąc to na głos.
-Cieszę się. - Odpowiedział uśmiechając się do mnie. - Teraz wysiadamy. - Lekko poklepał mnie w udo. „Woah, Harold. Nie rób tego więcej. " Pomyślałam, gdy przez moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Spojrzałam na niego, a on już wysiadał z samochodu. Postanowiłam szybko zareagować i wyjść z auta. Harry dochodził do mnie, gdy akurat zamykałam drzwi. Spojrzałam przed siebie i oniemiałam. Jezioro.
-Chodźmy na spacer. - Powiedział i złapał moją niepełno sprawną dłoń w tym momencie, położył ją na zgięte w pół ramię i zaczął prowadzić coraz bliżej plaży koło jeziora.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

