Szłam tuż za Harry'm, gdy schodziliśmy do schodach. Będąc na dole wyszliśmy do jednego z pokoi po lewej. W rogu pokoju leżały materace ułożone jeden pod drugim. Harry podszedł do nich.
-Ja z jednej strony, Ty z drugiej? - Spytałam stojąc koło niego. Kiwnął potwierdzająco głową. Tak jak powiedziałam chwyciłam materac z prawej strony z przodu, a Harry z tyłu. Pociągnęliśmy go na ziemię i lekko podnosząc zanieśmy je do góry, do pokoju, gdzie zostawiłam swoje rzeczy. To samo zrobiliśmy z drugim, więc.. będziemy spali w tym samym pokoju. Super.
-Co teraz? Myślę, że nie pójdziemy spać. Jest popołudnie. - Przypomniałam.
-Może oprowadzę Cię po domu?
-Spoko. -Wzruszyłam ramiona. Wszystko tylko nie gadanie o tym co się stało.
Dom Harry'ego był cudowny. Wiedziałam to już na początku, po prostu wyobrażając sobie co może być w środku. W rzeczywistości było jeszcze lepiej. Każde pomieszczenie było na swój sposób wyjątkowe. Harry opowiadając jakie są plany urządzenia pokoi wydawał się podekscytowany, ale i tak istniał jakiś dystans po między naszymi rozmowami. To wszystko od tego wydarzenia z matką w domu. Byłam wdzięczna za to, że Harry nie naciskał, nie pytał, ale świadoma, że będę musiała wszystko wytłumaczyć. Cóż... skoro tak ma być, niech będzie. Nawet, jeśli mam później tego żałować, zdałam się na los.
Doprowadził on do tego, że leże na wcześniej przyniesionym materacu i obserwuje gwiazdy na niebie, przez szklany sufit, a moje wilgotne włosy są porozrzucane po poduszce. Podczas, gdy Hazz jest w łazience staram się poukładać swoje myśli. A jest ich, żebym być szczerym, bardzo dużo.
Matka.
Adam.
Szkoła.
Zapamiętana przeszłość.
To były moje problemy. Każdy ma problemy, tak? Może moje nie są aż tak wielkie? Lecz jednak są moje, więc w moim interesie było ich pozbycie się... sama próbowałam walczyć z tym tyle razy. Za każdym się poddawałam. Od niedawna nieświadomie zapalała się mała iskierka.
Harry.
Tak się nazywała. Może i nie chciałam się początkowo do tego przyznawać, ale koniec z końców zrozumiałam, że potrzebuje kogoś kto by mnie ponosił na duchu, trzymał i nie pozwolił upaść. Wcześniej nie znałam tego uczucia, bo nie było nikogo, kto pokazałby mi choć jej część. Aż pojawił się on. Szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie już, czy jest taki dla wszystkich czy tylko dla mnie, może tylko najbliższych. Nie miało to znaczenia. Liczyło się jedno - chciałam, żeby to trwało. Przyjaźń. To byłoby najlepszym co mnie spotkało.
-Hope?- Usłyszałam zza moich pleców. Usiadłam na materacu i zobaczyłam jak Harry przechodzi koło framugi. Ubrany w luźne spodenki i biały podkoszulek. Usiadł na materacu, koło mnie, cały czas na mnie patrząc.
-Wiem, że potrzebujesz wyjaśnień, Harry. Dostaniesz je, jeśli chcesz... tylko chce się upewnić, że nie zmienisz o mnie zdania... jestem inna niż ona..
-Spokojnie. Obiecuje. - Uśmiechnął się delikatnie i oparł się plecami o ścianę za nim. Powtórzyłam tego ruch, bawiąc się kluczykiem zwisającym z mojego wisiorka. Siedzieliśmy patrząc przed siebie, a ja zbierałam się na odwagę.
„Już czas, Hope."
„Pora się otworzyć."
„Jesteś silniejsza niż to wszystko."
„Wytrzymasz."
Mówiły moje przeczucia, posłuchałam ich.
-Kiedy miałam cztery miesiące zmarł mój ojciec... Nie mogę pamiętać jaki był, ale podobno sprowadzał rodzinę na złą stronę..pił, to co zarabiasz zabierał i nigdy ponoć nie pomagał.. po jego śmierci matka straciła prace za zaniedbanie i ciągnęło się to tak do mojego dziesiątego roku życia. Aż w końcu moja matka znalazła pracę w kiosku. Niby nie wiele, ale i tak wielki krok do przodu, kilka miesięcy potem moja siostra wyjechała. Najpierw do Niemiec, potem do Grecji, Holandii, aż w końcu mieszka w Nowym Yorku. - Ukradkiem spojrzałam na chłopaka. Patrzył się na ziemię i w skupieniu marszczył brwi. - Ciągaliśmy to jakoś. Nigdy nie było ponad wszystko dobrze, ani źle. Było jak było. Mieszkałam z matką w jednopokojowym mieszkaniu, co było trochę męczące, ale.. musiałam wytrzymać. Równo dwa lata temu, w kwietniu zmarli moi dziadkowie. Sprzedaliśmy dom dziadków i swój. Powiedziałam mamie, że nie chce więcej mieszkać w Polsce. Zaproponowałam Anglię. Ona znała język, bo przed śmiercią ojca pracowałam w urzędzie państwowym. Gdy przyjechaliśmy do Londynu musiałam skończyć rok szkolny w polskiej szkole, potem były wakacje. Wtedy było po prostu pięknie. Wynajęliśmy mieszkanie, matka dostała prace i przez dwa miesiące, naprawdę zaczęłam znowu ją... kochać. Była miła, osobą jaką jako mama powinna być. Chodziliśmy razem wszędzie; do kina, spacer, zwiedzać. Aż przyszedł rok szkolny, ja wracałam później ze szkoły, ona coraz później z pracy. Pracowała tak długo i podajże ciężko, że awansowała na dobry stołek w banku, gdzie pracowała. Dzięki temu mogliśmy kupić nasz dom. Rok się ciągnął, a ona stawała się dla mnie inną osobą. Nie znaną i zapomnianą. Wynagradzała mi to pieniędzy i ciągle tak robi. Z mamusi z dzieciństwa stała się dla mnie po prostu... matką. Napisałam test PLLS* i dostałam się do College. Przez półtora roku zdążyłam opanować język do perfekcji. W wakacje skończyłam 16 lat i teraz jesteśmy tutaj. Jak się okazuje moja matka swoją „ciężką pracą" zdobywa swoją posadę w pracy. Boże, co za ironia. Ona jest nienormalna!- Wytarłam rękawem łzę, która nieświadomie spłynęła mi po policzku. Uznałam, że odpowiedziałam już wszystko. I poczułam się trochę lepiej, lecz na moich ramionach nadal trzymał się ciężar, podczas, gdy Harry się nie odzywał.
Po kilku sekundach jakby wyrywając się z transu, złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Tam, gdzie czułam się tak dobrze... bezpiecznie. Od razu odwzajemniłam uścisk. To wszystko co trzymałam w sobie nagle opuściło mnie. Jakby wypompowano ze mnie jaką cześć tego co dawno powinno być usunięte. Nie kontrolowałam już łez. Leciały, a ja im na to pozwalałam. Za bezsilność, za to jak długo to trzymałam w sobie, jak długo byłam pod tym względem silna. Za to, że się otworzyłam i poczułam wielką ulgę. W ramionach Harry'ego.
-Nie... Nie kochasz jej?- Spytał po chwili, przerywając ciszę.
-Nie wiem... nie mam pojęcia czy kiedykolwiek ją koch-kochałam. Zawsze była taka sztywna. poniekąd to przez nią czułam się ź-źle...tyle p-płakałam... nie wiem czy kiedyś czułam do niej coś po za tym, co muszę...Teraz tym bardziej nie chce. N-nie po tym. - Wyjąkałam.
-Shhhhh.- Uspokoił Harry, przytulać mnie do siebie jeszcze bardziej. -Wszystko będzie dobrze.
Zamknęłam oczy, nie chcąc potwierdzić temu. Nie wiedziałam czy wszystko będzie dobrze. Nigdy nie było. Chciałabym uwierzyć, ale to nie to samo co przekonanie się.
-Położymy się?- Spytałam cicho. Chłopak przytaknął i nie odsuwając się za bardzo ode mnie, ułożył nas w pozycji łyżeczek**, gdzie ja byłam małą, a on dużą.
Leżeliśmy tak kilka minut. Czułam i słyszałam jego oddech na mojej szyi, ręce owinięte na moich przedramionach. Byłam ciekawa, jak to wygląda z boku. Musimy wyglądać jak para, którą nie jesteśmy. Kim naprawdę jesteśmy?
-Harry?-Wyszeptałam, nie poruszając się.
-Tak?- Spytał cichutko.
-Mogę zadać ci pytanie? - Odważnie spytałam.
-Jasne.- Mogłabym przysiąść, że właśnie się leniwie uśmiecha.
-Czemu... Chodzi mi o to, że denerwujesz się, gdy mowa o to kim jesteś.. Twoje nazwisko i całą tą otoczkę sławy...
Harry westchnął, dalej się nie poruszając się.
-Chodzi o tą całą sprawę przed Milkshake City, prawda?
-Nie tylko... po prostu stajesz się trochę inny, gdy o tym wspomnę.
Zamilkł. Postanowiłam nic więcej nie mówić. Może nie chciał o tym rozmawiać i tak skończyć temat? Jeżeli to jest to czego chce, to niech tak będzie.
-Podczas poprzedniej trasy poznałem kilka osób. Kilka dziewczyn i chłopaków... byli w podobnym do mnie wieku. Myślałem, że się zaprzyjaźniliśmy, a oni... - Przerwał na chwilę, przełykając ślinę. -... oni przychodzili na nasze koncerty, oczywiście, gdy tylko ja dawałem im te cholerne bilety!- Podniósł lekko głos, lecz chwilę potem wrócił znowu do szeptu. - Przepraszam. Oni przychodzili na koncerty tylko i wyłącznie pośmiać się z nas. Naszej muzyki, tego co robimy na scenie, fanów... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gdyby jedna z tych dziewczyn nie rzuciła się na mnie pewnego dnia w garderobie i gdyby nie zobaczył tego jej chłopak i w złości nie powiedział o całym planie jego znajomych, nic bym o tym nie wiedział.
-Pieprzone ciumcioki.- Syknęłam zaraz po tym jak skończył. Jak można do cholery zrobić coś takiego takiemu człowiekowi jakim jest Harry?
-Co?- Zaśmiał się lekko.
-Co, co? - Spytałam zdezorientowana.
-Ciumcioki?- Znowu zachichotał.
-Och... - Zarumieniłam się, gdy Harry zaczął śmiać się jeszcze bardziej i coraz głośniej.
-Znasz więcej takich wyzwisk?
-Cóż... kaban?
-Kaban?- Znowu się zaśmiał, tym razem mu potowarzyszyłam.-Co to jest?
-No... w tłumaczeniu to coś jak dzik, wieprz..
-Boże...- Poczułam jak jego klatka piersiowa na moich plecach wibruje.- Koniec z tym, bo rozboli mnie brzuch. - Zachichotałam, ale siedziałam już cicho. Delektując się chwilą w ramionach Harry'ego. Patrząc na gwiazdy na niebie za oknem. Mówiłam już, jak uwielbiam ten pokój? Jest niesamowity, prawie tak samo jak każda gwiazda na niebie. Prawie tak samo jak Harry, ale i tak nie wystarczająco, aby mu dorównać.
-Nie jestem taka jak oni, Harry.-Szepnęłam, mając pewność, że i tak mnie usłyszy.
-Wiem...
-Możemy być przyjaciółmi?- Przerwałam mu odważnie. Nie wiem co we mnie się działo. Ten dzień miał moc wyjawiania tajemnic na świat. -Wiem, że możesz się bać. Boję się zaufać, ale chce spróbować.
-Nie bój się mnie. Prawdziwych przyjaciół nie trzeba się bać.
„Mam przyjaciela?"
Iskra nadziei rozpaliła się.
Zanim zdążyła rozpalić pożar, usnęłam.
Znowu czując się dobrze w jego ramionach.
*Ok, żeby wam dobrze to wyjaśnić, PLLS to test, coś pod to jak testy gimnazjalne w Polsce.
**Pozycja łyżeczek - to jakby położyć dwie łyżki koło siebie. Kobieta (przeważnie) leży na boku, a partner przytula (PRZEWAŻNIE XDDD) ją od tyłu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz