Wchodząc do domu i czując unoszący się zapach jedzenia jestem zdziwiona, ale kiedy jestem w przedpokoju i ściągam buty, słyszę śmiechy w głębi mieszkania, jestem przerażona. Starając się zachować ciszę, co pomaga muzyka grająca gdzieś w tle, okładam torby z zakupami, ściągam kurtkę i wyciągam telefon. W mojej głowie panuje mętlik. Rozmyślałam nad rzeczą, która mogłaby mnie obronić, gdyby moje czarne myśli stały się rzeczywistością. Przeklinam w myślach, że w domu nie mamy broni. Dziadek nauczył mnie szczelać i chyba to byłby pierwszy moment, gdyby mi się to przydało, gdyby...
-Hope, kochanie. Córciu, czy to Ty? - Zapytał ktoś o głosie mojej matki. Zaraz, co?!
Szybko poszłam w kierunku odgłosu. W salonie nie było nikogo, natomiast w jadalni zobaczyłam coś, czego nigdy nie powinnam widzieć.
-Och, miałam racje. -Znowu odezwała się moja matka. Nie odpowiedziałam, stałam w miejscu nie mogąc uwierzyć moim oczom. - Adam poznaj moją córkę Hope.- Dodała, mężczyzna wstał i podszedł do mnie z uniesioną rękę.
-Adam Yound- Uśmiechnął się. Jego uśmiech odejmował mu trochę lat, a powiedźmy szczerze wyglądał na faceta po czterdziestce. Po mino tego, wyglądał... dobrze. Ma sobie miał czarne spodnie idealnie dopasowane do bioder i ściśniętą białą koszulę. Na oparciu krzesła, gdzie siedział zwisała elegancka, czarna marynarka. Wyciągnął do mnie dłoń, którą szybko i automatycznie potrząsnęłam.
Co do cholery? Moja matka i ... facet? Tego jeszcze nie było.
-Córciu, może chcesz zjeść z nami kolacje? - Zapytała patrząc na mnie pod byka.
„Och, więc chce, żebym wyszła?" Pomyślałam. „ Przykre. "
-Z przyjemnością. - Uśmiechnęłam się jak bardziej szczerze, jak tylko potrafiłam w tej idiotycznej sytuacji, siadając przy jednym z boków stołu.
Na stole leżała miska z sałatką i na większym talerzu upieczony kurczak, a zaraz obok ugotowane ziemniaki. Sięgnęłam po dzbanek z wodą i nalałam ją do połowy czystej szklanki. Szybko nałożyłam pozornie troszkę sałatki i widelcem zaczęłam dziobać nowo nałożone jedzenie. Nie byłam głodna, po prostu jestem tutaj, bo moja matka tego nie chce.
-Więccc... - Zaczęłam. - Adam, po co się spotkaliście?
-Spotykamy się już jakiś czzz
-Interesy. - Syknęła kobieta w naszym ojczystym języku, co spowodowało zdziwione spojrzenie mężczyzny. -Sprawy bankowe, Nadzieja. To nic o co powinnaś się martwić.
-Zajebiście. -Spojrzałam na nią przelotnie, patrząc na zdezorientowanego Adam'a.- Sorry, Adam. Now... Tell me... How's it going? -Kontynuowałam po angielsku. - Twoje dzieci czekają na Ciebie w domu?
-Och, nie. - Odpowiedział z uśmiechem. -Nie mam dzieci.. przynajmniej nie w domu. Mój syn i córka pracują w oddziale naszego banku w Nowym York'u.
-To wspaniale! No wiesz... Jakaś rodzinna tradycja? Pracowanie w tym banku? - Sztucznie się zainteresowałam .
-Raczej rodziny obowiązek. -Zachichotał. - Ja rozkręcałem tą firmę z właścicielem, ale.. nie mówmy o nudnej pracy. Hope, słyszałem, że chcesz iść w kierunku fotografii?
-Tak i....- W mojej głowie pojawiła się lampka, która mówiła, że w tej sytuacji mogę się teraz wykręcić. - O mój Boże! Całkowicie zapomniałam. Mam pracę domową na jutro. Przepraszam, ale muszę iść. -Dokończyłam wstając z krzesła.
-Nic nie szkodzi, miło było poznać. - Adam wstał i z uśmiechem podał mi rękę. Chwyciłam ją i szybko uścisnęłam żegnając się.
Po kilku minutach już leżałam na łóżku. Cóż.. tego jeszcze nie było. Moja matka sprowadzająca mi nowego tatusia. To wydawało się prawie niemożliwe! Znaczy się, ona nigdy nie bawiła się w randki i tym podobne. Z resztą, pewnie za dużo o tym myślę i wymyślam. Naprawdę to mogą być sprawy bankowe. Tak, zdecydowanie koloryzuje.
Postanowiłam nie myśleć o Adamie i wziąć prysznic. To będzie zdecydowanie lepsza opcja.
Nie zajęła mi ona zbyt długiego dystansu czasowego, bo po prostu nie miałam siły, tak jak przeważnie to robię, przemyśleć następnego dnia. Postawiłam na przekonującym YOLO i przeżycia kolejnego dnia w szkole.
Była 19 kiedy odłożyłam książkę na stolik nocny. Przeczytałam już sporą cześć pierwszej części Darów Anioła i czytałabym dalej, ale oczy zaczęły mnie już boleć. Przypomniałam sobie o Alex, więc bez wahania chwyciłam telefon i wybrałam numer.
-Halo? - Zapytała odbierając.
-Alex, cześć. Co tam? Śpisz?
-Żartujesz, prawda? Jest dopiero po siódmej i po za tym, nigdy w życiu bym nie przegapiła wywiadu z 1D.
-Co?- Dopytałam zdezorientowana.
-Na MTV, leci wywiad na żywo z One Direction, więc mów, czego pragniesz, kobieto!
-Nawiązując do One Direction, kobieto....- Zaczęłam sięgając dłonią po pilot do telewizora. Włączyłam go, aby ustawić na wspomnianej stacji. -Pamiętasz o koncercie o jakim mówiłaś?
-Jezus, Hope. Jak mogłabym zapomnieć?! To prawie za tydzień.
-W jaki dzień konkretnie? - Zapytałam.
-W przyszły czwartek, pamiętaj, żeby się ładnie ubrać, kochana.
-Woah, kochana, kto powiedział, że się wybieram.
-Ja! Ja powiedziałam, ba, ja to stwierdzam.
-Jesteś zbyt pewna siebie. - Zachichotałam.
-Taaak, wiem, ale... O MÓJ BOŻE, IDĄ!- Ostatnie słowa wykrzyczała, gdy na ekranie zaczęli pokazywać jak chłopcy z 1D wchodzą do studia i siadają na długiej, skórnej kanapie. Alex zapiszczała do słuchawki, a ja przyglądałam się dalszemu ciągu programu.
-Witajcie, chłopcy. Miło Was znowu widzieć. - Przywitała się blond prezenterka.- Niall, jak tam z Twoim kolanem?- Zapytała, na co Irlandczyk się zaśmiał.
-Wszytko dobrze, przed trasą musiałem trochę z nim ćwiczyć, żeby być w wystarczającej formie. To musi wystarczyć do następnego roku, do skończenia trasy. -Odpowiedział.
-Biedak. - Zanuciła mi do ucha Alex.
-Trasa, a po trasie, jakieś prany? Możemy już czekać na kolejną płytę? - Dziennikarka zadała pytanie.
-Zdecydowanie tak! -Powiedział wyraźnie podekscytowany Liam.- Już dawno skończyliśmy prace nad płytą z tej trasy, dzięki czemu mamy możliwość pracowania już nad nową.
-To dopiero początek pracy. -Wtrącił Louis.- Oczywiście, ciągle będziemy nagrywać w trasie. Pisać i nagrywać. Myślimy nad tym z dystansem, nie chcemy zawieść fanów, dlatego nie chcemy podawać konkretnej daty.
-Potrzeba dużo pracy i pomocy inny. - Dodał Zayn. -Nie od dziś wiadomo, że nasza kariera nie zaczęła się w studiu, tylko na scanie. Pomoc innych jest nam potrzebna i zdecydowanie potrzebujemy wiary w naszą muzykę.
-To akurat robota naszych wspaniałych fanów, którą wykonują najlepiej jak można.- Zaśmiał się Nialler, a po całym studiu,dzięki widowni można było usłyszeć "awww"
-Ooooo! - Zanuciła po raz kolejny Alex.
-Och, chłopcy, chłopcy. Dziewczyny na widowni już są wasze. Czy jakaś dziewczyna zakręciła wami tak jak wy swoimi fankami?- Z uśmiechem blondynka zadała pytanie.
-O mój Boże! - Zapiszczała Alex, lecz wróciłam na to uwagę na moment, ponieważ po chwili znowu pełną uwagę skupiłam na telewizorze.
-Ja jestem cały czas zaręczony, nie patrz na mnie. - Zayn podniósł ręce do góry.
-Więc kto z was na ten moment jest wolny?- Zapytała dziennikarka.
-Ja.- Niall odpowiedział krótko. A Harry? Harry miał dziewczynę...? O mój Boże...
-Zaraz, zaraz... Harry jest wolny. Czemu tego nie potwierdził?- Zaciekawiła się Alex.
-Tylko? W mojego źródła Harry też jest wolny, prawda?- Zapytała kobieta. W odpowiedzi przez chwilę było słychać tylko ciszę. Popatrzyłam w miejsce, gdzie siedział Harry. Wyglądał na zamyślonego. Siedzący obok Zayn, klepnął go w kolano, na co on przyjrzał się mu. Przyjaciel Hazzy przechylił się w jego stronę mówiąc mu coś po ucha.
-Och, sorry! - Wreszcie odezwał się Harry. - Masz dywan ma naprawdę super wzór. - Spojrzał na prezenterkę, a w jego policzkach były głębokie dołeczki. -I tak, z związkami stoję na tym samym co Niall.
-Żadnych planów w tej sprawie?
-Nie, na razie nie. Mam wszystko czego potrzebuje.
-Masz przecież tyle przyjaciółek, nie myślisz o nich, gdy jesteś sam?
Harry się zawahał przed odpowiedzią.
-Nie.
-Na co czekacie? Jesteście młodzi, przystoi i macie plany na przyszłość. Zdecydowanie idealny materiał na chłopaka.
-To nie o to w tym chodzi. - Wtrącił Nialler. - Myślę, że w tym chodzi o to, żeby po prostu spotkać tą jedyną, która po prostu stanie przed Tobą i kolana się ugną z zrażenia. Na to chyba czekam.
Chłopak w lokach przytakiwał, patrząc na kolegę.
-Powodzenia w szukaniu tej jedynej, chłopcy.- Blondynka zachichotała. -Wracając do poprzedniego tematu. Znowu zmiany? Wasz nowy album to zdecydowanie to co wszystkie dziewczyny chcą usły...
Wyłączyłam pilotem telewizor. Nie potrzebnie go włączałam. Po co, do cholery słuchałam tego wywiadu?!
-Alex, jesteś tam?- Zapytałam.
-Tak, jestem. -Odpowiedziała.
-Muszę kończyć. Jutro szkoła, więc... do zobaczenia w czwartek, tak? Jeszcze się zgadamy co i jak dokładnie.
-Okej. Trzymaj się, Hope.- Pożegnała się, co odwzajemniłam i się rozłączyłam.
Minęło dobre kilka minut zanim zasnęłam. Może godzin, sama nie wiem. Myśląc nad tym całym wywiadem, sen przychodził ciężko. Prawie tak samo ciężko, jak przeżycie kolejnego dnia. Kiedy wstałam rano z łózka, zjadłam śniadanie, ubrałam się i wyszłam do szkoły. Przetrwałam zajęcia, aby wrócić do domu, gdzie wolny czas spędziłam na zbieraniem informacji na temat projektu na biologię. Sama nie wiem, kiedy cały czwartek minął, a musiałam wstawać już w piątek rano. Poranna rutyna nie zmęczyła mnie tak bardzo jak nudne zajęcia w szkole. Starałam się ignorować wszystkie komentarze na mój temat, nawet te od Michael'a, który zadziwiająco mało kierował w moją stronę, co mnie ucieszyło, ale z drugiej strony niepokoiło. To nie mogło się dziać tak nagle, nigdy nie mógłby się stać miły.
Stukałam ołówkiem o biurko w rytm piosenek Seleny, które grały w moich słuchawkach, czekając ostatnie minuty na dzwonek kończący lekcje w tym tygodniu. Kiedy dźwięk dzwonka rozprowadził się po całej szkole, szybko chwyciłam torebkę i wsadzając dokładniej dwie słuchawki wyszłam z klasy. Nie mając po co iść do mojej szafki, wyszłam ze szkoły. Nie zareagowałam, gdy ktoś dotknął moje ramie. W tym tłumie dzieciaków, zdarzało się to często. Zatrzymałam się dopiero, gdy jakaś postać stanęła przede mną. Moje zaskoczenie było tak wielkie, że prawie nie dowierzałam, że widzę przed sobą te znajome dołeczki. Miałam się odezwać, kiedy ktoś podbiegną do mnie, chwytając ramię torebki na moim ramieniu. Obróciłam się w kierunku, gdzie czułam czyjąś obecność. Tym kimś okazała się Nina. Znowu, nie zdążyłam odezwać zanim ona patrząc przed siebie krzykneła.
-O mój Boże, HARRY STYLES!
Harry przełknął pod nosem i szybko złapał mnie za nadgarstek. Na początku, prawie ciągnął mnie siłą, lecz, gdy skojarzyłam fakty, zaczęłam razem z nim biec przed siebie. Z przyzwyczajenia skręcałam w te same ścieżki, przed które idę do szkoły z domu, będąc blisko domu, przystopowała. Harry obejrzał się za siebie. Przez chwilę próbowałam złapać oddech, a po chwili wrócił on do normalności, po biegu. Kiedy dorównałam do Harry'ego położyłam dłoń na jego ramieniu i wybuchałam śmiechem.
-Było fajnie. -Powiedziałam po między słowami, a śmiechem.
-Tak. -Zaśmiał się.- Nie na tyle, żeby to powtarzać.
-Zobaczymy.- Wzruszyłam ramionami. -Po za tym, co Cię sprowadziło do mojej szkoły?
-Ty. -Odpowiedział krótko. - Zabieram Cię na małą wycieczkę.
-Okeeej. -Zgodziłam się niepewnie. -Najpierw chodźmy się napić wody do mojego domu, tyle przebiegliśmy, że jesteśmy już prawie na miejscu.
Szliśmy spacerkiem w stronę mojego domu i dopiero wtedy przyjrzałam się w co jest ubrany Harry. Miał na sobie czarne jeansy, trampki i podobną do tej, którą nosił w środę, bluzę z kapturem. Tyle, że tym razem była ona granatowa. Jego loki przykrywała czerwona czapka z daszkiem. Wyglądał po prostu jak zwykły nastolatek.
Zanin się spostrzegłam już staliśmy pod moimi drzwiami domu. Zdążyłam pochwalić się moimi zdolnościami otwierania zamków i byliśmy już w środku mieszkania. Rzuciłam plecak na kanapę w salonie i po cichu skierowaliśmy się do kuchni. Nalałam dwie szklanki wody, jedną podałam Harry'emu, na co podziękował cicho. Upiłam dosłownie łyk, kiedy usłyszałam jakiś dziwny jęk. Spojrzałam zdezorientowana na Harry'ego. Kolejny odgłos. Głośniejszy. Harry odstawił szklankę na blat, a ja zrobiłam to samo. Kolejny, głośniejszy, głębszy odgłos. I kolejny, tym razem byłam przekonana, że to jęk. Nie mogąc uwierzyć, swoim przypuszczeniom, po prostu wybiegłam z kuchni. Weszłam po schodach na pierwsze piętro. Biorąc wdech, szybko, bez pukania otworzyłam drzwi do pokoju matki. I to co tam zobaczyłam, należało do rzeczy jakich nigdy nie chciałabym widzieć. Matka zapiszczała, widząc mnie w drzwiach. Adam próbował szybko rozłączyć się z nią. Podczas, gdy ona zakrywała się kołdrą. Adam tyłem do mnie zakładał swoje bokserki. Nie poczułam nawet obecności Harry'ego za sobą, dopóki nie zamknął z powrotem drzwi. Moja matka... ona... ona właśnie... Spojrzałam na bruneta, który miał smutny wyraz twarzy i współczucie w oczach. Nic innego nie przeszło mi przez myśl, jak po prostu zamknięcie się w moim pokoju. Wbiegłam szybko po schodach piętro wyżej. Słyszałam kroki za mną i byłam pewna, że to Harry. Wbiegłam po pokoju i biorąc pierwszą lepszą rzecz do ręki, która okazała się być lampą, wrzuciłam nią w ścianę, pozwalając jej się rozpaść. Tak samo jak ja w tym momencie. Upadłam na kolana, wybuchając płaczem. Między moimi głęboki oddechami i szlochem, usłyszałam przekręcający zamek drzwi. Poddałam się i pozwoliłam emocją wyjść ze mnie. Czułam się jakbym upadała z 30 piętrowego budynku w Nowym Yorku, na zapełnioną taksówkami ulicę. I upadłabym poddając się, gdyby nie silne ramiona w okół mojej tali. Trzymające mnie i nie pozwalające upaść, załamać się i upaść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz