piątek, 7 lutego 2014

ROZDZIAŁ 12. „Dobre kłamstwo nie jest złe."

Westchnęłam zirytowana. Serio, on? Teraz? Miło.
-Odwal się?- Spytałam
odpychając Michael'a za ramiona jak najdalej ode mnie.
-Nie wydaje mi się. - Odpowiedział i zrobił krok w moich kierunku, na co zareagowałam cofnięciem się.
-Przejdźmy od razu do rzeczy. - Syknęłam zdenerwowana. Harry może się przyglądać temu wszystkiemu. I mam głęboką nadzieję, że nie wyjdzie z samochodu. -Czego chcesz?
-Ja? Czemu uważasz, że chciałbym czegokolwiek?
-Jesteś większym idiotą, niż myślałam, że jesteś.
-Lepiej się przymknij, Poklis. -Och, zdenerwował się? Przykro.
-Powiedź o co ci chodzi i miejmy to za sobą.- Powiedziałam nadal trzymając się swojego kierunku tej rozmowy. Właściwie, który nazywa się jej końcem.
-Chodzi mi o Twojego kolegę.- Kurwa.
-Jakiego mojego kolegę?
-Twojego kolegę, Harry'ego.- Kurwa mać. Ugh.
-Nie znam. - Stwierdziłam i obróciłam się tyłem do niego. Szłam przed siebie szukając wzrokiem samochodu Harry'ego i byłam już prawie na parkingu, kiedy zauważyłam go machającego do mnie z otwartego okna w aucie. Kurde. „Proszę, proszę, Proszęęęę, nie wychodź" Myślałam. Nagle poczułam dłoń Michael'a, jak zgaduje, na co jeszcze raz zwróciłam na niego uwagę, mając naprawdę wielką nadzieje, że Harry nie pojawi się zaraz u mojego boku.
-Czego?- Syknęłam. Byłam wkurzona. Czego on chce?
-Woah, nie denerwuj się, złotko.- Skrzywiłam się na jego słowa. Ohyda.
-Nie nazywaj mnie tak. - Powiedziałam i w nagłym przypływie odwagi, a może strachu przed tym, że Harry może wyjść swoim tyłkiem z tego pierdolonego samochodu, podeszłam do mojego wroga. Stałam może 3 kroki przed nim. - Czego ty kurwa ode mnie chcesz? No czego? Kasy? Powiedź, a dostaniesz ją, jeśli to sprawi, że się odpierdolisz. Nic innego ode mnie nie możesz dostać. - Powiedziałam. Naprawdę, nie wiem co we mnie wstąpiło, ale mam wielką ochotę mu uderzyć w twarz. Za to co robi teraz, za to co zrobił i za to, że nie chce mi pozwolić żyć i mnie dręczy. Jak nigdy mam ochotę mu się postawić, lecz jednak dla własnego dobra się hamuje. Widzicie czemu nie chętnie się tu pojawiałam? Właśnie, macie powód z dodatkiem uzasadnienia. Michael zaśmiał się ironicznie, spoglądając mi w oczy. „ Boże. Ble, ohyda. Nie! " Od razu krzyczały mi głosy w głowie dopóki nie poczułam czyjeś obecności za sobą, następnie dłoni na ramieniu. Obróciłam się w tym kierunku. Za mną stał Harry. No pięknie, jeszcze go trzeba było tu. Moje modlitwy, zdecydowanie nie zostały wysłuchane. Ubrany był w swoje chyba już tradycyjne czarne jeansy i białe trampki. Na ramionach miał szarą bluzę z kapturem, który aktualnie był narzucony na jego głowę. Na nosie miał założone przeciwsłoneczne okulary, co było śmieszne, ponieważ dziś słońce nie świeciło tak upalnie jak na przykład w niedziele. Tamta pogoda poszła już w niepamięć, ponieważ już na przyszły tydzień zapowiadali burze z deszczem.
-Cześć. - Przywitał się ze mną lekko pocierając ramię i następnie spojrzał na Micheal'a. Podążyłam za jego wzrokiem i zobaczyłam jak mój wróg szczerzy się głupio.
-Witam, jestem Michel. - Powiedział wyciągając swoją dłoń w kierunku Harry'ego. On wyciągnął swoją lewą (drugą ciągle trzymał na moim ramieniu.) i już chciał się z nim przywitać, kiedy nagle się do niego przytuliłam. Owinęłam swoje dłonie wokół jego tali i wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową. Poczułam jego lewą dłoń na moich ramionach.
-Cześć, Marcel. Tęskniłam za Tobą. - Odpowiedziałam na jego przywitanie lekko podnosząc się na palcach, aby dosięgnąć ustami jego policzka, gdzie zostawiłam mały, krótki pocałunek.
-Ja za Tobą też. -Odpowiedział uśmiechając się. Zobaczyłam jak dołeczek powoli formuje się w jego policzku, co dało mi do myślenia, że uśmiecha się szczerze. Och, nie. Michael odchrząknął wracając na siebie uwagę. Harry puścił rękę wcześniej trzymającą moje ramiona. Spojrzał na mnie i mogłam przez jego okulary zobaczyć dezorientowane spojrzenie, co mogą potwierdzać lekko zmarszczone brwi. Próbowałam wzrokiem jakoś przesłać mu informacje, żeby kontynuował moje kłamstwo.
-Tak, cześć. Jestem Marcel. - Powiedział i uścisnął rękę Michael'a. Po chwili poczułam lekki uścisk na ramieniu wywołany dłonią Harry'ego. Mogłam prawie wyczuć jak ten gest miał znaczyć „Zrób coś z tym. Ratuj. Teraz Twoja kolej."
-Jesteś gotowy, Marcel?- Spytałam realizując jego prośbę.
-Tak. Um.. Na razie, Michael. - Odpowiedział i obrócił nas tyłem do niego.
Kiedy doszliśmy do jego samochodu i do niego wsiedliśmy Harry szybko przekręcił klucz w statyce i już po chwili byliśmy na drodze.
-Kto to był?- Spytał po chwili niezręcznej ciszy, w której nagle moje paznokcie stały się niezwykle interesujące.
-Um, Michael.. on jest z mojej klasy.
-Och, okej.- Mruknął.
-Ja.. przepraszam, że nazwałam Cię Marcelem, ale uwierz albo nie w szkole jest pełno waszym fanek i ja... um, chciałam wzbudzić w nim zazdrość. - Skłamałam. Nie chciałam, żeby Michael wiedział, że naprawdę mam kolegę Harry'ego. Tego Harry'ego. Na dodatek, nie chciałam mówić Harry'emu, że Michael się znęca nade mną w szkole.
-Och...- Odpowiedział tylko. Kurde, to zabrzmiało głupio. Tak jakbym go wykorzystała. Ugh, nie miało tak być! Jestem idiotką. Resztę drogi przebywamy w ciszy, w tej niezręcznej. Widziałam jak Harry kręci się na swoim siedzeniu, kiedy otwierałam usta i chciałam go przeprosić. Jednak widząc jego reakcje od razu zamykałam usta, aż do momentu, kiedy zatrzymał auto pod jednym z budynków. Wzięłam głęboki wdech, aby zebrać w sobie siły. Dlaczego to zawsze ja muszę powiedzieć coś nie odpowiedniego? Och, tak może dlatego, że nigdy nie miałam okazji z kim rozmawiać i jestem lekko zacofana, jeśli chodzi o mówienie odpowiednich słów, tak, żeby kogoś nie urazić. Tym bardziej osobie, której nie chcesz skrzywdzić.
-Harry?- Szepnęłam wychodząc z auta. Chłopak spojrzeniem skupił  na mnie swoją uwagę.- Przepraszam, nie chciałam, żeby no wiesz... żeby on był zazdrosny o Ciebie.. chodzi mi o to... ugh, Michael to straszny dupek!- Mieszałam się w słowach wymachując dłoni w powietrzu.- Chodzi o to, że...
-Hope.- Odezwał się, na co przeniosłam wzrok z ziemi na niego. - Nie musisz mi się tłumaczyć. Nie wykorzystałaś mojego nazwiska, więc jest w porządku. Nie ważne do jakiegokolwiek celu chciałaś to użyć.- Dodał. Och, więc...
-Nie chce się z Tobą zadawać dla sławy, Harry!- Podniosłam głos. Co mi z jego sławy i nazwiska? Jest nadal tym, który dał mi więcej wspomnieć w jeden dzień, niż kto inny od początku tego pierdolonego roku.
-Nie powiedziałem, że tak jest!- Zbliżył się do mnie, ale mówił cicho i spokojnie. - Powiedziałem, że nie muszą mnie obchodzić Twoje sprawy. Mam tylko nadzieję, że pomogłem ci w tym co chciałaś osiągnąć. - Jęknęłam na jego słowa. To trudne. I nie obchodzą go moje sprawy...  „Och, a Ty głupia, miałaś nadzieję, że jednak tak i będzie dla Ciebie kimś więcej". Odezwał się moja podświadomość. „Cóż... odpowiednie imię dla odpowiedniej osoby..." bo przecież nadzieja to matka głupich.
-Możemy o tym zapomnieć i po prostu spędzić mile ten czas?- Spytałam, na co Harry się uśmiechnął. Wow, szybko zmienia nastroje.
-Jasne. - Odpowiedział i ruszaliśmy chodnikiem skręcając tuż za rogiem budynku przy którym się zatrzymał. Kiedy weszliśmy do środka, okazało się, że przyprowadził mnie do małej kawiarenki? Baru mlecznego? Jak to nazwać? Pamiętam jedynie, że przed wejściem był napis Milkshake city.Obejrzałam się po wnętrzu pomieszczenia. Ściany były pomalowane na różowy i biały. Na szybkach i w prawie każdym możliwym był namalowany motyw krowy, więc stwierdziłam, że to logo firmy. Patrząc na lewą stronę mogłam zauważyć ścianę z ramkami ze zdjęciami, która od razu mi się spodobało. Przyglądając się jej chwilę mogłam zauważyć nawet parę zdjęć z Harry'm i resztą chłopaków. To zaciekawiło mnie do dalszego rozglądania się. Zachichotałam, gdy ujrzałam wielki plakat 1D na ścianie koło lady. Harry spojrzał na zdezorientowany, więc wskazałam palcem na cel mojego zainteresowania.
-Stały klient?- Spytałam cały czas się uśmiechając. Harry zachichotał i znowu ruszył do przodu. Kiedy staliśmy przy ladzie po chwili pojawił się ekspedientka. Uśmiechnęła się szeroko na widok Harry'ego.
-Harry, miło Cie tu widzieć. Podać to co zawsze?- Spytała. No i mamy odpowiedź. Harry musi być stałym klientem.
-Dla mnie tak, ale...- Obrócił się do mnie z pytającym spojrzeniem.- Hope, co chcesz?
-Ja.. um... nie wiem. - Wzruszyłam ramionami. Co w ogóle mogę tutaj dostać?
-Mamy shake 1D, może być?- Spytała kasjerka. Widać, że jest przyjazna nastawiona, przez co trochę się rozluźniłam.
-Shake 1D?- Zachichotałam i lekko trąciłam Harolda w bok. - Interesujące. Poproszę go.


-To czadowe!- Powiedziałam, gdy wyszliśmy z Milkshake city. Shake 1D okazał się być czekoladowo waniliowym napojem i niebieską posypką u góry. To było prawie tak samo dobrze w smaku jak wyglądało.
-Wiem.- Stwierdził i otworzył przede mną drzwi do samochodu. Wsiadłam do środka i czekałam, aż Harry znajdzie się koło mnie na swoim siedzeniu.
-Gdzie teraz? - Spytałam. W sumie i tak już nie muszę wracać do szkoły.
-Pomyślałem, że może.. um, do mnie?- Podniósł rękę do swojego karku i zacząć lekko go pocierać.- Możemy zamówić pizze albo podjechać jeszcze po coś.
-Masz na to czas?- Zapytałam z ciekawości.
-Tak. Właściwie mam czas do piątej, bo potem mamy wywiad na żywo.
-Och...- Mruknęłam. Mówi o wywiadach jakby to była zwykła codzienność. Ahh, tak. Dla niego była.
-To jak będzie? Wiem, że mówisz wrócić do szkoły. Mogę Cię podwiesić później.
-Nie! -Podniosłam głos, ale szybko się opamiętałam. - Nie, muszę tam wracać. Miałabym tylko w-f, na którym i tak bym nie ćwiczyła, więc nie muszę tam wracać.
-Okej. - Odpowiedział wzruszając ramionami.-Więc jaki plan? Nie wiem jak Ty, ale mam ochotę na chińszczyznę.
-Sushi? Nigdy nie próbowałam.-Odparłam.
-No to czas to zmienić!- Uśmiechnął się wyjeżdżając na główną ulice.

Po pół godzinnej jeździe z dodatkiem żartów i wygłupów z Harry'm wreszcie dotarliśmy do naszego celu. Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam jego czekającego przy drzwiach po mojej stronie.
-Myślałam, że sama wyjdę po jedzenie. - Stwierdziłam. Wyrozumiałe było to, żeby Harold nie wchodził do żadnych restauracji, przez oczywiste powody. Był sławny.
-Nie tym razem. Znają mnie tam, więc to nie będzie jakaś nowość. -Odpowiedział wzruszając ramionami. Mój brak odpowiedzi uznał chyba za coś złego, a tego nie chciałam, więc uderzyłam go lekko łokciem w bok.
-Hej, co się dzieje?
-Ja...um... wiem, że to dziwne, że czasem.. no wiesz... nie mogę wychodzić jak każdy inny...
-Dla mnie to w porządku.- Przerwałam mu.- To... zrozumiałe.
-Naprawdę?- Zapytał otwierając przede mną drzwi do knajpki.
-Oczywiście. W Twojej sytuacji to jak najbardziej.. hm, normalne.
Dziwne rozmawiać z nim o takich sprawach. Naprawdę, mogę szczerze powiedzieć, że zachowuje się normalnie. Jak każdy w jego wieku, ale nadal... jest chłopakiem, za którym podąża otoczka showbiznesu. Najlepsze i najbardziej zadziwiające jest to, że wydaje się, iż chłopak w ogóle o tym nie myśli. Pozostaje taki jak chce być i nie dąży do wykonywania czyiś rozkazów, a tym bardziej śledzeniem codziennej monotomii. Harry uśmiechnął się w moim kierunki i za krótko potem znaleźliśmy się przy długiej ladzie.
-Harry, miło Cię tu widzieć. -Przywitał nas mężczyzna. Kucharz w tej całej knajpce. Jejku, naprawdę nie wiem jak to wszystko tutaj nazywać. Nie znam się na tym. W życie nie jadłam sushi, ani tym bardziej nie podążałam do znalezienia jakichkolwiek informacji na temat tego typu jedzenia. Swoją drogą. Harry ma dobre znajomości w świecie gastronomicznym.
-Cześć, wpadłem po to co zawsze, ale tym razem dwa razy. - Powiedział i spojrzał zza ramienia na mnie. Uśmiechnęłam się, co odwzajemnił.
-Jasne, dajcie nam 3 minuty. - Odpowiedział mężczyzna w tym samym czasie obracając się i wchodząc, jak sądzę, do kuchni. Całe pomieszczenie nie było zbyt duże i też nie było tutaj dużo osób. Kilka osób rozmawiało po między sobą śmiejąc się albo po prostu jedząc swoje jedzenie. Czarno białe ściany z dodatkami w takich samych kolorach łączyło się w nieprzesadzony wystój.
-Stały klient, huh?- Zachichotałam.
-Wiesz, muszę znać miejsca gdzie idę. Plus, tutaj robią najlepsze szybkie obiady.
-Wierzę na słowo. -Odpowiedziałam i przez chwile wymienialiśmy się zwyczajnymi słowami, aż w końcu dostaliśmy swoje jedzenie na wynos. Oczywiście po paru minutowym namawianiu Harry'ego, że mogę mu oddać pieniądze za to co dla nas kupił, nie udało mi się. W drodze do auta udawałam obrażoną, lecz gdy już znaleźliśmy się w środku oboje na raz wybuchnęliśmy nieopanowanym śmiechem. Musieliśmy poczekać, aż się uspokoimy, żeby nie narobić sobie problemów na drodze. Po może półgodzinnej jeździe, która  według mnie nie mogła tyle trwać, ale cóż.. zegarek na nadgarstku Harry'ego i w moim telefonie nie może kłamać równocześnie. Harry zatrzymał się koło jednego z wielkich domów. Na zewnątrz był on obity brązowym drewnem i zielonym dachem. W wewnątrz dom był podobnie przytulny jak i na zewnątrz. Staliśmy w długim korytarzu, który służył także jako przedpokój. Po lewej stronie można było zobaczyć salon, gdzie na środku przed kominkiem stała czarna, skórzana kanapa. W głębi korytarzu były schody, która jak sądzę, prowadziły na drugie piętro i może dalej.
-Mieszkasz tutaj?- Spytałam. - Sam?
-Nie i nie. -Zachichotał.- To dom mojego przyjaciela Ben'a i jego żony.
-Więc....
-Mieszkam tu chwilowo. Dom, który nie dawno kupiłem, jest całkowicie do odnowy i pomieszkuje u kogo się da w tym czasie. Na dodatek sam w wielkim domu nie czuje się... normalnie. -Wyjaśnił. - Chcesz iść do góry? Um.. To znaczy.. Mój pokój jest na strychu, więc...
-Okej.- Przerwałam mu wzruszając ramionami. Zaciekawił mnie. Jego pokój jest ta strychu? Wow. Z chęcią chce zobaczyć jak to wygląda.
Po ściągnięciu butów w przedpokoju szybko zahaczyliśmy po widelce, bo jak Harry stwierdzi za pierwszym razem mogę nie umieć jeść patyczkami. Weszliśmy po schodach na drugie piętro i na końcu korytarza, można było zobaczyć  schody ciągnące się do góry. Po jakich chwile później przeszliśmy, następnie zajmując się w pokoju Harry'ego. Myślałam, że będę mogła się spodziewać jakiegoś pokoju z jednym łóżkiem i z nieograniczoną ilością pudełek, które już nie są potrzebne, ale to była zupełna odwrotność moich rozmyśleń. Na przeciwko wejścia było duże okno w brązowej ramie, po prawej stronie stało biurko, gdzie były rozłożone papiery, a po lewej stronie pod ścianą było łóżko w biało czarną pościel. Gdy weszliśmy całkiem do pokoju zauważyłam szafę tuż obok drzwi.
-Zaskoczona?- Zapytał rozbawiony.
-Troszkę... To nie to czego się spodziewałam.
-Pozytywnie czy negatywnie?
-Pozytywnie! Oczywiście. Miło tu.
-Dzięki. -Zachichotał siadając na krześle koło biurka. Harry ruchem ręki wskazał, żebym usiadła na łóżku, co też zrobiłam. Chłopak pilotem włączył telewizor, który wisiał nad łóżkiem. W tle leciała muzyka, kiedy postanowiliśmy się zabrać za nasze jedzenie. W białym, kwadratowym pudełku, po jego otworzeniu mogłam zobaczyć makaron w sosie i z innymi dodatkami.
-Ym.. To nie jest przypadkiem z psa ani kota?- Spytałam z poważną miną z równie poważnym pytaniem. Chciałam mieć pewność do tego co mam zamiar zjeść. Harry spojrzał na mnie, aby sekundę później wybuchnąć śmiechem. Nie chciałam tego, ale sama zaczęłam chichotać. Kiedy już się uspokoił starał się mówić normalnym tonem, lecz nie wychodziło mu to.
-Z tego co wiem...- Chichot.- To jest albo...- Chichot.- Kurczak lub wołowina.
-To spoko. - Wzruszyłam ramionami biorąc do ręki widelec. Nawet nie mam zamiaru próbować z pałeczkami. W sumie myślałam, że będzie to sushi, lecz myślę, że makaron to nawet lepsze rozwiązanie. Kiedy byliśmy w połowie jedzenia i oglądanie teledysków w tv Harry się odezwał.
-Hej, um...- Spojrzałam na niego w tym samym czasie kiedy wycierał usta wierzchem dłoni.- Nie chcesz spróbować jeść pałeczkami?
-Nie, nie umiem. -Powiedziałam i wróciłam znowu do oglądania. W telewizji właśnie leciała nowa piosenka The Vamps - Wild Heart. Szczerze nie znam ich, ale fajnie grają.
-Och, no dalej, Hope.- Jęknął Harry.- Przynajmniej spróbuj.
-Nie.
-Tak, proszę.
-Eh, nawet nie wiem jak to trzymać w palcach. - Odpowiedziałam.
-Pokaże ci.- Usłyszałam i zaraz poczułam uginające się łóżko, pod wpływem ciężaru Harry'ego. Spojrzałam na niego, a on zachęcająco podawał mi dwie pałeczki. Westchnęłam i odebrałam je od niego, na co zasłużyłam na firmowy uśmiech Harry'ego Styles'a. Wow.
Nie obyło się bez śmiechu i mojego zażenowania, ale koniec końców w końcu umiem posługiwać się pałeczkami do chińskiego żarcia! Yey! Gdy już postanowiłam skończyć jeść nimi zorientowałam się, że jedzenie już jest zimne, ale nie przeszkadzało mi to. Harry po swojej lekcji dla mnie nie zeszedł z łóżka, co również mi nie przeszkadzało. Gapiliśmy się bez celu w ekran telewizji, kiedy odezwałam się.
-Ty masz to samo do jedzenia co ja?- Zapytałam bez celu. Nudziło mi się trochę,ale... w dobrym znaczeniu. Tak nudzić się mogłabym codziennie.
-W sumie.... nie. Chcesz spróbować?
-Jasne. - Odpowiedziałam i po chwili otrzymałam jego pudełko z jedzeniem.
-A Ty? Z czym masz?- Spytałam na co wzruszyłam ramionami i podałam mu swoje pudełko. Spróbowałam jego jedzenia. Miało inny smak. Było bardziej ostre, ale reszta była podobna co moje.
-Twoje jest lepsze. -Odpowiedziałam zawijając na pałeczkę makaron. Dobra, może trochę inaczej zaakcentowałam "umiem jeść pałeczkami". Umiem, ma swój sposób.
-Chcesz dokończyć? Twoje też nie jest najgorsze, możemy się wymienić.
-Dobra. - Uśmiechałam się.
-Spoko. - Zachichotaliśmy. - Twój sposób jedzenia pałeczkami... przeszedł po prostu do historii, Hope.
-Dzięki, Haroldzie. - Zaśmiałam się lekko trącając do łokciem w bok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz